Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG O KSIĄŻKACH

Ciekawostki z życia Ziemi - "Najwyższa góra, najgłębszy ocean"

dosia1331

100_1680

No, takie książki lubię. Zresztą nie tylko ja, bo w dniu, w którym do nas trafiła, dosłownie wyrywaliśmy ją sobie z rąk. Ciekawość zżerała zwłaszcza dzieci, bo duże książki, a ta jest naprawdę pokaźnych rozmiarów, podobają im się najbardziej. Poza tym doskonale sprawdziła się w trakcie wspólnego czytania. "Najwyższa góra, najgłębszy ocean. Obrazkowe kompendium cudów natury" to książka wyjątkowa pod wieloma względami. Na każdej stronie dziesiątki informacji z życia naszej planety, mnóstwo ciekawostek, pięknych ilustracji, nazw, liczb itp. itd. Największe, najwyższe, najgrubsze, najstarsze, najmniejsze, najgorętsze, najzimniejsze, najliczniejsze i tak mogłabym wymieniać i wymieniać, bo słów rozpoczynających się od naj jest rzeczywiście w książce sporo. Wiadomości podano w atrakcyjny i przystępny dla dzieci sposób, a to niezwykle ważne, bo tego rodzaju książki powinny zachęcać do zgłębiania wiedzy, a nie przytłaczać. Nawiasem mówiąc, nie tylko dzieci będą miały okazję tego i owego dowiedzieć się o naszej planecie, zresztą zajrzyjcie na którąkolwiek ze stron, a przekonacie się, że mam rację.

Jak brzmi nazwa najwyższego szczytu na Ziemi i gdzie się znajduje? To proste, ale podajcie nazwę najniższego. Jeśli ją znacie, to przybijam piątkę, a jeśli nie, to otwórzcie książkę na 22 stronie i wszystko stanie się jasne. A potraficie wymienić najdłużej żyjące zwierzęta albo rośliny? Zapewniam, że będziecie przecierać oczy ze zdumienia, bo wśród nich są prawdziwi rekordziści, którzy na liczniku mają nawet 507 lat!

"Najwyższa góra, najgłębszy ocean. Obrazkowe kompendium cudów natury" to książka, która powinna znaleźć się w każdej biblioteczce domowej.

Moja ocena: 6/6

100_1682

100_1685

100_1684

Ilustracje: Page Tsou
Tytuł: "Najwyższa góra, najgłębszy ocean. Obrazkowe kompendium cudów natury"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 37
Rok wydania: 2018
"Nasza Księgarnia"

Książka-epitafium. "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" Marcin Wicha

dosia1331

100_1647

"To jest historia o rzeczach. I jeszcze o gadaniu. Czyli - o słowach i przedmiotach. Jest to także książka o mojej matce, i z tego powodu nie będzie zbyt wesoła".

Zastanawiałam się, co o tej książce napisać i z premedytacją odkładałam ten moment na dłużej nieokreśloną przyszłość. Właściwie mogłabym zacytować kilka fragmentów i na tym poprzestać. Nawet teraz piszę i kasuję, i wciąż rozpoczynam na nowo, co jest w gruncie rzeczy dość irytujące i stanowi potwierdzenie tego, jak bardzo poruszyła mnie lektura "Rzeczy, których nie wyrzuciłem". Gdybym miała określić ją trzema słowami, to z pewnością byłyby to: odważna, osobista i... piękna. Zresztą ujmujące jest w tej niewielkich rozmiarów książce niemal wszystko, od tematu po wykonanie. Mogę się jedynie domyślać, jak ciężko jest przelać na papier wspomnienia o zmarłej matce, jak trudno opisać bliską osobę w taki sposób, by jednocześnie nie odsłonić przed czytelnikiem zbyt wiele. Dlatego genialnym wręcz pomysłem jest charakterystyka matki na podstawie jej rzeczy oraz księgozbioru, czyli książek, które były dla niej ważne, po które sięgała w różnych momentach życia. Każda z rzeczy i lektur jest namacalnym dowodem jej istnienia. To nie są przedmioty zbędne, z którymi łatwo się rozstać, które można po prostu wyrzucić. To, co posiadamy/posiadaliśmy po prostu nas definiuje, książki, które czytamy również, a może zwłaszcza one. Marcin Wicha żegna się z matką w sposób szczególny, pozbawiony sentymentalizmu i patosu, a jednocześnie szczery i wzruszający.

Czytanie z ołówkiem w ręku nie ma sensu, bo warte podkreślenia jest niemal każde słowo. Za to przeczytanie książki w jeden wieczór jest jak najbardziej możliwe, co zresztą uczyniłam i dlatego uprzejmie donoszę, by nie popełniać tego błędu. Warto dawkować sobie tę lekturę, pobyć z nią dłużej, podumać nad niektórymi fragmentami. Zachwyt nad ładną polszczyzną jest w pełni uzasadniony, też jestem pod wrażeniem. Poza tym ta książka jakoś dziwnie wwierca się w głowę, nie daje o sobie zapomnieć, a to urwane "m" z okładki bardzo symboliczne.

"Mówiła: Kupię ci każdą książkę, przynajmniej nie jesteś kretynem". Nic dodać, nic ująć.

Moja ocena: 6/6

Autor: Marcin Wicha
Tytuł: "Rzeczy, których nie wyrzuciłem"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 183
Rok wydania: 2017
Karakter

 

W drodze na kolejny szczyt... "Spod zamarzniętych powiek" Adam Bielecki i Dominik Szczepański

dosia1331

100_1619

Czy nastoletni Adam Bielecki zdawał sobie sprawę z tego, że marzenia staną się kiedyś rzeczywistością, że jego nazwisko będzie wymieniane obok Jerzego Kukuczki, Krzysztofa Wielickiego, Wandy Rutkiewicz, Wojciecha Kurtyki, Leszka Cichego i wielu innych alpinistów i himalaistów, których osiągnięcia budzą podziw do dziś? Ależ oczywiście, że tak, bo takiej wiary w siebie, uporu, a przede wszystkim talentu można mu tylko pozazdrościć. Zresztą pierwsze sukcesy przyszły bardzo szybko, co tylko upewniło młodego chłopaka z Tychów, że dokonał właściwego wyboru.

Adam Bielecki zaczął się wspinać już jako trzynastolatek i przyznaję, że nieźle ubawiłam się jego barwą opowieścią o próbie wydostania się z Kirgizji. Podróżowanie bez pieniędzy bywa dość problematyczne, zwłaszcza gdy ma się do pokonania tyle kilometrów. Zdobycie Piku Lenina i Chan Tengri z pewnością uskrzydla, ale nie na tyle, by w magiczny sposób teleportować się do ojczyzny. Na szczęście znaleźli się dobrzy ludzie, którzy pomogli w trudnej sytuacji oraz przymknęli oko na to i owo. Zresztą szczęście Adamowi Bieleckiemu raczej dopisuje, bo ilość niebezpiecznych przygód, które ma na koncie przyprawia o szybsze bicie serca i tylko on sam wie, ile prowizorki było w tym, co robił kiedyś, a ile profesjonalizmu i zdrowego rozsądku jest obecnie.

Sukcesy i porażki są normą w himalaizmie, ale często te drugie są nagłaśniane do granic możliwości i potrafią skutecznie przyćmić udane wejście na kolejny szczyt. Tak się stało przy okazji pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak. Suchej nitki nie pozostawiono na Adamie Bieleckim za to, że naruszył zasady bezpieczeństwa w górach i być może przyczynił się do śmierci dwóch kolegów z zespołu, czyli Macieja Berbeki i Tomka Kowalskiego. Jego postawa została oceniona negatywnie i na długo podzieliła środowisko. Nie od dziś wiadomo, że Adam Bielecki jest szybki, sprawny, bardziej wytrzymały i niesamowicie ambitny. Z niedowierzaniem obserwowałam to, co się wówczas działo w mediach społecznościowych, bo nagle wszyscy stali się ekspertami, a głos w sprawie zaczęli zabierać ludzie, którzy o wysokich górach nie mają zielonego pojęcia, że o wymienieniu nazw najwyższych szczytów nie wspomnę. Jak wiadomo, krytykowanie jest naszym sportem narodowym i niektórzy po prostu od czasu do czasu muszą się na kimś wyładować. Adam Bielecki w swojej książce wspomina o tamtym wydarzeniu, ale nie próbuje na siłę przekonać do swoich racji, tylko rzeczowo opowiada, jak to wszystko wyglądało z jego punktu widzenia i jak duży ma żal o to, że w całym tym zamieszaniu zabrakło obiektywizmu. Zamiast gratulacji za dokonanie niemożliwego, ogólnopolski hejt, zamiast kondolencji z powodu śmierci kolegów, wiadro pomyj. W mediach potrafi rozpętać się prawdziwe piekło, ale jest jeszcze druga strona medalu, bo dzięki tym samym mediom można zebrać fundusze na kolejne wyprawy, a te do tanich nie należą. Bardzo szybko okazało się, że oprócz wrogów Adam Bielecki ma grono zagorzałych fanów, którzy z uporem maniaka śledzą jego poczynania i kibicują w drodze na kolejny szczyt. Wśród nich są również tacy, na których wsparcie finansowe Adam Bielecki zawsze może liczyć i dzięki którym po prostu spełnia marzenia.

Przeczytałam tę książkę jednym tchem, ale przedtem długo ją przeglądałam, bo jest naprawdę bardzo ładnie wydana. Zachwycające są zwłaszcza zdjęcia, których w książce jest mnóstwo i nie ukrywam, że można nabrać ochoty na wyruszenie w najwyższe góry świata. Szkoda tylko, że moja tolerancja wysokości kończy się gdzieś w okolicach piątego piętra i tylko ja wiem, ile nerwów kosztuje mnie próba spojrzenia w dół. W wieżowcu nie zamieszkam, o himalaizmie mogę zapomnieć, zresztą po co mi Karakorum czy Himalaje skoro mam nasze piękne Tatry. Jednak nikt mi nie zabroni podziwiać ludzi, którzy na co dzień mierzą się z nieprawdopodobną siłą natury i własnymi słabościami, a jednocześnie dają świadectwo niezwykłej odwagi i determinacji w dążeniu do celu. A znowu jest ku temu okazja, bo marzeniem wielu jest zimowe wejście na "górę gór", drugi co do wysokości szczyt świata, czyli K2. Wśród nich jest Adam Bielecki, który ma szansę dokonać tego, o czym inni boją się nawet pomyśleć. Trzymam kciuki i śledzę kolejne doniesienia, a poza tym mocno wierzę w to, że wreszcie się uda i Adam Bielecki złotymi zgłoskami zapisze się w historii polskiego himalaizmu.

Moja ocena: 6/6

Autor: Adam Bielecki i Dominik Szczepański
Tytuł: "Spod zamarzniętych powiek"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 414
Rok wydania: 2017
Agora

 

 

 

 

Książka i gra planszowa, czyli nowości od Wydawnictwa Literackiego i Zielonej Sowy

dosia1331

100_1626

"Miejsce przestępstwa: las; dokładniej: dziupla
Rodzaj przestępstwa: kradzież 204 orzechów
Pokrzywdzona: wiewiórka Waleria
Podejrzani: wielu, naprawdę wielu
Prowadzący śledztwo: komisarz Gordon i jego asystentka Paddy"
 
Wiewiórka Waleria mocno ubolewa nad stratą orzechów, dlatego smutny incydent zgłasza stróżowi prawa, dzielnemu komisarzowi Gordonowi, w nadziei, że temu uda się wyjaśnić wszelkie okoliczności zdarzenia. Poszukiwania winowajcy/winowajców trwają. Komisarz Gordon i jego asystentka Paddy robią wszystko, by skradzione orzechy wróciły do właścicielki...

Każda książka, która do nas trafia jest niezwykle surowo oceniania zwłaszcza przez moją córkę. Mała recenzentka przede wszystkim skupia się na walorach zewnętrznych, czyli szacie graficznej. Jeśli spodoba się jej okładka, to jest duża szansa na to, że i środkiem się zainteresuje. Minusem jest brak ilustracji, co dla książki jest wyrokiem skazującym na zapomnienie. Obecność ilustracji też sprawy nie przesądza, bo nie wszystkie są dla niej atrakcyjne. I bardzo dobrze, grunt to mieć swoje zdanie. Dodatkowym atutem jest kolor, bo czarno-białe obrazki są "takie sobie". Poza tym ilustracji musi być po prostu dużo, najlepiej na każdej stronie, na bogato. Tekst, ach ten nieszczęsny tekst. Są takie książki, które czytamy na okrągło i takie, które lądują na regale w iście ekspresowym tempie i nawet ładne obrazki nie pomogą. Do czego zmierzam? Ano do tego, że "Pierwsza sprawa" Ulfa Nilssona została oceniona bardzo pozytywnie, choć z małym zastrzeżeniem, że nie posiadamy kolejnych części, o których wydawca wspomina na okładce. No, nie mamy, bo trzeba zaczekać na ich opublikowanie, tłumaczę, co Zosi zupełnie nie zadowala, bo cierpliwość nie jest jej najmocniejszą stroną. A wystarczyło o tej drobnostce nie wspominać. Czy ja w ogóle muszę dodawać coś jeszcze? Jesteśmy na tak!

100_1630

100_1638

Moja ocena: 5/6

Autor: Ulf Nilsson
Ilustracje: Gitte Spee
Tytuł: "Pierwsza sprawa"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 93
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo Literackie

 

Nie samą literaturą żyje człowiek, więc czasem warto sięgnąć po bardzo sprawdzoną formę spędzania czasu z dzieckiem, czyli grę planszową. "Kucharz" jest naszym ostatnim odkryciem i muszę przyznać, że zabawa jest przednia. Poza tym to najbardziej smakowita gra na świecie, bo okazuje się, że każdy może zostać szefem kuchni i skomponować wyjątkowe danie. Dwustronna plansza, 60 żetonów, 25 kart z napisami, pionki i kostka wystarczą, by ponury zimowy wieczór zamienić w kolorowy pokaz sztuki kulinarnej. 

Liczba graczy: 2 - 4
Czas gry: 15 - 40 minut
Sugerowany wiek: +4 

Miłej zabawy!

100_1643

100_1622

100_1623

Moja ocena: 6/6

Za grę dziękujemy Zielonej Sowie!

Absurd goni absurd - "Ostatnia arystokratka" Evžen Boček

dosia1331

100_1585

Poleżała sobie ta książka na mojej półce i tylko kolejne zachwyty czytelników od czasu do czasu mi o niej przypominały. Kuszono mnie barwnym językiem, nietuzinkowymi postaciami i znakomitym humorem. Nie czytać w miejscach publicznych - lektura grozi rechotem, ostrzegano, zaopatrzyć się w chusteczki na wypadek potoku łez spowodowanych śmiechem itd. Po kilku poważnych i co tu dużo mówić dość przygnębiających książkach, które ostatnio przeczytałam "Ostatnia arystokratka" Evžena Bočka  okazała się doskonałą odmianą. Z całą pewnością jest to zabawna lektura, błyskotliwa analiza czeskiego społeczeństwa i bardzo udana komedia, która zachwyca już od pierwszego zdania. Może nie wybuchałam śmiechem, ale na pewno bardzo miło spędziłam czas z uroczą Marią Kostką z Kostki, charyzmatyczną bohaterką pierwszej odsłony sitcomu o czeskiej arystokracji. 

Ponoć Czesi nie lubią wyższych sfer i bardzo dobrze, niech nie lubią, co absolutnie nie wyklucza możliwości ukazywania ich w krzywym zwierciadle. Zadowolony, bo nakarmiony niepowodzeniami w ich życiu czytelnik z pewnością lepiej się poczuje, wszak coś takiego, jak błękitna krew nie istnieje i między bajki można włożyć niektóre teorie. Ale do rzeczy. "Ostatnia arystokratka" to opowieść o amerykańskiej rodzinie z czeskimi korzeniami, która wraca do kraju przodków, by zamieszkać w odzyskanym po latach zamku. I tu zaczynają się schody, bo nic nie wygląda tak, jak powinno, a marzenia o luksusie, dobrobycie i splendorze są nieosiągalne, z czego zdaje sobie sprawę jedynie Maria, nastoletnia córka arystokratów. Kostka to zapuszczony i zaniedbany zamek, wymagający remontu, na który właścicieli najzwyczajniej w świecie nie stać, a karkołomne próby zainteresowania okolicznych mieszkańców życiem arystokracji i próba zarobienia na ich naiwności tylko chwilowo rozwiązuje problemy. Personel odziedziczony wraz z zamkiem też nie pomaga. Kucharka i sprzątaczka w jednym lubi zaglądać do kieliszka, hipochondryczny ogrodnik ma zupełnie inne zmartwienia, niż podupadający zamek, a leniwy kasztelan w głębokim poważaniu wszystko, co posiadłości dotyczy. Mają jednak wspólny cel - wydoić pana domu z kasy, przecież należy im się godziwa zapłata za "pracę". Evžen Boček nie oszczędza swoich bohaterów, nie ma też litości dla czytelnika, którego rzuca na łopatki już na samym początku, zresztą nie będę zdradzać fabuły, przeczytajcie koniecznie! 

Jaki jest czeski sposób na arystokrację? Bardzo prosty, ośmieszyć, zadrwić i podać ludziom na tacy w postaci zgrabnie napisanej książki, która czytelnikowi gwarantuje poprawę nastroju, zaś autorowi miejsce na liście bestsellerów. "Ostatnia arystokratka" niezaprzeczalnie bawi, ale to lektura z drugim dnem, bo humor i groteskowa narracja stanowią kamuflaż dla znacznie poważniejszych kwestii. Tymczasem absurd goni absurd...

Moja ocena: 5/6

Autor: Evžen Boček
Tytuł: "Ostatnia arystokratka"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 254
Rok wydania: 2015
Stara Szkoła

Gruzja na talerzu... "Tajemnice gruzińskiego smaku" Giorgi Maglakelidze

dosia1331

100_1513

Orzechy. Gdzie te orzechy? Potrzebuję choć kilka. No dobra, kilkanaście, bo te kilka zjem od razu. Zachowuję się trochę, jak pan Hilary, który niemal zdemolował dom w poszukiwaniu okularów. Ja wprawdzie nie mam orzechów na nosie, za to na pewno w zasięgu wzroku i na dodatek bezczelnie leżą sobie w koszyku. Ale to normalne, gdy się czegoś szuka, zazwyczaj po prostu się tego nie zauważa. Ot, taka złośliwość, nie tylko orzechów, rzecz jasna. Potrzebne mi są do sałatki. Uwielbiam takie nieoczywiste połączenia smakowe, które znakomicie się komponują i na dodatek pięknie wyglądają. Jeszcze tylko kilka ziarenek granatu i voilà! Moja sałatka à la Gruzja wygląda cudnie i smakuje również wyjątkowo.

Takich kulinarnych inspiracji jest w książce "Tajemnice gruzińskiego smaku. 79 przepisów" mnóstwo, więc można sobie zafundować kawałek Gruzji na talerzu. Chinkali, bakłażany na sztylecie, gołąbki z fasolą, adżapsandali po domowemu, cielęcina z kasztanami, krewetki w sosie orzechowym, mchali po miejsku i wiele innych potraw, które spokojnie można wypróbować, bo raczej nie są skomplikowane, a i ze składnikami nie będzie problemu. Autor, Giorgi Maglakelidze, oddaje w ręce czytelników dość niezwykłą książkę kucharską, bo oprócz przepisów znajdziecie w niej ciekawostki na temat Gruzji, które momentami brzmią, jak przypowieści. Jeżeli nie macie jeszcze sprecyzowanych planów wakacyjnych, to być może piękne krajobrazy i smaczne potrawy, których zdjęcia znajdziecie w książce zachęcą Was do odwiedzenia Gruzji? Nie ukrywam, że ten kraj kusi mnie już od dawna, a Giorgi Maglakelidze dodatkowo podsycił moją ciekawość.

100_1567

100_1570

100_1576

Smakowita lektura i pięknie wydana książka.

Moja ocena: 5/6

Autor: Giorgi Maglakelidze
Tytuł: "Tajemnice gruzińskiego smaku. 79 przepisów"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 207
Rok wydania: 2018
"Nasza Księgarnia"

"13 minut" Sarah Pinborough

dosia1331

100_1510

Gdybym miała jakieś dwadzieścia lat mniej, to może byłabym zachwycona książką Sarah Pinborough. Pewnie też ogromne wrażenie zrobiłoby na mnie nazwisko mistrza grozy na okładce i biegłabym do księgarni z prędkością światła. Ale prawda jest taka, że mam tyle lat, ile mam, a rekomendacje Stephena Kinga ignoruję, bo jego ochy i achy często są na wyrost, niestety.

Szesnastoletnia Natasha Howland przeżyła śmierć kliniczną. Nastolatka przez trzynaście minut znajdowała się w lodowatej wodzie i gdyby nie przypadkowy mężczyzna, który akurat znalazł się w pobliżu, to wiadomo, co byłoby dalej. Sprawa jest rozwojowa, bo właściwie nie wiadomo, co się stało i dlaczego ktoś chciał zabić najpiękniejszą i najbardziej lubianą uczennicę w szkole? Naturalną koleją rzeczy jest śledztwo i uchowaj Boże takich stróżów prawa, jak w książce, bo nigdy nie doszlibyśmy do prawdy. Wątek kryminalny zdecydowanie przegrywa z psychologicznym. Autorka wodzi czytelnika za nos, wystawia jego nerwy na próbę, ale tylko do czasu, bo uważny czytelnik dość szybko zorientuje się w sytuacji i ułoży elementy rozsypanej układanki. Czy wtedy czytanie straci sens? Nie sądzę, bo angielska pisarka pisze na tyle ciekawie, że porzucenie lektury nie wchodzi w grę. Poza tym dzieje się naprawdę sporo, więc dobrnięcie do końca nie będzie stanowiło dylematu.

Nie mam do tej opowieści większych zastrzeżeń i przyznaję bez bicia, że nawet dobrze mi się ją czytało, choć zdecydowanie lepiej drugą część. Jednak Sarah Pinborouhg nie zaproponowała niczego nowego, bo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to wszystko już było, że znam podobne dziewczyny, pomiędzy którymi toczy się wieczna walka o popularność, a gdzieś po kątach ukrywają się te mniej atrakcyjne i skrycie marzą, by dostąpić zaszczytu dołączenia do szkolnych gwiazd. Kłamstwa, sekrety i manipulacje są chlebem powszednim bohaterów "13 minut", a szkolna rzeczywistość to brutalna i przerażająca gra o wpływy.

Sięgnęłam po tę książkę z czystej ciekawości, zachęcona kilkoma zdaniami na okładce. Jeżeli mam być szczera, a tego z pewnością ode mnie oczekujecie, to historia opowiedziana przez Sarah Pinborough aż nadto przypomina mi amerykańskie filmy o bezczelnych, wyrachowanych i pozbawionych empatii nastolatkach, które dla popularności podpisałyby pakt z diabłem.

"Podobno przyjaciół trzeba mieć blisko siebie, a wrogów jeszcze bliżej..."

Moja ocena: 4/6

Autor: Sarah Pinborough
Tytuł: "13 minut"
oprawa: miękka
Ilość stron: 422
Rok wydania: 2018
Prószyński & S-ka

Nauka i zabawa to idealna kombinacja - "Na tropie angielskich słówek"

dosia1331

100_1489

Tym razem będzie krótko, zwięźle i na temat, bo mam do zaprezentowania absolutnie fantastyczną książkę dla dzieci, "Na tropie angielskich słówek".

Na naukę obcego języka nigdy nie jest za wcześnie, zresztą maluchy znakomicie przyswajają nowe wiadomości, szybko uczą się kolejnych słówek i w mig potrafią zapamiętać podstawowe zwroty. A jeśli mają do dyspozycji kolorową książkę z zabawnymi ilustracjami, to tym większa ochota na zabawę. Na dwunastu rozkładówkach znajdują się: statek piracki, pracownia malarska, miasto, plac zabaw, rodzina, kawiarnia, zoo i planeta dziwolągów. Dzięki planszom dziecko ćwiczy nie tylko pamięć, ale też spostrzegawczość i umiejętność opowiadania.

Na pewno będzie konieczna pomoc kogoś, kto zna podstawy języka angielskiego i przede wszystkim wymowę, by dziecko prawidłowo wypowiadało poszczególne słowa. A jeśli nie, to na stronie www.KapitanNauka.pl/natropie znajdują się nagrania mp3 wszystkich słówek z książki.

Podsumowując: liczby, przyroda i pogoda, kolory i kształty, zabawki, przyimki, zwierzęta, emocje, środki transportu, części ciała, ubrania, jedzenie, przymiotniki i przeciwieństwa, to wszystko znajduje się w książce.

Nie pozostaje mi nic innego, jak po prostu życzyć Wam dobrej zabawy i postępów w nauce. Have fun :) 

100_1482

Moja ocena: 6/6

Autor: praca zbiorowa
Tytuł: "Na tropie angielskich słówek"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2017
Edgard

Pierwszy rok w szkole... "Hedwiga" Fridy Nilsson

dosia1331

100_1477

Myślisz Hedwiga i widzisz sowę Harry'ego Pottera, ale w literackim świecie jest jeszcze inna Hedwiga, rezolutna siedmiolatka, która wprost nie może się doczekać, kiedy pójdzie do szkoły. W sąsiedztwie nie ma dzieci, z którymi dziewczynka mogłaby spędzać czas, dlatego szkoła jest przede wszystkim szansą na zyskanie przyjaciół, nawiązanie znajomości i dobrą zabawę. Pierwszy dzień w szkole początkowo nie wygląda wcale tak różowo, jak to sobie Hedwiga wyobrażała, ale na szczęście wszystko zmienia się w okamgnieniu i Hedwiga zyskuje koleżankę o imieniu Linda. Odtąd będą stanowiły zgrany duet, który ma w głowie mnóstwo szalonych pomysłów i nie zawaha się przed ich realizacją.

100_1480

Książka jest zapisem pierwszego roku w szkole, najważniejszych wydarzeń oraz wielu miłych i niemiłych doświadczeń głównej bohaterki, która co jakiś czas pakuje się w kłopoty, bo jest typem dziecka, które, jak się bawi, to na całego. Ale niewinna zabawa ma czasem przykre konsekwencje, o czym Hedwiga bardzo szybko się przekona, zwłaszcza że dziecięca beztroska wiąże się z barkiem przewidywania skutków. Charakterna siedmiolatka uczy się na błędach, płacze i bardzo przeżywa niektóre sytuacje, ale takie właśnie jest życie. Poza tym czasem nawet porażkę można przekuć w sukces, mam na myśli rozdział, w którym Hedwiga korzysta z usług pewnego fryzjera. Zresztą nic więcej nie zdradzę, sięgnijcie po książkę i poznajcie sympatyczną mieszkanką czerwonego domku.

"Hedwiga" to znakomita książka dla dzieci, barwna, dynamiczna opowieść, którą czyta się jednym tchem i która będzie doskonałą lekturą do samodzielnego czytania, bo duża czcionka zdecydowanie tę czynność ułatwi. Jestem niemal pewna, że odważna i charyzmatyczna bohaterka przypadnie do gustu małym czytelnikom. Rodzice zaś niech czytają ku przestrodze i na poprawę humoru :) 

Na zachętę dodam, że Frida Nilsson to laureatka Nagrody Astrid Lindgren oraz wielu innych prestiżowych wyróżnień. Szwedzką literaturę dla dzieci charakteryzuje żart i szczerość, nie ma tematów, których nie można by poruszać, o czym przekonacie się czytając chociażby "Hedwigę".

Moja ocena: 5/6

Do miłego zaczytania!

Autor: Frida Nilsson
Tytuł: "Hedwiga"
Ilustracje: Anke Kuhl
Oprawa: twarda
Ilość stron: 164
Rok wydania: 2017
Dwie Siostry

Książka na jeden wieczór, czyli "Żyj lagom. Szwedzka sztuka życia w harmonii" Anny Brones

dosia1331

100_1466

Zaroiło się na polskim rynku wydawniczym od książek prezentujących prosty model życia. W tę tendencję doskonale wpisuje się również poradnik "Żyj lagom. Szwedzka sztuka życia w harmonii" Anny Brones, w którym autorka przekonuje do umiaru w różnych aspektach naszej codzienności. Z czym kojarzy się Szwecja? Mnie z Astrid Lindgren oraz ręcznie struganymi i malowanymi konikami z Dalarna. Wielu ludziom z Ikeą, w której notabene jeszcze nie byłam, skandal! Ale prawda jest taka, że Skandynawia coraz bardziej imponuje nam dobrobytem, na który wpływ ma kilka czynników, między innymi zdrowy rozsądek. Szwedzi nie szastają pieniędzmi, nie otaczają się mnóstwem niepotrzebnych rzeczy, nie zagracają swoich domów, nie żyją ponad stan i nie kupują luksusowych samochodów tylko po to, żeby pokazać, że ich stać. Epatowanie bogactwem jest niedopuszczalne i przede wszystkim śmieszne, czego Polacy niestety wciąż nie potrafią pojąć. Lagom to umiar, równowaga i harmonia, pewien styl życia, który czyni człowieka szczęśliwym, bo ilość bodźców jest najzwyczajniej w świecie ograniczona. Nadmiar przedmiotów jest przytłaczający, to samo dotyczy intensywnych kolorów, które źle wpływają na układ nerwowy. Szwedzkie pomieszczenia są kwintesencją minimalizmu, tylko to, co faktycznie potrzebne. Harmonia zamiast chaosu, po prostu. 

100_1474

100_1475

Nie ukrywam, że tę książkę czyta się dobrze, jest ładnie wydana, zawiera piękne zdjęcia, a i dla smakoszy coś się znajdzie, bo Anna Brones zamieściła na jej kartach kilka ciekawych przepisów kulinarnych. Jednak autorka ma skłonność do powtarzania się, spokojnie można by skrócić tę publikację o połowę. Poza tym kwestie, które porusza to często "oczywiste oczywistości", o których doskonale wiemy, ale nie potrafimy wcielić w życie, bo daleko nam do szwedzkiej mentalności, konieczności oszczędzania i umiaru w niektórych sprawach. Przyzwyczailiśmy się do nieekonomicznego, nieekologicznego, szybkiego i nieuważnego trybu życia, do hałasu i bezmyślnego wydawania pieniędzy. Tymczasem Szwedzi kładą nacisk na ekologię, na ekonomiczne wykorzystywanie tego, czym dysponują, nie pozwalają sobie na marnotrawstwo, które na świecie jest grzechem głównym.

"Żyj lagom. Szwedzka sztuka życia w harmonii" Anny Brones to książka na jeden wieczór. Zachwycona nie jestem, bo mam wrażenie, że wszystko, o czym pisze autorka jest po prostu wtórne i już gdzieś o tym słyszałam, czytałam etc. Mimo wszystko warto wcielić w życie wskazówki zawarte w książce, a powiedzenie, że od przybytku głowa nie boli jak najszybciej zamienić na mniej znaczy więcej.

Moja ocena: 4/6

Autor: Anna Brones
Tytuł: "Żyj lagom. Szwedzka sztuka życia w harmonii"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 224
Rok wydania: 2017
Edipresse

Nadrabiam zaległości... Lektura na styczeń - "Tove Jansson. Mama Muminków" Boel Westin

dosia1331

100_1439

Obiecałam, że słowa dotrzymam i dotrzymałam - przeczytałam wreszcie biografię Tove Jansson, czyli pierwszą z zaplanowanych na ten rok czytelniczych zaległości do nadrobienia. Spędziłam kilka miłych wieczorów w towarzystwie Tove Jansson i zupełnie nie przeszkadza mi to, że wielu czytelników uznało tę biografię za nieco chaotyczną i - delikatnie rzecz ujmując - tak sobie napisaną. Niektórych opowieść Boel Westin znudziła do tego stopnia, że postanowili przerwać lekturę. Czyżby moja nader pozytywna opinia wynikała z faktu, że kocham Muminki całym sercem i czytałam przez pryzmat uczucia, którym darzę postaci wymyślone przez Tove Jansson? Nie sądzę, bo to całkiem sprawnie napisana biografia, bogata w szczegóły na temat prywatnej i zawodowej drogi słynnej Finki. Książka ukazująca nie tylko fenomen Muminków, ale prezentująca przede wszystkim niezwykłą kobietę.

O tym, jak książka jest wydana prawie zawsze piszę na końcu, ale nie potrafię się powstrzymać, bo to jedna z najładniej wydanych biografii. Mnóstwo zdjęć Tove Jansson, jej obrazów, grafik, szkiców, ilustracji. Nie mam pojęcia, ile razy przeglądałam tę książkę, ale nawet po przeczytaniu ostatniego zdania wracałam do ulubionych fragmentów. Mam fioła na punkcie tego, jaki charakter pisma miał mój ulubiony pisarz. I w tej kwestii Boel Westin mnie nie zawiodła, są skany pisma fińskiej pisarki.

100_1440

100_1442

100_1444

Jak to się stało, że z obiecującej malarki, utalentowanej ilustratorki i autorki genialnych karykatur Tove Jansson stała się jedną z najbardziej znanych pisarek na świecie? Cóż, ona sama pewnie wiele razy zadawała sobie to pytanie, bo chyba inaczej wyobrażała sobie swoją karierę. Ale pewnego dnia wymyśliła Muminka, małego trolla, którego dziś znają dzieci na całym świcie i którym zachwycają się kolejne pokolenia. Zresztą nie tylko dzieci kochają sympatyczne postaci z Doliny Muminków, bo książki Tove Jansson są znakomitą lekturą również dla dorosłego czytelnika, który odczytuje te opowieści na zupełnie innym poziomie. To lektury z drugim dnem, z mnóstwem ukrytych znaczeń i symboli. Dziś trudno uwierzyć, że pierwsza część spotkała się z dość umiarkowanym entuzjazmem. Na szczęście Tove Jansson nie porzuciła Muminków, bo o ileż uboższa byłaby literatura bez Doliny Muminków z niebieskim domkiem, Muminka, Tatusia Muminka, Mamy Muminka, Ryjka, Włóczykija, Panny Migotki, Paszczaka, Małej Mi, Mimbli, Buki, czy Filifionków i Hatifnatów. Ale twórczość Tove Jansson to nie tylko urocze trolle i garstka ich przyjaciół, o czym przekonacie się czytając tę biografię i do czego gorąco zachęcam.

"Wymarzyła sobie cudowny świat, do niego weszła i w nim się spełniła. Jako malarka, pisarka i kobieta, która na całe życie pokochała wyjątkową kobietę, Tooti".

Moja ocena: 5/6

Autor: Boel Westin
Tytuł: "Tove Jansson. Mama Muminków"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 505
Rok wydania: 2012
Marginesy

 

Nadrabiam zaległości, czyli 12 książek na 12 miesięcy

dosia1331

100_1421

Tak dłużej być nie może, koniec i basta! Przeczytam wreszcie książki, które bezlitośnie odkładam i odkładam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Stosy książek rosną i w końcu runą, i mnie przygniotą, i będę miała za swoje! Czytam dużo, nawet bardzo dużo, ale mam zaległości, mnóstwo książek, które piętrzą się w moim domu i na które z wyrzutem sumienia codziennie spoglądam. Na dodatek zachłanna jestem na nowości, co zakrawa o szaleństwo, zwłaszcza że na półkach mam dziesiątki książek sprzed kilku lat, które przecież tak bardzo chciałam wówczas przeczytać. Ze śledzenia nowości nie zrezygnuję, jestem beznadziejnym przypadkiem, ale mocno ograniczę czytanie i prezentowanie książek dla dzieci. A teraz najważniejsze: wybrałam dwanaście zaległych lektur, które koniecznie muszę i po prostu chcę przeczytać w tym roku. W danym miesiącu wygospodaruję czas na konkretną książkę, a potem oczywiście podzielę się wrażeniami na jej temat. Będzie to jednocześnie nowy cykl na blogu, który potraktuję jako wyzwanie czytelnicze i niech mi grubaśna książka na głowę z półki spadnie, jeśli słowa nie dotrzymam! 

STYCZEŃ
"Tove Jansson Mama Muminków" Boel Westin
 
LUTY
"Ziemia kłamstw"Anne B. Ragde
 
MARZEC
"Szatańskie wersety" Salman Rushdie
 
KWIECIEŃ
"Wyznaję" Jaume Cabré
 
MAJ
"Norwegian Wood" Haruki Murakami
 
CZERWIEC
"Płyń z tonącymi" Lars Mytting
 
LIPIEC
"Samarkanda" Amin Maalouf
 
SIERPIEŃ
"Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski
 
WRZESIEŃ
"Villette" Charlotte Brontë
 
PAŹDZIERNIK
"Honor" Elif Shafak
 
LISTOPAD
"Niedziela, która zdarzyła się w środę" Mariusz Szczygieł
 
GRUDZIEŃ
"Bracia Karamazow" Fiodor Dostojewski
 
Dwanaście książek, które wybrałam to oczywiście ułamek tego, co przeczytam w 2018 roku, ale bardzo zależy mi również na lekturach, które czekają na mnie kilka lub kilkanaście lat. Trzymajcie kciuki!
Tak się Matka Polka Czytająca zdyscyplinowała, a Szanownych Czytelników o ewentualny nadzór prosi :)
 
 
 
 

"Purezento" Joanna Bator

dosia1331

100_1268

W czytelniczym podsumowaniu roku wspomniałam o najnowszej powieści Joanny Bator. Żeby była jasność, wcale nie uważam jej za literackie arcydzieło, bo sromotnie przegrywa chociażby z nagrodzoną Nike, "Ciemność, prawie noc", a mimo to spędziłam z nią kilka miłych wieczorów. Poza tym chciałam sprawdzić, czy po zmiażdżonym przez czytelników "Roku królika" autorka była w stanie napisać po prostu dobrą książkę. Jakie wrażenia? Pozytywne i w ogóle nie przeszkadza mi fakt, że ponoć mało Japonii w Japonii, choć wydawca obiecuje powieść na wskroś japońską. Po pierwsze, jeśli będę chciała dowiedzieć się czegoś więcej o Kraju Kwitnącej Wiśni, to na pewno nie z powieści, a po drugie, "Purezento" nie jest książką o Japonii. Zresztą na usprawiedliwienie dodam, że Joanna Bator bardzo subtelnie kawałek Japonii jednak przemyciła, również między wierszami. Poza tym to powieść-metafora, książka, w której autorka nawiązuje do techniki kintsugi, czyli naprawiania/sklejania rozbitych naczyń za pomocą mieszanki z dodatkiem złota. 

Początek banalny i właściwie ryzykowny, bo kolejna zdradzona kobieta w literaturze nikogo już nie zaskakuje i niczego nowego nie wnosi. Powiało mi literaturą popularną, niestety. Ale to przecież Joanna Bator, laureatka Nike, kobieta, która potrafi pisać i która zaskarbiła sobie sympatię czytelników znakomitymi powieściami. Z tą myślą czytałam dalej i bardzo się cieszę, że nie odłożyłam książki po kilkunastu stronach, bo później jest zdecydowanie lepiej. Główna bohaterka za namową pewnej Japonki decyduje się na daleką podróż z Polski do Tokio. Zmiana otoczenia ma być lekiem na złamane serce, ale też możliwością rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu i przemyślenia wielu spraw. Kobieta ma również szansę zgłębić tajniki kintsugi. Czasochłonna i wymagająca precyzji technika naprawy ceramiki staje się terapią i kluczem do zrozumienia przeszłości, ale też zaakceptowania teraźniejszości…

Gdyby nie reklama w prasie, to z pewnością przegapiłabym premierę tej książki. W ogóle jakoś cicho o „Purezento”. Mam wrażenie, że premiera najnowszej powieści Joanny Bator przeszła bez echa, nie wywiązała się dyskusja na jej temat, jak przy okazji poprzednich książek autorki. A może po prostu końcówka roku okazała się niefortunna i czytelnicy nie zdążyli zapoznać się z „Purezento”? Być może zginęła w tłumie lepszych książek, bo rok 2017 obfitował w znakomite lektury, o których jeszcze długo będziemy rozmawiać. Trochę szkoda mi „Purezento", bo to całkiem udana powieść, ładnie napisana, z ciekawym przesłaniem, nieco przybliżająca japońską kulturę i kryjąca w sobie sporo ważnej treści. Joanna Bator zbudowała fabułę na podstawie prostych, krótkich zdań, które świetnie sprawdzają się w tego rodzaju opowieściach. Purezento znaczy prezent, tak to słowo wymawiają Japończycy, ale słowo jest tylko słowem, istotny jest kontekst, wtedy litery nabierają znaczenia.

Czekam na powieść na miarę "Ciemno, prawie noc".

Moja ocena: 4/6

Autor: Joanna Bator
Tytuł: „Purezento”
Oprawa: twarda
Ilość stron: 288
Rok wydania: 2017
Znak

 

 

Top 10, czyli subiektywny ranking książek przeczytanych w 2017 r.

dosia1331

100_1361

W zeszłym roku po raz pierwszy zrobiłam czytelnicze podsumowanie, podałam ilość przeczytanych książek i wyróżniłam dziesięć lektur, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Tym razem nie będę chwalić się liczbami, bo coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to nie ma większego sensu. Bez znaczenia jest dla mnie fakt, czy ktoś przeczytał sto książek, czy tylko dziesięć. Ważne jest to, by w ogóle czytać. 

Trafiło do mnie mnóstwo książek, nie o wszystkich pisałam na blogu, bo wielu z nich po prostu nie udało mi się przeczytać albo o nich opowiedzieć i najzwyczajniej w świecie czekają na swoją kolej. Były również takie lektury, które odkładałam po kilkudziesięciu stronach. Nie wspominałam o nich, bo już dawno uznałam, że nie będę zamieszczać wpisów o książkach, które nie przypadły mi do gustu. Skoro ich czytanie uznałam za stratę czasu, to jaki sens o nich pisać? 

Wybranie dziesięciu książek spośród wielu bardzo ciekawych publikacji nie było łatwym zadaniem i trochę ubolewam nad tym, że wśród nich znalazła się tylko jedna polska. Co roku obiecuję sobie czytać więcej polskiej literatury współczesnej i bilans zwykle jest ten sam, czyli kilkanaście książek, z czego połowa przeczytana z umiarkowanym entuzjazmem. Osobną kategorią jest dla mnie polski reportaż, któremu raczej nie mam nic do zarzucenia i  bardzo żałuję, że nie zdążyłam przeczytać "Sendlerowej. W ukryciu" Anny Bikont. Co się odwlecze, to... na pewno nadrobię zaległości, bo od przyszłego roku ograniczę nieco prezentowanie lektur dla dzieci. Wracając do rankingu, nie będę uzasadniać mojego wyboru, wystarczy kliknąć w link i wszystko stanie się jasne. Dodam tylko, że na podium znalazły się absolutnie fenomenalne lektury, czyli "Eseje wybrane" Virginii Woolf - literackie mistrzostwo świata, "Beksińscy. Portret podwójny" Magdaleny Grzebałkowskiej, znakomita reporterska opowieść oraz "Magiczne lata" Roberta McCammona, dzięki którym odmłodniałam o jakieś dwadzieścia pięć lat :) 

TOP 10

1. Virginia Woolf - "Eseje wybrane" link 

2. Magdalena Grzebałkowska - "Beksińscy. Portret podwójny" link

3. Robert McCammon "Magiczne lata" link

4. Richard Flanagan "Klaśnięcie jednej dłoni" link

5. Orhan Pamuk "Rudowłosa" link

6. Kazuo Ishiguro "Okruchy dnia" link

7. Ece Temelkuran "Odgłosy rosnących bananów" link

8. Alistair MacLeod "Utracony dar słonej krwi" link

9. Jaume Cabré "Agonia dźwięków" link

10. Lily Brooks-Dalton "Dzień dobry, północy" link

Są jeszcze dwie książki, które chciałabym wyróżnić, a mianowicie "Rdzę" Jakuba Małeckiego link oraz "Purezento" Joanny Bator (wkrótce poznacie moją opinię). Właściwie zastanawiałam się nad umieszczeniem "Rdzy" na pozycji dziesiątej, ale ostatecznie wybrałam debiutancką powieść Lily Brooks-Dalton za nietuzinkowe podejście do tematu samotności. Jeżeli chodzi o książkę Joanny Bator, to jestem niemal pewna, że ten wybór uznacie za dość zaskakujący, bo sama do końca nie jestem przekonana, czy powinna znaleźć się w moim podsumowaniu. Ale skoro o niej wspomniałam, to chyba coś mnie ujęło...

Największe rozczarowanie? Bezapelacyjnie "Swing Time" Zadie Smith link.

Najciekawsza okładka? "W ciemność" Anny Bolavej link i "Purezento" Joanny Bator.

Bardzo chętnie poznam tytuły książek, które Was zachwyciły.

100_1397

Wszystkiego najlepszego w Nowym 2018 Roku!

Do miłego zaczytania :) 

 

Grudzień :)

dosia1331

Już za chwilę pierwszy dzień zimy, a za oknem szaruga, która bardziej przypomina listopad. Gdzie ten śnieg? Smogu mamy pod dostatkiem, a białego puchu, jak na lekarstwo. Za to książek na półkach przybywa i właściwie nie bardzo wiem, w jakiej kolejności pojawią się na blogu, zwłaszcza że wśród lektur nowości i książki, o których swego czasu było bardzo głośno. Salman Rushdie kusi mnie "Szatańskimi wersetami", Herbjørg Wassmo korci powieścią "Te chwile", tęsknym wzrokiem spoglądam na biografię Tove Jansson i bardzo ciekawa jestem "Sendlerowej". A stosy książek rosną i - ku utrapieniu mojego męża - wypełniają domową przestrzeń.

100_1247

A co czytam? Powoli kończę najnowszą powieść Joanny Bator, "Purezento" i muszę przyznać, że to całkiem udana lektura, choć moją ulubioną książką tej autorki pozostaje nagrodzona Nike, "Ciemno, prawie noc". Nawiasem mówiąc, purezento znaczy prezent i jeśli tylko lubicie Joannę Bator albo znacie kogoś, komu taki podarunek przypadłby do gustu, to warto się nad tym zastanowić. 

Przeglądam blogi i na wielu z nich pojawiają się książki nawiązujące do świąt (nie dla mnie!) oraz pomysły na prezent dla mola książkowego (też odpada). Gadżety są mi zupełnie obojętne, a nawet zbędne. Czytnika nie chcę! Cóż, jestem nieskomplikowana i chyba trochę staroświecka, bo akceptuję tylko papier. Zakładki, kubki z cytatami, etui na książki (serio, jest coś takiego!), pieczątki (ex libris) i inne rzeczy też nie robią na mnie wrażenia. Uważam je za nieistotne, poza zakładkami, których faktycznie kilka mam, co nie jest niczym nadzwyczajnym i czego za fanaberię, jak w przypadku etui, nie uważam. Dobrą książką nie pogardzę, wszak od przybytku głowa nie boli.

Nieco ograniczyłam czas poświęcony na czytanie, bo spełniłam wreszcie jedno z moich marzeń i nauczyłam się robić na drutach. Moja ukochana babcia Marysia potrafiła wyczarować z wełny prawdziwe cudeńka. Mam nadzieję, że uśmiecha się z nieba do sztrykującej wnuczki, która już nie marudzi, że to takie trudne. Ale spokojnie, czytania nie porzucę, nigdy!

100_1252

Na zakończenie dodam tylko, że już niebawem opowiem o "Purezento" Joanny Bator, a poza tym przygotuję subiektywny ranking najlepszych książek przeczytanych w 2017 r. Czy "Purezento" się w nim znajdzie? Tego nie zdradzę, ale zapraszam do śledzenia wpisów na blogu.

Pozdrawiam i do miłego zaczytania :)  

Zimowe lektury od Zakamarków

dosia1331

100_1218

Kto mnie zna ten wie, że długo mogę rozpływać się w zachwycie nad twórczością Astrid Lindgren i tylko szukam pretekstu, by na blogu prezentować jej powieści i opowiadania dla dzieci. W bogatym dorobku literackim słynnej Szwedki jest mnóstwo wspaniałych książek, ponadczasowych historii, które czytam z przyjemnością i do których chętnie wracam.

Na Czerwcowe Wzgórze zawitała wprost bajeczna zima. Dwie siostry, Madika i Lisabet, cieszą się z białego puchu i razem z tatą szaleją na śniegu. Tymczasem w domu trwają przygotowania do świąt, na blaszkach lodują kolejne partie pierniczków, planowane są również zakupy prezentów, po które obie dziewczynki wybierają się z Alvą. Niestety z powodu przeziębienia Madika musi zostać w domu. W trakcie zakupów nieposłuszna Lisabet oddala się od sklepu i wchodzi na płozy sań niejakiego Anderssona, a ten nieświadomy pasażera na gapę pędzi daleko w las i na dodatek śpiewa piosenki, których dziecko nie powinno słuchać. Przerażona Lisabet wreszcie daje znać o swojej obecności i liczy, że mężczyzna odwiezie ją do domu. Nic z tego, Andersson zostawia dziewczynkę w lesie. Jak zakończy się ta historia i jaki morał płynie z opowieści? Tego oczywiście nie zdradzę, ale "Patrz, Madika, pada śnieg!" to lektura na wskroś świąteczna, choć z delikatnym dreszczykiem emocji. Trudno nie wspomnieć o przepięknych ilustracjach Ilon Wikland, które cudownie podkreślają klimat opowieści. 

Moja ocena: 6/6

100_1219

100_1220

"Zimowa wyprawa Ollego" Elsy Beskow jest moim tegorocznym odkryciem. Opowiadanie, po raz pierwszy ukazało się w 1907 roku, ale z powodzeniem można czytać również dziś. Baśniowa, urokliwa opowieść o chłopcu, który dostał narty i któremu do pełni szczęścia brakuje... zimy. Tuż przed Bożym Narodzeniem zaczyta wreszcie padać śnieg, a Olle ma nadzieję wypróbować prezent od taty. Chłopiec zakłada narty i wyrusza do lasu, a po drodze nie może się nadziwić pięknej zimie, na którą tak bardzo czekał. W lesie spotyka starca, Wuja Szrona, sprawcę bajkowego krajobrazu oraz Ciotkę Odwilż, która z miotłą w ręku próbuje przegnać zimę. Zaczarowany las? Ależ oczywiście, że tak! 

Nie zabrzmi to oryginalnie, ale jestem zachwycona książką Elsy Beskow i z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy w literaturze szukają pięknych opowieści. Jestem też pod wrażeniem ilustracji, które przypominają mi moje dawne książki z dzieciństwa, zwłaszcza rosyjskie baśnie. Bardzo, ale to bardzo udana lektura.

Moja ocena: 6/6

100_1221

100_1222

100_1228

Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Ilon Wikland
Tytuł: "Patrz, Madika, pada śnieg!"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2017
Zakamarki
 
Autor: Elsa Beskow
Ilustracje: Elsa Beskow
Tytuł: "Zimowa wyprawa Ollego"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2017
Zakamarki

O tym, co utracone - "Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro

dosia1331

100_1215

Jak przez mgłę pamiętam film nakręcony na podstawie powieści tegorocznego laureata Literackiej Nagrody Nobla. Nawet nie jestem w stanie stwierdzić, czy ekranizacja pokrywa się z treścią książki, czy wydarzenia ukazane w filmie odzwierciedlają te zapisane na kartach powieści. Gdzieś tam w zakamarkach mojej pamięci jest obraz dwóch postaci, wokół których Kazuo Ishiguro zbudował fabułę powieści. Filmowa okładka też zrobiła swoje, bo nijak nie potrafiłam wyobrazić sobie bohaterów, wciąż widziałam parę brytyjskich aktorów, czyli Anthony'ego Hopkinsa i Emmę Thompson. Sięgnęłam po tę książkę z czystej ciekawości, kierowana chęcią sprawdzenia, czy jedna z najbardziej prestiżowych nagród na świecie trafiła we właściwe ręce. Jakie wrażenia? Bardzo, bardzo pozytywne. 

Narratorem "Okruchów dnia" jest pan Stevens, angielski kamerdyner snujący opowieść o swoim życiu. Lojalny i w pełni oddany człowiek, który pracę stawia ponad wszystko. Perfekcyjny, dystyngowany i zawsze do usług, jak maszyna. Stevens cieszy się bezgranicznym zaufaniem chlebodawcy, czyli lorda Darlingtona i opinią wiernego pracownika. Co poza tym? Nic, bo życie kamerdynera to wyłącznie praca. Jest jeszcze panna Kenton, gospodyni domu, energiczna kobieta, której cięty język bywa powodem nieporozumień z kamerdynerem. Po śmierci Darlingtona nowym właścicielem domu zostaje pewien Amerykanin, zaś Stevens za jego zgodą wyrusza w podróż, by namówić pannę Kenton do powrotu. Treść jej listu pozwala mu wierzyć, że jest to jak najbardziej możliwe. Panna Kenton opuściła posiadłość wiele lat temu, ale przeszłość wciąż jest dla niej otwartym rozdziałem, który wymaga komentarza. Zaś podróż pana Stevensa do Kornwalii dyktowana jest nie tylko chęcią spotkania z dawną współpracownicą, ale analizą życia pozbawionego tego, co najważniejsze - szczęścia. 

Moje nastawienie było dość sceptyczne, bo zrobiłam to, czego bardzo nie lubię, czyli rzuciłam się na książkę świeżo upieczonego noblisty jakoś tak bezrefleksyjnie. Wcześniej nie interesowałam się jego twórczością, nie czekałam na kolejne książki, więc najzwyczajniej w świecie dałam się ponieść emocjom. Bum wokół postaci Kazuo Ishigury i ogromna popularność jego książek jest nieco przytłaczająca, ale taka sytuacja ma miejsce zawsze wtedy, kiedy wręczana jest ta najbardziej pożądana nagroda. Nagle wszyscy chcą poznać pisarza, zgromadzić jego książki i pal licho, że często nawet ich nie przeczytają, ważne, że są na półce. Facet dostał Nobla, a to jest coś! Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, by pójść do biblioteki i po prostu wypożyczyć książkę, ale z drugiej strony chciałam mieć możliwość ewentualnego zaznaczania ołówkiem, czyt. bazgrania na marginesach etc. Ot, taka fanaberia mola książkowego. Kupiłam jedną, tę najbardziej znaną powieść Japończyka, czyli "Okruchy dnia", zrecenzowaną już setki razy. Mogłabym pisać o niej długo, bardzo długo, bo lektura tej powieści to prawdziwa uczta. Zachwycona jestem przede wszystkim pięknym literackim językiem. Tę powieść czyta się po prostu fenomenalnie. Nie ma tutaj przypadkowych zdań, banalnie brzmiących fragmentów, niepotrzebnych słów. Jest za to mnóstwo ważnej treści, cudownie prowadzonej narracji i mistrzowsko wykreowanych postaci, ludzi z krwi i kości, prawdziwych, a nie papierowych postaci. "Okruchy dnia" są powieścią na wskroś angielską, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że elegancką i nie będzie w tym grama przesady. Narracja, która sprawia wrażenie niespiesznej, jest w gruncie rzeczy niezwykle gęsta i wymaga od czytelnika absolutnego skupienia. Kazuo Ishiguro gdzieś między wierszami ukrył istotę relacji głównych bohaterów powieści, których losy odsłania przed nami w kolejnych rozdziałach. Wiemy, że wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, ale czy lepiej? I dla kogo? 

Piękna, refleksyjna proza...

Moja ocena: 6/6

Autor: Kazuo Ishiguro
Tytuł: "Okruchy dnia"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2017 
Albatros

Święta tuż, tuż... Książkowe propozycje Wilgi, które umilą dzieciom czas oczekiwania

dosia1331

Czy padający śnieg, pojawiające się na ulicach dekoracje świąteczne i rozbrzmiewające w rozgłośniach radiowych "Last Christmas" są wystarczającym powodem, by już bardzo poważnie zacząć przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia? Z kalendarzy adwentowych znikają kolejne czekoladki, a to niezaprzeczalny znak, że rozpoczęło się wielki odliczanie i radosny czas oczekiwania. W naszym domu kalendarz adwentowy nie ma racji bytu - cztery łasuchy, wiadomo, o co chodzi. Dlatego od kilku lat stawiam na adwentowe lektury, które są lepsze od cukru i które można włączyć do zabawy, a tym samym miło spędzić czas z dziećmi. Na rynku wydawniczym jest kilka sprawdzonych przeze mnie książek, do których z przyjemnością wracamy. W tym roku do naszej kolekcji trafiły "Magiczne święta" i codziennie serwujemy sobie kolejny rozdział, który jest dla nas symbolicznym okienkiem z czekoladką. A co można znaleźć w książce? Opowieści bożonarodzeniowe, wiersze, propozycje zabaw, przepisy na świąteczne pyszności i mnóstwo innych atrakcji. Poza tym można zajrzeć do zimowej krainy, w której mieszka św. Mikołaj. Książka zamiast czekoladek? Wybieram książkę! 

100_1205

100_1194

Na długie zimowe wieczory polecam "Brulion zabaw na święta", w którym znajdziecie mnóstwo ciekawych zadań do wykonania. Przygotujcie kredki, ołówki, długopisy i po prostu dobrze się bawcie. Kolorowanie i proste gry to znakomita forma rozrywki. Kółko i krzyżyk, państwa - miasta, statki, łączenie kropek, czy uzupełnianie obrazków to tylko kilka propozycji, które z pewnością spodobają się dzieciom.   

100_1202

100_1203

Razem z "Magicznymi świętami" i "Brulionem zabaw na święta" trafiły do nas "Kolędy i pastorałki" z bonusem w postaci płyty CD z utworami w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Warszawskiego „Warszawianka”. Wiem, że to jeszcze nie czas na kolędy, ale moja córka poprosiła o przesłuchanie płyty, więc nie mogłam jej odmówić, zwłaszcza  że do snu nucę jej te najbardziej znane. Nawiasem mówiąc, świetnie sprawdzają się w roli kołysanek, spróbujcie koniecznie. Nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia bez kolęd i pastorałek, które podkreślają uroczysty charakter tych dni i które cudownie scalają rodzinę przy świątecznym stole. W książce znajdują się oczywiście teksty kolęd i pastorałek.

100_1199

Zostawiam Was z najnowszym wpisem i zmykam pomagać moim skarbom w tworzeniu kolorowego i bardzo długiego łańcucha na choinkę :)

Do miłego zaczytania!

Moja ocena: 5/6
Autor: praca zbiorowa
Tytuł: "Magiczne święta"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2017
Wilga
 
Moja ocena: 5/6
Autor: praca zbiorowa
Tytuł: "Brulion zabaw na święta"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 112
Rok wydania: 2017
Wilga
 
Moja ocena: 6/6
Autor: praca zbiorowa
Tytuł: "Kolędy i pastorałki" + CD
Oprawa: twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2017
Wilga

 

"Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół" Mikołaj Nosow

dosia1331

100_1167

Nie czytałam tej książki w dzieciństwie, ba, nawet nie miałam pojęcia o jej istnieniu, co przekłada się na brak wiedzy o tym, że należy do klasyki literatury dziecięcej i że przygodami uroczego Nieumiałka zachwycali się nasi rodzicie, a nawet dziadkowie. Uprzejmie donoszę, że sympatyczny bohater książki Mikołaja Nosowa skradł serce mojej córki, która z przyjemnością słuchała kolejnych opowieści. Przyznaję, że byłam tym faktem nieco zdziwiona, bo dzieci w jej wieku często szybko tracą zainteresowanie i nie potrafią skupić się na dłuższym tekście. Oj, rośnie mi w domu mała czytelniczka, cudownie! Oczywiście w trakcie lektury musiałam odpowiadać na różne pytania i zatrzymywać się na ilustracjach, a te są zachwycające, takie w starym stylu, bez udziwnień, których w książkach dla dzieci po prostu nie lubię. 

100_1177

100_1174

Nieumiałek, bo niewiele umie? Trochę tak, choć bardzo się stara, ale czasem po prostu mu się nie udaje. Kiedy chce komuś zaimponować, to zwykle dzieje się wprost przeciwnie. Nieumiałek nieudolnie naśladuje swoich towarzyszy, a ci wcale nie są tolerancyjni dla jego wygłupów. Nieumiałek - muzykiem? Zatykajcie uszy i uciekajcie, gdzie pieprz rośnie! Nieumiałek - malarzem? Odpada, portrety przyjaciół były, delikatnie rzecz ujmując, nie do zaakceptowania, choć zdecydowanie poprawiły niektórym humor. Ale tylko do czasu, kiedy ich wizerunek nie stał się obiektem żartów. Nieumiałek - poetą? Nic z tego nie będzie, totalny brak talentu! Karzełek nie jest kryształową postacią, czasem ma więcej szczęścia niż rozumu, słomiany zapał, a do tego bezczelnie kłamie. Tylko, że kłamstwo ma krótkie nogi i Nieumiałek bardzo szybko się o tym przekona. 

Mądra, ciekawa i pięknie napisana książka o przyjaźni, która w zabawny i pouczający sposób pokazuje, jak ważna jest w życiu prawda, jak niepotrzebnie ubarwiamy swoje życiorysy, by zyskać chwilowy poklask. Bycie sobą jest znacznie lepsze, niż udawanie kogoś innego.

Znakomita lektura, nie tylko dla dzieci.

Moja ocena: 6/6

Autor: Mikołaj Nosow
Tytuł: "Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół"
Ilustracje: Aleksy Łaptiew
Oprawa: twarda
Ilość stron: 180
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Literackie

 

"Winlandia" George Mackay Brown

dosia1331

100_1154

Zacierałam ręce na wieść o tym, że "Winlandia" ukaże się na polskim rynku wydawniczym, zwłaszcza że to lektura traktująca o wikingach. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przewracając kolejne strony powieści coraz bardziej przekonywałam się o tym, że moje wyobrażenie o wikingach jest dokładnie takie, jakie od lat funkcjonuje w popkulturze, a które niewiele ma wspólnego z tym przedstawionym w "Winlandii". Myślisz wiking i widzisz potężnego mężczyznę z brodą, charakterystycznym nakryciem głowy i wiesz, że te rogi w pełni oddają jego brutalną naturę. Tymczasem George Mackay Brown na kartach swojej powieści kreśli inny obraz wikingów i właśnie to odejście od typowego wizerunku było dla mnie sporym zaskoczeniem. 

Centralną postacią "Winlandii" jest Ranald Sigmundson. Głównego bohatera poznajemy, kiedy ten ma powoli przygotowywać się do roli, którą powinien przejąć po swoim ojcu. Dalekie wyprawy morskie, odkrywanie kolejnych lądów i próby osiedlenia się na nieznanych terenach to sposób na życie wikingów. Młody Ranald Sigmundson przekona się, że czasem przypadek, a czasem przeznaczenie decydują o naszym losie. Wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, gdyby Ranald zamiast ucieczki ze statku ojca zdecydował się podporządkować jego woli. Przyłączając się do załogi Leifa Erikssona zyskał szansę na przygodę i możliwość odkrycia niezwykłej krainy.

Barwna historia Ranalda Sigmundsona to jednocześnie historia o ludziach północy. Uniwersalna, symboliczna i momentami poetycka proza szkockiego pisarza zachwyca swoją mądrością oraz nietypowym podejściem do tematu wikingów, bo w gruncie rzeczy jest to powieść o podróży, zwłaszcza tej w głąb siebie. Ale to również bardzo wciągająca książka o życiu, które bywa wystarczająco długie, by mieć możliwość uczestniczenia w ważnych wydarzeniach i jednocześnie zbyt krótkie, by przekonać się, co tak naprawdę ma znaczenie.

Ma Michał Alenowicz nosa do książek nietuzinkowych, do ambitnej literatury, która nie wymaga nachalnej promocji i posiłkowania się zbędnymi rekomendacjami. "Wiatr od Morza" stawia na jakość, czego dowodem jest po prostu literatura z wyższej półki, ale też charakterystyczna, bo spójna szata  graficzna.

A tak na marginesie, świetna okładka.

Moja ocena: 5.5/6

Autor: George Mackay Brown
Tytuł: "Winlandia"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 309
Rok wydania: 2017 
Wiatr od Morza

 

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci