Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG O KSIĄŻKACH

"Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci" Lindy Åkeson McGurk

dosia1331

100_3020

Ręka w górę, kto dzieciństwo spędził na podwórku, wspinał się na drzewa, płoty. Kto jeździł na rowerze bez trzymanki, kasku, ochraniaczy na kolana, łokcie i nie wiem, co tam jeszcze? Niech z szeregu wystąpią ci, którzy mieli umorusane buzie, babrali się w błocie, jedli owoce prosto z krzaków, a zimą jeździli na sankach, łyżwach, nartach albo tyłku, przedzierając w ten sposób kombinezon. Niech przyznają się te osoby, których mama wiecznie prosiła o powrót do domu na obiad, potem na kolację? Kto grał w gumę, klasy, dwa ognie, skakał na skakance, urządzał wyścigi kapsli z narysowanymi flagami państw? Kto wisiał na trzepaku głową w dół? Dzieciaki, które wychowały się chociażby w latach osiemdziesiątych poznały cudowny smak dzieciństwa i doskonale wiedzą, że dobra zabawa wymaga tylko i wyłącznie wyobraźni. Że wcale nie jest potrzebny telewizor i inne wynalazki, które pochłaniają czas i pozbawiają nas kreatywności. Takiej wolności, swobody i radości nasze dzieci często nie doświadczają, bo myśli mają zajęte elektronicznymi gadżetami. Szlag mnie trafia, kiedy widzę malucha ze słuchawkami w uszach i głową pochyloną nad telefonem. Nic nie jest w stanie wyrwać go z przestrzeni, w której potrafi tkwić godzinami. Opustoszałe place zabaw i podwórka są namacalnym dowodem tego, że dzieci preferują inną formę spędzania wolnego czasu. Nie potrzebują świeżego powietrza i towarzystwa rówieśników. Wina leży po naszej stronie, bo nie stawiamy dzieciom granic, pozwalamy korzystać z ogłupiających gadżetów niemal bezustannie. Doczekaliśmy się pokolenia, które nie potrafi ze sobą rozmawiać, które kisi się w domach, nie odróżnia wróbla od szpaka i boi się wejść do lasu, bo tam przecież czyha cała masa niebezpieczeństw. Poza tym wiosną można nabawić się alergii, latem jest za ciepło, jesień to murowany katar, a zimą jest za zimno i można odmrozić sobie tyłek. W jakim my świecie żyjemy? Fundujemy naszym dzieciom chorą rzeczywistość i jeszcze jesteśmy święcie przekonani o tym, że znakomicie wywiązujemy się z rodzicielskich obowiązków, bo przecież chronimy nasze dzieci i dbamy o ich bezpieczeństwo. Tymczasem prawda jest druzgocąca i o tym pisze Linda Åkeson McGurk w książce "Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci". Autorka porównuje szwedzki model wychowania z tym, który obserwuje na terenie USA, gdzie obecnie mieszka. Zwraca uwagę na szczegóły, które i ja zauważam, a którymi podzieliłam się na początku wpisu. Każdy rozdział to kolejne przykłady odbierania dzieciom dzieciństwa. Irracjonalne kontrolowanie sfer, które tego absolutnie nie wymagają, a bagatelizowanie tego, co faktycznie wymagałoby interwencji ze strony rodzica, opiekuna. 

Hmm, mam kłopot z oceną tej książki. Autorka pisze o zagrożeniach wynikających z ograniczania dostępu do zabawy na świeżym powietrzu, a w konsekwencji pozbawiania dzieci różnych umiejętności, które nabywa się w kontakcie z przyrodą i rówieśnikami. Ale to, co przeszkadzało mi w trakcie lektury, to skłonność Lindy Åkeson McGurk do powtarzania się. Spokojnie można by skrócić tę publikację o kilkadziesiąt stron. Autorka podając przykłady, posiłkuje się bogatą bibliografią i nade wszystko chwali szwedzki model wychowania, który bezlitośnie pogrąża ten funkcjonujący na terenie Stanów Zjednoczonych. Jednak w pewnym momencie można odnieść wrażenie, że treść rozdziałów jest podobna, a i szwedzkich tajemnic na temat wychowania brak, raczej "oczywiste oczywistości". Czym zatem różni się szwedzki model wychowania od tego, który obserwujemy poza Skandynawią? Jeszcze trzydzieści lat temu postępowaliśmy podobnie i z łezką w oku wspominamy tamte czasy, jednocześnie żałując, że nasze dzieci nie mają szansy na podobne dzieciństwo. Co zatem stoi na przeszkodzie, postęp cywilizacyjny, czy brak dobrej woli i zaangażowania z naszej strony? Kraje skandynawskie wciąż wychowują dzieci blisko przyrody i w szacunku do niej. Nie upatrują zagrożeń na każdym kroku, pozwalają na zdobywanie doświadczeń, beztroską zabawę i wolność, po prostu. Stawiają na ekologię, bo troska o środowisko jest priorytetem. Mnie, bardziej od treści tej książki, zastanawia coś zupełnie innego, a mianowicie to, dlaczego pogłębiamy problem? Czy naszym celem jest wypuszczenie w świat człowieka, który w przyszłości nie poradzi sobie w sytuacjach kryzysowych i któremu trudno będzie funkcjonować poza domowym zaciszem. Czy przyjemność sprawia nam dziecko wpatrzone w telefon, nieskore do kontaktu z rówieśnikami? Czy nie jest nam przykro, że ten młody człowiek przegapia najfajniejszy okres w swoim życiu? 

Moja ocena: 4/6

Autor: Linda Åkeson McGurk
Tytuł: "Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 368
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo Literackie

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Paulina z Krainy Rozwoju] *.internetdsl.tpnet.pl

    Ciekawy artykuł. Byłam wychowana w bliskości z naturą i to właśnie natura mnie uspokaja, mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się tak samo wychować dzieci.

  • dosia1331

    Ja też i nie potrafię zrozumieć, że dzieci nie chcą spędzać czasu poza domem. Moje dzieci wychowuję w szacunku do przyrody i dlatego nie wyobrażają sobie dnia bez wychodzenia na podwórko, do lasu, na łąkę...

  • Gość: [Viva la Życie] *.dynamic.mm.pl

    Bardzo podoba mi się ten wpis, podzielam Twoje zdanie w 100% Moje dziecko jest z "Tych" wychodzących na dwór, jednak dzieci na nim jak na lekarstwo. Winę daję oczywiście rodzicom, którzy z wygody zamiast pokazywania możliwości spędzania czasu na powietrzu wolą dać dzieciakowi tableta czy telefon tym samym zyskując wolną głowę i masę czasu dla siebie. Mnie zeżarłyby wyrzuty sumienia i poczucie winy...Ale takie mamy teraz wygodnickie czasy...Pozdrowienia :-)

  • dosia1331

    Masz absolutną rację, zresztą zawsze, kiedy z różnych powodów nie chciało mi się wychodzić z dzieckiem na spacer, to było mi z tym źle i w końcu wychodziliśmy. Poza tym na świeżym powietrzu człowiek po prostu ładuje baterie. Moje dzieciaki nie kiszą się, jak ogórki w słoiku :)

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci