Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG O KSIĄŻKACH

Coś się kończy, coś się zaczyna - nowy adres bloga

dosia1331

100_08392

Szanowni Czytelnicy!

Blox.pl już za kilka dni przestanie istnieć. Trochę smutno, trochę żal... Polubiłam tę moją książkową przestrzeń, bardzo dobrze czułam się pod tym adresem i nawet nie myślałam o przeprowadzce. Psioczyłam, że rzucę to wszystko, że blog nie jest mi do niczego potrzebny, że pochłania mój wolny czas itp. itd. Ale już chwilę później zmieniałam zdanie, bo Matka Polka Czytająca to prawie pięć lat cudownej czytelniczej przygody, wiele pięknych książek i fantastycznych ludzi, których nie poznałabym, gdyby nie blog. 

Nie znoszę zmian, ale na przekór sobie postanowiłam, że Matka Polka Czytająca zmieni nie tylko adres. Blog przejdzie małą metamorfozę związaną z wyglądem, ciągle nad tym pracuję i zielonego pojęcia nie mam, jaki będzie finał. Wisienką na torcie niech będzie fakt, że zmianie ulega również nazwa bloga.

Panie i Panowie, Matka Polka Czytająca to od dzisiaj Zawsze w książkach. Zapraszam serdecznie i dziękuję za wszystko. 

                                                                                     Zawsze w książkach

Do miłego zaczytania!

 

 

 

Kolejna odsłona serii Mistrzowie Ilustracji - "Czarnoksiężnik ze Szmaragdowego Grodu" L. Franka Bauma

dosia1331

Pewnie znacie tę historię, może czytaliście ją w dzieciństwie albo widzieliście którąś z ekranizacji. Doskonale pamiętam amerykański musical z Dianą Ross i Michaelem Jacksonem w rolach głównych. Kolorową, rozśpiewaną historię o Dorotce z Kansas, którą tornado przeniosło do krainy Manczkinów i która potem wyruszyła na poszukiwanie Wielkiego Czarnoksiężnika Oza, by móc wrócić do domu. Nie mam pojęcia, dlaczego nigdy nie sięgnęłam po książę, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Jestem po lekturze "Czarnoksiężnika ze Szmaragdowego Grodu" L. Franka Bauma i przyznaję, że czytało się znakomicie. W ogóle seria Mistrzowie Ilustracji należy do moich ulubionych i z przyjemnością prezentuję ją na blogu, zwłaszcza że są to książki należące do klasyki literatury dziecięcej.

Pierwsze polskie wydanie "Czarnoksiężnika ze Szmaragdowego Grodu" L. Franka Bauma ukazało się w 1962 r. Książkę przełożyła Stefania Wortman, a ilustracje są dziełem wybitnego artysty plastyka i scenografa, Adama Kiliana. I w tym właśnie tłumaczeniu oraz z ilustracjami znanymi z pierwszego wydania Dwie Siostry oddają w ręce czytelników kolejną książkę z serii Mistrzowie Ilustracji. Prace Kiliana zna kilka pokoleń. Moi rodzice często wspominają pierwszą polską dobranocką, czyli "Jacka i Agatkę". Sympatyczne pacynki to dzieło Adama Kiliana. W "Czarnoksiężniku ze Szmaragdowego Grodu" mamy popis jego umiejętności plastycznych, mnóstwo ilustracji inspirowanych folklorem. Kolorowe i czarno-białe obrazki naprawdę robią wrażenie i są cudownym uzupełnieniem historii stworzonej przez L. Franka Bauma. Dynamiczna, barwna i obfitująca w przygody opowieść o dziewczynce w Srebrnych Trzewikach, której towarzyszy Strach na Wróble, Blaszany Drwal i przestraszony wszystkim Lew spodoba się dzieciom, które lubią literaturę fantasy. Krótkie rozdziały i odpowiedniej wielkości czcionka świetnie nadają się do samodzielnego czytania, więc nawet nie zastanawiajcie się, czy warto. 

100_44091

100_44121

"Czarnoksiężnik ze Szmaragdowego Grodu" to opowieść o poszukiwaniu w życiu czegoś, co tak naprawdę jest na wyciągnięcie ręki oraz o tym, że boimy się rzeczy, które wcale nie są straszne. Nie rozkładałam tekstu L. Franka Bauma na czynniki pierwsze i nie próbowałam doszukiwać się w tej historii nawiązań do polityki USA. Nie potraktowałam jej jako powieści z kluczem i kompletnie obojętne było mi to, kto kryje się pod postaciami przedstawionymi w książce. 

Moja ocena: 6/6

Autor: L. Frank Baum
Ilustracje: Adam Kilian
Tytuł: "Czarnoksiężnik ze Szmaragdowego Grodu"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 221
Rok wydania: 2019
Dwie Siostry 

Ahoj, nobody's perfect! "Saturnin" Zdenka Jirotki

dosia1331

100_4248

Co się uśmiałam, to moje, choć na ułamek sekundy przestało mi być do śmiechu, kiedy poznałam diagnozę niejakiego doktora Vlacha, który twierdzi, że mój chichot może mieć coś wspólnego z niższym ilorazem inteligencji. Pozwólcie, że zacytuję, żeby nie było, że zmyślam: "Przez lśniącą poręcz drewnianych schodów przechyliła się jakaś postać i rozpoznawalny głęboki głos powiedział coś o histerycznym śmiechu - że jest to reakcja na przeżyte w rzeczywistości lub wyobraźni niebezpieczeństwo, pojawia się często u osób o inteligencji niższej od przeciętnej". Mam nadzieję, że ten wniosek nie dotyczy rozbawienia związanego z lekturą książek. Na usprawiedliwienie dodam, że mój śmiech nie był histerycznym rechotem, więc chyba nie jestem głupia? A tak serio, to "Saturnin" Zdenka Jirotki jest jedną z lepszych książek naszych południowych sąsiadów, którą miałam przyjemność przeczytać. Niemal na każdej stronie tej absolutnie cudownej historii znajduje się jakiś smaczek, który bawi do łez i z pewnością jest warty zapamiętania, by w razie czego z dziką satysfakcją zacytować. Właściwie mogłabym pominąć wszelkie ochy i achy na temat "Saturnina" i po prostu podać kilka fragmentów wyłowionych z morza absurdu obecnego w książce Jirotki, ale muszę się trochę pozachwycać i wystukać na klawiaturze coś więcej niż tylko kilka cytatów. A więc, do rzeczy. I niechaj nikt mi nie zarzuca, że od "a więc" zdania się nie rozpoczyna. Tytułowy Saturnin to służący pewnego mężczyzny, człowiek specyficzny, ale i jego pan do tych zwyczajnych nie należy. Saturnin ma wszystko to, czym powinien błyszczeć zaufany służący oraz kilka cech, których posiadać w żadnych wypadku nie powinien, bo katastrofa murowana. No, ale nobody's perfect! Mało tego, jest jeszcze piękna i olśniewająca panna Barbora, wkurzająca wszystkich, najbardziej dziadka, ciotka Kateřina oraz jej nie mniej irytujący syn Milouš, a także kilka innych barwnych postaci. Co się stanie, gdy ta osobliwa gromadka znajdzie się w miejscu, póki co, odciętym od świata? Przeczytajcie koniecznie.

"W czym tkwi czar Saturnina? To absurdalny angielski humor w czeskim wydaniu. Miks idealny!" podaje wydawca i rzeczywiście ten miks to połączenie palce lizać, znakomicie sprawdzające się na kartach książki Jirotki. Zresztą Czesi ponoć wolą "Saturnina" od "Szwejka", więc nie mam pytań. Kto czytał, ten wie.

Każdy, kto kocha brytyjski humor oraz charakterystyczne poczucie humoru naszych sąsiadów może śmiało wziąć książkę do ręki. Ja bawiłam się wybornie, czytając w pięknych okolicznościach przyrody, co jakiś czas zerkając na kwitnące pod stopami krokusy i uważając, by siedzący w pobliżu ludzie nie uznali mnie za wariatkę, która śmieje się nie wiadomo z czego.

Ironia, sarkazm i humor sytuacyjny, to wszystko znajdziecie w "Saturninie" Zdenka Jirotki. Umiejętność śmiania się z samych siebie Czesi opanowali do perfekcji, poza tym w oparach absurdu czują się znakomicie, czemu dają wyraz chociażby w literaturze. Zresztą specyficzne poczucie humoru to ich znak firmowy.

Lektura obowiązkowa.

Moja ocena: 6/6

Autor: Zdeněk Jirotka
Tytuł: "Saturnin"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 240
Rok wydania: 2018
Afera
 

 

Mrówki i dinozaury, czyli kilka słów o tym, co można znaleźć w "Naszej Księgarni"

dosia1331

100_4267

Tuż przy ścieżce prowadzącej do domu moich rodziców od lat mieszkają mrówki. Usypały sobie kopiec obok lipy i ani myślą o przeprowadzce. Od czasu do czasu podglądam te niesamowite stworzenia i nadziwić się nie mogę ich wiecznej wędrówce. Można odnieść wrażenie, że to wszystko jest bardzo chaotyczne, że ta bieganina prowadzi donikąd i nic pożytecznego z tego nie wynika. Moja córka też lubi do nich zajrzeć, zwłaszcza po deszczu, gdy pracowite mrówki szacują straty i naprawiają szkody. Ale to, co dzieje się na powierzchni jest niczym w porównaniu z tym, co dzieje się w środku. Praca wre na całego, a siła i determinacja mrówek jest godna podziwu. Joanna Rzezak w książce "Tysiąc i jedna mrówka" opowiada o tych fascynujących owadach w przystępny i obrazowy sposób. Okazuje się, że mrowisko to skomplikowany mechanizm, każda mrówka ma do wykonania zadanie i jest za coś lub kogoś odpowiedzialna. Imponująca jest również ilość wydrążonych przez nie korytarzy, na końcu których znajdują się różne ważne miejsca, jak chociażby to, gdzie składane są jajeczka. Ale mrówki nie są jedynymi bohaterkami książki Joanny Rzezak, bo w lesie jest mnóstwo innych stworzeń, które również zasługują na uwagę i które żyją bardzo blisko mrówek.

Spora ilość ciekawostek w połączeniu z zabawnymi ilustracjami tworzą atrakcyjną lekcję przyrody dla dzieci. Jestem niemal pewna, że po lekturze "Tysiąca i jednej mrówki" dzieciaki zechcą wyruszyć do lasu w poszukiwaniu kopca mrówek. Wiadomo, teoria to nie wszystko. Tylko nie wkładajcie kija w mrowisko, by nie popsuć ciężkiej pracy mrówek i nie narazić się na ich gniew. Kwas mrówkowy na ciele człowieka do przyjemności nie należy. 

100_4286

100_4290

Moja ocena: 5/6

Autor: Joanna Rzezak
Tytuł: "Tysiąc i jedna mrówka"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2019
"Nasza Księgarnia"
 

100_4276

Nie mam pojęcia, czy i kiedy znudzą się moim dzieciom dinozaury. Każdą książkę na ten temat uważają za godną uwagi i potrafią wertować w nieskończoność, zwłaszcza syn, który porównuje wiadomości w nich zamieszczone. Na rynku wydawniczym jest sporo książek traktujących o prehistorycznych gadach i z pewnością jest w czym wybierać. Popularność dinozaurów nie słabnie, te olbrzymy będą rozpalać wyobraźnię kolejnych pokoleń. 

"Atlas przygód dinozaurów" to największa książka w naszym księgozbiorze. W rękach Zosi wygląda zabawnie, ale młoda lubi takie wielgachne księgi, więc żaden problem. Przeglądałam  atlas razem z dziećmi i przyznaję, że to niezwykle interesująca lektura, na dodatek bardzo ładnie wydana. Z "Atlasem przygód dinozaurów" podróżujemy do świata, którego już nie ma. Mamy okazję z bliska przyjrzeć się tym fascynującym stworzeniom, poznać szczegóły ich anatomii, miejsce występowania (mapy zmieniających się kontynentów) i preferencje żywieniowe. Autorka ilustracji zadbała o to, by ta podróż nie była nudna, dlatego obok groźnie wyglądających dinozaurów pojawiają się gady w trakcie spożywania posiłku w gustownym śliniaczku. Informacji jest sporo, ale podane są w atrakcyjny i przystępny dla dziecka sposób. Przyznaję, że o niektórych gatunkach dowiedziałam się dopiero z tej książki. 

Jeżeli macie w domu miłośnika przyrody albo kolekcjonera dinozaurów, to książka Emily Hawkins będzie strzałem w dziesiątkę. 

100_4280
100_4279

Moja ocena: 5/6

Autor: Emily Hawkins
Ilustracje: Lucy Letherland
Tytuł: "Atlas przygód dinozaurów"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 88
Rok wydania: 2019
"Nasza Księgarnia"

Lektura z dreszczykiem, czyli "Widmo z Głogowego Wzgórza" Edwarda Fentona

dosia1331

100_4234

"Widmo z Głogowego Wzgórza" Edwarda Fentona to jedna z tych lektur dla dzieci, po którą mogą sięgnąć również dorośli czytelnicy. Przyznaję, że czyta się fantastycznie. Edward Fenton stworzył arcyciekawą opowieść, barwną i trzymającą w napięciu historię, która spodoba się rozsmakowanym w tropieniu kryminalnych zagadek, a także wielbicielom lektur z dreszczykiem. Akcja powieści nie jest szczególnie wartka, rozwija się powoli, ale dzięki temu mamy możliwość poznania głównego bohatera i jednocześnie narratora, czyli Jamesa oraz innych postaci. Nawiasem mówiąc, niezła gaduła z tego chłopca. Sympatyczne dzieciaki mają tyle uroku osobistego i blasku, że gdyby mogły, to z pewnością świeciłyby w ciemnościach. I jeszcze ta ich ciekawość, która udziela się również czytelnikowi, bo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdybym miała jakieś trzydzieści lat mniej, to czytałabym z wypiekami na twarzy. "Widmo z Głogowego Wzgórza" wyróżniono nagrodą Edgara Allana Poe dla najlepszej książki dla młodych czytelników, więc tym bardziej warto, a nawet trzeba przeczytać.

Pewnego dnia James otrzymuje list, w którym Amanda i Obi proszą o pomoc albowiem w starym domu, do którego właśnie się wprowadzili dzieją się dziwne rzeczy. Rodzeństwo nalega na jak najszybszy przyjazd kuzyna, bo ewidentnie coś jest nie tak. James korzysta z zaproszenia i wyrusza w drogę. Zżera go ciekawość, ale na miejscu okazuje się, że dom niczym szczególnym się nie wyróżnia. No może poza tym, że jest stary i nieco zagracony, ale porządki i ewentualny remont mogłyby wiele zmienić. Tylko dlaczego pies poprzedniej właścicielki zachowuje się, jak opętany. Szczeka, warczy i w żaden sposób nie można go uspokoić. Na dodatek trudno pozbyć się uczucia czyjejś obecności, jakiejś dziwnej siły, która mrozi krew w żyłach. Dla dzieciaków to nie lada wyzwanie, a ich podejrzenia skupiają się na zmarłej właścicielce domu. Dociekliwość dzieci oraz ich interpretacja rzeczywistości momentami bawią do łez, a najfajniejszy w tym wszystkim jest delikatnie wyczuwalny klimat grozy.

"Widmo z Głogowego Wzgórza" Edwarda Fentona to kolejna książka z serii Mistrzowie Ilustracji. Czarno-białe ilustracje Zbigniewa Piotrowskiego idealnie pasują do treści książki. Prosta, wyraźna i bardzo charakterystyczna kreska. Takie ilustracje zazwyczaj zdobią klasykę literatury dla dzieci. Nie ukrywam, że poszperałam nieco w sieci, by przypomnieć sobie, w których książkach można znaleźć obrazki Piotrowskiego i okazało się, że niektóre mam na półce.  

100_4242

100_4245

Jeżeli nie znacie serii Mistrzowie Ilustracji, to zachęcam do sięgnięcia po ukazujące się w niej książki. Macie okazję poznać znakomitych autorów, cudowne, ponadczasowe opowieści, które nadal świetnie się czyta. Poza tym te książki są po prostu pięknie zilustrowane i starannie wydane, a ich charakterystyczny format bardzo dzieciom odpowiada.

Nie do przegapienia! 

Moja ocena: 6/6

Autor: Edward Fenton
Ilustracje: Zbigniew Piotrowski
Tytuł: "Widmo z Głogowego Wzgórza"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 256
Rok wydania: 2019
Dwie Siostry

Zauroczona "Oczami urocznymi" Marty Kisiel

dosia1331

100_4228

Panie i Panowie, już jest, świeżutka, pachnąca farbą drukarską najnowsza książka Marty Kisiel. Rzućcie wszystko i biegnijcie do najbliższej księgarni, bo warto, bo trzeba, bo mus przeczytać!

Jakiś czas temu rozpływałam się w zachwycie nad "Małym Lichem i tajemnicą Niebożątka", a nawet wyróżniłam tę opowieść w moim Top 10 najlepszych książek przeczytanych w ubiegłym roku. Tak na marginesie, miałam nosa, bo okazało się, że ta absolutnie rewelacyjna historia została właśnie Książką Roku 2018 w kategorii Literatura dziecięca w serwisie Lubimy Czytać (lubimyczytac.pl). Potem zakochałam się Salomei Przygodzie i siostrach Bolesnych, by wreszcie chichotać nad "Dożywociem". I kiedy miałam zabierać się za "Siłę niższą", gruchnęła wiadomość, że Marta Kisiel oddaje w ręce czytelników kolejną książkę, "Oczy uroczne", czyli kontynuację opowiadania "Szaławiła". Przeczytana naprędce "Szaławiła", notabene świetna, zaostrzyła apetyt i z całą odpowiedzialnością za słowo twierdzę, że utoniecie w "Oczach urocznych". A jeśli macie jakiekolwiek obawy, bo nie znacie poprzednich książek Marty Kisiel oraz wspomnianego opowiadania, to uprzejmie donoszę, że można czytać bez tej tajemnej wiedzy. I tak w końcu sięgniecie po inne książki tej autorki, gwarantuję. 

Oda Kręciszewska nigdy nie dogadywała się z matką, która podcinała jej skrzydła od lat. Nigdy nie chwaliła, zawsze krytykowała. Czy kochała? Trudno powiedzieć. Na pewno nie była to łatwa relacja. Nie dziwi więc fakt, że Oda szybko wyfrunęła z rodzinnego gniazda, a późniejsza śmierć matki nie zrobiła na niej specjalnego wrażenia. Oda wreszcie poczuła się wolna i dojrzała do decyzji, by zbudować prawdziwy, ciepły dom. A gdzie? No, jak to gdzie, na zgliszczach Lichotki, w miejscu nawiedzanym przez diabły, czorty, demony oraz inne paskudy nie z tego świata. Oda do mdlejących niewiast nie należy, jest lekarzem, kobietą zaprawioną w boju z wszelkimi chorobami, więc żaden demon jej nie podskoczy. A gdyby nawet, to w pobliżu jest Roch, Kuleczka i sepleniący Bazyl oraz łopata do odśnieżania. Jest jeszcze Krzyś, uzależniony od cukru kolega z przychodni, w której pracuje Oda, gotowy nieść fachową pomoc i lizaczka dla dzielnej pacjentki. Nawiasem mówiąc, facet wcina tyle słodyczy, że nie powinien mieścić się w drzwiach, tymczasem wygląda, jak młody bóg, niebywałe! Krzyś i Roch nie przepadają za sobą, bo przepadają za Odą, więc zachodzi sprzeczność interesów. Zaś Oda lubi obu, choć może tego jednego bardziej, co czytelnik wie od razu i wkurza się niemiłosiernie, ale cierpliwie czeka na rozwój sytuacji. A będzie się działo, oj będzie. Jakaś siła grasuje w lesie, zło czai się w stawie, mnożą się tajemnice, a pobliski cmentarz... Nie pisnę ani słowa więcej.

Znakomita, cudowna, wciągająca od pierwszej strony jest najnowsza książka Marty Kisiel. Nie ma grama przesady w stwierdzeniu, że jestem zauroczona "Oczami urocznymi" i bardzo trudno było mi odłożyć tę historię na półkę, zresztą z premedytacją opóźniałam ten moment i delektowałam się ostatnimi rozdziałami, jak dobrą kawą. Znowu nabazgrałam na marginesach, pozakreślałam Bazylowe seplenienie i od teraz w każdej kozie będę dopatrywać się czorta. Poza tym moje serce skradła Oda, kobieta z krwi i kości, która nie da sobie w kaszę dmuchać i lepiej z nią nie zadzierać. Oda dołącza do moich ulubionych bohaterek literackich, chociażby ze względu na szeroko rozumianą aurę oraz niesforne włosy. Nic nie poradzę, wielbię Odę. Pozostałym bohaterom też nie mam nic do zarzucenia, wszyscy są idealnie sportretowani i jestem gotowa uwierzyć w nadprzyrodzone siły. W ogóle w "Oczach urocznych" jest wszystko, co być powinno i na dodatek w odpowiednio zbilansowanych dawkach. Intrygująca fabuła, odrobina grozy, szczypta humoru i jedyne w swoim rodzaju postaci to gotowy przepis na sukces, na który "Oczy uroczne" w pełni zasługują.

Domagam się ekranizacji!

Moja ocena: 6/6

Autor: Marta Kisiel
Tytuł: "Oczy uroczne"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 416
Rok wydania: 2019
Uroboros

"A niech mnie!" - "Pyszna środa" Ivy Procházkovej

dosia1331

100_42031

Pytaliście, czy i kiedy pojawi się na blogu coś czeskiego. Wychodząc naprzeciw waszym oczekiwaniom, mam ogromną przyjemność zaproponować lekturę "Pysznej środy" Ivy Procházkovej. To barwna, pachnąca szarlotką książka o niezwykłym domu dziecka, cudownej dyrektorce i dzieciakach, którym do szczęścia nie jest potrzeba wykrochmalona pościel, wypucowane podłogi i lśniące czystością pokoje. 

W Słoneczniku obowiązuje brak sztywnych reguł. Dzieciaki nie chodzą, jak szwajcarskie zegarki, mogą garściami czerpać z dzieciństwa. Ich niczym nieskrępowana radość życia to zasługa wspaniałej i wyrozumiałej dyrektorki, czyli pani Pralinki, dla której uśmiechnięte buzie wychowanków są najważniejsze na świecie. Pal licho, że tu i ówdzie panuje chaos, że gdzieś kłębi się kurz, podłoga pozostawia wiele do życzenia, a ogród wygląda, jak dżungla, bo o koszeniu trawnika oraz podcinaniu krzewów nawet nie ma mowy. Pralince taki stan rzeczy nie przeszkadza, tym bardziej dzieciakom, które zamiast zastanawiać się nad detergentami oraz wyższością mopa nad ścierką, czy odwrotnie, szaleją w ogrodzie w towarzystwie wszelkiej maści robali. W Słoneczniku mieszka Hesia, niezbyt urodziwa dziewczynka, która z pewnością nie grzeszy inteligencją, za to ma dobre serce i smykałkę do wprawiania ludzi w dobry humor. Ale jest jeszcze coś, co wyróżnia Hesię, jej fryzura, a właściwie rosnące na jej głowie jabłka. Dzieciaki chrupią soczyste owoce, aż im się uszy trzęsą, kucharka piecze pyszną szarlotkę i wszyscy mają się po prostu świetnie. Ale to niedługo się zmieni, bo panią Pralinkę czeka pobyt w szpitalu, a na jej miejsce szykuje się ktoś, kto wyznaje inne zasady i kto ma kompletnie odmienny pomysł na funkcjonowanie Słonecznika...

100_42181

100_4219

Na siedemdziesięciu jeden stronach znajdziecie sporą dawkę czeskiego humoru i dystansu do rzeczywistości. Ale ta zabawna historia to również pstryczek w nos każdego mądrali, co to nakazy, zakazy i przesadną dbałość o porządek uważa za gwarancję dobrego wychowania, za to zielonego pojęcia nie ma o zabawie z dzieckiem, bo ciągle nie ma czasu. Błyszczące szyby w oknach nie zastąpią dziecku rozmowy, obiad z trzech dań nie zaspokoi głodu czułości, a zakupu najmodniejszej sukienki nie należy mylić z miłością. Dzieciaki nie są aż tak skomplikowane i wymagające, jak się nam czasem wydaje. Iva Procházková precyzyjnie i z humorem punktuje grzeszki dorosłych. Przykład Hesi oraz innych wychowanków Słonecznika znakomicie obrazuje błędy, które popełniamy i sposób w jaki, często nieświadomie, odbieramy dzieciakom radość życia.

"Pyszna środa" Ivy Procházkovej  to znakomite połączenie dowcipu i absurdu, ale jednocześnie ważna i potrzebna lektura dla małych, dużych i całkiem już dorosłych czytelników. To opowieść o tym, co jest kwintesencją dzieciństwa i co czyni je szczęśliwym.

"A niech mnie!" - pyszna lektura. I te ilustracje, miodzio!

Moja ocena: 6/6

Autor: Iva Procházková
Ilustracje: Kasia Michałkiewicz-Hansen
Tytuł: "Pyszna środa"
Seria: Czeska Bajka
Oprawa: twarda
Ilość stron: 71
Rok wydania: 2018
Afera

 

Krok w dorosłość - "Trafikant" Robert Seethaler

dosia1331

100_4198

Trafika Ottona Trsnjeka to miejsce szczególne, które oprócz wyrobów tytoniowych i prasy serwuje klientom doznania zmysłowe. Dobry trafikant wie, jak rozmawiać z klientami, rozumie ich potrzeby i zawsze służy dobrą radą. Jest kimś więcej niż tylko sprzedawcą. Terminowanie u Trsnjeka to szansa na spotkanie wielu fascynujących osobowości, o czym przekona się młody chłopak, Franz. Życie na prowincji w niczym nie przypomina życia w Wiedniu. Franz poznaje miasto i relacjonuje swoje doświadczenia na pocztówkach wysyłanych matce. Stałym klientem trafiki jest Zygmunt Freud, austriacki lekarz żydowskiego pochodzenia, twórca psychoanalizy. Chłopak liczy na to, że profesor pomoże mu uporać się z problemami sercowymi i rozkochać w sobie pewną czeską tancerkę, Anezkę. I może wszystko potoczyłby się zupełnie inaczej, gdyby pewnego dnia do Wiednia nie wkroczyli naziści. Na horyzoncie wojna...

"Trafikant" Roberta Seethalera to w dużej mierze opowieść o dorastaniu, próbie życia na własny rachunek i jednocześnie niezła lekcja dla nastoletniego Franza, który bardzo szybko dostrzega różnicę i nieco zachłystuje się miastem oraz nowym otoczeniem. Wiedeńskie życie pochłania Franza coraz bardziej, zresztą to właśnie tutaj poznaje Anezkę i po raz pierwszy uświadamia sobie, czym jest miłość i jak bardzo cierpkie bywa to uczucie. W tej kwestii liczy na pomoc doświadczonego lekarza, znakomitego w swoim fachu Zygmunta Freuda. Ale nawet on nie ma gotowej recepty na miłosne rozterki Franza. 

Nie do końca jestem przekonana, czy niedawno wydana powieść Roberta Seethalera spełniła moje oczekiwania. Przyznaję, czytało się całkiem przyjemnie. Subtelna, niespieszna, pozbawiona nagłych zwrotów akcji proza austriackiego pisarza może się podobać, ale brakuje w niej tego czegoś, co powoduje, że uznajemy książkę za wyjątkową. Postaci nie zachwycają, są, delikatnie rzecz ujmując, płaskie, papierowe, sportretowane bez wnikliwości, bardzo powierzchownie. Freud, przedstawiony w roli starca, budzi raczej litość niż ciekawość, a przecież był to człowiek nietuzinkowy. Psychoanalizy też, jak na lekarstwo. Można by rzec, że również mało Wiednia w Wiedniu, a chciałoby się przeczytać więcej na temat tego pięknego miasta i jego niepowtarzalnego klimatu. Zdecydowanie lepiej poszło autorowi ukazanie relacji sąsiedzkich, zawiści oraz niczym nieuzasadnionej pogardy do drugiego człowieka. 

Moja ocena: 4/6

Autor: Robert Seethaler
Tytuł: "Trafikant"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 285
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo Otwarte

Nie samymi książkami czytelnik żyje... Układamy puzzle!

dosia1331

100_4178

Żeby była jasność, mój blog poświęcony jest książkom, ale od czasu do czasu pozwalam sobie na chwilę wytchnienia, chociażby w postaci cyklu Obraz zamiast tekstu. Aby udowodnić, że nie samymi książkami czytelnik żyje mam dla was coś absolutnie fantastycznego. Moja córka na wieść o tym, że nakładem "Naszej Księgarni" mają ukazać się puzzle, które są nie czym innym, jak ilustracjami z jej ulubionych lektur, wpadła w euforię i wprost nie mogła się doczekać, kiedy je otrzymamy. Paczka dotarła do nas w ferie i od tej pory puzzle stały się elementem codziennej zabawy. Nie ukrywam, że sama jestem nimi zachwycona. Piękne ilustracje, cudowne kolory, duży format i bardzo dobra jakość wykonania naprawdę robią wrażenie. Na pewno różnią się pod tym względem od innych dostępnych na rynku wydawniczym puzzli. "Leśna kraina" i "Kraina Czarów" składają się z 54 elementów, natomiast "Ptaki" z 16, 20 i 24, ponieważ w pudełku są trzy układanki. Jeżeli chodzi o stopień trudności, to przyznaję, że moja czterolatka nie ma z puzzlami najmniejszego problemu i bardzo sprawnie dobiera poszczególne części.

Recenzentka Zosia stwierdziła, że to najfajniejsze puzzle, jakie do tej pory miała. Nie pozostaje mi nic innego, jak przyznać jej rację.

100_4188

100_4189

100_4191

100_4193

Moja ocena: 6/6

Emilia Dziubak, "Leśna kraina. Puzzle" 
Ewa Kozyra-Pawlak, "Ptaki. Puzzle" 3 w 1
Maciej Szymanowicz, "Kraina Czarów. Puzzle"
Rok wydania: 2019
Wiek: 3+
"Nasza Księgarnia"

Słowa na niedzielę...

dosia1331

100_4212

"Wichrowe Wzgórza" Emily Brontë to burzliwa historia losów rozkapryszonej Katarzyny Earnshaw i Heatcliffa. Opowieść o miłości i zemście, o życiu i śmierci. Piękna i jednocześnie budząca grozę książka angielskiej pisarki uznana została swego czasu za zbyt brutalną. Zaniżano jej wartość literacką, a nawet twierdzono, że autorką jest siostra Emily, Charlotte Brontë. "Wichrowe Wzgórza" w Polsce zostały wydane w 1929 roku pod innym tytułem, a mianowicie "Szatańska miłość". Jedyna powieść Emily Brontë to klasyka literatury światowej i książka, której adaptację filmową z Juliette Binoche i Ralphem Fiennesem znają chyba wszyscy. O jej popularności świadczy również fakt, że doczekała się niezwykle klimatycznej piosenki w wykonaniu Kate Bush. "Wichrowe Wzgórza" należą do moich ulubionych lektur. Czytałam tę powieść kilka razy i zawsze odkrywam ją na nowo. Mroczna, gotycka proza i jedna z najpiękniejszych historii o miłości okupionej niewyobrażalnym cierpieniem.

"Nelly, nadchodzi jakaś dziwna zmiana. Jestem już w jej cieniu. Tak mało mnie obchodzi codzienne życie, że zapominam niemal o jedzeniu i piciu. Ci dwoje, którzy wyszli właśnie z pokoju, wydają się jedynymi wyraźnie materialnymi zjawiskami, ale ich widok sprawia mi ból graniczący z męczarnią. O niej mówić nie będę, nie chcę nawet myśleć! Naprawdę, chciałbym, żeby stała się niewidzialna! Obecność jej budzi w mnie jakieś szaleńcze uczucia. On - to co innego. Najchętniej zażądałbym, by mi zszedł z oczu, ale wiem, że posądzono, by mnie wtedy o szaleństwo."

Emily Brontë, Wichrowe Wzgórza, str. 322, Świat Książki, Warszawa 2018.

 

Nowości "Naszej Księgarni"

dosia1331

100_4073

W zeszłym roku obiecałam sobie, że ograniczę prezentowanie na blogu książek adresowanych do dzieci, bo zajmuje mi to sporo czasu, a w kolejce czeka mnóstwo innych lektur. Te wszystkie ważne, ambitne powieści, nagrodzone reportaże, znakomite biografie, które piętrzą się w moim domu. A potem zaglądam na strony internetowe wydawnictw i wiem, że nic z moich postanowień nie ma racji bytu, bo zawsze znajdę książki dla dzieci, które po prostu muszę mieć. Zdarzają się rozczarowania, pigułki nasenne w twardej, kolorowej oprawie, które miały być niezapomnianą przygodą, a okazały się stratą czasu. Tak, w literaturze dla dzieci też zdarzają się gnioty. Warto zatem stawiać na sprawdzone wydawnictwa, które w swojej ofercie mają dopracowane, wartościowe i atrakcyjne graficznie historie. Tematyczne książki dla maluchów nie muszą obfitować w treść, wystarczą podstawowe informacje, ale podane w interesujący sposób. Dziecko nie może być bombardowane licznymi faktami, przytłoczone wiedzą, której z racji wieku nie jest w stanie przyswoić. Zresztą najlepszym recenzentem książek dla dzieci są one same. Jeżeli chętnie sięgają po książkę, potrafią skupić się podczas czytania i nic nie jest w stanie rozproszyć ich uwagi, to wówczas wiem, że lektura spełniła oczekiwania. Ważnym kryterium jest również fakt, czy dziecko zechce do niej wrócić. Wertowanie książki po raz kolejny na pewno jest dowodem na to, że wybór był strzałem w dziesiątkę.  

100_4078

W biblioteczce moich dzieci najwięcej jest książek o zwierzętach i roślinach. Nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek znudzi im się zgłębianie świata fauny i flory. Ich głód wiedzy oraz ciekawość świata to mój powód do dumy. Książki są dla nich ważne, bo wiedzą, że w nich znajduje się klucz do świata wyobraźni i możliwość odwiedzenia najodleglejszych zakątków naszego globu. "Zawodowcy w świecie zwierząt" to kolejna niezwykle interesująca książka, dzięki której w jednej chwili można znaleźć się na wszystkich kontynentach i z bliska przyjrzeć się przeróżnym zwierzakom, ich cechom charakterystycznym oraz funkcjom, które pełnią w przyrodzie. Wśród nich są kreatorzy mody, sprzątaczki, ochroniarze, rozbójnicy, nianie, pływacy synchroniczni, a nawet tancerze. Przyznaję, że wszystkie informacje podane są w barwny i dowcipny sposób, co na pewno przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym miłośnikom przyrody. Krótkie notki w towarzystwie sugestywnych ilustracji zwierząt pozwolą bliżej poznać gatunki występujące w różnych częściach świata. Wszyscy są ważni, nikt w przyrodzie nie jest zbędny.

"Zwierzęta to prawdziwi zawodowcy!"

Moja ocena: 5/6

Autor: Wendy Hunt
Ilustracje: Studio Muti
Tytuł: "Zawodowcy w świecie zwierząt"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 63
Rok wydania: 2019
"Nasza Księgarnia"
 
PRZEDPREMIEROWO: "Po ciemku, czyli, co się dzieje w nocy"
 
100_4166
 
Kolejną wypatrzoną w "Naszej Księgarni" książką jest "Po ciemku, czyli co się dzieje w nocy" Moniki Utnik-Strugały i Małgosi Piątkowskiej. Uprzejmie donoszę, że dość pokaźnych gabarytów, choć na pewno nie jest to największa książka, jaką posiadamy w swoim księgozbiorze. W rękach małej dziewczynki wygląda zabawnie, co zresztą sama zainteresowana skwitowała stwierdzeniem: "wielgachna". Mojej małej recenzentce bardziej przypadła do gustu książka Wendy Hunt, ale nie mogło być inaczej skoro marzeniem Zosi jest posiadanie lwa ewentualnie kotka. Na pytanie, co się dzieje w nocy, odpowiedziała, że nic, bo ona wtedy śpi, więc zielonego pojęcia nie ma. Uśmiałam się, bo w zasadzie ma rację, co potwierdziły również słowa mojego męża, który od lat na pytanie, co mu się śniło odpowiada, że nie pamięta, bo... spał. Sową to on nie jest na pewno, za to ja znakomicie funkcjonuję po zmierzchu. Wtedy nadrabiam prasowe, filmowe i książkowe zaległości. Wtedy też powstają teksty na bloga. Lubię nocną ciszę, choć jest ona zupełnie różna w zależności od miejsca, w którym jesteśmy i nie zawsze chodzi o położenie geograficzne, ale o fakt, czy znajdujemy się w mieście, czy na wsi. Jest o tym wzmianka w książce i rzeczywiście noc poza miastem jest o wiele ciekawsza. Brak latarni i licznych zabudowań sprawia, że jest naprawdę ciemno. Poza tym ma się wrażenie, że gwiazdy są na wyciągnięcie ręki. Wiele ciekawostek mieści się w tej książce. Fazy snu, fazy księżyca, odkrycie Kopernika, zwierzęta prowadzące nocny tryb życia, rośliny uaktywniające się po zachodzie słońca, a także ludzie pracujący w nocy i miejsca, gdzie nawet za dnia jest ciemno. 
 
100_4171 
100_4104
 
"Po ciemku, czyli co się dzieje w nocy" to bardzo ciekawa i atrakcyjna wizualnie książka, która w obrazowy sposób opisuje noc i wszystko, co różni tę porę od dnia. 
 
Premiera: 27 lutego 2019. Warto!
 
Moja ocena: 6/6
 
Autor: Monika Utnik-Strugała
Ilustracje: Małgosia Piątkowska
Tytuł: "Po ciemku, czyli co się dzieje w nocy"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 64
Rok wydania: 2019
"Nasza Księgarnia"

[PRZEDPREMIEROWO] Wyobraźnia jest kluczem, który otwiera wszystkie drzwi - "Marzycielki" Jessie Burton

dosia1331

100_4048

Ale nawet jego królewska władza nie dawała mu kontroli nad jedną rzeczą - ich wyobraźnią.

Kto czeka na najnowszą książkę brytyjskiej pisarki, Jessie Burton, ten powoli może oswajać się z myślą, że to już wkrótce. "Marzycielki" pojawią się na księgarnianych półkach 27 lutego. Nie ukrywam, że bardzo jestem ciekawa, jak ta historia zostanie przyjęta przez czytelników. "Miniaturzystka", debiutancka powieść Brytyjki, podobała mi się w umiarkowanym stopniu, ale "Muza" absolutnie skradła moje serce. "Marzycielki" mają szansę powtórzyć sukces poprzednich książek. To wyjątkowa opowieść i na dodatek pięknie zilustrowana przez Angelę Barrett. 

W pięknym pałacu, w kraju zwanym Kalią, mieszka dwanaście sióstr. Cudowny klimat, niepowtarzalne widoki i pałacowy przepych pozwalają sądzić, że dziewczętom nic więcej do szczęścia nie trzeba. I rzeczywiście jeszcze do niedawna tak właśnie było, ale po tragicznej śmierci ich matki wszystko uległo zmianie. Król Albert nigdy nie pogodził się ze stratą żony i sen z powiek spędza mu myśl, że mógłby stracić również córki. Postanawia zamknąć je w pałacu i tym samym ograniczyć wszelkie niebezpieczeństwo do minimum. Jego szalony plan to tak naprawdę odebranie siostrom wolności i niezależności, na co dziewczęta nie wyrażają zgody. Przewodniczy im najstarsza z nich, czyli Frida, która znajduje sprytne wyjście z beznadziejnej sytuacji i jednocześnie udowadnia, że niemożliwe nie istnieje. Wyobraźnia jest kluczem, który otwiera wszystkie drzwi.

"Marzycielki" to utrzymana w baśniowym klimacie opowieść, która z pewnością trafi do szerokiego grona odbiorców. Jestem przekonana, że przypadnie do gustu zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom. Ci pierwsi odbiorą ją na podstawowym poziomie, jako piękną opowieść o sile wyobraźni. Drudzy przekonają się, że Jessie Burton po raz kolejny zabiera głos w sprawie kobiet oraz ich pozycji w świecie męskiej dominacji. Brytyjska pisarka przedstawia kobiety walczące o niezależność, wolność i prawo do samostanowienia. Odważne, mądre i kreatywne bohaterki, które nie pozwalają sobą manipulować i nie godzą się na bycie czyjąś własnością. Nie czekają z założonymi rękoma, nie są bierne, ale odważne, dumne i niesamowicie inteligentne. Imponują siłą, sprytem i determinacją w dążeniu do celu. 

Moja ocena: 5/6

Autor: Jessie Burton
Ilustracje: Angela Barrett
Tytuł: "Marzycielki"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 151
Rok wydania: 2019
Wydawnictwo Literackie

Uczucie bez imienia - "Frajda" Marty Dzido

dosia1331

100_4040

Dziewczyna i chłopak. Szaleńczo w sobie zakochani i jak ognia unikający wyznania sobie miłości. "Kocham Cię" nie wchodzi w grę, bo ogranicza, bo może zmienić wszystko. Nigdy nie wiadomo, czy pora będzie odpowiednia, czy chwila właściwa. Trwają zatem te słowa w zawieszeniu i czekają na odpowiedni czas, który być może wcale nie nadejdzie. Dziwne to wszystko i piękne jednocześnie. Gęste od emocji i uwierające. Momentami nieznośne. A gdyby tak odważyć się i wyznać miłość, bo każdy centymetr ciała krzyczy, że tak właśnie jest? Czy na dźwięk tych słów zawiruje świat, utracona zostanie wolność, zdeptana niezależność? A może nic się nie wydarzy? Czy ten lęk jest w ogóle potrzeby? Pytania, pytania, pytania. I różne wersje odpowiedzi. Żadna z nich nie zostaje w pełni zaakceptowana. 

Marta Dzido bez banału i patosu opisuje uczucie łączące dwoje ludzi, którzy nie potrafią bez siebie żyć, ale nie stać ich również na budowanie wspólnej przyszłości. Można sądzić, że ich relacja w dużej mierze opiera się na seksie, na fizycznej fascynacji, na wzajemnym siebie smakowaniu. Tylko, że to byłoby zbyt proste, zwłaszcza gdy padają słowa: "- Chciałbym pozabijać wszystkich i zostawić tylko nas". 

Czy "Frajda" jest powieścią erotyczną? Oczywiście, że tak, ale w dobrym stylu, znakomicie zresztą napisaną. Autorce udało się stworzyć historię, którą czyta się bez poczucia zażenowania. Marta Dzido nie szokuje, nie przekracza granicy dobrego smaku, choć trudno odmówić jej odwagi w opisywaniu intymności. Zaś dwugłos bohaterów pozwala nam poznać tę historię z obu perspektyw, kobiety i mężczyzny. A wszystko to w scenerii lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, w czasach ich młodości, gdy świat wyglądał zupełnie inaczej. Na uwagę zasługuje fakt, że kobieta jest tutaj pełnoprawnym uczestnikiem wydarzeń, nie stanowi tła, nie jest zabawką w męskich rękach. 

"Frajda" Marty Dzido to opowieść o miłości, pożądaniu i namiętności oraz czasach, gdy uwielbienie wyrażało się w długim liście wysyłanym tradycyjną pocztą. Jak widać, wiele się w tej kwestii zmieniło. Dzisiaj nawet o błahostkach informujemy cały świat i szastamy prywatnością publikując setki zdjęć w mediach społecznościowych.

Moja ocena: 6/6

Autor: Marta Dzido
Tytuł: "Frajda"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 144
Rok wydania: 2018
Korporacja Ha!art 

O chorobie duszy - "Psy ras drobnych" Olgi Hund

dosia1331

100_4038

A więc kolejny poranek. Wychodzę na korytarz, do tego naszego koryta z tlenem. Po chłodnej podłodze przechadzają się już pierwsi wybudzeni pacjenci, tak krusi, jakby przypłynęli tu na liściach nenufarów.

"Psy ras drobnych" Olgi Hund to zaskakująco dobra proza i z pewnością jedna z lepszych książek, które ostatnio przeczytałam. To nie jest obszerna lektura, wystarczy godzina lub dwie, by ją przeczytać. Opisanie szaleństwa wcale nie wymaga setek stron, można to zrobić bardzo dobitnie na stu siedemnastu. 

W trakcie czytania wielokrotnie łapałam się na tym, że porównywałam książkę Olgi Hund z innymi opowieściami dotyczącymi problemów psychicznych, zwłaszcza z "Przerwaną lekcją muzyki" Susanny Kaysen i "Szklanym kloszem" Sylvii Plath. To oczywiście kompletnie różne historie i zupełnie inne bohaterki, ale wszystkie zmagają się z chorobą psychiczną, bardziej lub mniej zdając sobie sprawę z tego faktu. Na ich tle bohaterka wykreowana przez Olgę Hund wydaje się być nie tylko dojrzalsza, ale przede wszystkim niezwykle racjonalna i trzeźwo myśląca. Jej sposób opisywania szpitalnej codzienności jest niebywale precyzyjny. Personel i pacjenci to ludzie po dwóch stronach barykady. Zdrowi i chorzy. Pierwsi działają rutynowo, badania, leki itp. itd. Drudzy są szaleni albo świetnie to szaleństwo udają. Poza tym często widzą to, co chcą zobaczyć, bez jakiejkolwiek weryfikacji faktów. Znakomita jest zresztą scena, w której główna bohaterka kupuje książkę z odwróconą okładką. Co pomyślą o niej inne kobiety, kiedy zobaczą ją w trakcie czytania? Ano, że jej odbiło, cóż innego? Właściwa osoba we właściwym miejscu, wszak czytanie do góry nogami normalne nie jest. Wariatka!

Za murami szpitala jest świat, na który pacjenci nie są gotowi i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będą. Wprawdzie gdzieś tam są ich bliscy, ale powoli tracą z nimi kontakt, z wielu zresztą powodów. Otumanieni lekami, z widocznymi zmianami fizycznymi stają się niepodobni do samych siebie. Bywa, że opuszczają szpital na jakiś czas, ale potem wracają i wszystko zaczyna się od początku. Ta walka trwa bezustannie. Jedynymi stałymi w ich życiu są nuda i poczucie dojmującej pustki. "Psy ras drobnych" są zatem w dużej mierze opowieścią o samotności, o borykaniu się z chorobą w pojedynkę. I jeszcze ta ogromna potrzeba jej uporządkowania, zrozumienia, kiedy "to się zaczęło" i dlaczego. To wszystko świetnie oddaje struktura tej książki, kompozycja, układ stron, na których często widnieje jedno lub kilka zdań. Gonitwa myśli po lekturze gwarantowana. 

"Psy ras drobnych" są bardzo intymną prozą i jednocześnie ważnym głosem tych, którym prawa do głosu często odmawiamy. Brak wsparcia i akceptacji oznacza zepchnięcie na społeczny margines, a nawet zapomnienie. Powrót jest trudny albo niemożliwy. O szpitalach psychiatrycznych krążą legendy, a pacjenci stają się bohaterami niewybrednych żartów. Tymczasem wśród ludzi borykających się z chorobą psychiczną zdarzają się osoby wybitne, jak chociażby John Nash, genialny amerykański matematyk, który cierpiał na schizofrenię paranoidalną, co nie przeszkodziło mu zostać laureatem Nagrody Nobla. 

Lektura obowiązkowa.

Moja ocena: 6/6

Autor: Olga Hund
Tytuł: "Psy ras drobnych"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 117
Rok wydania: 2018
Korporacja Ha!art

Powrót do dzieciństwa, czyli "Mały pokój z książkami" Eleanor Farjeon

dosia1331

100_4025

Ależ to jest urocza książka. Dzięki niej poczułam się, jak mała dziewczynka. I te czarno-białe ilustracje Edwarda Ardizzone. Zachwycające. "Dwie Siostry" kolejny raz udowodniły, że literatura dla dzieci powinna być na najwyższym poziomie, zwłaszcza że mali czytelnicy są na wagę złota, bo bardzo często książka przegrywa z elektronicznymi gadżetami. 

Nie wyobrażam sobie domu bez książek, to zresztą zasługa mojej mamy, która bardzo dbała o to, by książki były nieodłącznym elementem mojego dzieciństwa. Nie pamiętam, żeby stawiano mi jakiekolwiek granice, jeśli chodzi o dobór lektur, raczej delikatne sugestie, że coś jest dobre albo wręcz przeciwnie. Ostateczna decyzja należała do mnie, choć z perspektywy czasu wiem, że na niektóre książki było zdecydowanie za wcześnie. Mój pokój z książkami nie był dusznym i zakurzonym pomieszczeniem, jak to, o którym wspomina Eleanor Farjeon, ale było w nim mnóstwo pięknych książek, które czyniły dzieciństwo magicznym. Ta mała dziewczynka z okładki "Małego pokoju z książkami" to wypisz, wymaluj ja. Z nosem w książce, rzecz jasna. 

100_4028

"Mały pokój z książkami" ukazał się w serii Mistrzowie Światowej Ilustracji i zawiera dwadzieścia siedem opowiadań. Te historie są różne, jedne dowcipne i przewrotne, inne pełne refleksji z wyraźnie zaznaczonym morałem. Korowód barwnych postaci świadczy o nietuzinkowej osobowości autorki, ale też świetnie obrazuje różnorodność świata i ludzi. Obok zwykłych śmiertelników pojawiają się koronowane głowy, a nawet Złota Rybka, której wielkim marzeniem było poślubić Księżyc. Wyobraźnia Eleanor Farjeon nie zna granic. Urzekające w tych opowieściach jest to, że one brzmią, jak bajki na dobranoc, może odrobinę staroświeckie, ale właśnie takie, które kiedyś opowiadały nam nasze babcie, przecież one pamiętały zupełnie inny świat.

100_4031

"Mały pokój z książkami" to mądre i przepełnione pozytywną energią historie, które wspaniale się czyta i które mają szansę zachwycić kolejne pokolenia. Czytając tę książkę nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że była ona niesłychanie ważna dla samej autorki i jest czymś w rodzaju hołdu złożonego literaturze, tym setkom książek zalegających różne przestrzenie, pięknym opowieściom, które pamięta się latami. 

Moja ocena: 6/6

Autor: Eleanor Farjeon
Tytuł: "Mały pokój z książkami"
Ilustracje: Edward Ardizzone
Oprawa: twarda
Ilość stron: 452
Rok wydania: 2018
Dwie Siostry

 

Szaszłyk na Dostojewskim - "Manaraga" Władimira Sorokina

dosia1331

100_4036

"Zgodnie z ustaleniami klient + siedmioro gości zasiedli wokół rusztu. Naturalnie nie tylko po to, aby upewnić się, że ja naprawdę spalę pierwsze wydanie, książkę za 8700 funtów, że nie podmieniłem jej na byle jaki skandynawski kryminał z XXI wieku o stu pięćdziesięciu twarzach przeciętności. Oni pragnęli sztuki. I ją otrzymali."

Można przeczytać tę książkę bardzo dosłownie i odłożyć z poczuciem doskonale spędzonego czasu na lekturze. Władimir Sorokin oddał w ręce czytelników książkę szalenie ciekawą, świetnie napisaną, dynamiczną i sugestywną prozę, satyryczną wizję przyszłości przenoszącą czytelnika do roku 2037, w którym literatura stała się muzealnym eksponatem. Oburzać może fakt, że traktuje o paleniu książek, ale przecież te płonęły już wielokrotnie i wcale nie chodzi o kilka egzemplarzy, wszak trawione ogniem były całe biblioteki. Myśl ludzka jest łatwopalna, a nieodżałowane zbiory Biblioteki Aleksandryjskiej są tego najlepszym przykładem. Książki obracały się w proch również w czasach bardziej nam współczesnych, bo uznawano je za zagrożenie, ich treść była niewygodna i mogła pokrzyżować plany. Palenie księgozbiorów podniecało, zwłaszcza żołnierzy niemieckich, a wszystko ku chwale ojczyzny i z pominięciem zdrowego rozsądku. Tak, książki są niebezpieczne. Było, minęło? Coś mi się wydaje, że książki bywają nadal palone, kameralnie, w warunkach domowych, bez świadków i na pewno nie te drogocenne. Aż takimi głupcami chyba nie jesteśmy, zwłaszcza że niektóre egzemplarze są sporo warte. 

Władimir Sorokin idzie o krok dalej i proponuje nam book'n'grill, czyli jesiotra na "Idiocie" Dostojewskiego, misternie przygotowanego przez doświadczonego kucharza, który nazywa to... czytaniem. Konsumowanie takiej ryby jest doświadczeniem wręcz metafizycznym, dostarcza niezapomnianych wrażeń. Potrawa na klasyce rosyjskiej literatury jest wyborna, a klienci są gotowi zapłacić każdą cenę, by poczuć w ustach niebiański smak. Kucharz sporo ryzykuje, ale wie z kim i jak rozmawiać, współpracuje z zaufanymi ludźmi, ma kontakty, renomę i pieniądze, a te są przepustką do wszystkiego i pozwalają na zakup literackich arcydzieł. Poza tym dysponuje pewnymi udogodnieniami, dzięki którym unika zagrożenia. W roku 2037 książek się nie drukuje, książki zastąpiły węgiel do grilla, stały się polanem. Zaś czytanie to tak naprawdę palenie, przyglądanie się trawionej przez ogień książce, bo najbogatsi są spragnieni potraw na wielkich dziełach literatury światowej, a kucharze podróżują po całym świecie, by zaspokoić ich czytelnicze żądze i zafundować klientom ekscytujący spektakl. Sacrum i profanum.

Rosyjski pisarz trochę serio, a trochę z przymrużeniem oka przestrzega przed konsumpcjonizmem, przed szalonym tempem życia, koniecznością gromadzenia dóbr materialnych i powielaniem pewnych wzorców, które negatywnie wpływają na nasze odbieranie rzeczywistości. Świat, w którym nawet literatura nie ma racji bytu, a ludzka myśl nie zasługuje na szacunek to krok ku zagładzie. Książka Sorokina jest swego rodzaju eksperymentem, bo głównym bohaterem jego powieści jest literatura właśnie, kompletnie zresztą uprzedmiotowiona. Nikt nie roni łez nad spopieloną treścią, nikt nawet się nie zawaha nad tym, by ten szalony, nielegalny proceder przerwać. Liczy się chwila, dreszcz emocji i świadomość uczestniczenia w czymś absolutnie wyjątkowym. Masz pieniądze, możesz wszystko. Pisarz prowokuje w imię zwrócenia uwagi na sprawy fundamentalne i robi to w niezwykle realistyczny sposób. Czytelnik gotów uwierzyć, że ta szalona wizja może się spełnić, że pewnego dnia zniszczymy dorobek ludzkości dla chwilowego kaprysu. 

"Manaraga" jest dystopią, ale jednocześnie istotnym głosem w dyskusji i przestrogą, by się zatrzymać i odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę jest w życiu ważne i czy droga, którą kroczymy jest tą właściwą. 

Bardzo dobra powieść.

Moja ocena: 5/6

Autor: Władimir Sorokin
Tytuł: "Manaraga"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 248
Rok wydania: 2018
Agora

Jakie książki pojawią się na blogu?

dosia1331

100_4024

Tym razem naprawdę będzie krótko, zwięźle i na temat. Oto książki, które wzbogaciły moją bibliotekę, a o których z pewnością napiszę. Niektóre z nich już zdążyłam przeczytać i jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Olga Hund i jej "Psy ras drobnych" to książka, która wbija w fotel. Gonitwa myśli, gwarantowana! "Manaraga" Władimira Sorokina jest wizją przyszłości, której nie zaakceptuje żaden szanujący się mól książkowy. "Mały pokój z książkami" Eleanor Farjeon pozwolił mi znów poczuć się małą dziewczynką, a "Wichrowe Wzgórza" to moja ulubiona książka. Nie mam pojęcia, ile razy czytałam. Mój stary egzemplarz musi zrobić trochę miejsca nowemu. "Podróż zimowa" nieco rozczarowuje. Pierwsze opowiadanie to mistrzostwo świata, potem sinusoida, ale to Cabré, więc przeczytać trzeba.  

"Mały pokój z książkami" Eleanor Farjeon - Dwie Siostry

"Hedwiga i Maks-Olof" Frida Nilsson - Dwie Siostry

"Pierwsze słowo" Marta Kisiel - Uroboros

"Siła niższa" Marta Kisiel - Uroboros

"Toń" Marta Kisiel - Uroboros

"Frajda" Marta Dzido - Korporacja Ha!art

"Psy ras drobnych" Olga Hund - Korporacja Ha!art

"Turysta polski w ZSRR" Juliusz Strachota - Korporacja Ha!art

"Zbrodnia i..." Jerzy Nasierowski - Korporacja Ha!art

"Pałac" Wiesław Myśliwski - Znak

"Wichrowe Wzgórza" Emily Brontë - Świat Książki

"Zmorojewo" Jakub Żulczyk - Agora

"Manaraga" Władimir Sorokin - Agora

"Marzycielki" Jessie Burton - Wydawnictwo Literackie

"Podróż zimowa" Jaume Cabré - Marginesy

Książek sporo, kolejne pukają do drzwi, tymczasem zaległości spędzają sen z powiek, a doba nadal ma tylko dwadzieścia cztery godziny. 

Do miłego zaczytania!

Czytajcie Martę Kisiel!

dosia1331

100_4013

Będzie krótko, zwięźle i na temat? A figa z makiem! Jakoś muszę mój zachwyt wyrazić, uzasadnić i przekonać czytelników, którzy na dłużej nieokreśloną przyszłość odkładają książki Marty Kisiel, bo sama jeszcze do niedawna należałam do tych niezdecydowanych. Skutecznie odstraszało mnie jedno słowo, a mianowicie fantastyka. Mądrzejsza o trzy przeczytane książki Marty Kisiel, uprzejmie donoszę, że zostałam pokonana, a co za tym idzie, przeprosiłam się z fantastyką. Niechaj mi usmarkane aniołki w bamboszkach latają po chałupie, potwory z mackami gotują obiady, a poeci z zaświatów recytują wiersze. Chętnie przygarnę sąsiada o paranormalnych zdolnościach, może być czarownicą. Albo ducha. Tak, ducha Mickiewicza, Iwaszkiewicza i Herberta poproszę. Wypłyniemy sobie "na suchego przestwór oceanu" albo zaplączemy w tataraku, ewentualnie pogawędzimy o Panu Cogito, bo mam kilka pytań. Poza tym z przyjemnością zamieszkam w domu wątpliwej urody, byleby tylko z gotycką wieżyczką i koniecznie w pobliżu jakiegoś bajora z lokatorami w postaci różnej maści stworów. Może być do remontu, nawet gruntownego. 

Po lekturze "Małego Licha i tajemnicy Niebożątka" naturalną koleją rzeczy było sięgnięcie po książki adresowane do dorosłego czytelnika i z przyjemnością informuję, że naprawdę dawno nie miałam tak bezczelnej frajdy z czytania. Uśmiałam się niemiłosiernie, bo nieodłącznym elementem twórczości Marty Kisiel jest humor. Nawiasem mówiąc, w sieci krążą cytaty z jej książek, więc zachęcam do zapoznania się z nimi. Niektóre pożyczyłam i w zależności od sytuacji wykorzystuję. Chichot podczas czytania barwnych dialogów rodzeństwa, czyli Salomei Przygody i Niedasia w "Nomen Omen" jest jak najbardziej zrozumiały. Inaczej się nie da. Ale to, co wyprawia się w "Dożywociu" to już absolutne mistrzostwo świata. Dwukrotny samobójca Szczęsny, dożywotnik, poeta i pajac w jednym, do szewskiej pasji doprowadza właściciela Lichotki, niejakiego Konrada. Wspomniany dziedzic początkowo jest dość sceptycznie nastawiony do mieszkańców, zwłaszcza że również ich otrzymał w spadku. Licho, Krakers i nade wszystko Szczęsny działają Konradowi na nerwy. Mieszkanie pod jednym dachem bywa trudne, nawet bardzo, ale jakoś trzeba dojść do porozumienia, choćby z kimś nie z tego świata. Wróćmy jeszcze na chwilę do "Nomen Omen" oraz Salomei Przygody (nazwisko adekwatne do treści książki). Otóż wspomniana niewiasta i jej "rozbuchany erotyzm" wylądują w Odrze za sprawą morderczych zapędów brata. Wprawdzie żarłoczny braciszek zostanie uniewinniony, a w stan oskarżenia postawiony dziadek, do którego Niedaś ma nieszczęście być łudząco podobny. I może nie do końca byłoby to wszystko takie dziwne, gdyby nie fakt, że dziadziuś od dawna nie żyje, tak mniej więcej od czasów, gdy na Wrocław mówiono Breslau. Są jeszcze siostry Bolesne, trio, którego nie powstydziłaby się sama J. K. Rowling.

Zielonego pojęcia nie mam, czy cokolwiek rozumiecie z mojego chaotycznego zachwytu nad książkami Marty Kisiel, ale na usprawiedliwienie dodam, że z całych sił starałam się zbyt wiele nie zdradzić i tym samym nie odebrać komuś przyjemności z czytania. A naprawdę warto i niech nikogo nie przeraża fantastyka, jeśli takowej nie lubi, bo w twórczości Marty Kisiel znajdziecie połączenie różnych gatunków literackich. Autorka ma lekkie pióro i talent do tworzenia niebanalnych historii. Niezaprzeczalnym atutem jej książek jest oczywiście humor, ale nic nie wydarzyłoby się, gdyby nie pomysł i cudowne postaci. Zapomniałabym o ilustracjach, są znakomite i wraz z treścią książek tworzą spójną całość. I te okładki, och, ach! Przede mną "Siła niższa", "Toń", "Pierwsze słowo" oraz "Szaławiła. Deseru spodziewam się w okolicach marca, wtedy w księgarniach pojawi się nowa książka, "Oczy uroczne". Będę wypatrywać. "Apsik, alleluja!"

 

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci