Menu

matka polka czytająca

blog o książkach dla dorosłych i dla dzieci

Pomiędzy jedną a drugą wojną - "Odgłosy rosnących bananów" Ece Temelkuran

dosia1331

 100_061114

Bejrut, gdzieś tam, daleko... Właściwie nic o nim nie wiesz. Nie bierzesz go pod uwagę planując urlop, nie jest celem wakacyjnych podróży, choć jego nazwa brzmi egzotycznie i mogłaby być zapowiedzią wspaniałej przygody. A przecież, jak wynika z lektury książki, stolica Libanu jest sercem Bliskiego Wschodu, o którym Ece Temelkuran pisze z ogromną czułością, ale jednocześnie nie kryje przed czytelnikiem prawdy o tym, jak bardzo Bejrut naznaczony jest cierpieniem i przemocą. To miasto pełne sprzeczności, różnic kulturowych i religijnych.

"Odgłosy rosnących bananów" to książka, której głównym bohaterem jest Bejrut. Ece Temlekuran nadaje mu jednak cechy ludzkie, co jest bardzo trafne i w pełni uzasadnione. Zresztą autorka prosi czytelnika o uwagę, o wnikliwą lekturę, a nawet ponowne przeczytanie pewnego fragmentu. Ten sposób narracji i sugestywne opisy sprawiają, że miasto przestaje być odległym zakątkiem świata, o którym tak niewiele wiemy. Drugoplanowymi bohaterami powieści tureckiej pisarki są mieszkańcy bloku przy wzgórzu Jetawi. Różnorodni i noszący w sobie niepokój ludzie, którzy żyją w ciągłej obawie przed kolejną wojną. Nie potrafią zapomnieć niektórych wydarzeń, ale starają się w miarę normalnie funkcjonować. Wstrząsające są zwłaszcza listy doktora Hamzy do córki. Przepełniona miłością do dziecka korespondencja jest źródłem wiedzy na temat wojny domowej i jej długofalowych skutków, które odbijają się na kolejnych pokoleniach. Niestety poznajemy tylko ułamki życiorysów bohaterów wykreowanych przez Temelkuran, ale niezwykła mozaika ludzkich losów bardzo zapada w pamięć. Te postaci pojawiają się tylko na chwilę i zanim zdążymy je poznać, zrozumieć i polubić, już nam umykają... 

"Odgłosy rosnących bananów" to chaos i piękno Bliskiego Wschodu, przemoc i miłość, nienawiść i przyjaźń, wojna i pokój. To opowieść o Bejrucie, który przyciąga i odpycha, który chcesz poznać i jednocześnie boisz się, co znajdziesz pod kolejną warstwą. Ale powieść Ece Temelkuran to również historie ludzi, którzy chcieliby odzyskać własne ja, odnaleźć spokój i nie obawiać się świstających nad głowami kul. 

Książka Ece Temelkuran nie jest łatwą lekturą, wymaga skupienia i chociażby mglistej wiedzy na temat Libanu, bo autorka wielokrotnie nawiązuje do jego historii. "Odgłosy rosnących bananów" to nie tylko przejmująca opowieść o Bejrucie i jego mieszkańcach, to również pięknie napisana książka, która momentami przybiera postać intymnego wyznania. Zbudowana z licznych metafor, miejscami poetycka, po prostu niezwykła. 

Co można usłyszeć w sierpniową noc na plantacji bananów? Wybaczcie, ale nie zdradzę.

A tak na marginesie - polecam filmy libańskiej reżyserki Nadine Labaki, "Karmel" i "Dokąd teraz?"

Moja ocena: 6/6.

Autor: Ece Temelkuran
Tytuł: "Odgłosy rosnących bananów"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 400
Rok wydania: 2016
Książkowe Klimaty

W drogę... "Z muchą świat zwiedzamy i opowiadamy" Marta Galewska-Kustra

dosia1331

100_0633

Muchy to okropnie natrętne owady i na pewno nie wzbudzają sympatii, ale Fefe jest zupełnie inna. Bohaterka książki Marty Galewskiej-Kustry to ciekawa świata, wygadana i bardzo urocza musza obywatelka, która zyskuje przy bliższym poznaniu. Tym razem rezolutna Fefe wybiera się w daleką, choć nieplanowaną podróż, bo ubzdurała sobie stworzyć przytulne gniazdko w jednej z kieszeni w walizce. Czy ten przedmiot w ogóle nadaje się na dom? Nie mnie rozstrzygać tego rodzaju kwestie, to zadanie dla dzieci, które będą miały okazję kolejny raz spotkać Fefe i razem z nią wyruszyć po przygodę...

Autorka książki, Marta Galewska-Kustra, jest logopedą, pedagogiem dziecięcym i pedagogiem twórczości. Jej bestsellerowa seria książek wspierających rozwój mowy dziecka należy do moich ulubionych. To nie tylko atrakcyjne wizualnie książki, ale przede wszystkim ważne narzędzia pracy, w których można znaleźć mnóstwo wskazówek dotyczących rozwoju mowy i eliminowania jej wad. Ćwiczenia są zabawne i bardzo podobają się dzieciom, poza tym są niezwykle skuteczne, więc naprawdę warto skorzystać z wiedzy i doświadczenia autorki. "Z muchą świat zwiedzamy i opowiadamy" to kolejna fantastyczna książka Marty Galewskiej-Kustry, która pozwoli miło i twórczo spędzić czas z dzieckiem. Fefe widzi świat zupełnie inaczej niż ludzie, jej tok rozumowania znacznie różni się od naszego, dlatego pozwólcie dzieciom wsłuchać się w tekst. Poza tym urocza muszka nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co wydarzyło się po tym, jak postanowiła zamieszkać w walizce. Upłynie trochę czasu, nim w jej maleńkiej główce pojawi się właściwe rozwiązanie zagadki. Dzieci z całą pewnością połączą fakty szybciej od Fefe, a w dodatku będą miały okazję poćwiczyć umiejętność opowiadania i logicznego myślenia, bo tekst zamieszczony w książce to nie wszystko, należy go właściwie zinterpretować. Poza tym na kartach książki znajduje się wiele pytań, na które trzeba odpowiedzieć.

Wartościowa, mądra i pięknie zilustrowana książka jest przykładem tego, że zabawa i nauka idą w parze, zatem do dzieła! A jeśli dopiero wybieracie się na wakacje, to koniecznie zajrzyjcie do walizki, czy przypadkiem nie zabieracie pasażera na gapę :)

Miłej zabawy!

100_0635

100_06391

Moja ocena: 6/6

Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracje: Joanna Kłos
Tytuł: "Z muchą świat zwiedzamy i opowiadamy"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

Sposób na zwierzaka, czyli "Ale draka! Rysuję zwierzaka!" Magdy Wosik

dosia1331

100_0629

Jeśli moje dziecko poprosi o namalowanie kotka, to nie ma sprawy, jakoś dam radę. Lata praktyki, czyli bazgrania na ostatnich stronach zeszytu sprawiły, że kotek jakoś wygląda i co najważniejsze przypomina kota. Ale na pewno nie poradzę sobie z innymi zwierzakami, bo niestety nie potrafię rysować. Zresztą już się na łamach bloga do tego przyznałam i nawet pochwaliłam swoim brakiem talentu prezentując bohatera książki Lucyny Krzemienieckiej, czyli krasnala Hałabałę. Ówczesne arcydzieło mój mąż skwitował następująco: "Podpisz, Dominika lat 8". A tak się starałam... Nobody's perfect :)

Książka Magdy Wosik, "Ale draka! Rysuję zwierzaka!" jest absolutnie dla mnie i nie ukrywam, że nieźle ubawiłam się ćwicząc portretowanie niektórych zwierząt. Okazuje się, że za pomocą kilku pociągnięć ołówka można wyczarować na papierze zebrę, małpę, nosorożca, krokodyla, hipopotama i wiele innych przedstawicieli świata zwierząt. Prosta kreska, kółeczko, pętelka, kwadracik, trójkącik, ucho, oko, ogon i zwierzak, jak malowany. Wstydu nie ma, gdy trzeba narysować antylopę albo flaminga, bo rysując zgodnie ze wskazówkami autorki można pochwalić się całkiem niezłym obrazkiem. Poza tym w książce znajdują się zabawne wierszyki i ilustracje, które co nieco mówią o danym gatunku zwierząt. Można oczywiście tworzyć własne opowieści, to zawsze urozmaica wykonywanie jakiegoś zadania.

100_0630

Ołówki, kredki, farby, kawałeczki kolorowego papieru - to wszystko przyda się podczas zabawy, bo narysowanie zwierzaka to tylko połowa sukcesu :)

Moja ocena: 6/6

Autor: Magda Wosik
Tytuł: "Ale draka! Rysuję zwierzaka!"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 96
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

 

Obraz zamiast tekstu :)

dosia1331

 

DSC01348

 100_02802

Nie byłabym sobą, gdyby skończyło się tylko na zdjęciach, więc uprzejmie donoszę, że już niebawem na blogu ukaże się kilka słów wrażeń na temat pięknej i niesamowicie zapadającej w pamięć książki Ece Temelkuran, "Odgłosy rosnących bananów".

Pozdrawiam i do miłego zaczytania!

Jeśli sierpień, to tylko z "Idą sierpniową" Małgorzaty Musierowicz

dosia1331

DSC01179

Mam słabość do literackich rudzielców. Kocham szaloną i pyskatą Pippi, rozczula mnie Ania Shirley i ogromną sympatią darzę Idę Borejko, czyli jedną z bohaterek "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz. "Ida sierpniowa" była swego czasu moją ulubioną częścią cyklu i pewnie dlatego z przyjemnością do niej wróciłam. Bardzo byłam ciekawa, jakie wrażenie zrobi na mnie po latach, zwłaszcza że po raz pierwszy przeczytałam tę książkę w szkole podstawowej. Pamiętam rozczarowanie ilustracjami autorki, które uważałam za wyjątkowo paskudne, bo w ogóle nie pasowały do mojego wyobrażenia o bohaterach. Teraz charakterystyczna kreska Małgorzaty Musierowicz nie budzi we mnie negatywnych emocji, a wręcz przeciwnie. Jednak nie wszystkie tomy "Jeżycjady" przypadły mi do gustu, kilka książek czytałam z umiarkowanym entuzjazmem, aż wreszcie straciłam zainteresowanie kolejnymi tytułami. Ale spotkanie po latach z Idą uważam za bardzo udane, zwłaszcza że zwróciłam uwagę na wiele szczegółów, które kiedyś mi umknęły.

Ida Borejko jest nastolatką z burzą płomiennych loków i mnóstwem kompleksów. Ruda, chuda i nieurodziwa (tak o sobie myśli) dziewczyna jest na dodatek hipochondryczką, która szuka kolejnych objawów chorobowych, bo licho nie śpi i lepiej dmuchać na zimne. Poza tym jest dla siebie niezwykle surowa i gdyby nie rozmowa z ukochaną mamą, która to i owo podpowiedziała, Ida nadal trwałaby w przekonaniu, że do niczego się nie nadaje i nikomu nie podoba. Tak naprawdę Ida jest niezwykle odważna, inteligentna, przedsiębiorcza i uparta, tylko nie wierzy w siebie. A wygląd zewnętrzny jest sprawą absolutnie drugorzędną, zawsze można coś poprawić, czasem wystarczy zmiana fryzury, delikatny makijaż i wyprostowana sylwetka, by inni dostrzegli skrywane dotąd piękno. Mimo to Idzie zdarza się usłyszeć, że jest rudym kościotrupem, co po pierwsze jest niegrzeczne, a po drugie się nie opłaca, o czym boleśnie przekonają się bracia Lisieccy. Krótko mówiąc, lepiej jej nie denerwować, bo nastolatka nie da sobie w kaszę dmuchać i bezpieczniej będzie mieć w niej przyjaciela niż wroga. Wiele pozytywnych zmian czeka Idę, ale zanim to nastąpi piętnastolatka opuści wypoczywającą nad Jeziorem Drawskim rodzinę i wróci do Poznania. Brak pieniędzy zmusi ją do podjęcia pracy. Sympatyczny rudzielec zostanie damą do towarzystwa, a przy okazji zaprzyjaźni się z wnukiem pracodawcy. Co z tego wyniknie i jak potoczą się losy bohaterki czwartego tomu "Jeżycjady"? Przekonajcie się sami.

Czy książka oddana w ręce czytelników w 1981 r. może być nadal aktualna? Oczywiście, że tak. "Ida sierpniowa" porusza szereg problemów związanych z dorastaniem i zapewniam, że wiele się w tym temacie nie zmieniło. No może poza tym, że Ida nie wędruje ulicami Poznania ze słuchawkami w uszach, nie przesiaduje przed komputerem i nie trwoni czasu na nicnierobieniu. Ale historia przedstawiona w książce rozpoczyna się 1 sierpnia 1979 r., w zupełnie innej epoce, więc nic więcej nie muszę dodawać. Bohaterce powieści sen z powiek spędza raczej brak wody, której dostawy w Poznaniu są wstrzymywane, niż najnowszy model telefonu. Piętnastoletnia Ida skrycie marzy o wielkiej miłości rodem z romantycznych powieści, które czyta do późnych godzin nocnych. Małgorzata Musierowicz kilka razy serwuje czytelnikowi narrację, której nie powstydziłaby się Jane Austen albo Charlotte Brontë. Ma to swój urok i doskonale współgra z opowiadaną na kartach powieści historią.

Wartka akcja, barwny język, doskonale nakreślone postaci pierwszo- i drugoplanowe czynią "Idę sierpniową" bardzo interesującą lekturą i co najważniejsze wciąż aktualną ze względu na poruszane tematy. Dla mnie była to sentymentalna podróż w czasie i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że Ida Borejko to fantastyczna dziewczyna, nadal bardzo mi bliska.

DSC01189

Moja ocena: 5/6

Autor: Małgorzata Musierowicz
Ilustracje: Małgorzata Musierowicz
Tytuł: "Ida sierpniowa"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 183
Akapit Press 

Jak Grzebałkowska Beksińskich sportretowała

dosia1331

DSCN0464

Przeczytałam tę książkę kilka tygodni temu i przyznaję, że zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Nawet nie bardzo wiem, jak o niej opowiedzieć i czy w ogóle powinnam, bo nie jestem pewna, czy uda mi się słowami wyrazić wszystkie uczucia, które towarzyszyły mi podczas lektury. Wciąż przypominają mi się niektóre fragmenty książki, zdjęcia z prywatnego archiwum Beksińskich, zwłaszcza jedno, na którym uwieczniony został Tomasz Beksiński i jego przenikliwe, wręcz przerażające spojrzenie, a przecież był wówczas tylko małym chłopcem.

Magdalena Grzebałkowska stworzyła monumentalne dzieło, doskonale napisaną i skomponowaną reporterską opowieść o trudnej relacji ojca i syna, fascynującą biografię wybitnego malarza i trzymającą w napięciu historię życia nadwrażliwego młodego człowieka, który nie bał się śmierci, a wręcz przeciwnie, bardzo chciał spojrzeć jej prosto w oczy. Zresztą śmierć to drugoplanowa postać w książce Grzebałkowskiej, która ciągle krąży nad bohaterami, wciąż jest obecna i boleśnie przypomina o tym, jak kruche jest ludzkie życie. Śmiercią interesuje się Zdzisław Beksiński i swoje wyobrażenie o niej utrwala na obrazach, ale temat śmierci pociąga również Tomasza Beksińskiego, wychowanego w otoczeniu apokaliptycznych, psychodelicznych i mrożących krew w żyłach prac ojca. Od śmierci rozpoczyna się również książka, której pierwszy akapit jest informacją o udanej próbie samobójczej Tomasza Beksińskiego. Potem śledzimy losy dość specyficznej rodziny. Zdzisław Beksiński, znakomity, ale skoncentrowany na sobie malarz, który nie potrafi wyrażać uczuć, boi się ludzi, cierpnie na myśl uczestniczenia w wystawach i boryka się z szeregiem różnych problemów, o których dowiadujemy się w kolejnych rozdziałach książki. Drugą postacią jest oczywiście Tomasz Beksiński, który od dziecka igra z uczuciami rodziców i nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości, w której przyszło mu żyć. Rozpieszczany od najmłodszych lat, pozbawiony towarzystwa innych dzieci, wychowywany wśród dorosłych i wykorzystujący miłość matki do granic możliwości. Człowiek, któremu według rozmówców Magdaleny Grzabałkowskiej należało się solidne lanie. Tylko, że Zdzisław Beksiński nigdy nie podniósł ręki na jedynaka, ale też nigdy go nie przytulił. Artysta stroni od kontaktu fizycznego i robi wszystko, by go uniknąć, wtedy czuje się bezpieczny. Jest nawet taka scena w filmie "Ostatnia rodzina" opowiadającym o Beksińskich, gdzie po śmierci Zofii Beksińskiej Tomasz próbuje objąć ojca, a ten ze wstrętem i grymasem obrzydzenia na twarzy odrzuca gest syna. Wstrząsający i przerażający jest momentami obraz relacji Zdzisława i Tomasza. Czy Zdzisław Beksiński kochał syna? Tak, ale nie potrafił mu tego okazać, niestety. A szkoda, bo Tomasz Beksiński miał również drugą twarz i kiedy tylko chciał potrafił być bardzo ujmującym człowiekiem, który imponował rówieśnikom znajomością języka angielskiego (tłumaczył filmy i teksty piosenek), wiedzą na temat muzyki (prowadził audycje radiowe) i lekkim piórem (publikował teksty w prasie). Ale Tomasz Beksiński nade wszystko chciał kochać i być kochanym, tylko że w rodzinie Beksińskich problem z okazywaniem uczuć jest dziedziczny, choć różne formy przybiera. A co z Zofią Beksińską? Jestem matką i nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co musiała czuć, kiedy jej dziecko przechodziło kolejne załamanie, a ona drżała, gdy nie odbierał telefonu albo nie otwierał drzwi w swoim mieszkaniu. Zofia Beksińska słaba i silna jednocześnie, spokojna i rzeczowa, kochająca żona i matka, która zrezygnowała z siebie, by wspierać karierę męża i wychować dziecko.

"Beksińscy. Portret podwójny" to fenomenalnie napisana książka i arcyciekawa biografia ojca i syna. Pełna detali opowieść o zawodowej i prywatnej drodze Zdzisława i Tomasza Beksińskich, ukazująca złożone osobowości obu mężczyzn. Ale to przede wszystkim książka o tym, jak trudno kochać.

Moja ocena: 6/6

Autor: Magdalena Grzebałkowska
Tytuł: "Beksińscy. Portret podwójny"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 477
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Znak

 

Lektura na wakacje - "Siracusa" Delia Ephron

dosia1331

Jaki jest przepis na udane wakacje? Na pewno nie ten przedstawiony w książce "Siracusa". Trzeba wykazać się brakiem wyobraźni, by planować urlop w towarzystwie ludzi, których się nawet nie lubi. Już w ogóle pomijam fakt, że dwójka z czwórki bohaterów była kiedyś parą, co oczywiście nie wyklucza przyjaźni, ale w tym wypadku nie ma o niej mowy.

DSCN0723

Dwa małżeństwa postanawiają spędzić wakacje we Włoszech. Cudowne krajobrazy, wspaniałe zabytki, pyszne jedzenie i... alkohol mają stanowić gwarancję niezapomnianych wrażeń. Problem w tym, że Lizzie i Michael oraz Taylor i Finn mają zupełnie inną wizję udanego urlopu i raczej robią dobrą minę do złej gry. Kłamstwa, pretensje, zdrady i wieczne udawanie kogoś, kim się nie jest to codzienność Lizzie, Michaela, Taylor i Finna.  Do Włoch przyleciała również Snow, córka Taylor i Finna, najbardziej enigmatyczna postać w książce, dziwna, milcząca dziewczynka, którą trudno rozszyfrować i którą łączy z matką dość specyficzna więź. Jak zakończy się ta historia i dlaczego wymarzona podróż do Europy okaże się katastrofą? Tego oczywiście nie zdradzę.

Nie mam pojęcia, czy "Siracusa" jest trzymającym w napięciu thrillerem psychologicznym, jak podaje wydawca, bo chyba większej dawki adrenaliny i zaskoczenia potrzebuję. Ale nie ulega wątpliwości, że to całkiem zgrabnie napisana książka, której dużym atutem są świetnie nakreślone postaci. Poza tym "Siracusę" naprawdę dobrze się czyta, co jest zasługą czteroosobowej narracji, która dodaje dynamizmu i sprawia, że czytelnik szybko chce poznać finał tej historii. Zresztą od początku wiadomo, że coś się wydarzy, bo skomplikowane relacje bohaterów i gęstniejąca z każdą kartką atmosfera są zapowiedzią zajmującej lektury. Muszę jednak podkreślić, że w tę opowieść wkrada się trochę chaosu, zwłaszcza po dotarciu do jej połowy. Odniosłam wrażenie, że autorka, chcąc dodać nieco dramatyzmu, po prostu przekombinowała niektóre fragmenty. Nie mam zamiaru rozkładać "Siracusy" na czynniki pierwsze, zwłaszcza że potraktowałam ją jako typowo wakacyjną lekturę. Poza tym byłam ciekawa, jak pisze Delia Ephron, która w swoim dorobku ma scenariusz do komedii romantycznej, "Masz wiadomość".

Zwróćcie uwagę na okładkę książki, która doskonale obrazuje jej treść.

Moja ocena: 4/6

Autor: Delia Ephron
Tytuł: "Siracusa"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 365
Rok wydania: 2017
W.A.B

 

 

 

Jak zwierzęta widzą człowieka - "Człowiek jaki jest, każdy widzi" Marzena Matuszak

dosia1331

DSCN0605

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak widzą nas zwierzęta? Świat zwierząt nie ma przed człowiekiem większych tajemnic. Znamy wygląd poszczególnych gatunków zwierząt, ich cechy charakterystyczne, miejsce występowania, sposób żerowania i mnóstwo innych ciekawostek. Niedawno w jednej z książek przeczytałam, że tylko morskie głębiny są jeszcze w stanie zaskoczyć człowieka, bo tam być może toczy się bujne życie towarzyskie, póki co nieosiągalne dla ludzkich oczu ze względu na zbyt dużą głębokość, która jest po prostu niebezpieczna. Wracając do pytania zadanego na początku, bardzo ciekawa jestem tego, jak postrzegają człowieka zwierzęta i szkoda, że nie potrafią mówić, bo pewnie wiele byśmy się o sobie dowiedzieli i coś mi się wydaje, że nie byłyby to tylko komplementy. Marzena Matuszak w książce "Człowiek jaki jest, każdy widzi" oddała głos zwierzętom i muszę przyznać, że stworzyła bardzo interesujący obraz tego, kim/czym dla zwierzęcia jest człowiek. Poza tym nadała tej opowieści humorystyczne zabarwienie i naprawdę trudno oderwać się od lektury. Zabawna i niezwykle intrygująca rozmowa toczy się wśród zwierząt na temat człowieka, na dodatek w dość nietypowych okolicznościach przyrody, bo w hotelu prowadzonym przez rodzinę Yetich.

Jak widzą nas zwierzęta, czy jesteśmy dla nich atrakcyjni, czy wręcz przeciwnie? Czy nasz wygląd zewnętrzny jest taki sam w oczach wszystkich zwierząt? Co sądzą o naszym zachowaniu, przyzwyczajeniach i trybie życia, który prowadzimy? Czy jesteśmy dla nich ważni, czy zupełnie zbyteczni? Czy potrafimy żyć w zgodzie? W hotelu "U Yetich" trwa dyskusja na ten temat, więc otwórzcie książkę i poznajcie jej bohaterów. Na pewno wiele się o sobie dowiecie.

Zabawna treść i znakomite ilustracje.

DSCN06061

DSCN06082

Moja ocena: 6/6

Autor: Marzena Matuszak
Ilustracje: Grażyna Rigall
Tytuł: "Człowiek jaki jest, każdy widzi"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 56
Rok wydania: 2017
Dwie Siostry

 

Wierszem o porach roku - "Cztery pory roku"

dosia1331

DSCN0603

Wiosną wszystko budzi się do życia. Trawa się zieleni, na drzewach można zauważyć rozwijające się liście, ptaki wesoło ćwierkają i wreszcie jest coraz cieplej. Nawet niedźwiedź w końcu się obudził i bacznie obserwuje, czy to na pewno pora wiosennej pobudki. Cieplejsze powietrze zachęca pszczoły do wyruszenia na łąki pełne kwiatów. Jednak wiosna nie trwa wiecznie i zaraz po niej nadchodzi wesołe, upalne lato. Maki i chabry kołyszą się wśród pól, kolorowe motyle dają pokaz niezwykłych powietrznych ewolucji, a to nie wszystko, bo lato to wakacje, na które z niecierpliwością czekają wszystkie dzieci. Ale i tej pory roku nie możemy zatrzymać na zawsze, bo lato musi ustąpić miejsca barwnej jesieni, dojrzałym w słońcu słodkim owocom, kasztanom, z których przedszkolaki zrobią sympatyczne ludziki. Jesień ma kosz pełen cudownych darów, którymi chętnie się podzieli, więc nie ma co rozpaczać po lecie, jesień jest równie wspaniała. A kiedy z drzew opadną liście, zrobi się chłodniej i ponuro to znak, że należy wyjąć z szafy ciepłe ubrania, bo już niedługo powitamy dostojną zimę, która lubi zaskoczyć i w mgnieniu oka wyczarować puszysty śnieg i srogi mróz. Cicho, bo miś już smacznie chrapie i bardzo by się rozgniewał, gdyby ktoś przerwał mu zimowy wypoczynek, bo właśnie śni o wiośnie... A potem wszystko zacznie się od nowa.

"Cztery pory roku" to kolejna wspaniała książka, która znalazła się w biblioteczce mojej córki i jak zwykle największe wrażenie zrobiły na niej ilustracje, więc trochę trwało zanim pozwoliła sobie tę książkę przeczytać. Ale tym razem nie naciskałam, bo jesteśmy na etapie przeglądania książek i tworzenia własnych opowieści, które są nie tylko zabawne, ale też dużo mówią o rozwoju dziecka. "Powiało wiosną", "Tam, gdzie lato", "Jesienne dary" i "Zima" to tytuły czterech wierszy, które w uroczy sposób objaśniają dziecku rytm przyrody i zwracają uwagę na charakterystyczne cechy każdej z pór roku. Atutem publikacji są kolorowe i zabawne ilustracje autorstwa Anity Paszkiewicz-Tokarczyk i Mirosława Tokarczyka.

DSCN0592

Moja ocena: 5/6

Autorzy: Tadeusz Kubiak, Jerzy Kierst, Barbara Lewandowska
Tytuł: "Cztery pory roku"
Ilustracje: Anita Paszkiewicz-Tokarczyk i Mirosław Tokarczyk
Oprawa: twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

 

 

 

Urocza opowieść o pokonywaniu lęków - "Kto pocieszy Maciupka?" Tove Jansson

dosia1331

 

DSCN0531

Maciupek jest bardzo małym stworzonkiem. Strachliwy i nieśmiały troll chciałby mieć przyjaciół, kogoś bliskiego z kim mógłby spędzać czas, ale brakuje mu odwagi, by zawrzeć znajomość. Pewnego dnia opuszcza dom i wyrusza w podróż, bo ma już dość życia w samotności. W czasie wędrówki obserwuje inne stworzonka, które świetnie się bawią, mają przyjaciół, są radosne i nie doskwiera im samotność. Mógłby do nich dołączyć, gdyby tylko nie paraliżował go strach przed odezwaniem się do kogokolwiek. Kto pocieszy Maciupka, kto sprawi, że poczuje się lepiej, kto zostanie jego przyjacielem? A może jest ktoś o wiele bardziej samotny niż Maciupek? Troll będzie miał okazję przekonać się, że nie tylko on źle się czuje i cierpi z powodu braku towarzystwa. Dowie się również o tym, że wcale nie jest takim strachliwym stworzeniem i jeśli trzeba potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji. A wszystko zacznie się od znalezionego w butelce listu...

Jeżeli znacie i lubicie opowieści Tove Jansson o Muminkach, to książka "Kto pocieszy Maciupka?" z pewnością przypadnie wam do gustu, zwłaszcza że na jej kartach spotkacie postaci, które pojawiły się w serii książek o sympatycznych Muminkach. Paszczaki, Buka, Włóczykij, Filifionki, Mimbla i inne stworzonka są drugoplanowymi bohaterami opowieści o Maciupku. 

"Kto pocieszy Maciupka?" to nie tylko ciekawa historia i pięknie zilustrowana przez Tove Jansson książka, ale przede wszystkim ważna opowieść o przyjaźni i miłości. Poza tym książka uczy odwagi i pokonywania lęków, z którymi czasem borykają się małe dzieci. Nieśmiałość, niepewność, brak wiary w siebie i obawa przed nawiązywaniem znajomości to ograniczenia, które często uniemożliwiają normalne funkcjonowanie i powodują narastanie problemu, jeśli się go bagatelizuje. Doskonałym wstępem do rozmowy na ten temat może być właśnie książka "Kto pocieszy Maciupka?"

DSCN0533

DSCN0534

Moja ocena: 6/6

Autor: Tove Jansson
Tytuł: "Kto pocieszy Maciupka"
Ilustracje: Tove Jansson
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

Opowieść o życiu - "Lato" Tove Jansson

dosia1331

DSCN0515

Większość czytelników kojarzy nazwisko fińskiej pisarki z Muminkami, czyli serią przygód o stworkach przypominających małe hipopotamy. Ale Tove Jansson jest również autorką kilku książek dla dorosłych, które potwierdzają jej niebywały talent prozatorski. Mamy lato, nieco kapryśnie, bo pogoda w kratkę, więc tym większa ochota na książkę i może warto właśnie teraz sięgnąć po twórczość Jansson adresowaną do dorosłego czytelnika. Co powiecie na nostalgiczną, wyciszającą i odrobinę poetycką opowieść "Lato"? Metaforyczna, nastrojowa i pełna życiowej mądrości lektura urzeka prostotą i delikatnością. Tove Jansson kreśli w niej obraz relacji babki i wnuczki, dojrzałej kobiety i dziecka. Dla sześcioletniej dziewczynki przygoda z życiem dopiero się rozpoczyna, dla babki powoli kończy. Obie większość czasu spędzają na rozmowie, tworząc dość specyficzny tandem, nie tylko ze względu na wyraźnie dzielącą je różnicę wieku. To, co ważne dla dziecka niekoniecznie jest istotne dla dorosłego i odwrotnie. Dziecięcy sposób postrzegania świata w niczym nie przypomina dorosłego spojrzenia na rzeczywistość. Klimatyczna fińska wysepka sprzyja rozmowom, które nie zawsze są łatwe, zwłaszcza że dotyczą nie tylko radosnych chwil w życiu człowieka. Babka i wnuczka poruszają temat uczuć towarzyszących miłości i przyjaźni, śmierci i tęsknocie, a wszystko to opisane przez Tove Jansson w prosty sposób i z dużą wrażliwością. W środku znajdują się ilustracje autorki i niech nikogo nie zwiedzie okładka sugerująca lekturę dla dzieci, bo to z całą pewnością nie jest książka dla nich.

Piękna opowieść o życiu.

Moja ocena: 5.5/6

DSCN0548

Lato :)DSCN0526

DSCN0527
 
Autor: Tove Jansson
Ilustracje: Tove Jansson
Tytuł: "Lato"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 238
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

Książka niezwykła, czyli "Wchodzi koń do baru" Dawida Grosmana

dosia1331

DSCN0495

Czego można spodziewać się po książce, której tytuł brzmi, jak kiepski żart? Jak to czego? Genialnej lektury, bo Dawid Grosman nie pisze złych książek. A poza tym ta niewielkich rozmiarów powieść została nagrodzona Man International Booker Prize 2017, więc to dodatkowy powód, by po nią sięgnąć. "Wchodzi koń do baru" nie jest łatwą lekturą, to literatura z najwyższej półki, wymagająca i naszpikowana emocjami proza -pomysł i wykonanie są godne wszystkich literackich nagród. "Wchodzi koń do baru" z całą pewnością znajdzie się na podium mojego subiektywnego Top 10 najlepszych lektur przeczytanych w 2017 r. Jeżeli nie znacie twórczości izraelskiego pisarza, to nic nie stoi na przeszkodzie, bo nakładem Świata Książki ukazało się w Polsce kilka innych powieści, "Patrz pod: Miłość", "Tam, gdzie kończy się kraj", "Poza czasem", "Bądź mi nożem", "Księga gramatyki intymnej" i "Ciałem rozumiem". Nieważne, od której z nich rozpoczniecie czytelniczą przygodę z Dawidem Grosmanem, bo każda z książek tego autora zasługuje na uwagę. Ale czasem warto zacząć z przytupem, więc może zdecydujecie się na niedawno nagrodzoną, czyli "Wchodzi koń do baru".

Dowale Gee jest starzejącym się komikiem, człowiekiem, który wiele w życiu przeszedł i dla którego przeszłość to wciąż otwarty rozdział. Scena pozwala mu wykrzyczeć wszystko to, o czym na co dzień stara się zapomnieć, scena daje mu odwagę i siłę, by zmierzyć się z demonami przeszłości. Gniew skrywa pod maską ignorancji, ból tuszuje niewybrednymi żartami, a wszystko to przy pełnym udziale publiczności, która momentami nie wie, jak się zachować, śmiać się, płakać, czy zrezygnować z szalonego widowiska, choć to ostatnie wydaje się niemożliwe, bo Dowale jej na to nie pozwoli. Wśród osób zgromadzonych w klubie, gdzie trwa "rozrywkowy" wieczór jest przyjaciel komika z dzieciństwa. Zażenowany i zdezorientowany mężczyzna próbuje zrozumieć, dlaczego w ogóle zgodził się na to, by uczestniczyć w tym godnym pożałowania spektaklu. Jednak kolejne dowcipy, dygresje i dialog Dowale z publicznością sprawiają, że powoli dociera do niego, dlaczego znalazł się w tym miejscu i dlaczego musi być świadkiem tego wydarzenia...

"Wchodzi koń do baru" nie jest łatwą lekturą, zwłaszcza że to, co dzieje się na kartach powieści Dawida Grosmana śmieszy czytelnika tylko przez chwilę. Potem trzeba skonfrontować się z historią Dowale, a ta wcale zabawna nie jest, bo wiele w niej mrożących krew w żyłach wydarzeń, mnóstwo cierpienia i krzywdy, które trwale zapisały się w jego pamięci. Nie bez znaczenia jest miejsce, gdzie odbywa się występ, czyli Netanja w Izraelu. Kto nie zna historii tej części świata, będzie musiał odrobić lekcję, bo znajomość hasła Holokaust, które jest jednym z kluczy do odczytania tej powieści, jest kroplą w morzu. Dawid Grosman porusza temat II wojny światowej, Holokaustu i konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Ale to tylko jedna strona medalu, druga dotyczy współczesnego człowieka, jego oczekiwań, wrażliwości na kulturę i znajomość historii. Podszyty ironią występ Dowale Gee budzi skrajne emocje. Jego wulgarność, uszczypliwość i dość specyficzny stosunek do publiczności jednym się podoba, u innych budzi odrazę. Ludzie śmieją się do rozpuku albo walą pięścią w stół, bo to, co się dzieje się na scenie przekracza granicę dobrego smaku. Mimo wszystko ludzie włączają się do zabawy, która wzbudza ich niepokój i każe się zastanowić, czy śmiech jest adekwatny do sytuacji.

Przejmującą, przerażającą i niezwykle błyskotliwą powieść zafundował czytelnikom Dawid Grosman. "Wchodzi koń do baru" zachwyca literackim kunsztem, bawi, wzrusza i odpycha jednocześnie. Można odnieść wrażenie, że czytelnik również zostaje wciągnięty w grę z Dowale Gee. Przebrnięcie przez tę powieść jest nie lada wyczynem i wcale nie chodzi o sposób w jaki została napisana, bo ten jest jak najbardziej przystępny, ale o zmierzenie się z historią głównego bohatera.

Autor: Dawid Grosman
Tytuł: "Wchodzi koń do baru"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 238
Rok wydania: 2016
Świat Książki

 

 

Opowieść o duchach... "Panda i duchy" Jon J Muth

dosia1331

DSCN0478

Duchy, lampiony, dynie, kostiumy, czy to w ogóle jest odpowiednia lektura na tę porę roku? Przeglądam książkę i ogromne wrażenie robią na mnie przede wszystkim cudowne ilustracje. Żywe, nasycone kolory i wielka dbałość o szczegóły. Nie sposób nie zachwycić się akwarelami i rysunkami wykonanymi tuszem autorstwa Jona J Mutha. Mam ostatnio szczęście do pięknie zilustrowanych książek. Poznaję "Pandę i duchy" razem z dziećmi i wiem, że im również publikacja bardzo przypadła do gustu. Małe rączki córki wertują książkę i zatrzymują się na niektórych obrazkach nieco dłużej. Syn od razu dostrzega, że książka nawiązuje do Halloween. "Cukierek albo psikus?" - żartuje i proponuje wspólną lekturę. Już po kilku stronach wiem, że Jon J Muth nie serwuje czytelnikowi banalnej historii, typowej opowiastki, którą czyta się w ostatni wieczór października, bo odniesienia do Halloween, symbole i popularne motywy w pewnym momencie schodzą na drugi plan. "Panda i duchy" to książka, która łączy współczesność ze starożytnymi naukami zen. Stawia przed czytelnikiem wiele pytań, a co najważniejsze, nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Wyciszająca i niezwykle klimatyczna opowieść ma głębszy sens i na pewno spodoba się czytelnikom w różnym wieku. Początek sugerujący lekką historię, przeradza się w pełną życiowej mądrości przypowieść, która skłania do refleksji i niezwykle zapada w pamięć.

DSCN0508

Na końcu, w "Słowie od Autora", możecie dowiedzieć się, jaka jest geneza książki "Panda i duchy". Na zachętę dodam, że interpretacja tej urokliwej historii o duchach może być początkiem bardzo ciekawej dyskusji.  

DSCN0480

Moja ocena: 5/6
 
Autor: Jon J Muth
Ilustracje: Jon J Muth
Tytuł: "Panda i duchy"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 40
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Debit

Wszyscy mamy swoje Zephyr... "Magiczne lata" Robert McCammon

dosia1331

DSCN0019

Czy można przejść obojętnie obok książki, która ma taką okładkę? Nie, nie można i zapewniam, że nota wydawnicza i rekomendacje tym razem w pełni odzwierciedlają wnętrze, bo żadna z opinii nie jest na wyrost. Poza tym "Magiczne lata" Roberta McCammona są jedną z najpiękniejszych powieści o dzieciństwie, które do tej pory przeczytałam i ośmielam się twierdzić, że byłaby znakomitą kandydatką na listę lektur obowiązkowych w szkołach ponadpodstawowych, zwłaszcza że porusza mnóstwo ważnych tematów, jak chociażby problem rasizmu. Właściwie na tym mogłabym poprzestać, bo znakomitą recenzję książki,  historię tego, jak powstawała i dlaczego, autor zamieścił na początku. Ale pozwólcie, że dodam kilka słów od siebie, choć mogłabym opowiadać o tej książce w nieskończoność, a mój zachwyt i tak nie zostałby odpowiednio zwerbalizowany. 

Zephyr, miasteczko w stanie Alabama, lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku. Dwunastoletni Cory Mackenson staje się świadkiem makabrycznego wydarzenia. Otóż, pewnego poranka Cory pomaga ojcu w rozwożeniu mleka. Nagle dostrzegają rozpędzony samochód, który z impetem wpada do pobliskiego jeziora. Ojciec chłopca rusza na ratunek, bo za kierownicą siedział jakiś mężczyzna. Pomoc okazuje się zbędna, człowiek uwięziony w tonącym aucie jest martwy i na dodatek skuty kajdankami. Jego zmasakrowana twarz będzie o tej pory prześladowała ojca Cory'ego, doprowadzając go niemal do obłędu. Tragedia wstrząśnie również chłopcem, który postanowi odkryć prawdę...

"Magiczne lata" Roberta McCammona to wielowątkowa i wielogatunkowa opowieść o dzieciństwie i... magii. Tylko dziecko jest w stanie wyobrazić sobie, że jadąc na rowerze można w pewnym momencie poszybować nad wierzchołkami drzew i tylko dziecko może zobaczyć w rzece czającego się potwora. Polem do popisu dla dziecięcej wyobraźni jest również Jezioro Saksońskie i jego ciemna otchłań ze spoczywającym na dnie ciałem zamordowanego mężczyzny. Chłopiec spędza czas w towarzystwie przyjaciół, ale skrycie marzy o rozwiązaniu zagadki, zwłaszcza że dysponuje małym, zielonym piórkiem, być może dowodem w sprawie. W końcu wszystko się wyjaśni, ale zanim to nastąpi Cory'ego, jego rodzinę, przyjaciół i sąsiadów czeka jeszcze bardzo wiele dobrych i złych rzeczy, jak to w życiu.

DSCN0018

"Magiczne lata" to książka, którą czyta się jednym tchem, a po przewróceniu ostatniej strony żałuje, że ten moment nastąpił tak szybko. Robert McCammon umiejętnie łączy różne gatunki literackie, bo "Magiczne lata" to jednocześnie sensacyjna, przygodowa, fantastyczna, psychologiczna i zabarwiona nutą grozy historia o chłopcu, który widzi i czuje więcej, niż jego rówieśnicy. Bardzo pomaga mu w tym talent literacki, zresztą Cory pragnie zostać pisarzem, a że w Zephyr nie brakuje tematów do opisania, więc Cory zapełnia kolejne strony i zatrzymuje w czasie wydarzenia z dzieciństwa, które kiedyś ze łzą w oku będzie wspominał. 

Jeżeli szukacie lektury na wakacyjne zaczytanie, to "Magiczne lata" są wręcz wymarzoną książką. Dzięki niej odkryjecie, że też macie swoje Zephyr, które być może nie przypomina tego z kart powieści Roberta McCammona, ale jest równie wspaniałe, pachnie domowym ciastem, rozbrzmiewa ulubioną piosenką i kryje się w czyimś uśmiechu. Może wasze Zephyr wciąż jest bardzo blisko, na wyciągnięcie ręki.

I ja mam swoje Zephyr...

Moja ocena: 6/6

Autor: Robert McCammon
Tytuł: "Magiczne lata"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 650
Rok wydania: 2012
Papierowy Księżyc

"Turcja: obłęd i melancholia" Ece Temelkuran

dosia1331

DSCN04401

Niedawno usłyszałam, że Turcja to państwo, które stoi w rozkroku. Czekałam na ciąg dalszy ciekawej teorii, ale na próżno, bo rozmówca nie był skory do rozwinięcia tematu. Mogę jedynie domyślać się, że chodziło albo o geograficzne położenie tego kraju, co oznaczałoby raczej lekkie wysunięcie nóżki, niż rozkrok, zwłaszcza że europejska część Turcji to zaledwie 3% jej powierzchni, reszta znajduje się w Azji, albo o politykę w wykonaniu Recepa Tayyipa Erdoğana. Ta druga kwestia wydaje się bardziej uzasadniona, bo od dłuższego czasu z Turcji napływają dość niepokojące wieści, dlatego książka Ece Temelkuran "Turcja: obłęd i melancholia" jest lekturą nie tyle ważną, co wręcz konieczną, bo nasze wyobrażenie o tym kraju opiera się na popularnych obecnie serialach i turystyce, która ogranicza się do spędzania czasu nad morzem albo zwiedzania słynnych zabytków. Ece Temelkuran opowiada o swojej ojczyźnie bez zbędnego patosu, choć ten z pewnością byłby jej wybaczony, bo historia Turcji jest niezwykle ciekawa i obfituje w wydarzenia, które miały ogromny wpływ na losy świata. Ale turecka pisarka i dziennikarka bez mrugnięcia okiem krytykuje obecny rząd i zarzuca mu szereg nieprawidłowości. Ece Temelkuran wyciąga na światło dzienne wszystko to, o czym Turcy boją się nawet pomyśleć. Akt odwagi, czy desperacja? Jedno i drugie, bo Ece Temelkuran kocha swój kraj trochę wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo ze wszystkimi jego absurdami, ale nie waha się głośno mówić o łamaniu praw człowieka, ograniczaniu swobód obywatelskich i wtrącaniu do więzień politycznych przeciwników obecnej władzy. Poza tym bardzo dobitnie podkreśla, że Turcja w żadnym wypadku nie jest kobietą, a już na pewno nie jest przyjazna płci pięknej, to raczej "Pan Turcja", któremu trzeba się podporządkować i pokornie wykonywać jego polecenia. Dlatego w Turcji  tak dobrze mają się patriarchat i konserwatyzm, zaś tolerancja, otwartość i zgoda na łączenie kultur i obecność różnych religii zaczynają nabierać innego znaczenia. Obecna władza, czuje się na tyle silna, że zawłaszcza sobie kolejne obszary i wcale nie o geografię chodzi, bo obecne granice Turcji zostały już dawno ustalone, ale o wiele ograniczeń w codzienności jej mieszkańców. Ece Temelkuran próbuje zwrócić uwagę świata na kraj, który uwielbia i nienawidzi jednocześnie. Ta ambiwalencja uczuć pozwala jej z dystansu spojrzeć nie tylko na wspaniałą historię swojej ojczyzny, o której wielokrotnie wspomina, ale przede wszystkim z troską analizować teraźniejszość, która może zaważyć na przyszłości Turcji. Państwo, które powstało na gruzach Imperium Osmańskiego i które potrafiło odbudować swoje znaczenie we współczesnym świecie, a przede wszystkim być przykładem, zwłaszcza dla krajów arabskich, sieje obecnie postrach wśród własnych obywateli i budzi słuszny niepokój opinii publicznej.

Porażająca lektura i bardzo dobrze napisana książka.

Moja ocena: 6/6

Autor: Ece Temelkuran
Tytuł: "Turcja: obłęd i melancholia"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 272
Rok wydania: 2017 
Książkowe Klimaty

"Jak Kalle rozprawił się z bykiem" Astrid Lindgren

dosia1331

DSCN0467

Uwielbiam Astrid Lindgren! Kocham jej mądrość i poczucie humoru. W książkach szwedzkiej pisarki jest tyle pozytywnej energii i tak dużo ciepła, że trudno wyobrazić sobie literaturę dla dzieci bez jej twórczości. Kto mnie zna, ten wie, że mam absolutnego bzika na punkcie autorki "Dzieci z Bullerbyn", a w zasadzie na punkcie jej fenomenalnych opowieści. Niektóre z jej książek przeczytałam kilka razy, jak chociażby "Ronję, córkę zbójnika", której fragmenty mogę cytować z pamięci. Zresztą to moja ulubiona powieść Astrid Lindgren, do której wracam z przyjemnością i która nadal zachwyca mnie swoim przesłaniem. Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie pojawienie się na rynku wydawniczym przepięknej opowieści "Skrzat nie śpi", bo wcześniej nie znałam tej historii, a teraz znajduje się ona w repertuarze lektur na dobranoc, które czytam mojej córce. Niedawno do naszej biblioteczki trafiła kolejna wspaniała opowieść Astrid Lindgren, czyli "Jak Kalle rozprawił się z bykiem" i muszę przyznać, że to jedna z najładniej wydanych książek szwedzkiej pisarki. Przepiękne ilustracje Marit Törnqvist cudownie uzupełniają tekst Astrid Lindgren i zapewniam, że bardzo ciężko oderwać od nich wzrok, czego dowodem niech będzie fakt, że chyba po raz pierwszy skupiłam się najpierw na ilustracjach, a potem na tekście. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Książki dla dzieci są do czytania i oglądania, więc kolejność dowolna.

A o czym jest opowieść "Jak Kalle rozprawił się z bykiem"? Tytułowy bohater, czyli Kalle jest wiejskim chłopcem, spokojnym, serdecznym i inteligentnym dzieckiem, które wie, jak postępować ze zwierzętami, by zyskać ich zaufanie. Będzie okazja, by przekonać wszystkich, że dziecko potrafi poradzić sobie w sytuacjach ekstremalnych i ujarzmić wielkiego byka, Adama Engelbrekta. Dziecko kontra byk - w głowie się nie mieści, że Kalle w ogóle wpadnie na pomysł poskromienia bestii. Ale to, co czasem nie udaje się dorosłym, wychodzi dzieciom, bo sztuka polega na tym, by zachować spokój i znaleźć nić porozumienia. Siła nie tkwi w rozmiarze, lecz w mądrości...

DSCN0468

DSCN0476

Moja ocena: 6/6
 
Autor: Astrid Lindgren
Tytuł: „Jak Kalle rozprawił się z bykiem”
Ilustracje: Marit Törnqvist
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Zakamarki

 

 

Co by tu poczytać?

dosia1331

DSCN0436__kopia

Dziś trochę nietypowo, bo nie napiszę o tym, co przeczytałam, lecz co planuję przeczytać w najbliższym czasie. Nazbierało się trochę lektur, wśród nich nowości, książki wydane kilka lat temu i wielkie dzieła literatury światowej, jak chociażby "Bracia Karamazow" Dostojewskiego. Ta ostatnia jest moim czytelniczym wyrzutem sumienia, bo już na studiach kilka razy wypożyczałam ją z biblioteki i oddawałam. Nawet nie pamiętam, czy zajrzałam na pierwszą stronę, chyba nie, bo wtedy z pewnością nie byłabym w stanie tak łatwo z niej zrezygnować. 

Oto, co pojawi się na blogu (kolejność przypadkowa - nie mam pojęcia, którą z nich przeczytam jako pierwszą):

1. "Bracia Karamazow" Fiodor Dostojewski - lektura obowiązkowa, przynajmniej dla mnie.

2. "Wyznaję" Jaume Cabré - ponoć tę powieść swego czasu czytała niemal cała Europa.

3. "Ziemia kłamstw" Anna B. Ragde - bardzo ciekawa jestem tej powieści, zwłaszcza że zbiera same pozytywne opinie. 

4. "Nocne czuwanie" Sarah Moss - jeżeli ta książka jest naprawdę godna wszystkich ochów i achów, które pojawiają się ostatnio na blogach, to czeka mnie fascynująca lektura.

5. "Niedziela, która wydarzyła się w środę" Mariusz Szczygieł - uwielbiam Szczygła, sama przyjemność czytania, więc wiem, że i tym razem się nie zawiodę.

6. "O fotografii" Susan Sontag - jestem po lekturze pierwszego eseju, czy ja w ogóle muszę przekonywać kogoś o tym, że Susan Sontag jest genialna?

7. "Teatr cudów" Jan Marcin Szancer - ilustracje Jana Marcina Szancera to mistrzostwo świata. Ta książka jest autobiograficzną opowieścią o człowieku, który chciał zostać malarzem, a stał się najwybitniejszym polskim ilustratorem. A w środku cudowne ilustracje mistrza!

8. "Odgłosy rosnących bananów" Ece Temelkuran - podobno świetna, mam okazję się przekonać i muszę się spieszyć, bo gdzieś w drodze jest kurier z kolejną książką tej autorki :)

9. "Czterdzieści zasad miłości" Elif Shafak - jedna z moich ulubionych pisarek, po jej książki sięgam bez cienia wątpliwości.

10. "Samarkanda" Amin Maalouf - kiedyś przeczytałam bardzo zachęcającą opinię na temat tej powieści, dlatego postanowiłam sprawdzić, czy Amin Maalouf i mnie zaczaruje.

Nie zapomniałam również o małych wielbicielach literatury i już niedługo na blogu pojawią się dwie książki:

1. "Jak Kalle rozprawił się z bykiem" Astrid Lindgren.

2. "Panda i duchy" Jon J Muth.

Zdradzę tylko, że obie są przepięknie zilustrowane.

Do miłego zaczytania! 

 

 

"Kroniki z życia ptaków i ludzi" Aida Amer

dosia1331

DSCN0375

"Powieść ta jest literacką fikcją. Mimo to, pracując nad nią, wciąż szukałam prawdy. Prawdy o wielkiej historii przetaczającej się przez chłopskie chaty, hrabiowskie pałace, cmentarze, wiejskie kościoły i szkółki, a także tej o ludzkiej duszy i jej złożonej, niezgłębionej naturze". Aida Amer

Sięgnęłam po tę książkę z pewną dozą nieśmiałości i właściwie przez kilkanaście pierwszych stron miałam wątpliwości, czy dotrwam do końca. Jednak rozczarowanie początkiem stopniowo zastąpione zostało chęcią poznania losów postaci wykreowanych przez Aidę Amer. Przyznaję, że autorka z dużą wrażliwością sportretowała nie tylko bohaterów powieści, ale też wydarzenia, jakie miały miejsce w okresie międzywojennym. "Kroniki z życia ptaków i ludzi" to opowieść o dwóch rodzinach, Sztulmowskich z Podlasia i Stuhlmacherach z Prus Wschodnich. Przesiedleni z Podlasia Sztulmowscy zajmują dom Stuhlmacherów, od tej pory losy obu familii będą przypominały wędrówkę ptaków, bo dom ma wiele znaczeń, a i gniazdo nie zawsze jest na całe życie...

Takich rodzin, jak te przedstawione w powieści jest mnóstwo i trudno właściwie winić którąkolwiek ze stron, bo życie w czasach, w których toczy się akcja powieści było trudne. Wciąż jeszcze żyją ludzie, którzy doskonale pamiętają to, co się wówczas działo. Z ich wspomnień Aida Amer zbudowała "Kroniki z życia ludzi i ptaków", im oddała głos w powieści i stara się zrozumieć bieg historii. Szukanie prawdy, często niewygodnej i bolesnej jest aktem odwagi, zwłaszcza że sięganie do przeszłości wiąże się z rozdrapywaniem zabliźnionych ran. Sprawy, o których pisze Aida Amer wymagają komentarza i przede wszystkim obiektywnego spojrzenia.

Czytałam książkę Aidy Amer przez kilka dni i z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że ta powieść to gotowy scenariusz na film albo serial telewizyjny.

Ciekawa fabuła, barwne postaci, Podlasie i Mazury, a w tle wielka historia.

Moja ocena: 4/6

Autor: Aida Amer
Tytuł: "Kroniki z życia ptaków i ludzi"
oprawa: miękka
Ilość stron: 441
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

Przedpremierowo - "Rok na wsi" Magdalena Kozieł-Nowak

dosia1331

DSCN0361

W biblioteczce mojej córki jest już "Rok w lesie" i "Rok w przedszkolu". Obie książki należą do jej ulubionych i z ogromną przyjemnością włączamy je do codziennej zabawy. Bardzo czekałyśmy na kolejną odsłonę serii, czyli "Rok na wsi" i uprzejmie donosimy, że książka jest cudowna!

"Rok na wsi" to dwanaście rozkładówek przedstawiających gospodarstwo agroturystyczne Basi i Piotra Listków. W pracy pomagają im dzieci, czyli Tymek, Maja i Franek oraz babcia Hela i pan Józek. Wszyscy mają ręce pełne roboty, zwłaszcza że praca w polu nie należy do łatwych, a oprócz tego trzeba zająć się również zwierzętami. Poza tym dwa razy w roku gospodarstwo odwiedzają letnicy. Na dwunastu rozkładówkach można obserwować, jak zmienia się życie na wsi ze względu na porę roku, niektóre z różnic można dostrzec na pierwszy rzut oka, inne wymagają większej spostrzegawczości. Książka zawiera dwie dodatkowe plansze, czyli prezentację bohaterów oraz zabawę interaktywną. Niekwestionowanym atutem publikacji są ilustracje Magdaleny Kozieł-Nowak, kolorowe, dynamiczne i zabawne obrazki z pewnością spodobają się małemu miłośnikowi literatury. Dziecko ma okazję poznać kolejne miesiące, zaobserwować zmiany zachodzące w przyrodzie i tworzyć własne opowieści na podstawie poszczególnych kadrów gospodarstwa agroturystycznego. 

DSCN0366

Zabawa i nauka - idealne połączenie!

PREMIERA: 14 czerwca 2017 r.

Moja ocena: 6/6

Tytuł: "Rok na wsi"
Ilustrator: Magdalena Kozieł-Nowak
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

"Cisza" Erling Kagge

dosia1331

DSCN0352

"Czasami to, co w życiu najlepsze, nic nie kosztuje. Ciszę, o której myślę, znajdziesz tam, gdzie jesteś, wtedy, gdy ci to odpowiada, we własnej głowie, bez ponoszenia kosztów".

Efektowna okładka potrafi przykuć uwagę i sprawić, że bardzo jesteśmy ciekawi, co kryje się w środku. Na rynku wydawniczym jest mnóstwo pięknie wydanych książek, obok których trudno przejść obojętnie, ale równie dużo tandety, kiczu i powielania tego samego schematu. Przyznaję, że "Cisza" Erlinga Kagge została naprawdę bardzo ładnie wydana, ale okładka ma znacznie drugorzędne, bo czytelnikowi z całą pewnością bardziej zależy na treści.

Słów kilka o autorze

Erling Kagge jest norweskim pisarzem i wydawcą, ale nie samą literaturą żyje człowiek. Kolekcjonowanie dzieł sztuki, dalekie podróże, niebezpieczne wyprawy, zdobywanie najwyższych szczytów świata i dwukrotne przepłynięcie Oceanu Atlantyckiego to tak w telegraficznym skrócie o tym, czym zajmuje się Kagge. Dlatego trochę dziwić może fakt, że napisał książkę o ciszy, która wydaje się nie mieć nic wspólnego z trybem życia, który prowadzi. Ale ma i to bardzo dużo.

Książka o ciszy

Nie mam pojęcia jak zdefiniować ciszę, czy w ogóle istnieje coś takiego, jak cisza w czystej postaci? Spróbujcie zanurzyć się w wannie albo wyłączyć w domu wszystkie sprzęty, pozamykać okna, drzwi, czy będzie wtedy cicho? Żyjemy w tak hałaśliwym świecie, z tyloma bodźcami mamy do czynienia, że cisza stała się luksusem, ale też celem, bo głośne otoczenie bywa niesłychanie wyczerpujące i po prostu niezdrowe. Człowiek adaptuje się do różnych sytuacji, lepiej lub gorzej znosi pewne warunki, ale prędzej, czy później potrzebuje chwili wytchnienia, spokoju, ciszy właśnie, która ma zbawienne działanie na nasz organizm. Erling Kagge próbuje nie tylko odpowiedzieć na pytanie, czym jest cisza, ale na podstawie własnych doświadczeń przekonuje, że można się ciszy w pewien sposób nauczyć. Brzmi niedorzecznie? Trochę tak, ale lektura kolejnych rozdziałów potwierdza, że autor ma rację, choć w jego słowach nie ma nic odkrywczego, bo każdy z nas potrafi sobie zafundować chwilę ciszy, która wcale nie wymaga znajomości nadzwyczajnej techniki, by ją uzyskać.

Hit, czy kit?

No właśnie. Czy książka Erlinga Kagge jest hitem, czy kitem? Mam mieszane uczucia, bo tę niewielkich rozmiarów książkę czyta się bardzo dobrze. Anegdoty, wspomnienia, osobiste doświadczenia autora i odrobina filozofii, nie tylko tej życiowej, czynią z niej interesującą lekturę, ale mam wrażenie, że ciekawa osobowość i barwne życie Kagge to jedno, zaś recepta na ciszę to drugie i niestety bez wyjątkowych składników. Byłabym niesprawiedliwa twierdząc, że to książka naszpikowana banałami, bo w dzisiejszym zabieganym świecie cisza wydaje się mieć znaczenie zasadnicze i chwała autorowi za to, że zdecydował się ten temat zgłębić, ale czy w sposób wyczerpujący? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi, bo być może lektura "Ciszy" jeszcze przed wami. Dodam tylko, że bardzo wymowny jest ostatni rozdział i w zasadzie stanowi niezłą puentę.

Moja ocena: 4/6

Autor: Erling Kagge
Tytuł: "Cisza"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 127
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Muza

 

 

 

© matka polka czytająca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci