Menu

matka polka czytająca

blog o książkach dla dorosłych i dla dzieci

Fascynująca lektura - "Księga morza" Morten A. Strøksnes

dosia1331
DSCN0214
 
Morze ma wiele barw. A co jest dźwiękiem morza? Czy fale szemrzące na plaży albo grzmiące o skały i kamienie wybrzeży, smaganych wichrami? Owszem, tak to brzmi na lądzie. Inna sprawa - pod wodą. Tam morze ma swoisty ton, głęboki poszum, który powstaje w nim samym - czysty "ryk Behemotów w rui".
 
Pamiętam, jak w czasie rejsu po Morzu Egejskim wypatrywałam delfinów, bo obiecano mi, że przy odrobinie szczęścia zobaczę ich pełen radości pokaz pływania. Tak bardzo chciałam zobaczyć te piękne stworzenia, że o mało nie wypadłam za burtę. Szkoda, że nie skorzystałam z tej możliwości, zwłaszcza że mogłabym liczyć na ewentualny ratunek ze strony jednego z nich. Znane są przecież przypadki, kiedy delfiny przybywały ludziom na pomoc, choć czytałam również o takich sytuacjach, gdy było wręcz przeciwnie. Ale przy całej sympatii dla delfinów, chcę wierzyć, że są jednak pokojowo nastawione. A tak na marginesie, całkiem dobrze pływam, więc chętnie dołączyłabym do uroczych delfinów. Może kiedyś, kto wie? Wspominam o tym, bo jestem po lekturze arcyciekawego reportażu "Księga morza", który łączy w sobie również elementy eseju. Autorem książki jest Morten A. Strøksnes, norweski dziennikarz, fotograf i pisarz. Człowiek posiadający ogromną wiedzę na temat morskich głębin, a do tego piszący w sposób niezwykle sugestywny.
Znacie to uczucie, kiedy czytacie zdanie kończące książkę i wcale nie macie ochoty rozstawać się z lekturą? Odkładając tę książkę dosłownie zatęskniłam za widokiem morza, za jego szumem, zapachem... Na pewno wrócę do "Księgi morza" za jakiś czas, zwłaszcza że czytałam tę historię sprawdzając informacje w niej zawarte w licznych artykułach o morzach i oceanach, które można znaleźć w sieci. Poza tym podkreśliłam mnóstwo pięknych fragmentów, bo nie da się ukryć, że Morten A. Strøksnes, oprócz dużej wiedzy, posiada też wielki dar opowiadania.
"Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku" - tak brzmi pełny tytuł reportażu i właściwie do pewnego stopnia zdradza o czym będzie w nim mowa. Nie jest to oczywiście poradnik, dzięki któremu czytelnik zechce dokonać podobnego czynu. Dużo bezpieczniej będzie zostać na lądzie, zwłaszcza gdy polowanie na gigantyczne ryby oglądało się tylko i wyłącznie na ekranie telewizora. Chęć złowienia rekina polarnego nie jest celem samym w sobie, ale pretekstem do pięknej opowieści na temat podwodnego świata oraz zwierząt, które tam żyją. Morten A. Strøksnes w towarzystwie przyjaciela, malarza i rybaka, decyduje się zrealizować szalony pomysł. Rekin polarny to ogromna ryba, której wymiary i ciężar przyprawiają o zawrót głowy, a poza tym może dożyć nawet pięciuset lat, więc złowienie tego kolosa to nie lada wyczyn. Tylko po co? To pytanie nurtowało mnie przez całą lekturę i właściwie jedyną sensowną odpowiedzią wydaje mi się ta, że złowienie morskiej bestii stanowi próbę udowodnienia sobie, że to jest jak najbardziej możliwe. Czytałam sporo na temat norweskiego rybołóstwa i wielopokoleniowej tradycji z tym związanej. Ale znam też niechlubną historię norweskiego wielorybnictwa. Norwegia to nie tylko piękne widoki i fiordy będące celem turystów z całego świata. Norwegia to także kraj, w którym przy pełnej aprobacie rządu zabija się wieloryby dla celów komercyjnych i na dodatek (o zgrozo!) planuje się zwiększenie limitów. Morten A. Strøksnes wspomina o tym, ale bardzo delikatnie i raczej w odniesieniu do zachowania równowagi w przyrodzie, jaką ponoć dają tego rodzaju praktyki, z czym rzecz jasna nie zgadzają się ekolodzy, a i sami Norwegowie coraz sceptyczniej przyglądają się rzezi wielorybów. Wybaczcie tę dygresję, ale nie mogłam się powstrzymać. Wróćmy zatem do książki. Opowieść norweskiego autora skupia się na morzach i oceanach, ich faunie i florze oraz zmaganiach człowieka z potęgą natury, z ogromną siłą wody, wobec której człowiek często jest bezradny. Dużym atutem publikacji  są cytaty z literatury marynistycznej, które autor konfrontuje z obecną wiedzą na temat mórz i oceanów. Morten A. Strøksnes przybliża czytelnikowi morskie legendy i rytuały sprzed lat, ale co jakiś czas przerywa tę opowieść przygotowaniami do trudnego zadania, czyli złowienia rekina polarnego i kolejnych wypraw w miejsce, gdzie można go spotkać. Czy to karkołomne zadanie się uda? Tego oczywiście nie zdradzę. Przeczytajcie koniecznie, to książka która z pewnością zasługuje na uwagę, ale też otwiera oczy na to, jakie miejsce w przyrodzie zajmuje człowiek. Fascynująca lektura i świetnie napisana książka.
 
Moja ocena: 6/6
 
Autor: Morten A. Strøksnes
Tytuł: "Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 337
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Literackie
 

© matka polka czytająca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci