Menu

matka polka czytająca

blog o książkach dla dorosłych i dla dzieci

Wyjątkowy, bo "samolotowy blok rysunkowy"

dosia1331

DSCN54411

Czym jest blok rysunkowy? Tego, chyba, wyjaśniać nie trzeba, ale czym jest "samolotowy blok rysunkowy" Artura Nowickiego, to już zupełnie inna sprawa!

"Samolotowy blok rysunkowy" to jednocześnie blok, kolorowanka, łamigłówki, ciekawostki, zagadki, instrukcje do samodzielnego złożenia samolotów oraz wiele istotnych dla lotnictwa faktów, które zostały bardzo ciekawie i w przystępny sposób zaprezentowane. Na 64 stronach, a właściwie kartach można rysować, rozwiązywać zadania, ćwiczyć spostrzegawczość, analizować poszczególne elementy samolotów, a także przeczytać o lotnictwie i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, jak chociażby ta, że "na świecie lata od 50 do 60 tysięcy samolotów komunikacyjnych. Rocznie pokonują one odległość ponad 35 miliardów kilometrów". Tłoczno na tym naszym niebie! 

DSCN5435

 DSCN5437

Bardzo podoba mi się połączenie przyjemnego z pożytecznym, czyli zabawy, kreatywności i edukacji. Ponadto karty mają różny stopień trudności, od bardzo łatwych, nieskomplikowanych zadań do wymagających większego nakładu pracy, umiejętności i spostrzegawczości.

"Samolotowy blok rysunkowy" z pewnością zachwyci wszystkich małych fanów lotnictwa oraz te dzieci, które lubią troszkę pogłówkować w czasie zabawy. Mój syn jest zachwycony, koloruje, dorysowuje, składa modele, rozwiązuje zagadki, a potem opowiada, co ciekawego na temat samolotów przeczytał.

Blok będzie również świetną rozrywką dla rodzeństwa, bo niektóre zadania można wykonywać i rozwiązywać wspólnie, by potem porównywać efekty swojej pracy. Dodatkowo na odwrocie każdej karty można realizować własne pomysły, co na pewno zadowoli małych konstruktorów.

"Samolotowy blok rysunkowy" z ilustracjami Artura Nowickiego to doskonały pomysł na twórczą, edukacyjną zabawę, ale przede wszystkim ciekawie spędzony czas. Na ostatniej stronie znajduje się medal "znawcy samolotów", który dziecko może sobie wyciąć po wykonaniu wszystkich zadań, będzie to dla niego wspaniała nagroda.

Polecam i życzę udanej zabawy!

Do miłego zaczytania, kolorowania i główkowania, pozdrawiam!

 

Ciekawostki i ilustracje: Artur Nowicki
Tytuł: "Samolotowy blok rysunkowy"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 64
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

"Powieść o formowaniu", czyli "Szczygieł" Donny Tartt

dosia1331

Donna Tartt (ur. 23.12.1963 r.) to amerykańska pisarka, autorka trzech powieści, "Tajemna historia, "Mały przyjaciel" i "Szczygieł". Pisarka na każdą powieść każe czytelnikom czekać zwykle kilka lat, ale to oczekiwanie tylko zaostrza apetyt, a wszystko, co wychodzi spod pióra Donny Tartt zyskuje miano dzieł kultowych i sprzedaje się w milionach egzemplarzy na całym świecie, czego przykładem jest chociażby ostatnia z powieści Donny Tartt, czyli "Szczygieł", ponad trzy miliony sprzedanych egzemplarzy.

DSCN5421

"Szczygieł" to literackie wydarzenie, o którym mówi cały świat, ale to przede wszystkim książka, która została doceniona. Nagroda Pulitzera 2014 oraz inne prestiżowe wyróżnienia są tego dowodem i jednocześnie windują tę powieść na sam szczyt literatury światowej. Książka jest powodem szerokiej dyskusji, w której głos zabierają znani pisarze, krytycy i ludzie związani ze sztuką, a zwłaszcza malarstwem, ponieważ tytuł powieści, to jednocześnie tytuł obrazu autorstwa Carela Fabritiusa z 1654 r., wykorzystany zresztą na okładce książki.

DSCN5425

"Szczygieł" opowiada historię nastoletniego chłopca, Theo Deckera, który w zamachu terrorystycznym w muzeum traci ukochaną matkę. Wszystko dzieje się pewnego deszczowego dnia w Nowym Jorku, kiedy chłopiec wraz z matką zostaje wezwany do szkoły. Po drodze, z uwagi na ulewę, wstępują do muzeum, gdzie zafascynowana sztuką kobieta opowiada synowi historie powstania niektórych dzieł malarskich. Wśród nich jest jeden z jej ulubionych obrazów, "Szczygieł" Carela Fabritiusa. Potem następuje tragedia, wybuch, w wyniku którego muzeum zamienia się w ruinę, życie traci wielu zwiedzających, a wśród ofiar jest również matka Theo Deckera. Chłopiec z tragedii wychodzi właściwie bez szwanku, drobne fizyczne dolegliwości będą niczym w porównaniu z psychiką Theo, bo nastolatek nigdy nie pogodzi się z bezsensowną śmiercią matki, a wyniesiony z muzeum obraz, czyli "Szczygieł" Carela Fabritiusa, stanie się symbolem tego przeklętego dnia i jednocześnie wyrzutem sumienia, bo Theo będzie przekonany, że to z jego winy zginęła najbliższa mu osoba, a kradzież dzieła będzie mu o tej tragedii wciąż przypominać.

"Szczygieł" to przykład "powieści o formowaniu", czyli Bildungsroman, gatunku, który powstał w Niemczech, w czasach oświecenia. Cechą charakterystyczną dla tego typu powieści jest "psychologiczne, moralne i społeczne kształtowanie się osobowości bohatera". Wiele jest takich książek w światowej literaturze, gdzie młody człowiek zostaje poddany przez los ciężkiej próbie, a sprostanie przeciwnościom losu często wymaga ogromnego wysiłku lub jest po prostu niemożliwe, do przykładów takiej powieści należą "Dziwne losy Jane Eyre" Charlotte Bronte, czy "Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego. Z taką sytuacją mamy również do czynienia w książce Donny Tartt, w której uporządkowany do tej pory świat głównego bohatera zostaje w jednej chwili zburzony, a dramatyczne wydarzenie jest powodem kolejnych nieszczęść.

"Szczygieł" to historia o stracie, bólu, obsesji, szybkim wkraczaniu w dorosłość, życiowych wyborach i konsekwencjach z tym związanych, ale to również powieść o samotności, w której ogromną rolę odgrywają rzeczy, to w nich zaklęty jest czas, emocje i wspomnienia, a obraz Fabritiusa jest ich symbolem.

"Od pierwszych stron wiemy, dlaczego tak bardzo lubimy Donnę Tartt: wartka akcja..." możemy przeczytać w "Vanity Fair", z czym ja się absolutnie nie zgadzam, w tej powieści nie ma wartkiej akcji, tutaj na wszystko jest czas. Ta historia ma swoje specyficzne tempo, które wielokrotnie się zmienia, co może irytować niecierpliwych czytelników, a dla niektórych powieść może okazać się zbyt rozbudowana i kolokwialnie mówiąc przegadana, co może raczej zniechęcać, niż powodować zainteresowanie.

Pod względem językowym nie jest to powieść jakoś szczególnie wybitna, to raczej sprawnie napisana historia, której siłę stanowi niesamowita fabuła, połączenie świata literatury ze sztuką i genialna wręcz postać Theo Deckera.

DSCN54221

Czy wyzwaniem jest przebrnięcie przez ponad osiemset stron tekstu? W żadnym wypadku, tę powieść czyta się bardzo dobrze, odłożenie jej powoduje narastanie jakiegoś napięcia, czytelnik nie potrafi rozstać się ze światem Theo Deckera, z jego demonami, wyrzutami sumienia, z wyborami, które pogrążają głównego bohatera, a "Szczygieł" Carela Fabritiusa również zaprząta myśli. Z tą książką jest jak z podziwianiem dzieła sztuki, oglądając jakiś obraz jedynie przez chwilę nie jesteśmy w stanie wyłapać wszystkich istotnych szczegółów, to samo dotyczy tej powieści, im dłużej ją czytasz, tym więcej rzeczy dostrzegasz, to niuanse decydują o jej wyjątkowości.

"Szczygieł" Donny Tartt nie jest powieścią dla wszystkich, to książka dla wymagającego i przede wszystkim cierpliwego czytelnika, który w literaturze szuka czegoś więcej, niż tylko rozrywki. To nie jest lektura na wakacje, nie odpoczniecie i nie zrelaksujecie się podczas opowieści, bo ona wymaga nie tylko czasu poświęconego na jej przeczytanie z racji swojej objętości, ale również ułożenia sobie w głowie niezwykłej historii Theo, nad nią trzeba się po prostu skupić, by odkryć wszystko, co istotne.

Czy jest to powieść, którą będzie się chciało ponownie przeczytać? Nie sądzę, to taka historia, która po prostu zostaje w głowie. Ale gwarantuję Wam, że jeśli ją przeczytacie, a potem odłożycie na półkę, to z pewnością będziecie zerkać w jej stronę, chociażby na piękną i bardzo wymowną okładkę, najważniejsze znajduje się pod obwolutą, zupełnie jak w powieści, bo historia Theo jest dwuwarstwowa, opowiada o tragicznych wydarzeniach w życiu chłopca, ale jest też jego analizą psychologiczną.

Wytrwałości życzę tym czytelnikom, którzy mniej więcej w połowie stwierdzą, że dalsza lektura nie ma sensu. Nie odkładajcie książki, nie pożałujecie!

Autor: Donna Tartt
Tytuł: "Szczygieł"
Oprawa: twarda z obwolutą
Ilość stron: 839
Rok wydania: 2015
WYDAWNICTWO ZNAK LITERANOVA

 

 

 

 

CR7 - Cristiano Ronaldo i jego droga do doskonałości

dosia1331

Piłka nożna nie jest moją ulubioną dyscypliną sportową, ale przyznaję, że dwie największe imprezy, czyli Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Europy oglądam z ogromną przyjemnością i kibicuję ulubionym drużynom, czyli Argentynie i Portugalii. W 2016 roku będę oczywiście kibicować naszej reprezentacji narodowej! Te imprezy sportowe to świetny przegląd zawodników z poszczególnych państw, doskonała okazja do zaprezentowania swoich umiejętności, a po zawodach możliwość podpisania kontraktu i grania w najlepszych klubach na świecie. Jednym z zawodników, których podziwiam jest Cristiano Ronaldo i od razu podkreślam, że moja fascynacja nie dotyczy jego wyglądu, nie skupiam się na nim, ale na grze tego zawodnika, a ta, krótko mówiąc, jest klasą samą w sobie. Rzuty wolne, szybkość, taktyka naprawdę robią wrażenie i wcale nie trzeba się jakoś szczególnie na tym sporcie znać, żeby te elementy z łatwością dostrzec. W świecie futbolu Cristiano Ronaldo zajmuje czołowe miejsce, dlatego z wielką przyjemnością przeczytałam książkę "Ronaldo. Obsesja doskonałości", choć musiałam stoczyć o nią bitwę z moim synem, wielkim fanem piłki nożnej, uczęszczającym zresztą do szkółki piłkarskiej. Wygrałam argumentem, że starsi mają pierwszeństwo oraz obietnicą, że przeczytam błyskawicznie.

DSCN54021

Książkę czyta się dobrze, zawiera mnóstwo interesujących faktów z życia Ronaldo, przedstawia nie tylko jego karierę piłkarską, ale również życie prywatne. Mnóstwo w tej książce opowieści osób związanych z piłką nożną, czyli trenerów, zawodników, dziennikarzy, wiele pozytywnych opinii i wypowiedzi dementujących plotki o CR7. Ronaldo to ikona świata sportu, obiekt uwielbienia ze strony kobiet i zazdrości ze strony mężczyzn. Nie zawsze tak było, Ronaldo nie błyszczał na boisku od samego początku, nie strzelał spektakularnych goli, trochę trwało, nim znalazł się wśród najlepszych, ale dziś jego pozycja jest niezagrożona, a rywalizacja z Messim, choć w zasadzie wykreowana przez media, przykuwa uwagę, jest powodem dyskusji oraz wielu żartów, jak ten: "Bóg zesłał mnie na ziemię, żebym nauczył ludzi grać w piłkę, mówi Cristiano Ronaldo. A Messi, spokojny, odparowuje: Nikogo nie wysyłałem."  Ale ta książka to przede wszystkim ukazanie fenomenu tego zawodnika, jego obsesyjnego wręcz podejścia do piłki nożnej, chęci bycia najlepszym na świecie, ciągłego doskonalenia swoich umiejętności. Wielu kolegów Ronaldo przyznaje, że po treningu, kiedy wszyscy wracają do domów, on nadal ćwiczy. I są tego efekty, bo kilka lat temu widziałam program, w którym badano sprawność, wydolność, siłę, szybkość i technikę Cristiano Ronaldo i byłam pod ogromnym wrażeniem. Wszyscy zgodnie przyznawali, że jego zdolności znacznie przewyższają wszelkie normy, a potwierdzeniem tego jest również ta biografia.

DSCN5400

Autorem książki jest Luca Caioli, który w bardzo przystępny sposób przedstawił sylwetkę Cristiano Ronaldo. Słuszny jest też podtytuł, bo rzeczywiście sportowa droga CR7 to "obsesja doskonałości", to konieczność bycia najlepszym, to chęć zdobywania kolejnych tytułów, trofeów, kolekcjonowania goli, zapisania się złotymi literami na kartach historii światowego futbolu. Mnie ta obsesja w ogóle nie przeszkadza, podziwiam jego siłę i wyjątkową ambicję. Nie irytują mnie jego łzy po przegranym meczu, przesadna, zdaniem niektórych, troska o wygląd zewnętrzny. CR7 to fenomenalny sportowiec, który w grę na boisku angażuje duszę i ciało.

"Ronaldo. Obsesja doskonałości" to pozycja obowiązkowa dla fanów piłki nożnej i wielbicieli talentu Cristiano Ronaldo, ale to również możliwość zajrzenia za kulisy tego sportu, gdzie toczą się ważne dla kariery zawodników rozmowy, w których pieniądze odgrywają ogromną rolę. Poza tym książka ukazuje trochę inne oblicze piłkarza, niż to, które znamy z nagłówków plotkarskiej prasy. Mam tylko jedno zastrzeżenie, brakuje mi w niej większej ilości zdjęć, te które są, moim zdaniem, nie wyczerpują tematu. Przyjemnie byłoby zobaczyć małego Ronaldo, który kopie piłkę...

Polecam!

Przyjemnej lektury życzę!

Autor: Luca Caioli
Tytuł: "Ronaldo. Obsesja doskonałości"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 348
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Sine Qua Non

 

Co czytam? Książkę, która zapiera dech!

dosia1331

"Szczygieł" Donna Tartt, 839 stron, Nagroda Pulitzera 2014 i wiele innych prestiżowych wyróżnień!

DSCN5389

 Jestem w trakcie lektury... Niebawem opowiem Wam o tej niesamowitej powieści.

DSCN5386

Zdradzę tylko, że warta jest poświęconego czasu i nie przeraża mnie jej objętość, uwielbiam takie "księgi" .

Do miłego zaczytania!

Mała książka o wielkich sprawach - "Krokodyl Maks na Czekoladowej Wyspie"

dosia1331

Sporo mówi się o zdrowym odżywianiu, konieczności zmiany nawyków żywieniowych, zaprzestaniu opychania się przetworzoną żywnością, zbyt dużej ilości soli w naszej diecie. Słodycze i "fast foody" to główni winowajcy otyłości wśród dzieci. Maluchom trudno wytłumaczyć, że warzywa są korzystne dla ich zdrowia, a ulubiona czekolada, batonik i frytki spożywane w nadmiarze, mogą być powodem różnych dolegliwości zdrowotnych. Teoria nie idzie jednak w parze z praktyką, dzieci otyłych jest coraz więcej, statystyki są alarmujące. Nie ukrywam, że czytam etykiety na żywności, sprawdzam skład, pilnuję, żeby w koszyku z zakupami nie znalazły się produkty z konserwantami. Wysokokaloryczną żywność i miejsca, w których ją serwują omijam szerokim łukiem. Słodycze również staram się ograniczać, ale jest jedna rzecz, do której mam słabość, to czekolada, mogłabym ją wcinać na śniadanie, obiad i kolację, czego oczywiście nie robię i tylko ja wiem, ile mnie to kosztuje, ale skłamałabym mówiąc, że w ogóle jej nie jem. Uwielbiam czekoladę i grzecznie słucham specjalistów od żywienia, że czekolada jest zdrowa i poprawia humor. Co z tego, że dotyczy to czekolady gorzkiej, tej akurat nie lubię, ale jakiś grzech muszę mieć na sumieniu. 

DSCN5372

Kiedy zobaczyłam tę książkę, moją uwagę przykuła oczywiście czekolada w tytule, ale domyślałam się, że za smakołykiem może ukrywać się poważna treść i miałam rację, bo to bardzo wartościowa książeczka dla dzieci.

Bohaterem opowieści jest krokodyl o imieniu Maks, który trafia do niezwykłego miejsca, gdzie wszystko jest czekoladowe, nawet deszcz. Istny raj dla łasuchów! Niedosyt bardzo szybko zamienia się w przesyt, bo co za dużo, to niezdrowo, jak można wciąż jeść tylko czekoladę? Krokodyl stwierdza, że tak dalej być nie może, nie chce już dłużej opychać się czekoladą, bo od jej nadmiaru boli go brzuszek i bez wizyty doktora się nie obejdzie. Ale na Czekoladowej Wyspie nawet syrop ma czekoladowy smak... Pewnego dnia na niebie pojawia się tęcza, tak piękna i kolorowa jak warzywa i owoce, o których się nagle sympatycznemu krokodylowi przypomniało. Co wydarzy się dalej? Jakie mogą być konsekwencje objadania się słodyczami? Dlaczego tak ważne jest zdrowe odżywianie? Przeczytajcie opowieść Maksa!

DSCN5371

Jeżeli macie w domu małego amatora słodyczy, który o warzywach i owocach nie chce słyszeć, to przedstawcie mu krokodyla Maksa i razem poznajcie jego historię. Zapewniam, że to mądra i zabawna opowieść o zdrowym odżywianiu, napisana prostym, zrozumiałym dla dziecka językiem. Ta książka spełnia jeszcze jedną funkcję edukacyjną, dzięki niej dziecko nauczy się rozróżniać kolory. Właśnie to w książkach dla dzieci, zwłaszcza tych najmłodszych, bardzo cenię, czyli zabawę i naukę w jednym. Jeśli Wasze dzieci zamiast jajecznicy wolałyby "czekoladnicę" to niech czym prędzej zaprzyjaźnią się z sympatycznym krokodylem Maksem, który opowie im o zdrowym odżywianiu, a przy okazji nauczy kolorów. "Krokodyl Maks na Czekoladowej Wyspie" to mała książka o wielkich sprawach.

Polecam!

 
Autor: Katarzyna Terlecka
Tytuł: "Krokodyl Maks na Czekoladowej Wyspie"
Ilustracje: Asia Szymańda-Kotas
Ilość stron: 48
Oprawa: twarda
Data wydania: 2015
Wydawnictwo MUZA SA

 

Przygotujcie czosnek i osikowy kołek - "Cienie Barcelony" Marc Pastor

dosia1331

Zastanawialiście się kiedyś nad pojęciem śmierci? Próbowaliście sobie odpowiedzieć na pytanie, czym lub kim ona jest? Nie jest to temat przyjemny, bo raczej kojarzy się nam jednoznacznie. Boimy się śmierci, to zupełnie naturalne. Coś się kończy, przestaje istnieć, pustka, smutek i łzy. A gdyby tak podejść do tego tematu inaczej...

DSCN5360

Barcelona, dzielnica Raval, mająca opinię złej, niebezpiecznej i słynącej z prostytucji. To właśnie tutaj dochodzi do serii porwań dzieci. Ktoś lub coś porywa i morduje niewinne istoty. Bestia, potwór, wampir? Okolica huczy od plotek, ale w zasadzie na tym się kończy, bo nikt tego faktu nie zgłasza. Ofiary są dziećmi prostytutek, a te boją się ujawnienia i konsekwencji z tym związanych.

Głównym bohaterem jest Moises Corvo - bezczelny, arogancki, wulgarny i wyjątkowo brutalny inspektor policji, który nie stroni od alkoholu i cielesnych uciech, bo jest nader częstym klientem okolicznych prostytutek. Jedna z nich zdobywa się na odwagę i w zaufaniu informuje Corvo o zaginięciu swojego dziecka. Zwierzenie pociąga za sobą lawinę zdarzeń, ale rozwiązanie zagadki będzie wyjątkowo trudne, bo wszystko wskazuje na to, że za porwaniami stoją bogate i zajmujące wysokie stanowiska osoby, które zrobią wszystko, żeby inspektor nie doszedł do prawdy. Brak dowodów, świadków, tuszowanie wielu okoliczności stanowi przeszkodę i ogromne niebezpieczeństwo dla Moisesa Corvo. Jednak inspektor nie daje za wygraną, a zdemaskowanie mordercy stanie się jego obsesją.

DSCN5362

Nie bez powodu na początku pisałam o śmierci, ponieważ "Cienie Barcelony" rozpoczynają się od monologu Śmierci, która próbuje uzmysłowić czytelnikowi, czym lub kim tak naprawdę jest. Personifikacja śmierci nie jest rzadkim zjawiskiem w literaturze, ale przyznaję, że to bardzo ciekawy zabieg narracyjny. Próbująca zdefiniować swoją istotę Śmierć jest nie tylko jednym z bohaterów tej powieści, ale pełni również rolę narratora. Uczynienie z niej bohatera (bohaterki) powieści to próba oswojenia czytelnika z nieuchronnością losu, bo spotkanie z nią, prędzej, czy później, czeka każdego z nas.

"Cienie Barcelony" to powieść oparta na prawdziwych wydarzeniach, które rozegrały się w tym mieście na początku XX wieku. Kobieta nazywana wampirzycą rzeczywiście istniała, a czyny, których się dopuściła długo rozpalały ludzką wyobraźnię. Trudno mi określić, czy ta powieść to kryminał, thriller, czy coś na wzór horroru, zwłaszcza że sam autor bawi się konwencją. O ile postać wampirzycy jest faktycznie przerażająca, a opisy jej czynów obrzydliwe, to jednak całość fabuły, już taka straszna nie jest, momentami przypomina nawet czarną komedię.

Ciekawa fabuła, wartka akcja, zabawne dialogi, jedyny w swoim rodzaju narrator i świetnie nakreślone postaci głównych bohaterów stanowią siłę tej powieści. Zastrzeżenia mam do końcowych rozdziałów, bo odnoszę wrażenie, że autor nie miał już pomysłu, jak ciągnąć wątek wampirzycy z ulicy Ponent i dosłownie gonił czytelnika do mety, co nie zmienia faktu, że powieść jest dość dobrze napisana i ciekawie skonstruowana. Jeśli sądzicie, że będziecie mieli do czynienia z wampirem w wersji soft, rodem ze "Zmierzchu" Stephenie Meyer, to się grubo mylicie. Nie wiem, czy bałam się czytając "Cienie Barcelony", raczej nie, potrzebuję chyba większej dawki strachu i emocji, czekałam jednak na finał tej historii.

Przekonajcie się sami, na wszelki wypadek przygotujcie czosnek i osikowy kołek :)

Autor: Marc Pastor
Tytuł: "Cienie Barcelony"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 301
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Czarna Owca

 

"Żegnaj, Skarpetko!" Benjamin Chaud - jak nauczyć dziecko odpowiedzialności za zwierzęta

dosia1331

Moja siostra na pewno uśmiechnie się, kiedy to przeczyta, bo jako dziecko marzyła o tym, żeby w naszym domu zamieszkało jakieś zwierzątko, więc zdanie "mamo, chcę pieska albo kotka" często padało z jej ust. Rodzice robili, co mogli, by jej ten pomysł wybić z głowy. Tłumaczyli i próbowali przedstawić, mniej więcej, jak zmieniłoby się nasze życie, gdyby dołączył do niego jakiś zwierzak. Siostra przełykała tę gorzką pigułkę i w ramach kompromisu przyprowadzała bezdomne zwierzaki z okolicy, by je nakarmić i chwilę się z nimi pobawić. I tak do naszej kuchni trafiały przeróżne psy i koty, które raczyły się mlekiem albo kiełbasą. Zwierzęta lgnęły do niej i chyba wyczuwały ogromną dziecięcą miłość, bo nawet te groźne i warczące na wszystkich, łagodniały na jej widok. Nic się nie zmieniło, zwierzęta nadal ją kochają, a ona wciąż je dokarmia.

Nie bez powodu o tym piszę, bo wielu rodziców ma podobny dylemat, a mianowicie pozwolić, czy nie pozwolić swojemu dziecku na posiadanie zwierzątka. Mój syn też wielokrotnie prosił o pieska lub kotka albo jakieś inne zwierzątko, którym mógłby się opiekować. Problem rozwiązała moja siostra, bo kupiła mu rybki i tak nasza rodzina powiększyła się o Romea i Julię. Za parę lat znowu będę przerabiała ten temat, bo coś mi się wydaje, że moja córka też poprosi o pieska lub kotka. Dzieciom trudno wytłumaczyć, że zwierzątko w domu to duża odpowiedzialność, ponieważ ich rozumienie opieki nad zwierzakiem sprowadza się do zabaw z nim. Aż przychodzi dzień, kiedy zabawa z kotkiem, psem, czy królikiem przestaje być fajna? Dziecko coraz częściej wybiera towarzystwo kolegów i koleżanek, z którymi może porozmawiać i ciekawiej spędzić czas. Jeśli Wasze dzieci również domagają się zwierzątka w domu albo już je mają, a początkowa euforia związana z jego posiadaniem dawno minęła, to mam dla Was świetną, edukacyjną książkę dla dzieci "Żegnaj Skarpetko!".

DSCN5347

Skarpetka to królik rasy bawół, choć jak się później okaże rasy baran. Królik jest towarzyszem zabaw pewnego chłopca, który coraz częściej zauważa, że jego kompan wielu rzeczy nie potrafi. Zabawa w Indian, czy piłka nożna nie wchodzą w grę. Jak mówi chłopczyk, królik "jest dość beznadziejny". Chłopiec podejmuje w końcu odważną decyzję - królika należy się pozbyć! Nadszedł czas, by znaleźć kolegów, z którymi będzie mógł się wreszcie normalnie pobawić. Chłopiec postanawia zabrać królika do lasu i tam go zostawić. Jest przekonany, że zwierzak polubi nowe miejsce, przyroda jest taka piękna, a on jest przecież jej częścią. Zapuszczają się w ciemny las i gdy są już dostatecznie daleko od domu, chłopiec dla pewności, żeby królik nie podreptał za nim, przywiązuje zwierzaka do drzewa kawałkiem włóczki, po czym ucieka. W tak dramatyczny sposób kończy się ich przyjaźń. Jednak ta sytuacja nie daje chłopcu spokoju, a wręcz przeciwnie, bo dręczony wyrzutami sumienia wraca do miejsca, w którym porzucił Skarpetkę. Ale po króliku ślad zaginął, pozostał tylko kawałek czerwonej włóczki...

DSCN5345

Nie zdradzę, jak zakończy się ta historia porzucenia, przekonajcie się sami. Dodam tylko, że Benjamin Chaud wpadł na genialny pomysł, bo w krótkiej opowieści zawarł kilka problemów, z którymi borykają się rodzice dzieci, które proszą o pieska, kotka, czy jakieś inne zwierzę. Ta książka może być doskonałym wstępem do rozmów na temat odpowiedzialności za zwierzęta i opieki nad nimi. Zwierzak to nie pluszowa zabawka, którą można rzucić w kąt, kiedy się nią znudzimy. Na uwagę zasługują również ilustracje autora, są świetne. Ponadto książka została pięknie wydana, jest duża i ma twardą oprawę, co w przypadku książek dla dzieci jest dodatkowym atutem. Polecam ją wszystkim małym miłośnikom zwierząt, będzie to dla nich bardzo dobra lekcja, ale jestem przekonana, że dorośli również tę wyjątkową lekcję zapamiętają.

Tekst i ilustracje: Benjamin Chaud
Tytuł: "Żegnaj, Skarpetko!"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 36
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Zakamarki
 

 

Książki naszego dzieciństwa, książkami naszych dzieci

dosia1331

Będąc dzieckiem czytałam bardzo dużo, z pewnością więcej, niż moi rówieśnicy, czego dowodem były karty biblioteczne, które systematycznie zapełniałam. Dla jasności, z nikim się nie ścigałam, to była i nadal jest moja największa pasja. W domu również mieliśmy dużo książek, zwłaszcza lektur. Kupowanie i wypożyczanie książek było dla mnie tak oczywiste i niezbędne do życia, jak dla dzisiejszych dzieciaków gra na komputerze. Chyba słusznie uważa się, że dzieci były kiedyś inne. To "kiedyś" to żadna prehistoria, bo jeszcze kilkanaście lat było zupełnie inaczej. Faktycznie, dzisiejsze dzieciaki mają zdecydowanie większy wybór, jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu. My nie byliśmy bombardowani taką ilością gadżetów, więcej czasu spędzaliśmy na zabawie z rówieśnikami, a książka nie była niechcianym przedmiotem. Dzisiaj czytanie książek to dla większości dzieci przykry obowiązek, wynikający z faktu uczęszczania do szkoły. Ach, te spędzające sen z powiek lektury szkolne... Spójrzmy prawdzie w oczy, dzieci czytają coraz mniej. Na szczęście są jeszcze takie, dla których książka to przygoda, zabawa i dobrze spędzony czas.

Mam bardzo dużo książek z dzieciństwa, wśród nich są takie, które wymagały "reanimacji", bo jako dziecko, bardzo często do nich zaglądałam, niektóre wertowałam w tę i z powrotem. Poza tym bawiłam się w bibliotekę i straszne rzeczy czasem wyprawiałam, bo zdarzało się, że nagryzmoliłam coś na pierwszych stronach, uzasadniając ten haniebny czyn koniecznością wpisania książki do inwentarza. Moim dzieciom na takie rzeczy nie pozwalam, co nie oznacza, że mnie zezwalano, absolutnie, ale czego oczy nie widzą... Książki należy szanować i basta! 

Dziś z sentymentem spoglądam na półki, na których stoją książki mojego dzieciństwa i często po nie sięgam. Przewracam kartki w poszukiwaniu ulubionych ilustracji, czytam fragmenty, ale zdarza się, że to moje wertowanie kartek, przeradza się w ponowne przeczytanie niektórych książek. Tak było w przypadku "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren, "Nawiedzonego domu" Joanny Chmielewskiej, czy "Baśni" Andersena. Mój zachwyt wciąż budzą wiersze Brzechwy i Tuwima, to ponadczasowe utwory, które odpowiednie są dla dzieci w każdym wieku. Cudowne są takie powroty do dzieciństwa, a na ile rzeczy jako dziecko nie zwróciłam uwagi.

Nie bez powodu wracam do przeszłości, bo kiedy mój syn zastanawia się nad wyborem książki, to często podrzucam mu lektury, które mnie kiedyś zachwyciły. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie, które ja pokochałam, spodobają się jemu. Szczerze wątpię, żeby z własnej woli wziął do ręki "Anię z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery. W pewnym wieku czytanie o dziewczynach, to ujma na honorze. Dlatego proponując lektury naszym dzieciom, starajmy się odpowiednio je dobierać, uwzględniając zainteresowania i przede wszystkim wiek dziecka. Źle dobrana lektura może zniechęcić i tym samym narobić więcej szkody, niż pożytku, a wiadomo, że każdy czytelnik, zwłaszcza wśród dzieci, jest na wagę złota.

Zapraszam na krótką prezentację książek mojego dzieciństwa (kilka z nich to nowe wydania, bo tych starych nie mam odwagi pokazać). Wybrałam takie, które mogą się spodobać również naszym dzieciom, a przynajmniej taką mam nadzieję. Zawsze warto spróbować.

DSCN5314

 DSCN5323

 DSCN5318

DSCN53191

DSCN5328

DSCN5333

DSCN53351

DSCN5336

Książki naszego dzieciństwa mogą być również książkami naszych dzieci!

Pozdrawiam i do miłego zaczytania!

 

 

 

Czy seks jest jeszcze tematem tabu? "Seks i cytadela. Życie intymne w arabskim świecie przemian" Shereen El Feki

dosia1331

Seks, prawie na całym świecie, przestał być tematem tabu. Literatura, sztuka, film, media są przesiąknięte seksem i różnie go ukazują, subtelnie albo wulgarnie. Wszystko jest dziś "sexy", a jeśli nie, to jak najszybciej powinno się takie stać. Krótko mówiąc, seks przestał być intymną sferą życia, a stał się produktem, celem sprzedaży i elementem popkultury. Seks po prostu stracił swoje intymne znaczenie. Okazuje się jednak, że są na świecie miejsca, do których rewolucja seksualna nie dotarła albo jest u progu i nijak nie potrafi w pełni przekroczyć magicznej granicy, za którą opada kurtyna wstydu i pojawia się ludzka otwartość na seksualność. Do takich właśnie miejsc wybrała się Shereen El Feki - pół Walijka, pół Egipcjanka. W książce "Seks i cytadela. Życie intymne w arabskim świecie przemian" autorka próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że kiedyś świat arabski był bardzo otwarty na seksualność, nie wstydził się jej i nie próbował jej zaprzeczać, a dziś ten świat przypomina cytadelę, której mury są wyjątkowo odporne na "atak" z zewnątrz i bardzo ciężko będzie je sforsować.

DSCN5309

Głównym miejscem badań Shereen El Feki jest Egipt, nie jest to wybór przypadkowy, ale podyktowany egipskimi korzeniami oraz faktem, że Egipt to najludniejsze państwo w arabskim świecie, zatem największe pole do badań. Jednak nie tylko o Egipcie pisze autorka, ponieważ odwiedziła również Maroko, Liban i Tunezję. El Feki spędziła pięć lat w podróży, której głównym tematem był seks. Poznawanie tej sfery nie było łatwe, ale w ostatecznym rozrachunku nie okazało się również niemożliwe, a to dzięki bardzo otwartym kobietom, które Shereen El Feki spotkała na swojej drodze. Dla ludzi Zachodu świat arabski to czysta egzotyka i forteca, która ze względu na obyczaje, tradycje i przede wszystkim religię jest dla nas nie do zdobycia, bo jej po prostu nie rozumiemy.

"Seks jest pryzmatem, przez który patrzę na przeszłość i współczesność regionu, o którym bardzo dużo się pisze, ale który wciąż w znacznej mierze pozostaje niezrozumiany" mówi El Feki i rzeczywiście uczynienie z seksu pola badań, może wiele powiedzieć o ludziach i miejscach, w których żyją.

DSCN5310

Bohaterkami książki są kobiety, Egipcjanki o różnym statusie, pozycji i wykształceniu. Jak się okazuje, nasze stereotypowe postrzeganie muzułmanek, jako pokornych, uległych, bez własnego zdania, zależnych od mężczyzn i wreszcie kobiet o wyglądzie, na który składa się między innymi hidżab, nijak ma się do rzeczywistości. Te kobiety również myślą o seksie i, o zgrozo, nawet go uprawiają, a muzułmanka kupująca wymyślną i wyuzdaną bieliznę, wcale nie jest rzadkim widokiem w stolicy tego państwa. El Feki bardzo umiejętnie potrafiła skłonić Egipcjanki do zwierzeń na temat ich doświadczeń seksualnych. Kobiety początkowo niepewne i raczej ostrożne, zaufały w końcu rozmówczyni i szczegółowo, bez zahamowań odkryły przed El Feki tajemnice alkowy. 

W świecie arabskim seks to tylko i wyłącznie część życia małżeńskiego, co przede wszystkim związane jest z religią, czyli islamem. Współżycie seksualne ma być zgodne z religią i być jej podporządkowane. Seks pozamałżeński to działanie podłe i haniebne, które jest grzechem i niegodziwością. Oficjalnie seks w krajach arabskich jest tematem tabu, homoseksualizm i prostytucja to największe zło. Jak to się ma zatem do rzeczywistości? Egipt, jak słusznie zauważa El Feki, to kraj wielu sprzeczności. Z jednej strony tradycja i religia, a z drugiej, sex shopy, skąpo ubrane nastolatki i młodzi ludzie, którzy już nie tak radykalnie, jak kiedyś podchodzą do życia i sfery seksualnej. Cóż, skomplikowane to wszystko jest i to bardzo.

W krajach arabskich, jak twierdzi autorka, edukacja seksualna jest na żenującym poziomie, seks jest raczej obowiązkiem niż prawem do przyjemności, a antykoncepcja, choć dostępna, często bywa powodem wstydu, kiedy trzeba udać się po nią do apteki. Ludzie o odmiennej orientacji seksualnej również nie mają łatwo, ale to, moim zdaniem, nie tylko problem krajów arabskich, bo ten w większym lub mniejszym stopniu dotyczy całego świata. Problemem jest również interpretacja zasad islamu, który nie zabrania seksu i rozmów o nim: "islam zachęca do seksu, nakazuje seks... To stanowi o jego sile przyciągania, umacnia w wierze, sprawia, że dzięki religii ludzie kochają bardziej i za tę radość są nagradzani w życiu doczesnym i wiecznym". To słowa najpopularniejszej w świecie arabskim seksuolożki, Hiby Kutb, która jest również bardzo religijną osobą.

"Rewolucjo, przyjdź", taki tytuł ma ostatni rozdział książki Shereen El Feki, ale sama autorka doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że będzie to bardzo trudne zadanie. Seks w krajach arabskich nie jest tak nośnym i popularnym tematem, jak w pozostałych częściach świata. To nie religia stoi na przeszkodzie, ale raczej ludzka mentalność, przyzwyczajenia, kultura i tradycja. I trudno się dziwić, bo to, co my uczyniliśmy z tej sfery życia, nie ma już dawno nic wspólnego z postulatami rewolucji seksualnej, która stała się karykaturą samej siebie. Seks jest dziś towarem, to czysty biznes, w którym człowiek jest już tylko i wyłącznie pionkiem w grze. Gdzie w tym wszystkim wolność? To raczej seksualna nachalność i zniewolenie. Moim zdaniem, tego właśnie obawiają się kraje arabskie. Być może w Egipcie rewolucję seksualną uda się przeprowadzić kiedyś do końca, ale co z innymi krajami arabskimi, zamkniętymi na zachodni sposób myślenia. Obawiam się, że jeszcze wiele lat  minie, nim cokolwiek się tam zmieni. Seks oficjalnie dozwolony jest dla osób pozostających w związkach małżeńskich, a nieoficjalnie, to już niestety inna bajka.

"Seks i cytadela. Życie intymne w arabskim świecie przemian" Shereen El Feki to ciekawa i bardzo wnikliwa analiza życia intymnego w tamtej części świata. Jak wynika z lektury, sforsowanie arabskich murów będzie jednak wyjątkowo trudne i wiele pracy trzeba będzie wykonać, by podarować seksualną wolność obywatelom krajów arabskich. Pytanie tylko, czy oni naprawdę tego chcą? Czy zgadzają się na seksualne szaleństwo, które my obserwujemy? I wreszcie, czy narzucanie ludziom określonego stylu życia jest w porządku? Mogłabym pytać w nieskończoność. Jeśli sądzicie, że jest to lektura, którą czyta się z wypiekami na twarzy, to jesteście w błędzie, bo nie taki jest jej cel. To poparta wiedzą i badaniami rozprawa o seksie w tamtej części świata. Przeczytajcie opowieści Egipcjanek, dowiedzcie się czegoś więcej o instytucji małżeńskiej w krajach arabskich, prawie do aborcji, antykoncepcji, samotnym macierzyństwie, poszerzcie swoją wiedzę na temat obyczajów tam panujących, poznajcie tamtejszą kulturę i głęboko zakorzenione tradycje i wreszcie odpowiedzcie sobie na pytanie, czym, tak naprawdę, jest rewolucja seksualna?  Polecam tę lekturę czytelnikom, dla których świat arabski stanowi zagadkę, ale polecam ją przede wszystkim kobietom, bo bez względu na religię i kulturę kobiety na całym świecie są do siebie podobne. Chcemy kochać i być kochane, pragniemy szacunku i tego, by liczono się z naszym zdaniem, żądamy równego traktowania. Oprócz obowiązków, mamy też prawa. Wszystkie chcemy być po prostu wolne!

Miłej i poszerzającej horyzonty lektury Wam życzę.

Autor: Shereen El Feki
Tytuł: "Seks i cytadela. Życie intymne w arabskim świecie przemian"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 429
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Czarne

 

 

 

  

 

Bolesne wspomnienia francuskiego lekarza z okresu I wojny światowej - Wielkiej Wojny

dosia1331

Ludzka pamięć potrafi być zawodna, zwłaszcza kiedy wspomnienia dotyczą bolesnych i traumatycznych przeżyć. Wówczas wypieramy to, co nas spotkało. Nie chcemy wracać do przeszłości, wymazujemy z pamięci zło, którego ofiarami, bądź świadkami byliśmy. Są jednak w życiu takie sytuacje, gdzie ludzka pamięć staje się dowodem, próbą opowiedzenia wydarzeń oraz przestrogą dla przyszłych pokoleń.

                                                           Byłem lekarzem w okopach. 2 sierpnia 1914 - 14 lipca 1919 

Kilka książek o charakterze wspomnień z okresu wojny przeczytałam. Różne to były lektury. Jedne lepiej, drugie gorzej napisane. Parę z nich zaprzątało moje myśli jeszcze długo po przewróceniu ostatniej kartki, ale były też takie, o których niewiele mogłabym dziś powiedzieć. Do tych, które wywarły na mnie pozytywne wrażenie, zdecydowanie zaliczam przeczytaną niedawno książkę Louisa Maufrais "Byłem lekarzem w okopach 2 sierpnia 1914 - 14 lipca 1919". Książka po raz pierwszy została wydana w 2008 r. we Francji. Autorem jest francuski lekarz, który jako młody człowiek, będący studentem medycyny, otrzymał powołanie do wojska. Dokument został mu wręczony 3 sierpnia 1914 r. Od sierpnia rozpoczynają się również wspomnienia z czteroletniej służby lekarza na froncie.

Zebrane przez Louisa Maufrais zapiski, wspomnienia, dokumenty i fotografie, które sam wykonał bardzo długo czekały na opublikowanie. Powojenna zawierucha, potem studia i praca zawodowa zepchnęły na dalszy plan zebraną podczas wojny dokumentację. Dużo czasu minęło, nim Louis Maufrais zdecydował się na opowiedzenie światu o okrucieństwie i ofiarach Wielkiej Wojny. Mając 84 lata zaczął nagrywać na taśmy swoje wspomnienia, ponieważ choroba oczu uniemożliwiła lekarzowi inną formę pracy. Tak powstało szesnaście dziewięćdziesięciominutowych taśm magnetofonowych, na których zostały zapisane bolesne wydarzenia z okresu Wielkiej Wojny, których bezpośrednim świadkiem był Louis Maufrais. W pracy pomagała lekarzowi żona, jej wkład w uporządkowanie dokumentacji jest nieoceniony. Autorowi nie udało się opublikować zebranego materiału. Po śmierci lekarza taśmy krążyły wśród członków rodziny. Światło dzienne ujrzały dzięki wnuczce, Martine Veillet.

"Oto tekst ze wszech miar niezwykły" pisze Marc Ferro we wstępie do książki i rzeczywiście mamy do czynienia z obiektywnym, pozbawionym patosu opisem okrutnej, pełnej ofiar, bezsensownej rzeczywistości wojennej. To bolesny, ale wyjątkowo sprawny opis przeżyć lekarza, który podczas Wielkiej Wojny stał na pierwszej linii frontu. Louis Maufrais skrupulatnie notował swoje spostrzeżenia, a także nazwiska i wydarzenia, które dodatkowo fotografował. Zdjęcia wywoływał w prowizorycznie wykonanej przez siebie ciemni. Jako lekarz, niósł pomoc poszkodowanym. Z własnego wyboru nie posiadał broni, nie pozwalała mu na to opaska Czerwonego Krzyża. Odbieranie życia nie mieściło się w jego kodeksie. Ogrom cierpienia, które zobaczył podczas wojny jest porażający. Jego zapiski stanowią dowód tragicznych w skutkach wydarzeń wojennych, to pamiętnik, w którym krew, ból i śmierć są nieodłącznymi towarzyszami jego ciężkiej pracy. Wojna pozostawiła trwały ślad w psychice lekarza, a obrazy minionych wydarzeń wciąż powracały. Wspomnienia Louisa Maufrais są dokumentem, świadectwem historycznym, ale to też opowieść o człowieku, który niósł pomoc z narażeniem własnego życia.

Czytelników zafascynowanych historią I wojny światowej z pewnością ta książka usatysfakcjonuje, ale chciałabym żeby znalazła ona szerokie grono odbiorców, ponieważ jest to niezwykle ważna lektura i jednoczesnie wyjątkowa lekcja historii dla nas wszystkich.

Polecam!

Autor: Louis Maufrais
Tytuł: "Byłem lekarzem w okopach 2 sierpnia 1914 - 14 lipca 1919"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 328
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo Czytelnik

 

 

 

 

Kobieta, malarka, ikona - Frida Kahlo

dosia1331

Jeśli, jakimś cudem, nie słyszeliście o meksykańskiej malarce, przedstawicielce surrealizmu, bardzo utalentowanej, oryginalnej i pięknej kobiecie, czyli Fridzie Kahlo, która już za życia stała się legendą, to mam dla Was absolutnie wyjątkową lekturę.

DSCN5296

Autorka książki, Barbara Mujica to amerykańska pisarka o meksykańskich korzeniach. "Frida" jest najcenniejszą i najbardziej znaną powieścią w dorobku pisarki. Książkę okrzyknięto bestsellerem i przetłumaczono na 17 języków. "Frida" nie jest biografią malarki, ale powieścią, w której autorka przemyciła  część autentycznych wydarzeń z życia Fridy Kahlo, przedstawiając je na tle trudnej historii Meksyku. Nie jest to zatem dokument, ale wytwór wyobraźni autorki, próba interpretacji prywatnej i artystycznej drogi niezwykłej meksykańskiej malarki, opowiedziana z punktu widzenia młodszej siostry Fridy, Cristiny.

Frida Kahlo naprawdę nazywała się Magdalena Carmen Frieda Kahlo. Urodziła się  6 lipca 1907 r. w Meksyku, a zmarła 13 lipca 1954 r. również w Meksyku. Jako datę narodzin podawała rok 1910 r., ponieważ chciała być utożsamiana z "ponownymi narodzinami" swojej ojczyzny, z ważnymi politycznymi wydarzeniami w kraju. Jej życiorys to ciągłe pasmo niekończącego się bólu. Będąc dzieckiem zachorowała na polio, natomiast jako nastolatka stała się ofiarą bardzo ciężkiego wypadku komunikacyjnego, z jego skutkami borykała się do końca życia. Tragiczne wydarzenia z młodości stały się inspiracją i powodem powstania wielu znanych obrazów artystki, głównie autoportretów. Jej sztandarowym dziełem są "Dwie Fridy", obraz który powstał w 1939 r. i przedstawia dwa wizerunki artystki z sercami połączonymi arterią. Dzieło stało się wizytówką malarki, ale też powodem dyskusji o rozdwojonej osobowości Fridy. To swoiste rozszczepienie rzeczywiście miało miejsce. Jedni Fridę uwielbiali, inni, szczerze nienawidzili, ale nikt nie pozostawał obojętny na jej twórczość. Prywatne życie Fridy również budziło ogromne zainteresowanie, głównie z powodu małżeństwa z malarzem Diegiem Riverą, licznych zdrad po obu stronach, awantur oraz biseksualności malarki. Frida Kahlo to z jednej strony ciepła, wrażliwa i zwracająca uwagę oryginalną urodą kobieta, a z drugiej szalona, zakochana w sobie artystka, której wizje artystyczne i styl życia budziły oburzenie.

DSCN5304

Powieść "Frida" to monolog Cristiny, siostry malarki, która przed lekarzem psychiatrą snuje opowieść o swoim życiu. Centralną postacią jest późniejsza wielka Frida Kahlo, natomiast bohaterami drugoplanowymi są Cristina i "o n", czyli Diego Rivera, mąż Fridy.

Cristina to młodsza siostra malarki, żyjąca w cieniu przebojowej, kontrowersyjnej, pewnej siebie i bardzo utalentowanej Fridy. Jej zwierzenia w żaden sposób nie szkalują malarki. Cristina wciąż podkreśla miłość do siostry, ale czytelnik świetnie zdaje sobie sprawę, że ta relacja musiała być trudna. Temperamentna Frida we wszystkim przewyższała swoją młodszą siostrę, ale była też niedoścignionym dla niej wzorem. To Frida zawsze zwracała uwagę otoczenia, hołubiona przez ojca, była jego ulubienicą, to w niej pokładał wszelkie nadzieje i ta ją uważał za inteligentniejszą od reszty swoich dzieci. Bolesnym doświadczeniem dla obu sióstr stanie się w przyszłości romans Cristiny z mężem Fridy Kahlo, Diegiem Riverą. Wydarzenia przedstawione w powieści to wspomnienia Cristiny, w które wplecione zostały najbardziej znane fakty z życia Fridy Kahlo. Artystkę poznajemy jako dziecko, przyglądamy się jej dorastaniu, towarzyszymy w drodze artystycznej, ale jesteśmy też obecni przy jej łożu śmierci. Jak już wspomniałam wydarzenia przedstawione w powieści nie są biografią artystki, a jedynie epizodami w dziele literackim. Nie wiemy do końca jak było naprawdę. Historia opowiedziana z perspektywy Cristiny to interpretacja życiorysu malarki, ale też próba uchwycenia wyjątkowych wydarzeń w historii Meksyku, którego nieodzowną częścią i jedną z najbardziej znanych postaci jest Frida Kahlo.

Książka przyciąga uwagę swoją okładką, na której widnieje Frida, czarno-biały wizerunek artystki otoczony mnóstwem kolorów. Znowu ta charakterystyczna dla Fridy rozbieżność. W powieści znajdziecie również wiele zdjęć malarki, z okresu dzieciństwa, kariery i schyłku życia. 

"Frida" to wspaniała i godna polecenia lektura, nie tylko dla wielbicieli talentu artystki, czy malarstwa w ogóle. To powieść napisana barwnym i bardzo dosadnym językiem, momentami ocierającym się o wulgarność, ale to też książka z całym wachlarzem środków stylistycznych, wciągającą fabułą, szczyptą historii i bohaterką, która jest jedną z najciekawszych postaci sztuki, czyli wielką Fridą Kahlo.

Frida Kahlo wciąż budzi ciekawość, a jej życie stało się inspiracją dla pisarzy i filmowców. W 2002 r. na ekranach kin pojawił się film biograficzny "Frida" przedstawiający historię życia malarki. Casa Azul, czyli dom, w którym mieszkała Frida Kahlo, to dziś, niemalże miejsce kultu, do którego z całego świata zjeżdżają wielbiciele jej talentu. Kto dziś wspomina słynnego w tamtych czasach męża Fridy Kahlo, Diega Riverę? To Frida rozpala wyobraźnię, to o niej się mówi, to ona jest gwiazdą. Frida Kahlo stała się ikoną świata sztuki, a książka, którą Wam prezentuję to próba przedstawienia tej niezwykłej postaci.

Nie przegapcie "Fridy" na księgarnianych półkach, ja jestem nią zachwycona i z pewnością będę do tej lektury wracać. Nie potrafiłam się od tej książki oderwać, więc niech to będzie jej największą pochwałą.

Do miłego zaczytania!

Autor: Barbara Mujica
Tytuł: "Frida"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 442
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Marginesy

 

 

Książkowy zawrót głowy ;)

dosia1331

DSCN5289

Każdy czytelnik od czasu do czasu zmaga się z książkowym zawrotem głowy. Wśród jego objawów są rosnące stosy książek na komodzie, biurku, podłodze, wszelkich szafkach i półkach, które uginają się pod ich ciężarem. Ponadto, obserwuje się podkrążone z niewyspania oczy, ból głowy i permanentny głód czytelniczy. W ciężkich przypadkach zdarza się totalny brak czasu na ugotowanie obiadu, posprzątanie, wyjście na spacer, rozmowę z najbliższą osobą. Czy to się leczy? Hmm, pewnie tak, bo czytanie to nałóg, jak każdy inny, ale jaki przyjemny i nie sieje w organizmie, aż takiego spustoszenia, jak inne nałogi. Wiem, o czym mówię, bo mnie też czasem zdarza się obserwować niektóre objawy książkowego zawrotu głowy, ale raczej te lżejsze. Cóż ja na to poradzę, kocham książki i nic tego nie zmieni. Podatna jestem na reklamy zachęcające do zakupienia kolejnych nowości, ale już dużo uważniej kupuję książki. Nie biegnę, jak kiedyś, do księgarni i nie kupuję przypadkowych egzemplarzy. Przeglądam blogi, księgarnie internetowe, czytam recenzje, zdarza mi się wchodzić na forum, gdzie czasem toczą się niezwykle interesujące rozmowy o książkach. Kiedy jestem już absolutnie pewna, że na jakiejś książce mi zależy, wtedy odwiedzam księgarnię. Nie pozwalam sobie na pochopne zakupy, szkoda pieniędzy i czasu na lekturę, która skończy mnie ciekawić po kilkunastu stronach, to dotyczy wszystkich książek pisanych według określonego schematu, czyli takich, gdzie bohaterką jest porzucona kobieta, która jakimś cudem dostaje w spadku lub buduje domek, pensjonat, uzdrowisko, itp. Te książki nie są dla mnie! Szkoda mi  miejsca na półkach dla książek, po które z pewnością już nigdy nie sięgnę. Skłamałabym mówiąc, że takich książek nie posiadam, owszem, mam i takie, zaledwie kilka i już niedługo powędrują w inne ręce.

DSCN5295

Jeszcze do niedawna ciężko było mi odłożyć książkę, która mi się nie podobała i nieważne, czy ją kupiłam, czy wypożyczyłam z biblioteki, dopadały mnie wyrzuty sumienia, bo jak można odłożyć książkę, jak można nie dać jej szansy. Czytałam, głowa mi opadała, niemalże zasypiałam, ale brnęłam dzielnie w fabułę, choć tak naprawdę, nie wiedziałam już o czym czytam. Przestałam się poświęcać, teraz odkładam książkę na półkę lub odnoszę do biblioteki. Nie mam zamiaru siebie w ten sposób katować.

DSCN52941

Głód czytelniczy to zmora każdego wielbiciela książek. Walka z nim to ciężka sprawa, zwłaszcza że wydawnictwa kuszą kolejnymi nowościami. Niestety, czytelnik i tak jest na przegranej pozycji. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie przeczytam wszystkich książek, na których mi zależy, więc dokonuję selekcji i wybieram te najważniejsze i najistotniejsze dla mnie. W tym roku postanowiłam robić wykaz przeczytanych książek i stworzyłam sobie listę, na której zapisuję przeczytane lektury. Na koncie mam 46 przeczytanych książek. Nie jest to powalająca liczba, wiem, że są lepsi ode mnie, ale i tak uważam, że to dużo. Mama dwójki małych dzieci nie zawsze ma czas i siłę, żeby czytać.

Czytanie to moja prywatna przestrzeń, w której jestem tylko ja, bohaterowie i opowieść. Do tej przestrzeni zapraszam swoje dzieci, którym bardzo chętnie czytam. Prowadzenie bloga jest jedną z form dzielenia się moją miłością do literatury i bardzo się cieszę, że mnie tak licznie odwiedzacie. Bardzo Wam za to dziękuję i zapraszam serdecznie, każdy jest tu mile widziany i mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie, bo staram się tak dobierać lektury, żeby różne gusta czytelnicze zaspokoić, ale przede wszystkim chcę prezentować moich ulubionych autorów i książki, które uważam za wartościowe. Książkowy zawrót głowy grozi również Wam!

Pozdrawiam serdecznie.

Dominika - MATKA POLKA CZYTAJĄCA :)

Kalle Blomkvist - najlepszy detektyw na świecie!

dosia1331

To straszne! Absolutnie niewiarygodne, okropne i nudne. Żadnej krwi, nawet kropelki, żadnego trupa, totalny brak zbrodni w okolicy. Nawet cienia jakiejkolwiek afery. Wszyscy mili, grzeczni i uprzejmi. Jak tu żyć? Spokojnie, spokojnie, nie zwariowałam, przytaczam, mniej więcej, słowa bohatera książki Astrid Lindgren, bo chciałabym Wam przedstawić niezwykłego chłopca, którego największym marzeniem jest zostać profesjonalnym detektywem.

DSCN52761

Kalle Blomkvist to bardzo pomysłowy, uważny, dociekliwy i wyjątkowo odważny trzynastolatek, którego celem jest zyskać większą sławę, niż znani na całym świecie detektywi. Swoją skutecznością w odkrywaniu zbrodni chce przebić nawet znane postaci z książek, wśród których jest Herkules Poirot, czy lord Peter Wimsey. Jak na detektywa przystało, Kalle ma fajkę, oczywiście bez tytoniu, jest w końcu dzieckiem oraz lupę. Istnieje tylko jeden problem, nasz młodociany detektyw mieszka w tak spokojnej, tak nudnej i tak "okropnie" przyjaznej miejscowości, że o jakiejkolwiek zbrodni może sobie tylko pomarzyć. Cierpi biedaczek z tego powodu, bo praktykować detektywistyczną pasję w tak niesprzyjających warunkach to istny koszmar. "Dlaczego niektórzy ludzie mają szczęście urodzić się w londyńskich slumsach albo w dzielnicy chicagowskich przestępców, gdzie morderstwa i strzelanina są na porządku dziennym?" Dziwne i zaskakujące wnioski, jak na trzynastolatka, nie sądzicie? Nie denerwujcie się jednak i nie zrażajcie, przecież to książka dla dzieci, wszak Astrid Lindgren wiedziała, co robi.

Głównymi bohaterami "Przygód detektywa Blomkvista" są oczywiście Kalle Blomkvist oraz Ewa-Lotta Lisander i Anders Bengtsson, czyli trójka uroczych dzieciaków, które bawią się w najlepsze, całymi garściami czerpiąc z dzieciństwa. Pomysłów mają mnóstwo i nie wahają się ich realizować. Jednak uważny detektyw Blomkvist czuwa nawet w trakcie zabawy, zawsze jest na posterunku, wciąż węszy, sprawdza potencjalnych złoczyńców i robi notatki, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się okazja, by wreszcie dopiąć swego i wytropić zbrodnię wszech czasów. Nadejdzie wreszcie taki dzień, szczęście uśmiechnie się do Kallego, los wynagrodzi cierpliwość chłopca, bo w okolicy pojawi się wyjątkowo podejrzany typ i będzie się działo, naprawdę, będzie się działo!

DSCN52771

Książki Astrid Lindgren uwielbiam, to doskonała, bardzo dobrze napisana i inteligentna proza dla dzieci, ale też wspaniała rozrywka dla dorosłych. Ja tę książkę po prostu "pożarłam". Nie znałam przygód Kallego, nie czytałam w dzieciństwie, dlatego tym bardziej się cieszę, że nadrobiłam zaległości. "Przygody detektywa Blomkvista" to znakomicie nakreślone postaci, wartka akcja, przemyślana fabuła i humor, bez niego ani rusz w książkach Astrid Lindgren. Ta proza się nie starzeje, a dziecięcy sposób postrzegania świata i myślenia o pewnych rzeczach jest dokładnie taki sam, czego przykładem są słowa Ewy-Lotty: "Może tu jeszcze kiedyś przyjdziemy, jak staniemy się już bardzo, bardzo starzy, jak będziemy mieć dwadzieścia pięć lat, czy coś koło tego." Pamiętacie? Nam też kiedyś wydawało się, że trzydziestolatek to już staruszek. Wiele takich komicznych sytuacji znajdziecie w tej książce i zapewniam, że dobry humor Was nie opuści.

Niech dzieciaki nie obawiają się objętości książki, ponieważ moja to zbiorowe wydanie trzech książek, czyli "Detektyw Blomkvist", "Detektyw Blomkvist żyje niebezpiecznie" oraz "Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży". Zapewniam, że po pierwszej z nich będziecie mieli ogromną ochotę na kolejną, a odłożenie tej książki będzie nie lada wyzwaniem. Jestem pewna, że "Przygody detektywa Blomkvista" spodobają się zarówno chłopcom, jak i dziewczynkom. Sprawcie sobie i dzieciom radość, polecam z całego serca.

Niech uśmiech będzie z Wami, do miłego zaczytania.

Autor: Astrid Lindgren
Tytuł: "Przygody detektywa Blomkvista"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 526
Rok wydania: 2015 (1957)
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"
 
 

 

 

 

Bajka dla dorosłych - "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" Agaty Mańczyk

dosia1331

Agata Mańczyk to autorka książek dla młodzieży, tym razem napisała książkę dla dorosłych i szczerze mówiąc, zaserwowała nam niezły kawałek prozy z domieszką fantasy, bajkę dla "dorosłych dziewczynek".

DSCN52681

"Huczmiranki" to historia rodu wyjątkowych, bo obdarzonych niezwykłymi, ponadnaturalnymi mocami kobiet, dla których więzy krwi to nie wszystko, łączy je znacznie więcej.  Huczmiranki to kolejne pokolenia matek i córek, silnych i dumnych kobiet, które by przetrwać i tym samym zachować ciągłość rodu, same, na własne życzenie, pozbawiają się szczęścia. Nie mogą podejmować decyzji bez porozumienia z resztą przedstawicielek rodu, są skazane na zaaranżowane małżeństwa, które zawierają dla zysku i prestiżu, nie ma w nich miejsca na prawdziwą miłość, jest natomiast cel, bo zadaniem każdej Huczmiranki jest urodzenie córki. Wśród kobiet zdarzają się jednak czarne owce, które zamiast posłuszeństwa wybierają wolność i tym samym narażają się na gniew rodziny, osłabienie mocy, a nawet wykluczenie.

Historia Huczmiranek została przedstawiona w trzech perspektywach czasowych, na przestrzeni ponad stu lat. Trzy główne postaci, to żyjąca współcześnie Nina Huczmiran, reprezentująca XX wiek Daria Huczmiran i Linda Huczmiran, z którą podróżujemy do roku 1890. Na uwagę zasługują opisy dawnej i obecnej Warszawy. Muszę przyznać, że jestem pełna podziwu dla pomysłowości Agaty Mańczyk. Tajemnica, magia i zwaśnione, niczym w dramacie Szekspira rody to słowa klucze tej powieści. Już po kilku pierwszych stronach czekałam, kiedy kobiety wyciągną kociołek i jak najprawdziwsze na świecie czarownice, będą warzyły w nim przeróżne substancje, jednocześnie odprawiając czary i rzucając uroki. Zdradzę, że wiele się nie pomyliłam...

"Huczmiranki" to powieść o niezwykłej kobiecej sile, o szczególnej więzi jaka nas, kobiety łączy. To opowieść o potędze zmysłów. Wszystkie jesteśmy trochę czarownicami, bo mamy coś, czego mężczyźni nam zazdroszczą. Posiadamy bowiem intuicję, która bardzo nam w życiu pomaga i od wielu niepowodzeń i niebezpieczeństw potrafi ochronić. W kryzysowych sytuacjach możemy na siebie liczyć, a związek matki z córką jest szczególny.

Bardzo miło spędziłam czas w towarzystwie Huczmiranek, nie analizowałam i nie rozkładałam tej powieści na czynniki pierwsze, nie interesowały mnie środki stylistyczne, konstrukcja, forma i styl, to było dla mnie nieistotne, postawiłam na relaks i się nie zawiodłam. Powieść spodoba się wszystkim kobietom, które w głębi duszy pozostały dziewczynkami z bujną fantazją i wiarą w magię. Ja tę "dziewczynkę" pielęgnuję w sobie i nie chcę żeby mnie opuszczała, bo szczypta magii w dorosłym życiu jest świetnym lekarstwem na wszelkie smutki. Poza tym Huczmiranki zainspirowały mnie do zorganizowania babskiego wieczoru w mojej rodzinie. Kociołka nie będzie, mioteł i Łysej Góry również, ale będą kobiety, więc będzie też moc!

DSCN52691

Nadmieniam, że "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" to pierwszy tom sagi, wiosną 2016 roku ukaże się druga część, "Huczmiranki. Rumianek i mięta". Ja czekam z niecierpliwością.

Polecam i do miłego zaczytania!

Autor: Agata Mańczyk
Tytuł: "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena." Tom 1.
Oprawa: miękka
Ilość stron: 458
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Nasza Ksiegarnia"

 

 

 

 

Lekcja przyrody dla całej rodziny, czyli "Rok w lesie" Emilii Dziubak.

dosia1331

Kiedy byłam małą dziewczynką, tata zabierał mnie i moje siostry na spacery do lasu. Nie były to zwykłe przechadzki leśnymi duktami, ale prawdziwe lekcje przyrody, czyli połączenie przyjemnego z pożytecznym. Na hasło "szukamy wiosny" albo "szukamy zimy", trzy dziewczynki grzecznie ubierały się i były natychmiast gotowe na poszukiwanie zwiastunów nowej pory roku. Podglądałyśmy zwierzęta, owady, roślinność, obserwowałyśmy zmiany zachodzące w przyrodzie. Dzisiaj się z tego śmiejemy, ale bardzo miło wspominamy nasze wędrówki. Nie bez powodu o tym opowiadam, bo chciałabym Wam zaprezentować wyjątkową pod każdym względem książkę autorstwa Emilii Dziubak "Rok w lesie", która może stać się inspiracją do bliższych spotkań z przyrodą.

DSCN5236 

"Rok w lesie" to duża, kolorowa i pięknie wydana książka, która podzielona została na pory roku i w zależności od miesiąca, prezentuje leśne życie zwierząt.

WP_20151021_005

Na pierwszej stronie znajduje się wykaz mieszkańców lasu, każde zwierzę zostało przedstawione na obrazku i dodatkowo krótko opisane. Jest też leśniczy, który dba o porządek w lesie. Każdy miesiąc to inny wygląd lasu. Leśne życie podglądamy za dnia i w nocy, podczas pięknej pogody oraz w czasie deszczu. Obserwujemy, nie tylko życie zwierząt oraz ich zwyczaje, ale również zmieniającą się przyrodę. Poza prezentacją bohaterów nie znajdziecie w tej książce innego tekstu i to właśnie jest cudowne, bo wszystko można sobie dopowiedzieć, stworzyć historię, poznać z bliska niedźwiedzia brunatnego, pięknego bażanta, wyjątkowej urody rysia, sowę, łosia, wiewiórkę, wydrę europejską i wielu innych lokatorów lasu. Gwarantuję Wam, że już nie będziecie musieli tłumaczyć dziecku, kiedy i dlaczego misie śpią? Które zwierzęta prowadzą nocny tryb życia? W jakim celu dokarmiamy zwierzęta zimą? Dlaczego w lesie musimy być ostrożni? Na te i wiele innych pytań wspólnie znajdziecie odpowiedź.

"Rok w lesie" to wspaniała przygoda, rozrywka i przede wszystkim świetna lekcja przyrody dla całej rodziny, bo aspekt edukacyjny tej książki jest niezaprzeczalny. Wszystko można zobaczyć z bliska, podejrzeć o każdej porze dnia i nocy. Nie ma tu ograniczenia ze względu na wiek, do zabawy możecie zaprosić nawet maluszka, na pewno zwróci uwagę na kolorowy i różnorodny świat zwierząt. Wiem, co mówię, bo sprawdziłam reakcję moich dzieci, były zachwycone, a jest miedzy nimi duża różnica wieku. My bawiliśmy się świetnie i wciąż odkrywamy tę książkę na nowo.

Polecam z całą odpowiedzialnością!

Autor: Emilia Dziubak
Ilustracje: Emilia Dziubak
Tytuł: "Rok w lesie"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

 

 

Dziwna, niepokojąca i intrygująca "Nieważkość" Julii Fiedorczuk

dosia1331

Jest piątkowe popołudnie. Pada deszcz. Na biurku kilkanaście książek. Przeglądam, wertuję kartki, czytam opisy na okładkach. Długo nie potrafię zdecydować, którą z nich wybrać. Do ręki biorę tę najcieńszą, niepozorną, z szarą, ponurą i trochę psychodeliczną okładką, na której widnieje niewyraźna sylwetka kobiety, przysłaniającej ręką oczy. Ta ręka jest rozmazana, nieostra, wygląda tak, jakby ktoś nacisnął spust migawki aparatu fotograficznego w momencie wykonywania ruchu. I tak sobie myślę, że być może ta okładka jest odzwierciedleniem treści książki. Nie pomyliłam się...

DSCN5234

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czym jest stan nieważkości? Otóż, stan nieważkości, w dużym uproszczeniu, oznacza, że coś, co znajduje się w tym stanie, nie ma ciężaru, choć nadal posiada swoją masę. W takim właśnie stanie są momentami bohaterki powieści Julii Fiedorczuk, Zuzanna, Helena i Ewa. Trzy kobiety o różnych charakterach, różnych osobowościach i różnych statusach społecznych. Zuzanna to utalentowana rysowniczka, robiąca karierę w agencji reklamowej. Helena jest mężatką, matką i sprzątaczką, której codziennym rytuałem jest odhaczanie kolejnych zawodowych i domowych obowiązków do wykonania. Natomiast Ewa to bezdomna alkoholiczka, której życiowy majątek znajduje się w reklamówce z napisem "TRIUMPH". Kobiety łączy przeszłość, dzieciństwo w podwarszawskiej miejscowości. Trudno w ich przypadku mówić o przyjaźni, raczej o koleżeństwie. Ta relacja nie przetrwała próby czasu, a jedno tragiczne wydarzenie z przeszłości kładzie się cieniem na dorosłym życiu kobiet i jest powodem jakiegoś odrętwienia, wchodzenia w dziwny stan zawieszenia, w nieważkość, która materializuje się i pochłania myśli kobiet. To pewnego rodzaju powroty do przeszłości, retrospekcje, które są próbą zrozumienia tego, co stało się wiele lat temu, ale nieważkość tych kobiet to momentami również ich teraźniejszość. Zuzanna, Helena i Ewa są po prostu nieszczęśliwe, są jakby w centrum wydarzeń opowiedzianych w powieści i jednocześnie obok nich. W nieważkości właśnie.

Ta powieść ma niezwykły klimat, zwłaszcza że istotną rolę odgrywa tu przyroda, która jest niemym świadkiem wydarzeń i bardzo często ich tłem, pięknie zresztą przez autorkę opisana. "Nieważkość" Julii Fiedorczuk to powieść tajemnicza, momentami szokująca, pozbawiona tabu, ze śmiałymi scenami erotycznymi, a jednocześnie to dojmująco smutna i przygnębiająca lektura. Mam wrażenie, że stawia czytelnika pod ścianą, ściska za gardło, by chwilę potem puścić i nie dawać o sobie zapomnieć.

Na uwagę zasługuje styl w jakim ta powieść została napisana. Żadne słowo nie jest tu zbędne, każde zdanie ma określony cel. Autorka jest poetką i poetyckość przebija się w tej powieści wielokrotnie, chociażby takimi opisami jak ten: "Słońce jeszcze nie wzeszło, ale na bezlistnych drzewach kładła się plama ciepłego światła, jak z reflektora. (...) Plama zaczęła się stopniowo rozszerzać, wreszcie słońce wyszło zza skarpy i wtedy drzewa na moment zapłonęły, a potem zgasły."  

"Nieważkość" Julii Fiedorczuk to doskonale skomponowana, bardzo dobrze napisana powieść, z wyrazistymi postaciami pierwszo i drugoplanowymi oraz ciekawą fabułą. Zabrzmi to paradoksalnie, ale tę książkę czyta się przyjemnie i szybko, mimo, że atmosfera jest duszna i gęsta. Od tej powieści ciężko się oderwać i z każdą kolejną stroną wciąga coraz bardziej, a historia w niej opowiedziana zostaje z czytelnikiem jeszcze długo po przeczytaniu ostatniego zdania.

Polecam!

Autor: Julia Fiedorczuk
Tytuł: "Nieważkość"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 280
Wydawnictwo Marginesy

 

 

 

 

 

Literatura kobieca, czyli jaka?

dosia1331

Dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim tym, którzy literaturze, zupełnie niepotrzebnie, nadają płeć. Wielokrotnie będąc w księgarniach, czy bibliotekach słyszałam podobne pytania. Co mogę pani polecić? Coś dla kobiet, czy może coś poważniejszego? Po czym, prawie zawsze, pada nazwisko autora, który jest mężczyzną. Przepraszam bardzo, w takim razie mam rozumieć, że jeśli autorem jest kobieta, to książka jest do niczego, nie jest warta uwagi, czyli to płytka, pozbawiona sensu paplanina o niczym? Nerwy trzymam na wodzy, liczę do dziesięciu i uśmiechając się grzecznie  dziękuję za "pomoc", bo osoba, która ją proponuje minęła się z powołaniem albo z braku innych możliwości wylądowała w miejscu, do którego nigdy nie powinna trafić!

Wśród moich ulubionych autorów są zarówno kobiety jak i mężczyźni. Nie dzielę literatury na kobiecą i męską, ale na dobrą i złą. Czytam dużo, różnych książek i nigdy do głowy mi nie przyszło, żeby literaturę klasyfikować na podstawie płci. Oczywiście zgadzam się z tym, że są książki, które nie poruszają tematów dręczących ludzkość, nie próbują odkrywać tajemnic tego świata, ale wśród czytelników są też takie osoby, którym absolutnie na tym nie zależy, bo w literaturze szukają wytchnienia, pięknych pejzaży, opowieści o romantycznej miłości, historii o dobru, które zawsze pokonuje zło. I co z tego, że po tego typu literaturę sięgają zazwyczaj kobiety? Podkreślić jednak muszę, że taką literaturę tworzą również mężczyźni, zapewne znacie powieści Nicholasa Sparksa.

Mnie również zdarza się czytać książki, które mają opinię "lekkich, łatwych i przyjemnych", a na niektórych półkach bibliotecznych, czy księgarnianych opisane są jako "literatura kobieca". Nie do końca jest to sprawiedliwa ocena. Lubię książki Moniki Szwai, które właśnie do "literatury kobiecej" są zaliczane. Powieści tej autorki to pigułki rozweselające, ogromne dawki optymizmu, wiary w lepsze jutro, ale to też historie, które dzieją się w naszych domach, problemy, które dotykają nas lub naszych bliskich. Takiej literatury też czasem potrzebuję. Nie wstydzę się tego i nie mam zamiaru przed nikim tłumaczyć. Raz czytam coś dla rozrywki, innym razem z literatury czerpię wiedzę. Jednego dnia sięgam po "Dziennik Bridget Jones" Helen Fielding, by odpocząć w towarzystwie zabawnej kobiety, szukającej miłości swego życia i próbującej jednocześnie zgubić nadprogramowe kilogramy, a następnego dnia czytam "Gułag" Anne Applebaum, książkę wybitną, docenioną na świecie, poruszającą trudny i bolesny temat. Dwie kobiety, dwie autorki i dwie jakże różne książki.

Literatura kobieca, czyli jaka? Tworzona przez kobiety? Tworzona dla kobiet? Dotycząca tylko kobiet? Opowiadająca o kobietach? Sami pewnie rozumiecie, że to bez sensu. Różne są gusta, a skoro o gustach nie powinno się dyskutować, to po prostu tego nie róbmy. Niech każdy czyta to, co uważa za słuszne i to, czego w danym momencie potrzebuje. Nie stawiajmy w złym świetle literatury tworzonej przez kobiety, nie nadawajmy jej pejoratywnego znaczenia, bo to bardzo krzywdzące i wyjątkowo niesprawiedliwe. Nie szufladkujmy autorów z powodu ich płci. Literatura nie ma płci!

Na koniec, aby wszystkich pogodzić i różne gusta czytelnicze zaspokoić, proponuję poniższe lektury.

DSCN5218

Pięknych, mądrych i wartościowych książęk Wam życzę.

Do miłego zaczytania, jak zawsze!

 

Świat dziecka, czyli "Księga gramatyki intymnej" Dawida Grosmana.

dosia1331

Nie ukrywam, że na taką książkę czekałam. "Księga gramatyki intymnej" Dawida Grosmana to niesamowita powieść. Doskonale skonstruowana fabuła, wyraziste postaci, niebanalne podejście do tematu dzieciństwa, to po prostu świetnie napisana książka. Ale po kolei...

DSCN5207

Jest 1967 rok, Bejt ha-Kerem, Jerozolima. Główny bohater Aharon Klajnfeld to nastolatek, dziecko żydowskich imigrantów, pochodzących z Polski. Aharon przygotowuje się do wyjątkowego wydarzenia w swoim życiu, bar micwy, żydowskiej uroczystości, podczas której chłopiec stanie się pełnoletnim wobec prawa. Poznajemy jego codzienność, rodzinę, przyjaciół, szkolnych kolegów, sąsiadów i zwyczaje panujące w tym środowisku. Podpatrujemy dziecięce zabawy, rozmowy i konflikty.

Aharon to świetny obserwator, dociekliwy i wyjątkowo uważny, który z mikroskopijną wręcz dokładnością dostrzega pewne rzeczy. Wiele sytuacji jest dla niego powodem rozważań, z których wyciąga przeróżne wnioski.

W szufladzie ze skarpetami, Aharon dokonuje niezwykłego odkrycia, znajduje bowiem zdjęcia pornograficzne. Znalezisko zaprząta myśli chłopca, a szuflada staje się sekretem, który przyciąga jak magnes i jest przyczyną fantazji. Aharon zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że dorasta, staje się kimś innym, zauważa zachodzące w sobie zmiany fizyczne i psychiczne. Natomiast w tle toczą się różne ważne wydarzenia historyczne i polityczne. Aharon nie zwraca na nie uwagi, zamyka się na otaczającą rzeczywistość, nie godzi się z bólem, śmiercią i przemocą. Aharon po prostu nie godzi się na dorosłość i odmawia wejścia w nią. Chłopiec chce pozostać dzieckiem... 

Przez wiek dojrzewania przechodziliśmy wszyscy, dla jednych był to trudny proces, dla innych łatwy. Każdy z nas przekraczał w końcu granicę, za którą pozostawało dzieciństwo, zabawa, beztroska i niewinność. Dawid Grosman wyjątkowo umiejętnie, subtelnie i niezwykle obrazowo przedstawił ten etap życia człowieka.

"Księga gramatyki intymnej" Dawida Grosmana to historia o dojrzewaniu, odkrywaniu seksualności, fascynacji płcią przeciwną, próbie zrozumienia różnic dotyczących świata kobiet i świata mężczyzn. Ta powieść to pięćset dwadzieścia sześć stron inteligentnej i wzruszającej prozy.

Przeczytajcie koniecznie, polecam!

Autor: Dawid Grosman
Tytuł: "Księga gramatyki intymnej"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 526
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Świat Książki

 

 

MATKA POLKA CZYTAJĄCA dziękuje ILUSTRATOROM.

dosia1331

DSCN5198

Nie potrafię malować, narysowanie prostej kreski sprawia mi kłopot i zawsze w tym celu używam linijki. Plastyka nie była moim ulubionym przedmiotem w szkole, choć muszę przyznać, że miałam bardzo sympatyczną i nader wyrozumiałą nauczycielkę, która nie ganiła mnie za brak umiejętności, a wręcz przeciwnie, zachęcała i motywowała do pracy. Doskonale wiem, że często powstrzymywała się od śmiechu, a nawet, o zgrozo, wieszała moje prace na specjalnej tablicy przeznaczonej na "dziecięce arcydzieła", a chciałabym podkreślić, że nie wszystkie prace uczniów mojej klasy tam trafiały. Wątpię, abym to wyróżnienie zawdzięczała urokowi osobistemu, a może? Pamiętam, jak mieliśmy namalować wspomnienia z wakacji, do dziś moja mama często do tego wraca, bo "dzieło", które stworzyłam było tak okropne, tak niewiarygodnie niepodobne do niczego, że nawet nie śmiem pisać, co tam napaćkałam farbami. Cóż było, ale nie minęło, bo nadal nie umiem malować i nawet mój syn czasem patrzy z niedowierzaniem na to, co zdarza mi się nagryzmolić. Kochane i wyrozumiałe mam dziecko, nie śmieje się z matki i pociesza, jak tylko może, bo sam rysuje bardzo ładnie. Najgorsze jest to, że w głowie mam przepiękny obraz tego, co chciałabym namalować, dokładnie widzę wszystkie kontury, kształty, formy, kolory, załamanie światła, ale nijak nie potrafię przetransportować obrazu z głowy do ręki, która dokonałaby reszty zadania. Podziwiam osoby potrafiące malować i chyba troszkę im zazdroszczę...

Mój zupełny brak talentu sprawił, że zawsze bardzo zwracałam uwagę na ilustracje w książkach dla dzieci. Jedne wzbudzały i wzbudzają mój zachwyt do dziś, ale są wśród nich również takie, które do mnie nie przemawiają.

Wybierając książki dla dzieci zwracam uwagę przede wszystkim na to, czy dana lektura jest odpowiednia do wieku dziecka, ale na ostateczną ocenę książki wpływają również ilustracje. Myślę, że ilustratorów często traktujemy po macoszemu, a to bardzo niesprawiedliwe, bo dobre ilustracje dopełniają lekturę, są jej bardzo ważnym elementem, tworzą całość.

DSCN5181

Pamiętam, jak w prezencie dostałam "Baśnie" Hansa Christiana Andersena, bo wertowałam kartki, w tę i z powrotem, nie mogąc się nadziwić, jakie piękne były w książce ilustracje. Zresztą zachwycam się nimi do dziś, bo jest w nich coś magicznego, są bardzo charakterystyczne, wyjątkowe, niepowtarzalne, po prostu piękne. Ich autorem jest Jan Marcin Szancer, który stworzył ilustracje do wielu książek dla dzieci i dorosłych, między innymi  "Akademii Pana Kleksa" Jana Brzechwy, "Pinokia" Carlo Collodiego, czy "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza.

DSCN5184

Jan Marcin Szancer jest dla mnie absolutnym numerem jeden, ale znakomitych ilustratorów jest więcej. Wśród moich ulubionych są, Zbigniew Lengren, Ernest Shepard, Halina Bielińska, Zbigniew Rychlicki, John Tenniel, Aneta Głowińska czy Artur Piątek.

Nie tylko autorom książek należy się uznanie, ale również twórcom ilustracji, to dzięki ich pracy wiele książek zapisało się w naszej pamięci. Jak bardzo ważna jest ilustracja niech świadczy fakt, że "Baśnie" Andersena są dla wielu czytelników tożsame z ilustracjami Jana Marcina Szancera.

Wyrazy uznania dla talentu i zmysłu obserwacji dla ilustratorów literatury dziecięcej.

Pozdrawiam serdecznie.

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

 

 

 

Czym jest autyzm? Lisa Genova "Kochając syna"

dosia1331

DSCN5176

To moje pierwsze czytelnicze spotkanie z autorką książki "Kochając syna". Lisa Genova to amerykańska pisarka, która z zawodu jest lekarzem specjalizującym się w neurobiologii, a debiutowała kilka lat temu, bestsellerową powieścią "Motyl". "Kochając syna" to kolejna powieść w dorobku literackim tej pisarki.

Pamiętacie głośną kampanię społeczną z aktorem Bartłomiejem Topą, który wcielił się w człowieka dotkniętego autyzmem? Dziwne, niepokojące zachowanie aktora w warszawskim metrze stało się w mediach powodem plotek, insynuacji i niezdrowego wręcz zainteresowania osobą aktora. Wieszczono koniec jego kariery i chorobę psychiczną. Później okazało się, że szokujący film jest elementem kampanii społecznej mającej na celu ukazanie ludzi zmagających się z autyzmem. Niedługo po emisji filmu, Bartłomiej Topa tłumaczył, że udział w kampanii potraktował jako zadanie aktorskie, mające na celu pokazanie społeczeństwu czym jest autyzm.

Próby wyjaśnienia tego schorzenia podjęła się również Lisa Genova w powieści "Kochając syna". Bohaterkami opowieści uczyniła dwie kobiety, Beth i Olivię, zaś miejscem akcji Wyspę Nantucket. Historia kobiet biegnie w powieści dwutorowo, ale w pewnym momencie zostanie scalona. Raz narratorką jest Beth, innym razem Olivia. Kobiety poznajemy w chwili, kiedy zostają przez los poddane ciężkiej próbie. Beth cierpi z powodu małżeńskiej zdrady, ale też z poczucia winy, że owo małżeństwo stało się powodem porzucenia jej marzeń o karierze. Natomiast Olivia, to rozpaczająca po śmierci syna matka oraz próbująca się pogodzić z rozpadem małżeństwa kobieta.

Dla mnie o wiele ciekawsza okazała się opowieść Olivii, ponieważ historii podobnych do Beth są w literaturze tysiące. Olivia zwierza się czytelnikowi z ogromnego bólu, opowiada o śmierci ukochanego synka o imieniu Anthony, który cierpiał na autyzm. Przyznaję, że jej opowieść chwyta za serce, Olivia dzieli się z czytelnikiem zapiskami ze swojego pamiętnika, jej bolesne wspomnienia przerażają i skłaniają do myślenia. (...) "Terapia behawioralna, logopeda, ćwiczenia i zabawy na podłodze, integracja sensoryczna, chelatacja, dieta bezglutenowa, bezkazeinowa, zastrzyki witaminy B12. Pediatrzy, neurolodzy, gastroenterolodzy, psychoterapeuci, fizjoterapeuci, bioenergoterapeuci. Od medycyny tradycyjnej po alternatywną, a nawet wudu." (...) Zastanawialiście się kiedyś, co czulibyście, gdyby Wasze dziecko nie utrzymywało z Wami kontaktu wzrokowego, nie odwzajemniało uśmiechu, nie reagowało na proste polecenia, a wykonywało jakieś dziwne, mechaniczne i powtarzalne czynności? Co zrobilibyście, gdyby żyło we własnym, zamkniętym świecie, do którego trzeba się mozolnie przedzierać, próbować burzyć kolejny mur i wciąż napotykać niesłychany opór? Jak zachowalibyście się w sytuacji, kiedy Wasze dziecko byłoby obiektem zainteresowania gapiów, idiotycznych komentarzy pod Waszym i dziecka adresem? Jak radzilibyście sobie z ostracyzmem? Na te i wiele innych pytań dotyczących autyzmu próbuje odpowiedzieć Lisa Genova.

Nie jest to wybitna pod względem warsztatowym powieść. Wrażliwego na słowo czytelnika, z pewnością, nie zadowoli. Ja jednak postanowiłam przymknąć oko na pewne rzeczy i skupiłam się tylko i wyłącznie na próbie zrozumienia, czym jest autyzm, jakie są jego objawy i wreszcie, jak przebiega rehabilitacja osoby dotkniętej tym schorzeniem. Przyznaję, że Lisa Genova w bardzo prosty i przystępny dla laika sposób objaśnia problem.

Poznajcie losy obu kobiet, dowiedzcie się, czym jest autyzm. Spróbujcie postawić się na miejscu matki, dla której trzy proste słowa "popatrz na mnie" są powodem frustracji, bólu, braku nadziei i rezygnacji. Jestem pewna, że po tej lekturze łaskawszym okiem spojrzycie na rozhisteryzowane dziecko i chcącego zapaść się pod ziemię z bezradności, poczucia winy i wstydu rodzica. Będziecie się zastanawiać, czy to chwilowy kaprys, czy poważniejszy problem. Nie osądzajmy, próbujmy zrozumieć.

Polecam tę lekturę wszystkim, rodzicom zwłaszcza.

 
Autor: Lisa Genova
Tytuł: Kochając syna
Oprawa: miękka
Liczba stron: 430
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo Filia
 

 

 

© matka polka czytająca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci