Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG O KSIĄŻKACH

[PREMIEROWO] "Mama" Sylwii Kubryńskiej

dosia1331

100_2174

Już za chwilę w księgarniach i marketach pojawią się propozycje książek na Dzień Matki, a wśród nich poradniki, książki kucharskie i lektury zaliczane do tzw. literatury kobiecej (nienawidzę tego określenia!), marne obyczajówki ku pokrzepieniu serc styranych życiem rodzicielek. Niedobrze robi mi się na widok tych wszystkich czytadeł i poradników wszechwiedzących celebrytek. Ogarnia mnie rozpacz ilekroć spoglądam na okładki i idiotyczne tytuły. Dlaczego na tych okazjonalnych półkach nie ma też ambitnej literatury? Dlaczego?! Ano dlatego, że komuś się wydaje, że kobiety kochają tandetę, że sięgają tylko i wyłącznie po lekkie historyjki, łzawe romanse, a ich największym marzeniem jest zgłębić tajniki kuchni z różnych stron świata. Zatem na przekór temu, co już za chwilę pojawi się na tych pastelowych kramach i na widok czego niejednej z nas opadną ręce, proponuję lekturę najnowszej książki Sylwii Kubryńskiej.

Kto czytał choć jeden felieton wspomnianej autorki, ten wie, że nie przebiera w słowach, że nazywa rzeczy po imieniu, nie owija w bawełnę i wali prawdę, nawet tę najbardziej bolesną, prosto z mostu, często siarczyście przy tym klnąc. Drogie panie, co czujecie widząc roześmiane matki z dziećmi w czasopismach i reklamach głoszące, że macierzyństwo to sam miód? Co myślicie sobie na temat znanych kobiet, którym się wydaje, że zjadły wszystkie rozumy i w związku z tym roszczą sobie prawo do pouczania na temat wychowywania dziecka, gdy tymczasem same spodziewają się dopiero pierwszego? Czy macie ochotę walić głową w mur, gdy jakiś czas później w mediach społecznościowych chwalą się fotografiami z porodówki, wspominając przy okazji życzliwy i troskliwy personel? Czy was jasny szlag nie trafia, że one takie piękne, wypielęgnowane i wypoczęte, a przy tym bajecznie bogate, więc szczęśliwie omija je szereg zupełnie przyziemnych problemów? No, można się załamać, bo z zazdrością nie ma to wiele wspólnego, za to z brakiem sprawiedliwości na pewno. A co z niechcianą ciążą, obawami na temat przyszłości, brakiem perspektyw i możliwości rozwoju kariery, bo nie wszystkie wpadamy w euforię na widok pozytywnego wyniku testu i nie wszystkie jesteśmy w stanie zaakceptować tę olbrzymią zmianę w naszym życiu? A najgorsze jest to, że często pozostajemy same sobie, bo nie możemy liczyć na partnera, który, póki co, bycia ojcem nie planował albo rodzinę, którą rozczarowaliśmy swoją niedojrzałością. I o tym właśnie pisze Sylwia Kubryńska w "Mamie", książce, która odmitologizowuje macierzyństwo i której bohaterka mogłaby w geście solidarności przytulić niejedną z nas. "Mama" burzy obraz macierzyństwa idealnego, przedstawia udręczoną i zmęczoną rodzicielkę, która nie ma czasu na prysznic, ani w miarę spokojny posiłek. Opowieść Kubryńskiej boli i to dosłownie, zwłaszcza w pierwszych rozdziałach, kiedy jej bohaterka na wieść o ciąży pragnie śmierci, swojej, dziecka, wszystko jedno, byleby tylko jakoś rozwiązać problem, bo świat się wali i znikąd pomocy. A koszmar dopiero się rozegra, na porodówce, w asyście bezdusznego personelu szpitala i przy akompaniamencie innych wyjących z bólu kobiet. Potem też nie będzie gładko, ale natura wiedziała, co robi, bo wyposażyła nas w ogromną siłę, a pojawienie się na świecie dziecka to także moment uruchomienia się instynktu macierzyńskiego i nagłej, bezwarunkowej miłości. Szkoda tylko, że czasem niektóre z nas muszą tak wiele przejść...

Wstrząsająca to lektura, ale niezwykle prawdziwa, łamiąca tabu i mówiąca wprost o tym, o czym większość z nas woli milczeć. Karmienie opinii publicznej cukierkowym obrazem macierzyństwa, a już nade wszystko traktowanie kobiet, jak inkubatory jest po prostu nieludzkie. Sylwia Kubryńska w swojej powieści oddała głos kobiecie z krwi i kości, samotnej matce, która musi odnaleźć się w nowej sytuacji i która często jest zdana tylko na siebie. Pozwoliła przemówić dziewczynie przeżywającej dramat niechcianej ciąży, łkającej w samotności dwudziestolatce, która wie, że już nic nie będzie takie, jak dawniej i której nowy rozdział życia rozpocznie się wraz z pierwszym krzykiem jej dziecka.

Bardzo dobra książka. Podarujcie sobie, mamie albo przyjaciółce, bez względu na wpisane w kalendarz święto. Dzień Matki jest codziennie.

Moja ocena: 5/6

Autor: Sylwia Kubryńska
Tytuł: "Mama"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2018
Prószyński i S-ka

 

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Czarownica] *.dynamic.chello.pl

    Fajnie, że powstają takie książki bez ściemy. Jednak mojej mamie tej pozycji nie sprezentuję. Byłaby dla niej za ciężka. Moja, najlepsza na świecie mama przeżyła aż 4 porody na takiej rzeźnickiej porodówce. Traktowana gorzej niź teraz traktuje się zwierzęta i nazywana krową oraz słowami znacznie bardziej wulgarnymi. Każde jej dziecko było oczekiwane i kochane ponad własne życie, a odpłacono jej za to poniżeniem i bólem. Teraz wolę jej kupić coś weselszego na stare lata ;)

  • dosia1331

    Ale to w gruncie rzeczy jest bardzo pokrzepiająca lektura, odczarowująca medialne zakłamanie, ukazująca kobietę w trudnej sytuacji, a nie skorygowaną fotoshopem damulkę, która wygłasza brednie w prasie i mediach społecznościowych. To wreszcie książka, która z pewnością zwróci uwagę swoją autentycznością. Rozumiem jednak troskę o mamę. Pozdrawiam Was obie i życzę wszystkiego dobrego :)

  • Gość: [Kociel] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Właśnie podrzuciłaś mi pomysł na prezent dla mamy :) Myśle ze dobra książka to zawsze strzał w 10, tylko ze ostatnio mam bardzo duży problem z wyborem czegokolwiek :)

  • dosia1331

    W takim razie szczerze polecam "Mamę". To bardzo dobra powieść, świetnie napisana i co tu dużo mówić, chwytająca za serce, momentami bardzo wzruszająca. :)

  • bookiecik

    Bardzo dobrze, że takie prawdziwe książki powstają i się o nich głośno mówi. Szczerze powiedziawszy nie mogę już patrzeć na wszędobylski lukier i przekłamania w stosunku do macierzyństwa. Choć piękne bywa ekstremalnie trudne.

  • dosia1331

    Masz absolutną rację, od tego lukru robi się niedobrze, zwłaszcza że to wszystko nie ma z rzeczywistością wiele wspólnego.

  • Gość: [TosiMama] *.icpnet.pl

    Takie książki lubię, więc postaram się po nią niedługo sięgnąć!

  • dosia1331

    Polecam, bardzo dobra powieść, więc szkoda byłoby przegapić, pozdrawiam :)

  • Gość: [monotema] *.dynamic.mm.pl

    Poza mną dylematy macierzyństwa. Niby poza mną, bo choć swoje lata mam i dorosłe dzieci, to często w nocy śnie mi się koszmar. Koszmar, że jestem w ciąży. Miałam i mam do tej pory poglądy podobne jak autorka, przynajmniej tak mi się wydaje na podstawie tego, co piszesz o książce. Ale tak kiedyś, jak i dziś niebycie Matką Polką uwłaczało kobiecie. Było się wtedy wyrodną matką.
    PS. Dziewczyny, zlitujcie się. Nie piszcie o książkach "obyczajówka" "młodzieżówka". To terminy, które jakoś niefajnie się kojarzą - obyczajówka z prostytucją, a młodzieżówka z młodymi partyjniakami.

  • dosia1331

    Hmm, nigdy nie zastanawiałam się nad ewentualnym pejoratywnym znaczeniem określenia obyczajówka, czy młodzieżówka. Ale faktycznie, nie brzmi to dobrze. Terminu młodzieżówka nie używam, a jeśli nawet, to bardzo rzadko. Jeśli chodzi o obyczajówkę, to niech zostanie tak, jak jest, dla podkreślenia marnych literacko książek, których mnóstwo na rynku wydawniczym. Dobrej literatury nie śmiałbym w ten sposób nazywać. Pozdrawiam serdecznie.

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci