Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG O KSIĄŻKACH

Niedziela dzieciom - Jan Brzechwa & Julian Tuwim

dosia1331

Dzieci powinny być: grzeczne, miłe, posłuszne, potulne... Powiało nudą? Oczywiście, że tak, bo dzieciństwo powinno być radosne, pełne zabawy i szalonych pomysłów. Taki model dzieciństwa prezentują w swoich utworach Jan Brzechwa i Julian Tuwim, i nie bez powodu zostali nazwani przez profesora Grzegorza Leszczyńskiego "ojcami współczesnej poezji dla dzieci". Ich wiersze to słowne szaleństwo, zabawa językiem i sama radość. Zgadzam się z Grzegorzem Leszczyńskim, że "za ich sprawą dokonała się swoista rewolucja w sztuce słowa: dydaktyzm został wydrwiony, autorytet - obalony, tradycyjne wzorce - ośmieszone." W wierszach Brzechwy i Tuwima dorosły przestał być dla dziecka alfą i omegą, nastała wolość w wyrażaniu uczuć, moralizowanie zastąpiono zabawą i tym samym zaproszono dzieci do świata wyobraźni, gdzie spotkać mogą uroczą "Kaczkę dziwaczkę", bardzo pewną siebie "Samochwałę", upartą "Zosię Samosię", sympatycznego "Dyzia marzyciela" oraz mnóstwo innych wspaniałych postaci i miejsc.

DSCN5943

Wiersze Juliana Tuwima i Jana Brzechy są utworami mojego dzieciństwa, ale ogromnie się cieszę, że i mój syn je uwielbia, co uważam za osobisty sukces, bo jego pierwszymi lekturami były właśnie wiersze obu poetów i do dziś wspominamy, jak w maleńkich rączkach trzymał "Lokomotywę". Synowi zaczełam czytać, kiedy miał trzy miesiące. Zbyt wcześnie? Ja tak nie uważam, a wręcz przeciwnie, to wspaniała forma zabawy, nawet z tak maleńkim dzieckiem. Poezja Brzechwy i Tuwima nadal gości w naszym domu, często recytujemy wiersze, a nawet włączamy do zabawy dla podkreślenia jakiejś sytuacji. Poza tym te utwory to świetna "gimnastyka buzi i języka" oraz doskonały trening pamięci.

Ogromny wpływ na twórczość Jana Brzechwy i Juliana Tuwima miał kabaret, dlatego ich utwory często mają charakter satyryczny, ośmieszający pewne zachowania i postawy, zwłaszcza dorosłych, choć obrywa się również dzieciom, jak chociażby we wspomnianych przeze mnie wierszach "Kłamczucha" i "Zosia Samosia". Ale nikomu do głowy nie przyjdzie, by się obrażać za cokolwiek, ponieważ te wiersze są po prostu zabawne i od razu wiadomo, że autorzy puszczają oko małemu odbiorcy poezji.

Przy wyborze książek dla dzieci kierujemy się przede wszystkim aspektem edukacyjnym i bardzo dobrze, ale oprócz edukowania powinno się pozostawić dzieciom przestrzeń, w której niczego się od nich nie oczekuje i dlatego świetnie sprawdza się poezja Brzechwy i Tuwima, którzy zamiast pouczać, bawią. Ich wiersze to małe, ponadczasowe opowieści, które czytają kolejne pokolenia, a ich niezwykłość polega przede wszystkim na tym, że świat dziecka, jak i samo dziecko są w nim najważniejsi, natomiast tematyka tych utworów jest tak szeroka, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Ja znalazłam!

Na koniec mój ulubiony wiersz Juliana Tuwima :)

SPÓŹNIONY SŁOWIK

Płacze pani Słowikowa w gniazdku na akacji,

Bo pan Słowik przed dziewiątą miał być na kolacji.

Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,

A tu już po jedenastej - i Słowika nie ma!

Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,

Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,

Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,

A na deser - tort z wietrzyka w księżycowym blasku.

Może mu się co zdarzyło? Może go napadli?

Szare piórka oskubali, srebrny głosik skradli?

To przez zazdrość! To skowronek z bandą skowroniątek!

Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek!

Nagle zjawia się pan Słowik, poświstuje, skacze...

"Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!"

A pan Słowik słodko ćwierka: "Wybacz, moje złoto,

Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!"

 

Do miłego zaczytania :)

 

 

"Temat na pierwszą stronę" Umberto Eco

dosia1331

Byłam nastolatką, kiedy przeczytałam "Imię róży" i choć dziś uważam, że to zdecydowanie za wcześnie, jak na taką lekturę, to jednak w niczym nie przeszkodziło, by Umberto Eco stał się jednym z pisarzy, których cenię najbardziej. Jego warsztat, erudycja, sposób prowadzenia narracji, niebanalne postaci i umiejętność skupienia czytelniczej uwagi są niepowtarzalne. Umberto Eco to wybitna postać w świecie literatury. Profesor Uniwersytetu Bolońskiego, zajmujący się między innymi semiotyką, językoznawstwem i środkami przekazu znany jest przede wszystkim z twórczości beletrystycznej. Najnowszą powieścią w dorobku Umberto Eco jest "Temat na pierwszą stronę", w której przedstawiona została wizja świata kreowanego, manipulowanego i w gruncie rzeczy ogłupianego przez media.

DSCN5960

Głównym bohaterem powieści jest niejaki Colonna, pięćdziesięciolatek, nieudacznik, człowiek bez życiowych dokonań, który ma szansę udowodnić wreszcie sobie i innym, że jest wart o wiele więcej i kiedy Simei składa mu propozycję bycia świadkiem powstawania nowego dziennika "Jutro", a po roku opisania przygotowań w książce, Colonna bez wahania ją przyjmuje. Dziennik "gotowy mówić prawdę o wszystkim" to fikcja, blef i narzędzie w rękach bardzo wpływowej osoby, a Colonna ma okazję do zaprezentowania zdolności aktorskich, bo tylko on jeden, spośród ludzi wybranych do redakcji nowego dziennika, zna prawdę. Jak będzie wyglądało nowe pismo, kim będą jego czytelnicy, o czym będzie informowało, a co z premedytacją pomijało zależy od Prezesa, któremu nie wszystko przecież musi się podobać, a to czy coś jest obiektywne i zgodne z prawdą to już zupełnie inna historia, wszak "to nie wiadomości czynią gazetę, to gazeta czyni wiadomości".

DSCN5962

Nie mam pojęcia, czy "Temat na pierwszą stronę" jest czarną komedią, thrillerem czy romansem, bo i taki wątek jest tutaj obecny. Jakakolwiek klasyfikacja jest nieważna, istotne jest ukazanie pewnego mechanizmu, czyli manipulacji i jej ogromnej siły, potrafiącej zniekształcać rzeczywistość, a co za tym idzie, wpływać na naszą opinię. Media mogą namieszać nam w głowach, zataić pewne fakty, posiłkować się niedomówieniami, a wszystko to zaserwować nam w postaci informacji dnia, w którą wierzymy, bo słowo drukowane ma niewiarygodną moc. A nie od dziś wiadomo, że kłamstwo powtarzane po stokroć staje się prawdą. Powiedzenie, że Umberto Eco uderza w dziennikarstwo byłoby nadużyciem, ale prezentowana przez pisarza wizja świata, w którym o niezależnym dziennikarstwie nie ma mowy jest z pewnością przerażająca. Gdzie zatem wolne media i wolność słowa, skoro pewne artykuły powstają pod dyktando ludzi zajmujących wysokie stanowiska. Ale "Temat na pierwszą stronę" nie jest tylko i wyłącznie powieścią o dziennikarstwie i kulisach powstawania fikcyjnego czasopisma, bo mowa tutaj również o polityce i ważnych historycznych wydarzeniach, jak chociażby śmierć Mussoliniego, sprawa terrorystów z Czerwonych Brygad i afera watykańska. Tragizm i komizm idą tutaj w parze, ale zapewniam, że ghostwriter, czyli Colonna nie będzie miał powodów do radości, zwłaszcza że poczynania innych bohaterów powieści będą wręcz absurdalne, a finał tej historii, choć zasygnalizowany na początku powieści jest polem do popisu dla wyobraźni czytelnika i punktem wyjścia dyskusji o współczesnych mediach oraz ich wpływie na nasze życie.

Mediolan, rok 1992, sześciu redaktorów odpowiedzialnych za powstanie nowego dziennika i zapełnienie treścią dwudziestu czterech jego stron, a wśród nich Colonna - "dziennikarz z wielkim doświadczeniem", którego zadaniem jest napisanie bestsellerowej powieści na ten temat...

Umberto Eco wciąż w znakomitej formie, polecam!

Do miłego zaczytania :)

Autor: Umberto Eco
Tytuł: Temat na pierwszą stronę
Oprawa: twarda
Ilość stron: 178
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Noir sur Blanc

 

 

"Dom letni z basenem" Herman Koch

dosia1331

DSCN5950

"Jestem lekarzem pierwszego kontaktu. Przyjmuję pacjentów od wpół do dziewiątej do pierwszej po południu. Nie spieszę się. Każdemu pacjentowi poświęcam dwadzieścia minut. Te dwadzieścia minut to moja wizytówka." Tak przedstawia się Marc Schlosser, bohater powieści Hermana Kocha. Brzmi cudownie, nieprawdaż? Poświęcenie pacjentowi dwudziestu minut podczas wizyty jest godne podziwu, oznacza szacunek i brak pośpiechu, który może mieć czasem katastrofalne skutki. Ale pięknie brzmiące słowa lekarza to tylko preludium do opowieści o mężczyźnie, który nigdy nie powinien nim zostać.

Marc Schlosser to cynik, egoista i pozbawiony empatii człowiek, który w pacjencie widzi tylko kolejny przypadek odrażającej choroby, wywołującej w nim obrzydzenie, więc jakiekolwiek badanie to ostatnia rzecz, jaka przychodzi lekarzowi do głowy, dlatego wypisuje recepty i faszeruje pacjentów kolejnymi lekami. Tak jest wygodniej, bezpieczniej i przede wszystkim bezboleśnie dla obu stron. Dwudziestominutowa wizyta w gabinecie Marca Schlossera to w zasadzie pogawędka o wszystkim i o niczym, najmniej zaś o chorobie, bo tego lekarz słuchać nie chce. Marc Schlosser udaje zainteresowanie, ale myślami jest daleko. Pewnego dnia zjawia się u Schlossera znany aktor, Ralph Meier. Ta wizyta odmieni życie nie tylko obu mężczyzn, ale również ich rodzin, a wspólne wakacje w pięknych okolicznościach przyrody będą miały tragiczne konsekwencje...

DSCN5952

Czytałam tę powieść nie mogąc nadziwić się postępowaniu głównego bohatera, przede wszystkim słowom, które padały z jego ust. Marc Schlosser to kochający mąż i ojciec dwóch dorastających dziewczynek, ale to również fałszywy, pozbawiony wrażliwości człowiek. Jego przemyślenia, wybory i czyny budzą sprzeciw, ale z drugiej strony próbujemy zrozumieć powody jego postępowania, bo kolejne karty powieści coraz bardziej obnażają głównego bohatera. "Dom letni z basenem" to historia człowieka o wielu twarzach, ale to też powieść o zakłamaniu, skrywanych emocjach i niespełnionych ambicjach, fenomenalnie przedstawiona na tle współczesnych nowobogackich. To genialna makabreska, połączenie elementów grozy, groteski i czarnego humoru, a czytelnik czuje się jak w teatrze, gdzie z pierwszego rzędu obserwuje odgrywających swoje role aktorów.

Powieść Hermana Kocha "Dom letni z basenem" ukazała się nakładem Wydawnictwa "Media Rodzina" w serii "Gorzka Czekolada" i rzeczywiście atmosfera w niej panująca jest zdecydowanie gorzka, intensywna i bardzo gęsta. To mroczna, ale niezwykle fascynująca podróż w głąb ludzkiej psychiki i doskonale napisana historia, która jest czytelniczą ucztą, wyjątkowo sugestywną.

 
Autor: Herman Koch
Tytuł: "Dom letni z basenem"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 381
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Media Rodzina"
 

 

Labiryntowe szaleństwo! "Detektyw Pierre w labiryncie"

dosia1331

DSCN5931

Mój syn oszalał na punkcie tej książki! I wcale mnie to dziwi, bo ja również jestem nią zachwycona. To kolorowa, cudownie zilustrowana książka, ale jednocześnie bardzo wymagająca publikacja, bo osoba, która weźmie ją do rąk musi wykazać się ogromną spostrzegawczością, umiejętnością logicznego myślenia i sprytem. Poza tym książka wymaga koncentracji i skupienia, co może być wielkim wyzwaniem dla niecierpliwych.

Wszystko zaczyna się od pewnego tajemniczego listu... Tytułowy detektyw Pierre ma do rozwiązania wyjątkowo trudną sprawę, ponieważ Pan X, zwany złodziejem - widmo, dopuścił się kradzieży Kamienia Chaosu, który ma niezwykłą moc przemieniania wszystkiego w labirynt. Detektywowi w pracy pomaga asystentka, Carmen. Muszą się spieszyć, schwytać złodzieja i przywrócić spokój w Operyżu, ale do rozwiązania sprawy daleka i bardzo skomplikowana labiryntowa droga.

DSCN5925

Każda karta tej książki to kolejny labirynt ze wskazówkami, zagadkami, informacjami, ukrytymi obiektami i szeregiem innych elementów, które trzeba odszukać. Przyznaję, że w pewnym momencie miałam ochotę się poddać, bo obrazki mieniły mi się w oczach, ale mój syn nie dawał za wygraną i bardzo sprawnie poruszał się na kartach, wyłapując wszystko, co istotne.

DSCN5929

Do zabawy można zaprosić kilka osób, by pomóc detektywowi w odzyskaniu Kamienia Chaosu i przywróceniu porządku. My bawiliśmy się świetnie, a w pewnym momencie, książkę dosłownie wyrywaliśmy sobie z rąk. To wspaniała forma relaksu, doskonałe ćwiczenie dla szarych komórek i świetna lekcja koncentracji.

Na uwagę zasługuje piękne wydanie książki, genialne ilustracje, twarda oprawa i duży format, ale ta książka to również wyzwanie i możliwość wykazania się wieloma umiejętnościami.

Polecam tę labiryntową przygodę!

Tytuł: "Detektyw Pierre w labiryncie. Na tropie skradzionego Kamienia Chaosu"
Tekst: Chihiro Maruyama
Ilustracje: Hiro Kamigaki, IC4DESIGN
Oprawa: twarda
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

 

 

Tajemniczy i pachnący lasem "Duch z butelki" Evy Susso

dosia1331

Pewnego dnia dwóch sympatycznych chłopców Uno i Mati wybrało się na pchli targ. Zakupy okazały się udane, do domu trafiło sześć rzeczy, które ich zdaniem były najciekawsze, w tym niebieska butelka. Po odkorkowaniu butelki okazało się, że od czterech tysięcy lat był w niej uwięziony pewien duch o imieniu Humbaba, czyli strażnik cedrowego lasu, który w ramach wdzięczności za zwróconą wolność obiecuje spełnić trzy życzenia chłopców.

DSCN5918

Trudno nie dopatrywać się w tej historii podobieństwa do "Aladyna i czarodziejskiej lampy" z "Baśni z tysiąca i jednej nocy", jednak "Duch z butelki" Evy Susso to opowieść dla dzieci i tak też została przedstawiona, nie jest to zatem wariacja, a jedynie wykorzystanie motywu. Życzenia chłopców są typowymi dziecięcymi marzeniami, więc musi być przygoda, zabawa i mnóstwo słodyczy. Ta książka pokazuje, jak prosty i nieskomplikowany jest świat dziecka, jak niewiele potrzeba do szczęścia, a zaklęcie "ANZU ARURU APSU" stanie się przepustką do wielkiej przygody.

Autorem ilustracji jest Benjamin Chaud, ten sam, który stworzył ilustracje do książki "Żegnaj, Skarpetko!". Mój syn od razu zauważył charakterystyczną kreskę autora i stwierdził, że rysunki w obu książkach są bardzo podobne, zwłaszcza wizerunki dzieci.

DSCN5914

"Duch z butelki" to piękna, kolorowa książka dla dzieci, którą czyta i ogląda się z dużą przyjemnością. Muszę pochwalić "Zakamarki" za bardzo staranne wydania książek, czyli twardą oprawę, ładny i trwały papier oraz zszywane strony, co w przypadku lektur dla dzieci jest szczególnie ważne.

Prosty, ciekawy tekst, świetne ilustracje i przygoda, czyli wszystko to, co dzieci lubią w książkach najbardziej.

Gorąco polecam "zakamarkowe" książki!

Do miłego zaczytania :)

Autor: Eva Susso
Tytuł: "Duch z butelki"
Ilustracje: Benjamin Chaud
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Zakamarki"

 

 

"Klasa pani Czajki" Małgorzaty Karoliny Piekarskiej, czyli powieść dla młodzieży i o młodzieży

dosia1331

DSCN5903

Ależ to jest fantastyczna powieść dla młodzieży! Mądra, dowcipna, dynamiczna, jednym słowem - świetna! To napisana współczesnym językiem opowieść o gimnazjalistach, szkolnej codzienności, problemach wieku dorastania, klasowych intrygach, przyjaźni, pierwszej miłości, która może okazać się tą na całe życie, ale również historia o kompleksach, stereotypach i odrzuceniu.

Głównymi bohaterami powieści są uczniowie klasy pierwszej gimnazjum, którzy rozpoczynają kolejny etap edukacji. Fabuła zbudowana jest wokół postaci, które w książce pojawiają się najczęściej, czyli Małgosi, Maćka, Kamili, Michała, Ewy, Kingi i Kaśki. Dzieciaki pochodzą z różnych środowisk i jak to w życiu bywa, raz się lubią, raz nienawidzą, raz są złośliwi, wulgarni i przysparzają wychowawczyni samych kłopotów, by następnego dnia okazać się grzecznymi, tolerancyjnymi, uczynnymi i bardzo koleżeńskimi. Moją ulubioną postacią jest Maciek, klasowy zgrywus, inteligentny chłopak z ogromnym poczuciem humoru, podkochujący się w nieśmiałej i skromnej Małgosi. Przyznaję, że szczerze uśmiałam się z jego wierszowanych tekstów, a wypracowanie o wspomnieniach z wakacji rozbawiło mnie do łez. Autorce udało się doskonale przedstawić szkolną rzeczywistość i problemy wychowawcze, ale ukazała również pozaszkolne życie gimnazjalistów, ich rodziny, wakacje, zainteresowania...

DSCN5904

Małgorzata Karolina Piekarska stworzyła powieść o młodzieży i dla młodzieży, ale jest to również świetna lektura dla dorosłego czytelnika, zapewniam, że czyta się znakomicie. Dla mnie była to trochę podróż w czasie, bo wielokrotnie podczas lektury przypominały mi się pewne sytuacje ze szkolnej ławki, problemy, z których dziś się śmieję, choć wtedy były powodem płaczu. Trudny orzech do zgryzienia będzie miała wychowawczyni, czyli pani Czajka, ale profesjonalizmem i dużym doświadczeniem zyska sobie sympatię klasy.

"Klasa pani Czajki" to doskonała alternatywa dla powieści fantasy, którymi zaczytuje się dzisiejsza młodzież. Nie znajdziecie w niej sytuacji mrożących krew w żyłach, ani takich, które będą powodem przyspieszonego bicia serca. Jestem niemal pewna, że dla niektórych powieść okaże się oderwana od rzeczywistości, a co za tym idzie, również przedstawiona w niej młodzież, zbyt ugrzeczniona. Mimo wszystko to najlepsza książka dla młodzieży, jaką ostatnio przeczytałam i mogę polecić z całą odpowiedzialnością za słowo.

A tak na marginesie, brawo za okładkę!

Do miłego zaczytania!

Autor: Małgorzata Karolina Piekarska
Tytuł: "Klasa pani Czajki"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 351
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

 

   

 

Co dzieci wiedzą, a czego mogą nauczyć się o dzikich zwierzętach - "Zuzia idzie do zoo" Liane Schneider

dosia1331

Ostatnio na moim blogu pojawiło się sporo książek dla dzieci w różnym przedziale wiekowym, ale dziś mam coś dla maluchów, książkę do czytania i w dużej mierze do oglądania. Jestem pewna, że książeczka spodoba się dzieciom, które lubią zwierzęta.

DSCN5886

"Zuzia idzie do zoo" to bogato ilustrowana książka opowiadająca o dziewczynce, która wraz ze swoją klasą wybiera się na pierwszą szkolną wycieczkę do zoo. Dzieci są bardzo podekscytowane i każde z nich ma swoje wyobrażenie o tym miejscu, dzielą się uwagami na temat zwierząt, które tam zobaczą i nie mogą się doczekać, kiedy poznają mieszkańców ogrodu zoologicznego. Nadchodzi wreszcie dzień wycieczki. Tuż za wejściem do zoo czeka na dzieci pan Lorenc, który będzie ich przewodnikiem. Dzieci są zachwycone, bo z bliska mogą zobaczyć zwierzęta, a na dodatek udaje im się trafić na porę karmienia surykatek, których wielkim przysmakiem są żywe dżdżownice. Ale oprócz sympatycznych surykatek w zoo mieszkają jeszcze inne zwierzęta, lamy, lwy, zebry, słonie, hipopotamy, o których dzieci wiele się dowiedzą, a na pytanie, po czym mama zebra poznaje swoje dziecko, odpowiedzą bez najmniejszego problemu.

"Zuzia idzie do zoo" Liane Schneider to książka edukacyjna, przeznaczona dla dzieci powyżej trzeciego roku życia, ale śmiało mogę stwierdzić, że na pewno spodoba się również młodszym dzieciom, zwłaszcza małym miłośnikom zwierząt. Moja córka jest książką zachwycona, przede wszystkim ilustracjami. Czytałyśmy ją już kilka razy, a jej małe rączki wertowały książeczkę w poszukiwaniu lwów i słoni.

DSCN5893

Książka Liane Schneider ukazała się nakładem Wydawnictwa "Media Rodzina" w serii "MĄDRA MYSZ", w której znajdują się książeczki objaśniające dzieciom świat. Książki są numerowane, więc z łatwością można skompletować całość. Na uwagę zasługuje ładne wydanie i poręczny format, odpowiedni dla małych rączek dziecka.

Gorąco polecam małym miłośnikom literatury i zwierząt :)

Do miłego zaczytania!

Autor: Liane Schneider
Tytuł: "Zuzia idzie do zoo"
Ilustracje: Eva Wenzel-Burger
Oprawa: miękka
Ilość stron: 24
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Media Rodzina"

Niedziela dzieciom - Tove Jansson

dosia1331

"Była zima 1939 roku, czas wojny. Praca stała w miejscu; miało się uczucie, że każda próba stworzenia obrazu rzeczywistości jest całkowicie niepotrzebna. Może więc nic dziwnego, że nagle ogarnęła mnie chęć napisania czegoś, co zaczynałoby się od "Był sobie kiedyś". Dalszy ciąg musiał oczywiście być bajką, tego nie dało się uniknąć, ale zrezygnowałam z książąt, księżniczek i małych dzieci, wybierając na ich miejsce gniewną figurkę, którą sygnowałam rysunki satyryczne i którą nazwałam Muminkiem". To słowa Tove Jansson (1914-2001) autorki dziewięciu opowieści o Muminkach, czyli stworkach, trollach o antropomorficznej budowie ciała, które chyba najbardziej przypominają małe hipopotamy. Tove Janssson marzyła by zostać... latarnikiem, ale los chciał inaczej i została jedną z najbardziej znanych pisarek tworzących dla dzieci, choć w jej dorobku literackim są również utwory dla dorosłych. Fińska pisarka, tworząca w języku szwedzkim, była też malarką, ilustratorką i rysowniczką komiksów. 

DSCN5878

Nie mam pojęcia dlaczego, ale jako dziecko nie przeczytałam opowieści o Muminkach, podejmowałam kilka prób przeczytania, choćby jednej książki z serii, ale zwykle po kilku kartkach rezygnowałam. Paradoksalnie uwielbiałam wyświetlany w telewizji serial "Opowiadania Muminków", zrealizowany przez Se-ma-for i pamiętam, jak pustoszało podwórko, bo dzieci biegły do domów, by obejrzeć tę bajkę na dobranoc. Za to moja siostra uwielbiała książki Tove Jansson i miała dość zabawny rytuał czytania tych opowieści w każde wakacje. Co tu dużo mówić, z mojej strony nie była to miłość od pierwszego zaczytania, ale z czasem doceniłam prozę i świat stworzony przez autorkę, a bohaterowie książek Tove Jansson stali się jednymi z moich ulubionych.

DSCN58801

Dolina Muminków z niebieskim domkiem, Muminkiem, Tatusiem Muminka, Mamą Muminka, Ryjkiem, Włóczykijem, Panną Migotką, Paszczakiem, Małą Mi, Mimblą, Buką, a także Filifionkami, Hatifnatami i wieloma innymi postaciami świadczą o niezwykłej wręcz wyobraźni Tove Jansson, a czarno-białe ilustracje jej autorstwa są bardzo charakterystyczne. Każda z postaci wymyślonych przez Tove Jansson jest wyjątkowa, ma swój niepowtarzalny charakter, światopogląd, zwyczaje, wady i zalety. Jedne z nich są sympatyczne, a inne złośliwe, marudne i stroniące od towarzystwa, są również takie, które sieją postrach, jak potrafiąca zmrozić wszystko, co napotka na swej drodze, Buka. Moją ulubioną częścią jest "Kometa nad Doliną Muminków", chyba ze względu na panującą w niej grozę, bo połączenie oczekiwania na możliwą zagładę i zabawne dialogi bohaterów, którzy tak naprawdę nie wiedzą, czego można się spodziewać po zbliżającej się komecie, to przecież zwykła reakcja na nieznane.  Proza Tove Jansson to próba przedstawienia świata oczami dziecka, co jest szczególnie widoczne w bardzo infantylnym podejściu bohaterów do pewnych spraw. Zresztą te opowiadania można interpretować w dowolny sposób i w tym tkwi siła książek Tove Jansson, bo zachwycają się nimi dzieci i równie często sięgają po nie dorośli. Ogromna popularność Muminków to nie tylko miliony sprzedanych egzemplarzy książek na całym świecie, ale również liczne nagrody, jakie otrzymała pisarka oraz znajdujące się w Finlandii, w mieście Tampere, Muzeum "Dolina Muminków" i park rozrywki w Naantali, "Dolina Muminków". Bohaterowie książek Tove Jansson stali się również częścią popkultury, a ich wizerunki zdobią ubrania oraz przedmioty codziennego użytku.

Nie doceniłam Muminków w dzieciństwie, ale pokochałam całym sercem w dorosłym życiu i dziś nie wyobrażam sobie literatury bez książek Tove Jansson, pisarki o niezwykłej wyobraźni i wielkim darze opowiadania. W Rabce-Zdroju, na terenie Rodzinnego Parku Rozrywki "Rabkoland", znajduje się Muzeum Orderu Uśmiechu, jedynego na świecie odznaczenia, które jest przyznawane dorosłym na wniosek dzieci. To wyróżnienie otrzymała również Tove Jansson.

DSCN3406

Muminki są absolutnie cudowne, sympatyczne, zabawne, a co najważniejsze przedstawione tak, że zaczynamy wierzyć w ich istnienie i świat stworzony przez Tove Jansson. To genialna proza nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych, na pochwałę zasługują również fenomenalne ilustracje autorki.

Dzisiejszy wpis dedykuję mojej siostrze, Basi, do zobaczenia Muminku :)

 

Przeszłość, która może wpływać na przyszłość - "Taki wstyd" Joanna Jagiełło

dosia1331

Przyznaję, że zaintrygowała mnie okładka, minimalistyczna i bardzo elegancka oraz nota obrazująca, mniej więcej, treść książki. Nie kierowała mną chęć poznania kolejnej powieści Joanny Jagiełło, bo nie czytałam jej wcześniejszych książek, ale dziś śmiało mogę stwierdzić, że sięgnięcie po najnowszą powieść pisarki było bardzo dobrym wyborem.

DSCN5869

Tak się złożyło, że ostatnio przeczytałam kilka kryminałów, zwłaszcza skandynawskich, nie o wszystkich pisałam na blogu i szczerze mówiąc czuję już pewien przesyt, dlatego trochę obawiałam się książki Joanny Jagiełło, ale jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Autorka miejscem akcji uczyniła Hel, gdzie w sylwestrową noc zostaje zamordowany szanowany i lubiany przez mieszkańców Jonasz. Okoliczności zbrodni są wyjątkowo trudne do wyjaśnienia, ponieważ sprawca nie pozostawił śladów, co nie pozwala na wyjaśnienie sprawy, a jedynie snucie domysłów. Pół roku później do nadmorskiego miasteczka przyjeżdża Marta i Olgierd, byli małżonkowie, którzy mimo rozstania nadal się przyjaźnią i chętnie razem podróżują. Ich urlop będzie jednak połączony z pracą, bo Marta jest dziennikarką, a niewyjaśniona śmierć Jonasza to dla niej świetny materiał na reportaż. Prywatne śledztwo stanie się jej obsesją, na jaw wyjdzie również wiele niechlubnych faktów z życia Jonasza oraz tajemnic z przeszłości innych bohaterów.

Powieść Joanny Jagiełło biegnie dwutorowo i przedstawia przede wszystkim wątek morderstwa Jonasza, ale też problem samotnego macierzyństwa ukazany na podstawie historii kilku pokoleń kobiet, z których pierwsza to chora na gruźlicę Eliza, samotnie wychowująca córkę. Ten schemat będzie powielany przez kolejne kobiety w rodzinie, aż do ostatniej z nich, Krystyny. Zastanawiałam się, jak określić książkę Joanny Jagiełło, bo nie jest to klasyczny kryminał, którego fabuła zbudowana jest wokół morderstwa, to raczej powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, bo główną rolę odgrywają tutaj przede wszystkim ludzkie słabości, emocje i wybory, które często są powodem osobistych dramatów. Rozbudowany przez autorkę wątek samotnego macierzyństwa to próba przedstawienia kobiet znajdujących się w takiej sytuacji, ich problemów, walki o dobre imię i chęci zapewnienia dziecku lepszego życia. Bycie samotną matką to wciąż dla wielu ludzi powód do wstydu i prawie zawsze kobietę obarcza się odpowiedzialnością za wszystko, co ją spotkało, rola mężczyzny jest marginalizowana, a to wyjątkowo niesprawiedliwe, bo samotne macierzyństwo ma różne oblicza.

DSCN5876

"Taki wstyd" Joanny Jagiełło to ciekawie skonstruowana i sprawnie napisana powieść, a płynnie prowadzona narracja i wiele zwrotów akcji są jej dodatkowym atutem. Błyskotliwa Marta, zakochany w niej Olgierd, niejednoznaczna postać Jonasza, dwie przyjaciółki Malwina i Krystyna oraz kilka innych skrywających tajemnicę kobiet, czynią tę książkę interesującą. Trochę niewiarygodne wydaje mi się to wielopokoleniowe cierpienie opierające się na powielanym wciąż schemacie samotnego macierzyństwa w obrębie jednej rodziny, ale skłonna jestem uznać to za próbę wywołania dyskusji na ten temat.

Morderstwo, matka i córka, samotne macierzyństwo i przeszłość, która czasem ma ogromny wpływ na przyszłość. Dość szybko zorientowałam się, kto stoi za zabójstwem Jonasza, ale w żaden sposób nie popsuło mi to lektury, bo wątek kryminalny jest tutaj punktem wyjścia do opowiedzenia zupełnie innej historii. Czy będzie happy end? Tego nie zdradzę, ale dzieje się naprawdę dużo, przybywa nowych faktów, bohaterów i bolesnych wspomnień z przeszłości.

Polecam!

Autor: Joanna Jagiełło
Tytuł: "Taki wstyd"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 344
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

Język polski to jest to! "Cyrk na kółkach, czyli język polski na wesoło"

dosia1331

Moim ulubionym przedmiotem w szkole był język polski. W podstawówce miałam szczęście trafić na polonistę z pasją, ogromną wiedzą i mnóstwem pomysłów. Nawet w sobotę spotykaliśmy się na zajęciach, dyskutowaliśmy o literaturze, odgrywaliśmy scenki ze znanych powieści, recytowaliśmy wiersze. Wymagał od nas więcej, niż przewidywała podstawa programowa, a zajęcia prowadził rewelacyjnie. Dziękuję Panu i pozdrawiam serdecznie.

Jeśli zapytać uczniów, jaki przedmiot szkolny budzi w nich największy strach to zazwyczaj odpowiadają, że język polski i matematyka. Cóż, ja zaliczam się do tych, którzy truchleli na samo słowo matematyka, a na lekcję szli, jak na ścięcie. Na matematyce odliczałam minuty do końca, za to na języku polskim siedziałam, jak zaczarowana i chłonęłam każde słowo nauczyciela. Dziś się z tego śmieję, bo mój syn nie lubi języka polskiego za to kocha matematykę. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że z polskiego ma szóstki i piątki, ale to dla niego "nuda, nuda i jeszcze raz nuda!" Trzymam rękę na pulsie i robię wszystko, żeby jednak polubił zajęcia języka polskiego, całe szczęście, że czyta książki, co uważam za osobisty sukces. Ale do rzeczy, bo chciałabym zaproponować Wam książkę "Cyrk na kółkach, czyli język polski na wesoło".

DSCN5864

Publikacja skierowana jest do dzieci w wieku od 6 do 10 lat i jest to książka łącząca zabawę i naukę. Znajdziecie w niej łamigłówki, krzyżówki, labirynty, zadania wymagające spostrzegawczości, a także kolorowanki i obrazki, które powstaną po połączeniu punktów, ogólnie mówiąc, zadania o różnym stopniu trudności. Książka w bardzo ciekawy i przede wszystkim przystępny sposób pokazuje zastosowanie popularnych związków frazeologicznych oraz wyjaśnia ich znaczenie. Ponadto ma strukturę bloku rysunkowego, więc do zabawy można zaangażować całą rodzinę, wiadomo że najlepszą formą nauki jest aktywizacja, czyli pobudzanie do działania. Dzieciom na pewno spodobają się zabawne ilustracje, zwłaszcza że na niektórych kartach będą musiały wykazać się zdolnościami i dokończyć pracę rozpoczętą przez ilustratora. Takie książki zawsze zyskują moją aprobatę, bo wiem, że dzięki nim moje dziecko może część wolnego czasu spędzić na twórczej zabawie, która procentuje zdobytą wiedzą, utrwaleniem wcześniejszych wiadomości oraz wzbogaceniem słownictwa. Ale to również świetna rozrywka dla mnie.

DSCN5868

"Cyrk na kółkach, czyli język polski na wesoło" to doskonała propozycja dla całej rodziny, okazja na wspólnie spędzony czas i naukę pod pretekstem zabawy. Podzielcie się kartkami, zapoznajcie dziecko z frazeologizmami i po prostu dobrze się bawcie!

Polecam!

Teksty: Monika Hałucha
Ilustracje: Anita Graboś
Oprawa: broszurowa
Ilość kart: 104
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

Dziecięce marzenia, które się spełniają - "Jak Wojtek został strażakiem" Czesław Janczarski

dosia1331

Powrotów do dzieciństwa ciąg dalszy, bo dziś mam dla Was książkę, która dla mnie ma wartość sentymentalną i nie ukrywam, że łezka się w oku zakręciła, kiedy zobaczyłam ją wśród nowości "Naszej Księgarni". To jedna z moich pierwszych samodzielnie przeczytanych lektur! W pierwszej klasie szkoły podstawowej wypożyczyłam ją z biblioteki, była obłożona w szary papier, a ja zostałam wówczas pouczona przez Panią bibliotekarkę, że książki trzeba szanować, więc muszę bardzo uważać, aby jej nie zniszczyć. I tak zaczęła się moja wielka przygoda z czytaniem :)

DSCN5853

Autorem wierszowanej opowieści o dzielnym Wojtku jest Czesław Janczarski (02.09.1911 r. - 19.05.1971 r.) twórca uwielbianego przez dzieci "Misia Uszatka" oraz wielu innych utworów, również dla dorosłych czytelników. Dziś mało kto pamięta, że Czesław Janczarski był twórcą dwutygodnika dla dzieci "Miś". Publikował również w "Świerszczyku" i "Płomyczku". Ja te pisma pamiętam doskonale, zwłaszcza "Misia", którego kupowała mi mama.

"Jak Wojtek został strażakiem" to historia chłopca, którego największym marzeniem jest zostać strażakiem, nieść pomoc ludziom w potrzebie i być podziwianym za niezwykłą odwagę. Jest tylko jeden problem, Wojtek jest dzieckiem, co nie pozwala mu wstąpić w szeregi dzielnych strażaków. Chłopiec bardzo nad tym ubolewa, nie ma rady, musi czekać, aż z Wojtka stanie się Wojciechem, co niestety jeszcze trochę potrwa. Ale pewnego dnia piorun trafia w dom sąsiadów, płonie dom, a dzielny Wojtek ratuje z pożaru małego Henia i alarmuje straż pożarną. Bohaterski czyn zostaje wynagrodzony, spełnia się marzenie odważnego Wojtka, który w nagrodę zostaje strażakiem!

DSCN5857

"Jak Wojtek został strażakiem" to spisana wierszem opowieść o dziecięcych marzeniach, chęci wykazania się przed dorosłymi, próbie udowodnienia, że dziecko również potrafi właściwie zareagować w różnych, często bardzo niebezpiecznych sytuacjach. Ale to też historia o empatii. Mali chłopcy pytani o to, kim chcieliby zostać, gdy dorosną, najczęściej odpowiadają, że strażakiem albo policjantem. Wybierają zawody, w których można się wykazać siłą i odwagą, a przy tym zrobić wiele dobrego. Nie spotkałam dotąd dziewczynki, która chciałaby zostać strażakiem, choć wiem, że są kobiety, które pełnią służbę w straży pożarnej.

Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ładne wydanie tej książki i urocze ilustracje Marianny Sztymy, zaś poręczny format książki i duża czcionka ułatwią dzieciom samodzielne czytanie. Wydawnictwo "Nasza Księgarnia" jest mi szczególnie bliskie, większość lektur dla dzieci, jakie posiadam w mojej biblioteczce to książki wydane przez "Naszą Księgarnię". Bardzo się cieszę, że "Nasza Księgarnia" wznawia wydania lektur, które pokochałam w dzieciństwie, a dziś mogę proponować je moim dzieciom.

Polecam, polecam, polecam!

Autor: Czesław Janczarski
Tytuł: "Jak Wojtek został strażakiem"
Ilustracje: Marianna Sztyma
Oprawa: zeszytowa
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

Dobry kryminał nie jest zły... "Pogromca lwów" Camilla Lackberg

dosia1331

Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym, że nadejdzie taki dzień, w którym wezmę do ręki kryminał i z wypiekami na twarzy będę śledziła losy bohaterów, czyli dzielnych i obdarzonych szóstym zmysłem funkcjonariuszy policji, detektywów, komisarzy, którzy ścigają szaleńców, morderców i ogólnie rzecz ujmując, typów spod ciemnej gwiazdy. Długo stroniłam od takiej literatury, uważałam ją za nieatrakcyjną i jeśli istniała możliwość, to wybierałam filmową adaptację. Próbowano mnie przekonywać argumentami, że nawet nie wiem, ile tracę, że naprawdę warto, że to świetna rozrywka, pobudzająca do działania szare komórki, bo przecież trzeba główkować, by odkryć tajemnicę, a co za tym idzie, zdemaskować ewentualnego mordercę, szajkę itd. W końcu uległam i przeczytałam kilka najczęściej polecanych mi książek, ale bez większej euforii. Wolałam bezpieczniejszy grunt i zaczytywałam się w książkach Joanny Chmielewskiej, wszak to też kryminały, a jakie zabawne, zwłaszcza te z początków kariery Chmielewskiej. Ale widocznie do wszystkiego trzeba dorosnąć, bo coraz częściej sięgam po kryminały z prawdziwego zdarzenia i choć trafiam na czytelnicze rozczarowania, to zdarzają się również świetne, trzymające w napięciu historie.

Kryminały mają się w Polsce świetnie, zwłaszcza literatura skandynawska, ale również na naszym, rodzimym rynku wydawniczym ukazują się książki, które w niczym nie ustępują kryminałom norweskich czy szwedzkich autorów. Kryminały swoją popularność zawdzięczają wielu czynnikom, to specyficzne lektury, które pochłania się w błyskawicznym tempie ze względu na wartką akcję, szereg skomplikowanych do rozwiązania zagadek i przede wszystkim irracjonalną chęć odkrycia tajemnicy, bo zastanówcie się, jaka przyjemność płynie z czytania o makabrycznych zbrodniach, trupach, morzu krwi, cierpieniu i bólu, który może zadać czasem najbliższa osoba. Odpowiedź jest bardzo prosta, to zwykła ludzka ciekawość.

W Polsce jedną z najpopularniejszych szwedzkich autorek kryminałów jest Camilla Lackberg, która w swojej ojczyźnie uchodzi za mistrzynię tego gatunku, a ilość sprzedanych książek, tłumaczeń na inne języki i filmów, które powstały na podstawie jej powieści, naprawdę robi wrażenie. Ja również od jakiegoś czasu zaliczam się do grona jej czytelników, choć nie wszystkie książki przypadły mi do gustu. Najnowszą powieścią Camilli Lackberg jest "Pogromca lwów", książka łącząca w sobie elementy kryminału, thrillera i powieści obyczajowej. Muszę przyznać, że Lackberg miesza czytelnikowi w głowie i to bardzo, bo w pewnym momencie zaczęłam podejrzewać dosłownie wszystkich i mało brakowało, a stworzyłabym sobie na ścianie schemat podejrzanych, z nazwiskami, nazwami miejsc i nitką rozpostartą na planszy, biegnącą od punktu do punktu. Paranoja!

DSCN5848

Camilla Lackberg zabiera czytelnika do zaśnieżonej Fjallbacki, na szwedzką prowincję, gdzie pewnego dnia pod koła samochodu wpada dziewczyna, która okazuje się zaginioną cztery miesiące temu Victorią. Nastolatka umiera, a sekcja zwłok wykazuje, że dziewczynę torturowano i brutalnie okaleczono. Strach pada na mieszkańców Fjallbacki, którzy snują domysły i zastanawiają się nad bezpieczeństwem swoich dzieci. Odpowiedzialny za śledztwo Patrick Hedstrom toczy walkę z czasem, bo zaginionych nastolatek jest więcej. W tym samym czasie niejaka Erika Falck zbiera materiały do kolejnej książki i spotyka się z odsiadującą wyrok za zabicie męża, Lailą. Erikę niepokoją pewne fakty z życia kobiety, która ewidentnie coś przed pisarką ukrywa. Ale błyskotliwa i bardzo dociekliwa Erika nie odpuści, zacznie składać elementy rozsypanej układanki, aż odkryje wspólny mianownik łączący śmierć Victorii z makabryczną zbrodnią sprzed lat. Camilla Lackberg niczego czytelnikowi nie ułatwia, rozwikłanie zagadki wymaga sporego wysiłku, a zakończenie zaskakuje.

DSCN58501

Czytanie kryminałów to "niebezpieczne" zajęcie, bardzo absorbujące i niesłychanie wciągające. Czytałam tę książkę przez kilka godzin w nocy i gwarantuję, że nie można przestać, dopóki nie odkryje się prawdy i tym samym nie zdemaskuje sprawcy zbrodni. Przemożna chęć rozwikłania zagadki wiąże się z koniecznością czytania między wierszami, bo zwykle tam znajduje się klucz.

Mroźna Fjallbacka, przeszłość i teraźniejszość. Zło czai się wszędzie!

Polecam!

Autor: Camilla Lackberg
Tytuł: "Pogromca lwów"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 428
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Czarna Owca

 

Ręka w górę, kto pamięta lekturę, "Z przygód krasnala Hałabały" Lucyny Krzemienieckiej :)

dosia1331

Powroty do lektur z dzieciństwa to dla mnie bardzo sympatyczne momenty, co z resztą często podkreślam i z ogromną przyjemnością przedstawiam na blogu książki, które kiedyś mnie zachwyciły. W zasadzie powinnam rozpocząć od słów dawno, dawno temu, bo dziś opowiem o Halabale, cudownej, rezolutnej gadule, postaci, która mieszka w lesie, a dokładnie w dziupli, "jak to krasnoludki".

DSCN5843

Krasnala Hałabałę wymyśliła Lucyna Krzemieniecka, a właściwie Wiera Zeidenberg (11.05.1907 r. - 22.09.1955 r.), pisarka i poetka. "Z przygód krasnala Hałabały" to jej najbardziej znana książka, która zyskała uznanie i bawi polskie dzieci już od 1936 r.

Przyznaję, że przeczytałam ją tylko raz, jeszcze w szkole podstawowej i bardzo wybiórczo zapamiętałam przygody Hałabały, czego nie mogę powiedzieć o wyglądzie krasnala, bo ten pamiętam doskonale, a to dzięki Zdzisławowi Witwickiemu, wybitnemu artyście, który stworzył wspaniałe i bardzo charakterystyczne ilustracje.

DSCN5838

"Z przygód krasnala Hałabały" to zbór krótkich opowiadań, których głównym bohaterem jest właśnie Hałabała. Opowiadania Krzemienieckiej to trochę proza, a trochę wiersz, zaś przygody sympatycznego krasnala są pretekstem do przedstawienia leśnego życia, czyli zwierząt, roślin i zmian zachodzących w przyrodzie, oczywiście z uwzględnieniem pór roku. Lucyna Krzemieniecka stworzyła bardzo mądry tekst, z ogromną dbałością o słowo, po prostu ciekawy i ładny pod względem językowym. Dziś pisze się zupełnie inaczej, co nie w każdym przypadku oznacza gorzej, ale ciekawa jestem, ile z tekstów, które powstają obecnie będzie równie atrakcyjna, wartościowa i przede wszystkim aktualna ze względu na treść za kilkadziesiąt lat.

Hałabała bardzo spodobał się mojej maleńkiej córeczce, która początkowo delikatnie przewracała strony w poszukiwaniu krasnala, ale musiałam interweniować, ponieważ miała wielką ochotę posmakować dobrej literatury. Potem już grzecznie słuchała, jak mamusia czyta. A czyta się znakomicie, to klasa sama w sobie, prosta, krótka forma, bardzo inteligentnie podana.

Nie potrafię malować, do czego już kiedyś się przyznałam, ale nie mogłam się powstrzymać i takie oto dzieło stworzyłam po lekturze książki. Mój mąż skwitował to słowami: "Podpisz, Dominika - lat 8". Czy on mi przypadkiem nie podcina skrzydeł?

DSCN5840

"Jak się napisały krasnalkowe przygody"? Przypomnijcie sobie, gorąco polecam, bo w naszym domu Hałabała zagości na dobre!

Na koniec dodam tylko, że "Nasza Księgarnia" kolejny raz spisała się na medal.
 
Do miłego zaczytania!
 
Autor: Lucyna Krzemieniecka
Tytuł: "Z przygód krasnala Hałabały"
Ilustracje: Zdzisław Witwicki
Oprawa: miękka
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

 

Niedziela dzieciom - Astrid Lindgren

dosia1331

Zakładając blog myślałam przede wszystkim o dzieleniu się czytelniczą pasją z innymi miłośnikami literatury, ale od razu wiedziałam, że będzie to miejsce, w którym chciałabym pisać o książkach dla dzieci. Mój pierwszy wpis poświęcony był genialnej szwedzkiej pisarce, Astrid Lindgren, autorce moich ukochanych książek z dzieciństwa. Ostatnio wpadłam na pomysł, by niedzielne wpisy w ogóle były poświęcone literaturze dziecięcej, a w zasadzie pisarzom, którzy zawładnęli wyobraźnią dzieci na całym świecie. Dlatego też w niedziele będę przypominać lektury należące do klasyki literatury dziecięcej, a co za tym idzie, nie będę prezentować wtedy nowości wydawniczych, a tylko i wyłącznie książki, które pokochały miliony dzieci na całym świecie. Niedziele będą również zarezerwowane dla najwybitniejszych polskich autorów tworzących dla dzieci.

Niedzielny cykl otwiera wspaniała, niepowtarzalna i wyjątkowa pod każdym względem - Astrid Lindgren. Z racji tego, że już kilka razy prezentowałam książki jej autorstwa, uznałam, że tym razem zaproponuję Wam biografię słynnej Szwedki. Biografie nie należą do mojego ulubionego gatunku, nie jestem kimś, kto koniecznie musi wiedzieć, jak wyglądało prywatne życie znanej osoby, bo ta wiedza nie jest mi do niczego potrzeba. Dlatego też obawiałam się biografii Astrid Lindgren, zastanawiałam się, czy autorka, Margareta Stromstedt, podoła zadaniu i przedstawi rzetelny obraz mojej ulubionej pisarki.

DSCN5818

Nota na okładce głosi, że "biografię Margarety Stromstedt uważa się za najważniejszą książkę mówiącą o życiu i dziełach Astrid Lindgren". Autorce udało się ukazać pisarkę bez zbędnego patosu, człowieka z krwi i kości, dobrą, ciepłą i skromną kobietę, obdarzoną niebywałym talentem do opowiadania o dzieciach w sposób, który swego czasu budził ogromny sprzeciw, bo Lindgren zrezygnowała z moralizatorstwa i odważyła się ukazać dziecko, które ma szalone pomysły, jest bezczelne, nieobliczalne, a przy tym niesłychanie radosne. Obawiano się, że dzieci zbyt dosłownie odbiorą książki autorstwa Astrid Lindgren i, o zgrozo, zechcą naśladować wykreowanych przez pisarkę bohaterów, zwłaszcza zwariowanego rudzielca o imieniu Pippi. 

DSCN58281

Książka ukazuje prywatne i zawodowe życie jednej z najbardziej cenionych autorek literatury dla dzieci. Margareta Stromstedt była nie tylko przyjaciółką Astrid Lindgren, ale również uważną obserwatorką, o czym przekonacie się czytając tę biografię. Jak wyglądało dzieciństwo i dorosłe życie Astrid Lindgren? Co sprawiło, że zajęła się tworzeniem literatury dla dzieci? Jak była postrzegana na początku swojej kariery? Dlaczego osiągnęła sukces, o którym inni mogą tylko marzyć? W jakim celu z jej książek korzystają lekarze i terapeuci? Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w biografii. W książce jest również wiele ciekawostek i anegdot z życia pisarki, a także omówienia powieści Astrid Lindgren, rysunki jej autorstwa i prywatne zdjęcia.

DSCN5823

Astrid Lindgren przez niektórych była postrzegana jako zwariowana, nieco ekscentryczna starsza pani, która na dodatek wspina się po drzewach, co sama zainteresowana skwitowała następująco: "Przecież w dziesięciorgu przykazaniach nie jest powiedziane, że starym babom nie wolno łazić po drzewach". Genialne! Cięte riposty były jej znakiem rozpoznawczym, słynęła również z olbrzymiego poczucia humoru, czemu dała wyraz w swoich książkach.

Biografia Astrid Lindgren to lektura obowiązkowa dla wielbicieli jej talentu, to ukazanie fenomenu pisarki, a także przypomnienie utworów jej autorstwa. Czym byłaby literatura dziecięca bez książek Astrid Lindgren? 28 stycznia przypada kolejna rocznica jej śmierci, ale Astrid Lindgren żyje w powieściach i bawi kolejne pokolenia czytelników na całym świecie, a ja mam zamiar czytać jej książki nadal, dzieciom, wnukom, prawnukom... i na końcu św. Piotrowi. Amen.

Autor: Margareta Stromstedt
Tytuł: Astrid Lindgren. Opowieśc o życiu i twórczości.
Oprawa: miękka
Ilość stron: 335
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Marginesy

Poniżej znajdziecie pierwszy wpis, który pojawił się na moim blogu. Może być uzupełnieniem dzisiejszego :)

http://matkapolkaczytajaca.blox.pl/2015/09/Koniec-moralizatorstwa-zbliza-sie-asteroida-3204.html

Do miłego zaczytania!

 

 

Zimowa kołysanka, czyli "Skrzat nie śpi" Astrid Lindgren & Kitty Crowther

dosia1331

Zima ma w sobie coś magicznego! Mróz rysuje na szybach niepowtarzalne wzory, spadające z nieba płatki śniegu przybierają fantazyjne kształty, by chwilę później, warstwa po warstwie, przykryć wszystko, co spotkają na swojej drodze. Tak panoszy się, dominuje, aż wreszcie ogłasza swe królewskie panowanie zima, cudowna, majestatyczna pora roku, którą uwielbiam!

DSCN5789

"Jest noc. Śpi stara zagroda i wszyscy, którzy w niej mieszkają. Zagroda stoi w głębi lasu. Kiedyś dawno temu ktoś wyczarował tu drzewa i zbudował dom. Kto to był, nie wie nikt (...) Tak oto stoi tu samotna stara zagroda, w której wszyscy śpią. A jednak nie wszyscy..." To początek pewnej zimowej opowieści o skrzacie, który zamieszkuje strych stodoły, a swoją kryjówkę opuszcza tylko nocą, kiedy wszyscy domownicy śpią. Ludzie doskonale wiedzą o jego istnieniu, bo rano można zauważyć ślady małych stóp odbitych w śniegu, ale samego skrzata nikt nie widział, choć ten każdej nocy zagląda do obory i odwiedza mieszkające w niej zwierzęta, "rozmawia z nimi po skrzaciemu" i zapewnia, że zima minie, jak każda inna pora roku, których widział setki. Skrzat zagląda również do pokoju dzieci i bardzo żałuje, że nie może z nimi porozmawiać, ponieważ dzieci śpią, a on nie chce ich zbudzić.

"Skrzat nie śpi" to przepiękna, urokliwa, zimowa historia. Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś, skrzat czuwa, dogląda i upewnia się, że wszystko jest w absolutnym porządku. Jest jak dobry duch, o którego istnieniu wszyscy doskonale wiedzą, ale nigdy go nie widzieli. Czytałam ten niewielkich rozmiarów tekst dzieciom na głos i w pewnym momencie zorientowałam się, że czytam coraz ciszej, jak bajkę na dobranoc albo kołysankę i skłonna jestem uznać go właśnie za kołysankę.

Autorem tekstu "Skrzat nie śpi" jest Astrid Lindgren, ale ta opowieść jest parafrazą, czyli mówiąc najprościej, przeróbką innego tekstu, w tym przypadku wiersza Viktora Rydberga, "Tomten" (Skrzat), który powstał w 1881 r. To bardzo specyficzny tekst, uspokajający panującą w gospodarstwie ciszą. Nie ma tu akcji, wszystko dzieje się spokojnie, miarowo, niespiesznie, bo wszystko ma swój czas, dzień, noc i każda następująca po sobie pora roku.

DSCN5793

Jestem zachwycona ilustracjami Kitty Crowther, są genialne, niesamowicie uzupełniają tę opowieść - kołysankę, ale na uwagę zasługuje fakt, że cała książka jest po prostu pięknie wydana i jej przeglądanie to ogromna przyjemność. Przeczytałam ten tekst kilka razy i wciąż odkrywałam w nim coś nowego, to mądry, filozoficzny tekst o życiu. Dzieci z pewnością zrozumieją go bardzo dosłownie, bo dla nich będzie on tylko i wyłącznie bajką o skrzacie, który z latarenką w ręku, cichutko, na paluszkach wędruje od jednego do drugiego zwierzątka, by na końcu zajrzeć do śpiących dzieci.

Polecam tę pełną magii książkę dzieciom i dorosłym, to piękna, wyciszająca opowieść do snu!

Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Kitty Crowther
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Zakamarki

W obliczu choroby - "Znikasz" Christian Jungersen

dosia1331

Ludzie mówią, że "starość się Panu Bogu nie udała", ale podążając tym tokiem rozumowania możemy śmiało stwierdzić, że choroby też nie są dziełem godnym Stwórcy, bo to oznacza, że coś w akcie tworzenia zawiodło? Ewentualna dyskusja nie ma sensu, niczego nie zmieni, na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu i musimy się z nimi pogodzić. Jednak różnie reagujemy na to, co przynosi los, lepiej albo gorzej, to sprawa indywidualna i od wielu czynników zależy. Choroby były, są i będą, ponieważ w obliczu niektórych z nich medycyna jest bezradna i nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się je pokonać. Piszę o tym, bo jestem po lekturze powieści duńskiego pisarza Christiana Jungersena, "Znikasz".

DSCN5763

Mia, Frederik i Niklas to rodzina spędzająca wakacje na Majorce. Szczęśliwi małżonkowie cieszą się ponownym rozkwitem małżeńskiej miłości, bo w przeszłości wiele złego wydarzyło się między nimi, zwłaszcza ze strony Frederika, który specjalnie nie krył się z faktem, że zdradzał żonę, a poza tym nie angażował się w życie rodzinne i większość czasu spędzał w pracy. Wszystko zmieniło się trzy lata temu. Frederik zrozumiał swój błąd, zerwał kontakty z innymi kobietami, praca przestała być dla niego najważniejsza i każdą wolną chwilę poświęcał na odbudowanie relacji z żoną i dorastającym synem. Frederik zmienił się nie do poznania, stał się zupełnie innym człowiekiem, beztroskim i spontanicznym. Jednak na wakacjach zdarza się wypadek, Frederik doznaje ataku nerwowego, trafia do szpitala i choć jego stan szybko się poprawia, to informacja przekazana przez lekarza niszczy spokój i szczęście rodziny, bowiem okazuje się, że Frederik ma guza mózgu i wymaga natychmiastowej operacji. To jednak nie wszystko, bo choroba rozwijała się od dawna i siała spustoszenie w mózgu mężczyzny, powodując zmianę jego osobowości. Mia zaczynie łączyć ze sobą pewne fakty, przypomni sobie różne sytuacje, przeanalizuje wydarzenia w ich życiu i dojdzie do wniosku, że szczęście małżeńskie było pozorne, bo Frederik się nie zmienił, to choroba zmieniła mężczyznę. Na tym nie koniec, wiele faktów z życia Frederika wyjdzie na jaw, a Mia będzie zmuszona chronić syna i siebie przed nieobliczalnością chorego męża.

DSCN5771

Christian Jungersen wziął na warsztat bardzo ciężki temat, chorobę neurologiczną, z którą medycyna nie zawsze potrafi sobie poradzić. Ludzki mózg to skomplikowany mechanizm, przypominający labirynt, nie potrafimy odkryć wielu jego tajemnic. Choroby neurologiczne są przede wszystkim chorobami ciała, ograniczają częściowo albo całkowicie, pozbawiają wcześniejszych umiejętności, ale to również choroby duszy, bo mogą pogorszyć stan psychiczny. Autor zadaje mnóstwo, różnych, często bardzo trudnych pytań. Zastanawia się nad istotą duszy i tego, czy ona w ogóle istnieje, a co za tym idzie, podważa dogmaty religijne. Próbuje również zgłębić tajemnice ludzkiego mózgu, szukając odpowiedzi w neurologii, neuropsychologii, badaniach, statystykach i opiniach lekarskich. W jego powieści możecie zapoznać się z fragmentami artykułów, badań, ale również z przykładami zadań do wykonania dla pacjentów borykających się z chorobami neurologicznymi.

"Znikasz" to ciekawie opowiedziana historia rodziny, którą los wystawia na ciężką próbę. Na uznanie zasługują doskonale sportretowane sylwetki bohaterów. Zastanawiam się, co sądziłby o tej lekturze lekarz specjalizujący się w tym temacie, czy uznałby ją za wartościową? Jak już wspomniałam wcześniej, autor posiłkuje się przeróżnymi dokumentami, które wplata w fabułę, ale czy to czyni go wiarygodnym? Mam wątpliwości! Według mnie temat został przedstawiony powierzchownie. Nie zapominam jednak, że jest to utwór literacki i nie oczekuję od autora, który nie jest lekarzem, specjalistycznej wiedzy i szczegółowych rozważań z zakresu neurologii. "Znikasz" to powieść, a nie dokument medyczny. 

Zwróćcie uwagę na okładkę, a w zasadzie na tytuł, te zanikające litery bardzo dobitnie obrazują powieść duńskiego pisarza. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że nie sposób się od tej książki oderwać, bo ta historia naprawdę wciąga. Perseweracja, konfabulacja, mechanizm blokujący, lobotomia, zachowania naśladowcze, kontrolowanie impulsów, neuropsychologia, neurologia i wiele innych słów przestanie brzmieć obco, nabierze znaczenia i będzie powodem refleksji. Każda karta tej powieści to zmaganie się z problemami, ale również próba ocalenia siebie, bo przebywanie z chorą osobą to nie tylko ogromna odpowiedzialność, ale przede wszystkim poświęcenie. Nie każdy odnajdzie się w takiej sytuacji, nie każdy poradzi sobie z opieką nad chorym, a trwanie w związku z kimś, kto w zasadzie jest już dla nas obcy i raczej negatywne, niż pozytywne emocje budzi to nie lada wyzwanie.

Przeczytajcie koniecznie, polecam!

Autor: Christian Jungersen
Tytuł: "Znikasz"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 461
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Znak Literanova

Czas na polowanie! "Więcej krwi" Jo Nesbo

dosia1331

Postanowiłam wreszcie sprawdzić, o co tyle hałasu z norweskim pisarzem Jo Nesbo. Nazwisko jest mi znane, wiele dobrego o nim słyszałam i czytałam. Książki Jo Nesbo rozchodzą się niczym świeże bułeczki, o czym świadczą miliony sprzedanych egzemplarzy na całym świecie, to również wielokrotnie nagradzany autor. Jedna z jego powieści, "Łowcy głów", w 2012 r. została przeniesiona na ekrany kin, a kolejne czekają na adaptacje filmowe. Książek nie czytałam, filmu też nie widziałam, ale posypałam już głowę popiołem i zapoznałam się z nową powieścią Jo Nesbo, "Więcej krwi".

DSCN5753

Trudno jednoznacznie określić książkę Jo Nesbo, ponieważ to trochę kryminał, a trochę powieść obyczajowa z wątkiem gangsterskim oraz narkotykami i dużymi pieniędzmi w tle. Główny bohater, Jon Hansen jest dilerem, pracownikiem niejakiego Rybaka - narkotykowego króla Oslo. Hansen to młody mężczyzna, który rozprowadzaniem narkotyków zajmuje się dla pieniędzy oczywiście, ale jego haniebne zajęcie można w pewnym sensie rozgrzeszyć faktem, że potrzebuje naprawdę dużej sumy, by uratować czyjeś życie. Pewnego dnia szef zleca mu wykonanie zadania, morderstwa rzecz jasna, ale jest jeden problem, pociągniecie za spust i odebranie komuś życia okazuje się ponad siły Hansena. Mężczyzna załatwia sprawę w inny, delikatniejszy sposób, o czym Rybaka nie informuje. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi i Rybak o wszystkim się dowiaduje, a poczynania Hansena uznaje za zdradę. Życie albo śmierć, wybór jest prosty. Jon Hansen ucieka z Oslo przed zemstą Rybaka do małej wioski na dalekiej północy Norwegii. Narkotykowy król jednak nie odpuszcza i zaczyna się polowanie na Hansena, który jest jak zwierzyna, za którą podążają spragnieni wyrównania rachunków myśliwi.

DSCN5750

"Więcej krwi" to tylko dwieście czternaście stron tekstu, zatem przeczytanie powieści nie wymaga wielu godzin spędzonych z nosem w książce, ale nie jest to również pozycja, przy której można delektować się słowem. Wypieków na twarzy też nie miałam, włos się na głowie nie jeżył, zagadek do rozwiązania w zasadzie brak, tytuł też raczej na wyrost, ale czyta się przyjemnie. Czy jestem powieścią zachwycona? Przykro mi, ale to nie jest opowieść najwyższych lotów, nie porywa, nie skłania do przemyśleń, to historia jakich wiele w literaturze, ani dobrze, ani źle napisana. Aż boję się użyć słowa przeciętna. Coś mnie jednak w tej książce zainteresowało, a mianowicie wątek religijny. Autora mogę pochwalić za odwagę zadawania trudnych pytań, na które czasem po prostu nie ma odpowiedzi, a niektóre ze słów, które padną z ust głównego bohatera, ateisty, mogą być uznane za bluźnierstwo. Jon Hansen będzie musiał przewartościować swoje życie i wcale nie mam na myśli cudownego nawrócenia.

Zrobiłam chyba błąd rozpoczynając od "Więcej krwi", bo Jo Nesbo jest autorem cyklu o komisarzu Harrym Hole i to głównie dzięki tej postaci dał się poznać jako utalentowany pisarz i zyskał wiernych fanów, którzy zachwycają się jego twórczością. Nic straconego, pierwsza książka z serii, czyli "Człowiek nietoperz" czeka na półce, a ja mam nadzieję na kawał dobrej literatury, którą mi zresztą obiecywano.

Czas na polowanie! Norwegia, piękne pejzaże i pewien renifer, który jest jednym z bohaterów, ale też symbolem tej powieści, a dlaczego? Przeczytajcie sami!

Do miłego zaczytania!

Autor: Jo Nesbo
Tytuł: "Więcej krwi"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 214
Rok wydania: 2015
WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE

"Wielkie małe książki. Lektury dzieci. I nie tylko" Grzegorz Leszczyński

dosia1331

Drogi Czytelniku! Co zrobiłbyś, gdyby nagle książki zniknęły z powierzchni naszej planety, ulotniłyby się księgarnie, przestały istnieć biblioteki? Jak odnalazłbyś się w takiej rzeczywistości? Czy ta sytuacja zmieniłaby w jakiś sposób Twoje życie? Nie, bo bez książek można żyć, ale o ile uboższe byłoby to życie! Brzmi pięknie, ale nie oszukujmy się, czytamy coraz mniej i żadne akcje społeczne namawiające do czytania, czy uginające się od nowości wydawniczych półki księgarniane albo inwestujące w księgozbiory biblioteki nie naprawią sytuacji. Nie czytamy, bo jest szereg innych, ciekawszych rzeczy do zrobienia, otaczamy się przedmiotami, które pożerają nasz wolny czas, a poza tym inne formy odpoczynku uważamy za atrakcyjniejsze. Czy książka staje się powoli reliktem przeszłości? W pewnym sensie tak, bo jej tradycyjną wersję, czyli tę papierową zastępują czytniki, a i samo czytanie staje się staromodną formą spędzania czasu. Czytelnikami zostajemy zazwyczaj w dzieciństwie, co zatem dzieje się, gdy zaczynamy dorastać, kto lub co sprawia, że przestajemy czytać? Dlaczego tak jest, kto ponosi winę i odpowiedzialność za obecny stan rzeczy? Na te i wiele innych pytań znajdziemy odpowiedź w książce profesora Grzegorza Leszczyńskiego, który w niezwykle erudycyjny, zgrabny, wnikliwy i analityczny sposób przypomina nam lektury dzieciństwa, kołysanki, wierszyki, powieści, czyli "Wielkie małe książki. Lektury dzieci. I nie tylko".

DSCN5744

Książka to genialny sposób spędzania wolnego czasu, to rozwój intelektualny, kulturowy i społeczny. To wreszcie czysta przyjemność! Pierwszymi lekturami mojego syna były małe, tekturowe książeczki z wierszami dla dzieci, autorstwa najwybitniejszych polskich poetów, czyli Marii Konopnickiej, Wandy Chotomskiej, Ewy Szelburg-Zarembiny, Jana Brzechwy, Juliana Tuwima, Adama Mickiewicza, Stanisława Jachowicza i wielu innych. Czytaliśmy je tyle razy, że mnóstwo z nich znamy na pamięć i możemy recytować w dowolnej chwili. Bardzo się cieszę i dumna jestem z doboru lektur dla dziecka, bo profesor Grzegorz Leszczyński właśnie o nich pisze, poddaje analizie teksty i mówi o tym, że poezja to dla dziecka pierwsza, czytelnicza przygoda. Rym i rytm są dla dziecięcych uszu jak muzyka, która dopiero z czasem przybiera formę zrozumiałych dla niego słów. Jaki wniosek? Czytać możemy już maleńkim dzieciom.

DSCN5741

Książka Grzegorza Leszczyńskiego to nie tylko podróż do świata dziecięcych lektur, to również książka o czytaniu w ogóle. To opowieść o dziecięcej wyobraźni, dziecięcym sposobie postrzegania świata, dosłownym rozumieniu przeczytanej treści utworów, to wreszcie publikacja o "sztuce książkowego uwodzenia". Autor przypomina nam lektury dzieciństwa, analizując jednocześnie przeistaczanie się małego czytelnika w dorosłego odbiorcę literatury. Zwraca również uwagę na zupełnie inny odbiór lektur z dzieciństwa w dorosłym życiu, o czym i ja całkiem niedawno pisałam. Powroty do literatury dziecięcej są wspaniałe z wielu powodów, z których najważniejsze to możliwość przypomnienia sobie ulubionych historii, zauważenia szczegółów, o których jako dziecko nie miało się pojęcia, a często odczytania ich zupełnie na nowo.

"Czytelnictwu zagraża sama książka - nudna, jałowa, źle wydana, źle napisana, źle zilustrowana, po prostu zła. To właśnie książkowe śmieciowe żarcie, byle jakie, nudne, żałosne, jest największym zagrożeniem dla naszych dzieci". Jakże trafne są spostrzeżenia profesora, bo rzeczywiście książek na rynku wydawniczym są miliony, ale jedynie część z nich ma wyjątkową dla czytelnika wartość, w warstwie tekstowej i wizualnej. Promowanie książek i czytelnictwa też jest znikome, zwłaszcza gdy zobaczymy jak promuje się gadżety dla dzieci, zabawki, gry komputerowe i inne cuda techniki. Dlaczego tak samo nie postępujemy z książkami?

Książka Grzegorza Leszczyńskiego to publikacja traktująca o lekturach dzieciństwa i o książkach, które ukształtowały młodego czytelnika. Absolutnie nic nie uchodzi uwadze profesora, "Wielkie małe książki..." to intelektualna uczta, bardzo szczegółowa analiza nie tylko tekstów, ale też innych elementów tworzących książkę, jak chociażby ilustracje.

Do kogo adresowana jest ta publikacja? Absolutnie do wszystkich czytelników, którzy pokochali książki w dzieciństwie i nie zrezygnowali z tej pasji w dorosłym życiu, ale to również świetna książka dla osób, które do czytelnictwa podchodzą sceptycznie. Jednym z najlepszych prezentów jest książka, ale bardzo często nie potrafimy wybrać tej właściwej, odpowiedniej do wieku i uwzględniającej zainteresowania osoby, której chcemy ją podarować. Książka profesora Leszczyńskiego z pewnością ułatwi wybór, podpowie na co zwrócić uwagę, a czego się wystrzegać. To perełka na rynku wydawniczym i jedna z lepszych książek analizujących i podsumowujących literaturę dziecięcą, dlatego też może okazać się doskonałą pomocą naukową dla studentów polonistyki, pedagogiki i bibliotekoznawstwa. Ilość omawianych przez profesora lektur, przytaczanych nazwisk autorów polskiej i światowej literatury, cytatów, a także anegdot i ciekawostek jest ogromna. To piękna, mądra i bogata w przykłady publikacja, z obszerną bibliografią, indeksem nazwisk autorów oraz ich utworów, która w mojej biblioteczce zajęła honorowe miejsce i wiem, że będę do niej wracać, bo są w niej cudowne wiersze, kołysanki i fragmenty moich ukochanych lektur z dzieciństwa. "Wielkie małe książki. Lektury dzieci. I nie tylko" profesora Grzegorza Leszczyńskiego to pozycja obowiązkowa dla każdego czytelnika.

Nie wstydźmy się tego, że czytamy, dzielmy się czytelniczą pasją, zarażajmy nią innych, wracajmy do lektur z dzieciństwa, wybierajmy mądre i wartościowe książki, a co najważniejsze, nie zasłaniajmy się brakiem czasu na lekturę!   

Jestem czytelnikiem, to brzmi dumnie!

 
Autor: Grzegorz Leszczyński
Tytuł: " Wielkie małe książki. Lektury dzieci. I nie tylko"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 312
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Media Rodzina

 

 

 

 

"Hu! hu! ha!" zima wcale nie jest zła! Zimowe lektury dla dzieci

dosia1331

Pierwsze koty za płoty, mamy śnieg! Uwielbiam zimę! Dzieciaki zachwycone, bo wreszcie można pojeździć na sankach, sama dziś zjeżdżałam i polecam wszystkim dorosłym, to ogromna frajda. A ile przy tym śmiechu, zwłaszcza jak mama spadnie z sanek albo tata trafi ją śnieżką w czapkę :)

Dzisiaj mam dla Was zimowe historie dla dzieci - zapraszam!

DSCN5686

"Hu! hu! ha! Nasza zima zła!

Szczypie w nosy, szczypie w uszy,

Mroźnym śniegiem w oczy prószy,

Wichrem w polu gna!

Nasza zima zła!"

DSCN5702

Na pewno znacie wiersz Marii Konopnickiej - "Zła zima", ale zima wcale zła nie jest, jest piękna! Szkoda, że od kilku lat obserwujemy łagodniejsze zimy, śniegu jak na lekarstwo, temperatura wiosenna, więc korzystajcie, póki jest trochę białego puchu!

Moja ukochana babcia Marysia zawsze do snu opowiadała mi bajkę o dwóch dziewczynkach, złej i dobrej, które trafiły na służbę do Pani Zimy. Jednym z zadań w domu Pani Zimy było trzepanie poduszek, "gdy trzepało się jej poduszki tak mocno, że leciało pierze, na pola i lasy, i ludzkie zagrody padał gęsty, biały śnieg". Uwielbiałam tę historię i zawsze o nią prosiłam. Jeśli jej nie znacie, to koniecznie nadróbcie zaległości!

DSCN56771

 DSCN5691

"W ostry mróz chłopek wiózł

Z lasu chrust na wozie,

Skrzypi coś, oś nie oś,

Trzaska chrust na mrozie."

To fragment wiersza Juliana Tuwima - "Mróz". Jak widzicie tematyka aktualna, a poza tym wiersz jest świetną lekcją dykcji, może posłużyć również jako ćwiczenie logopedyczne dla dzieci, które borykają się z wadą wymowy.

DSCN5709

Więcej wspaniałych wierszy Juliana Tuwima znajdziecie w książce, której zdjęcie zamieszczam poniżej.

DSCN5706

Czym byłaby zima bez przypomnienia sobie "Baśni" Hansa Christiana Andersena, "Dziewczynka z zapałkami" i "Królowa Śniegu" to klasyka, piękne, ponadczasowe opowieści, a cudowne ilustracje Jana Marcina Szancera podkreślają ich niezwykły klimat.

DSCN5714

 DSCN57152

 "Zima, zima, zima, pada, pada śnieg..."

DSCN2797

DSCN2919

DSCN2945

Miłej zabawy!

"Nie mówić, nie ufać, nie odczuwać..." Sylwia Chutnik przedstawia "Jolantę"

dosia1331

Do tej pory zupełnie obojętnie przechodziłam obok książek autorstwa Sylwii Chutnik. Nie mam pojęcia, dlaczego? To znana i ceniona pisarka, która trzykrotnie była nominowana do Nagrody Literackiej Nike. Kilka razy miałam w ręku jej książki, ale zawsze odkładałam na półkę z myślą, że kiedyś nadrobię zaległości. Sylwia Chutnik swoją pierwszą książkę wydała w 2008 r., ja czytelniczą przygodę z autorką rozpoczęłam od jej najnowszej, bo wydanej w 2015 r., powieści "Jolanta" i nie bardzo wiem, jak ubrać w słowa moje odczucia i wrażenia po lekturze, bo jestem nią... oszołomiona! To chyba najwłaściwsze słowo.

DSCN5656

Powieść Sylwii Chutnik to surowa, intensywna, poruszająca i odarta ze złudzeń proza, przedstawiająca szarą rzeczywistość Polski lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych, moment przełomu ustrojowego w naszym kraju. Miejscem akcji jest blokowisko na warszawskim Żeraniu, zaś tytułowa Jolanta to główna bohaterka, centralna postać opowieści, zagubiona, nieprzystosowana do życia dziewczyna z rozbitej rodziny, która nie potrafi odnaleźć się w codzienności, a jej życiowym mottem są słowa: "Nie mówić, nie ufać, nie odczuwać."

Żerańskie blokowisko to specyficzne miejsce, szare, brudne, zamieszkane przez ludzi najgorszego sortu. Brak prywatności, wścibskie sąsiadki, żadnych perspektyw, problemy finansowe, alkohol, narkotyki i szemrane interesy to obraz Żerania, a w centrum wydarzeń Jolanta, mieszkanka wieżowca, która żyje z mocnym postanowieniem bycia nieszczęśliwą. Bywają momenty, gdy bardzo chce zmienić coś w swoim życiu, nie popełniać błędów rodziców, ale wszelkie próby są tak nieudolne, że tylko pogłębiają depresję głównej bohaterki. Stałym elementem w życiu Jolanty jest fabryczny komin, który kobieta obserwuje z okna i przeróżne rzeczy w nim dostrzega. Żerań jest jak odcięta od normalnego, lepszego świata wyspa, z kominem, kojarzącym się z latarnią morską, natomiast blokowisko to żywy organizm wypełniony ludźmi, ich emocjami, frustracjami, demonami... Totalne szaleństwo!

Czy jest to powieść dla wszystkich? Nie sądzę, to trudna i wymagająca lektura, czytelnik musi zmierzyć się ze światem przedstawionym przez Sylwię Chutnik. "Posłuchajcie smutnej opowieści, to, co wam opowiem, w głowie się nie zmieści" tak rozpoczyna się "Jolanta" i rzeczywiście bardzo ciężko poukładać sobie w głowie historię głównej bohaterki, bo to kobieta zaprogramowana na bycie osiedlowym dziwadłem, które tylko czasami przejawia oznaki normalności. Poza tym postać głównej bohaterki denerwuje, a jej zachowanie jest niezrozumiałe i budzi sprzeciw.  "Jolanta" może być ciekawą podróżą w czasie dla dzisiejszych trzydziesto i czterdziestolatków, którzy pewnie to i owo pamiętają, zwłaszcza podwórkowe zabawy, pogramy telewizyjne, pustki w sklepach, paczki od krewnych mieszkających na zachodzie Europy, których zawartość stawała się obiektem zazdrości.

Zdaję sobie sprawę, że obraz blokowisk został przez Sylwię Chutnik mocno przejaskrawiony, przerysowany i może budzić oburzenie osób mieszkających w takich budynkach. Nadanie blokowisku pejoratywnego znaczenia to w tym wypadku raczej zabieg literacki mający podkreślić szaleństwo Jolanty, bo straszne jest tam wszystko, okropne jest osiedle, beznadziejni sąsiedzi, a najgorsza w tym wszystkim jest sama Jolanta. Umiejscowienie akcji w białym domku z czerwonym dachem i pięknym ogrodem nie miałoby takiej siły rażenia. Dzisiejsze blokowiska zdecydowanie różnią się od tych przedstawionych w powieści, nie są tak klaustrofobiczne, szare, brudne i zamieszkane przez społeczny margines. Zmieniły się czasy, zmieniły się blokowiska.

DSCN5641

Sylwia Chutnik stworzyła przejmującą, smutną i napisaną mocnym językiem powieść. "Jolanta" to próba interpretacji ówczesnej rzeczywistości, którą autorka idealnie opisała, bo "taki to był czas, w kolorze rozgotowanych ziemniaków". Ale to również powieść psychologiczna, przedstawiająca problem rozbitej rodziny, wkraczania w dorosłość z bagażem złych wspomnień. "Jolanta" to świetnie napisana historia, momentami bardzo poetycka proza, która stylem przypomina mi książki Anny Janko. Bardzo jestem ciekawa pozostałej twórczości Sylwii Chutnik, bo obrazy z "Jolanty" wciąż przewijają się w mojej głowie, książka zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie, od pierwszego do ostatniego zdania trzyma czytelnika w napięciu. W literaturze szukam, emocji, pięknego języka i niebanalnych historii, i to wszystko w "Jolancie" znalazłam.

Nie bądźcie obojętni na prozę Sylwii Chutnik, ja zrobiłam wielki błąd, który zamierzam szybko naprawić.

Autor: Sylwia Chutnik
Tytuł: "Jolanta"
Ilość stron: 261
Oprawa: twarda
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Znak Literanova

 

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci