Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG O KSIĄŻKACH

Z biblioteczki plenerowej - "Narodziny dnia" Sydonie-Gabrielle Colette

dosia1331

100_3007

Ależ się rozleniwiłam w te wakacje. Ostatnio chwaliłam się, że najwięcej książek czytam właśnie w wakacje, ale te już niedługo się kończą, a ja podczas urlopu przeczytałam tylko dwie książki. Opasłe tomy, których lekturę planowałam na lato, odłożyłam na jesień. Mam ogromne zaległości czytelnicze, a piętrzące się stosy książek w domu bezczelnie mi o tym przypominają. Od przybytku głowa nie boli, szkoda tylko, że krucho z czasem na czytanie. Ale do rzeczy. Trochę na przekór pogoni za nowościami zaproponuję Wam nieco inną formę dotarcia do książek, a co najważniejsze darmową i w plenerze. Dlaczego ograniczać swoje literackie poszukiwania do książek, które dopiero co opuściły drukarnię? Zapewniam, że warto sięgać po starsze tytuły, a nuż traficie na literacką perełkę...

Popieracie ideę bookcrossingu? Ja jestem absolutnie na tak, zresztą mam w zwyczaju zostawiać książki w różnych miejscach, więc pewnie wiele osób zostało w ten sposób przeze mnie obdarowanych. Ostatnio położyłam książkę na ławce w parku i mam nadzieję, że trafiła w dobre ręce. To znakomity sposób dzielenia się czytelniczą pasją, a być może również szansa na to, że ktoś zainteresuje się literaturą. Jeśli w metrze, na dworcu, w parku, gdziekolwiek zobaczycie książkę, nie wahajcie się zabrać jej do domu. Przeczytajcie, a potem zostawcie w łatwo dostępnym miejscu, chociażby w kawiarni, czy na placu zabaw. Doskonałym pomysłem są również budki z książkami, które coraz częściej pojawiają się w miastach. Nawiasem mówiąc, życzyłabym sobie i innym czytelnikom, którzy do nich zaglądają, by wśród książek były przede wszystkim takie egzemplarze, które po prostu nadają się do czytania. Niekompletne, zniszczone i brudne książki w ogóle nie powinny się tam znaleźć. Nie rozumiem, dlaczego ktoś wkłada do budki książkę, która odstrasza wyglądem i zapachem? Wybaczcie dygresję, ale właśnie w takiej biblioteczce plenerowej znalazłam ostatnio cieniutką, niepozorną książkę, której okładka zdecydowanie zachęcała do czytania, więc zawędrowała ze mną do domu. Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła, kim jest autorka i nie ukrywam, że informacje, które znalazłam w Internecie tylko podsyciły moją ciekawość.

Sydonie-Gabrielle Colette, bo o niej mowa, była postacią nietuzinkową, zdecydowanie wyprzedzającą czasy, w których przyszło jej żyć. Bogaty życiorys, ciekawa osobowość, a nade wszystko talent sprawiły, że Colette do dziś uznawana jest za jedną z najbarwniejszych postaci francuskiej kultury i jedną z najwybitniejszych pisarek XX wieku. Spod jej pióra wyszło kilkadziesiąt powieści obyczajowo-psychologicznych, felietonów oraz tekstów o charakterze wspomnieniowym. Sydonie-Gabrielle Colette, przez niektórych uznawana za skandalistkę, była przede wszystkim dobrą obserwatorką i kobietą o wrażliwej, artystycznej duszy. Wiele z historii na jej temat można włożyć między bajki, ale nie ulega wątpliwości, że żyła tak, jak chciała i w nosie miała to, co o niej myślano i pisano. 

"Narodziny dnia" to niewielkich rozmiarów opowieść o dojrzałej kobiecie, która powoli godzi się z upływającym czasem i która coraz uważniej przygląda się światu i ludziom. To, co kiedyś było banalne, dziś jest kwintesencją życia, zaś burzliwe romanse, żenującym wspomnieniem. Kończące się na Prowansji lato jest zatem po trosze metaforą początku jesieni życia głównej bohaterki "Narodzin dnia". Mnóstwo w tej książce fragmentów, które z powodzeniem można by cytować jako sentencje, z których płynie życiowa mądrość, doświadczenie i odwaga opowiadania o starości, której wcale nie trzeba dzielić we dwoje i której w żadnym wypadku nie należy się bać. Czymże są młodość i miłość? Chwilą, złudzeniem, kaprysem? Refleksje Colette na temat życia to niezwykle trafny, barwny i plastyczny opis prowansalskiej codzienności, ale też subtelny obraz nadmorskiej miejscowości kojarzący się z malarstwem impresjonistycznym. Przyroda, która w "Narodzinach dnia" pełni dużą rolę została przez Colette przedstawiona w sposób fascynujący, bez dłużyzn i zbędnego patosu. Ogromnym atutem książki jest piękny język, cudowne metafory oraz spora ilość fragmentów ocierających się o poezję. Czyta się wspaniale, choć to lektura wymagająca skupienia, wczucia się w specyficzną atmosferę opowieści, by w pełni docenić bogactwo warsztatu Sydonie-Gabrielle Colette. Poza tym to książka wprost idealna na tę porę roku, czyli ciepłe, nieco senne już lato. Nostalgiczne "Narodziny dnia" są więc historią o pisarce i kobiecie, która rozpoczyna kolejny, z pewnością pełniejszy etap życia i która wreszcie zauważa to, czego kiedyś nie była w stanie dostrzec. Zdecydowanie warto.

„Dopiero moim dojrzałym latom te dobra były pisane. Moja kanciasta młodość pokaleczyłaby się o cienkie, odstające blaszki naszywanych dżetami skał, o dwudzielne igły sosen, o agawy, o kolce jeżowców, o gorzkie, żywiczne posłonki i o figowce, których liście przypominają od spodu język dzikiego zwierzęcia. Cóż to za niezwykła kraina!” (s. 12).

Moja ocena: 6/6

Autor: Sydonie-Gabrielle Colette
Tytuł: "Narodziny dnia"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 132
Rok wydania: 1975
Państwowy Instytut Wydawniczy

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Czytam i znikam] *.centertel.pl

    Uwielbiam stare tytuły . Książki retro to mój konik.
    Bookcrossing popieram, ale sama nie stosuję... Nie potrafię rozstawać się z książkami...
    A Colette znam i lubię.
    Świetny wpis! ! Dziękuję i pozdrawiam

  • dosia1331

    Dziękuję bardzo za miłe słowa, Colette mnie urzekła i zdecydowanie mam ochotę na więcej tekstów. Jeśli chodzi o bookcrossing, to rozstaję się tylko z książkami, do których z pewnością już nie zajrzę albo których nie byłam w stanie przeczytać. Jeżeli mam dwie takie same książki, to jeden egzemplarz idzie w świat. Podsumowując, pozbywam się książek tylko i wyłącznie w wymienionych wcześniej sytuacjach. Serdeczności.

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci