Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG LITERACKI

Książkowy zawrót głowy ;)

dosia1331

DSCN5289

Każdy czytelnik od czasu do czasu zmaga się z książkowym zawrotem głowy. Wśród jego objawów są rosnące stosy książek na komodzie, biurku, podłodze, wszelkich szafkach i półkach, które uginają się pod ich ciężarem. Ponadto, obserwuje się podkrążone z niewyspania oczy, ból głowy i permanentny głód czytelniczy. W ciężkich przypadkach zdarza się totalny brak czasu na ugotowanie obiadu, posprzątanie, wyjście na spacer, rozmowę z najbliższą osobą. Czy to się leczy? Hmm, pewnie tak, bo czytanie to nałóg, jak każdy inny, ale jaki przyjemny i nie sieje w organizmie, aż takiego spustoszenia, jak inne nałogi. Wiem, o czym mówię, bo mnie też czasem zdarza się obserwować niektóre objawy książkowego zawrotu głowy, ale raczej te lżejsze. Cóż ja na to poradzę, kocham książki i nic tego nie zmieni. Podatna jestem na reklamy zachęcające do zakupienia kolejnych nowości, ale już dużo uważniej kupuję książki. Nie biegnę, jak kiedyś, do księgarni i nie kupuję przypadkowych egzemplarzy. Przeglądam blogi, księgarnie internetowe, czytam recenzje, zdarza mi się wchodzić na forum, gdzie czasem toczą się niezwykle interesujące rozmowy o książkach. Kiedy jestem już absolutnie pewna, że na jakiejś książce mi zależy, wtedy odwiedzam księgarnię. Nie pozwalam sobie na pochopne zakupy, szkoda pieniędzy i czasu na lekturę, która skończy mnie ciekawić po kilkunastu stronach, to dotyczy wszystkich książek pisanych według określonego schematu, czyli takich, gdzie bohaterką jest porzucona kobieta, która jakimś cudem dostaje w spadku lub buduje domek, pensjonat, uzdrowisko, itp. Te książki nie są dla mnie! Szkoda mi  miejsca na półkach dla książek, po które z pewnością już nigdy nie sięgnę. Skłamałabym mówiąc, że takich książek nie posiadam, owszem, mam i takie, zaledwie kilka i już niedługo powędrują w inne ręce.

DSCN5295

Jeszcze do niedawna ciężko było mi odłożyć książkę, która mi się nie podobała i nieważne, czy ją kupiłam, czy wypożyczyłam z biblioteki, dopadały mnie wyrzuty sumienia, bo jak można odłożyć książkę, jak można nie dać jej szansy. Czytałam, głowa mi opadała, niemalże zasypiałam, ale brnęłam dzielnie w fabułę, choć tak naprawdę, nie wiedziałam już o czym czytam. Przestałam się poświęcać, teraz odkładam książkę na półkę lub odnoszę do biblioteki. Nie mam zamiaru siebie w ten sposób katować.

DSCN52941

Głód czytelniczy to zmora każdego wielbiciela książek. Walka z nim to ciężka sprawa, zwłaszcza że wydawnictwa kuszą kolejnymi nowościami. Niestety, czytelnik i tak jest na przegranej pozycji. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie przeczytam wszystkich książek, na których mi zależy, więc dokonuję selekcji i wybieram te najważniejsze i najistotniejsze dla mnie. W tym roku postanowiłam robić wykaz przeczytanych książek i stworzyłam sobie listę, na której zapisuję przeczytane lektury. Na koncie mam 46 przeczytanych książek. Nie jest to powalająca liczba, wiem, że są lepsi ode mnie, ale i tak uważam, że to dużo. Mama dwójki małych dzieci nie zawsze ma czas i siłę, żeby czytać.

Czytanie to moja prywatna przestrzeń, w której jestem tylko ja, bohaterowie i opowieść. Do tej przestrzeni zapraszam swoje dzieci, którym bardzo chętnie czytam. Prowadzenie bloga jest jedną z form dzielenia się moją miłością do literatury i bardzo się cieszę, że mnie tak licznie odwiedzacie. Bardzo Wam za to dziękuję i zapraszam serdecznie, każdy jest tu mile widziany i mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie, bo staram się tak dobierać lektury, żeby różne gusta czytelnicze zaspokoić, ale przede wszystkim chcę prezentować moich ulubionych autorów i książki, które uważam za wartościowe. Książkowy zawrót głowy grozi również Wam!

Pozdrawiam serdecznie.

Dominika - MATKA POLKA CZYTAJĄCA :)

Kalle Blomkvist - najlepszy detektyw na świecie!

dosia1331

To straszne! Absolutnie niewiarygodne, okropne i nudne. Żadnej krwi, nawet kropelki, żadnego trupa, totalny brak zbrodni w okolicy. Nawet cienia jakiejkolwiek afery. Wszyscy mili, grzeczni i uprzejmi. Jak tu żyć? Spokojnie, spokojnie, nie zwariowałam, przytaczam, mniej więcej, słowa bohatera książki Astrid Lindgren, bo chciałabym Wam przedstawić niezwykłego chłopca, którego największym marzeniem jest zostać profesjonalnym detektywem.

DSCN52761

Kalle Blomkvist to bardzo pomysłowy, uważny, dociekliwy i wyjątkowo odważny trzynastolatek, którego celem jest zyskać większą sławę, niż znani na całym świecie detektywi. Swoją skutecznością w odkrywaniu zbrodni chce przebić nawet znane postaci z książek, wśród których jest Herkules Poirot, czy lord Peter Wimsey. Jak na detektywa przystało, Kalle ma fajkę, oczywiście bez tytoniu, jest w końcu dzieckiem oraz lupę. Istnieje tylko jeden problem, nasz młodociany detektyw mieszka w tak spokojnej, tak nudnej i tak "okropnie" przyjaznej miejscowości, że o jakiejkolwiek zbrodni może sobie tylko pomarzyć. Cierpi biedaczek z tego powodu, bo praktykować detektywistyczną pasję w tak niesprzyjających warunkach to istny koszmar. "Dlaczego niektórzy ludzie mają szczęście urodzić się w londyńskich slumsach albo w dzielnicy chicagowskich przestępców, gdzie morderstwa i strzelanina są na porządku dziennym?" Dziwne i zaskakujące wnioski, jak na trzynastolatka, nie sądzicie? Nie denerwujcie się jednak i nie zrażajcie, przecież to książka dla dzieci, wszak Astrid Lindgren wiedziała, co robi.

Głównymi bohaterami "Przygód detektywa Blomkvista" są oczywiście Kalle Blomkvist oraz Ewa-Lotta Lisander i Anders Bengtsson, czyli trójka uroczych dzieciaków, które bawią się w najlepsze, całymi garściami czerpiąc z dzieciństwa. Pomysłów mają mnóstwo i nie wahają się ich realizować. Jednak uważny detektyw Blomkvist czuwa nawet w trakcie zabawy, zawsze jest na posterunku, wciąż węszy, sprawdza potencjalnych złoczyńców i robi notatki, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się okazja, by wreszcie dopiąć swego i wytropić zbrodnię wszech czasów. Nadejdzie wreszcie taki dzień, szczęście uśmiechnie się do Kallego, los wynagrodzi cierpliwość chłopca, bo w okolicy pojawi się wyjątkowo podejrzany typ i będzie się działo, naprawdę, będzie się działo!

DSCN52771

Książki Astrid Lindgren uwielbiam, to doskonała, bardzo dobrze napisana i inteligentna proza dla dzieci, ale też wspaniała rozrywka dla dorosłych. Ja tę książkę po prostu "pożarłam". Nie znałam przygód Kallego, nie czytałam w dzieciństwie, dlatego tym bardziej się cieszę, że nadrobiłam zaległości. "Przygody detektywa Blomkvista" to znakomicie nakreślone postaci, wartka akcja, przemyślana fabuła i humor, bez niego ani rusz w książkach Astrid Lindgren. Ta proza się nie starzeje, a dziecięcy sposób postrzegania świata i myślenia o pewnych rzeczach jest dokładnie taki sam, czego przykładem są słowa Ewy-Lotty: "Może tu jeszcze kiedyś przyjdziemy, jak staniemy się już bardzo, bardzo starzy, jak będziemy mieć dwadzieścia pięć lat, czy coś koło tego." Pamiętacie? Nam też kiedyś wydawało się, że trzydziestolatek to już staruszek. Wiele takich komicznych sytuacji znajdziecie w tej książce i zapewniam, że dobry humor Was nie opuści.

Niech dzieciaki nie obawiają się objętości książki, ponieważ moja to zbiorowe wydanie trzech książek, czyli "Detektyw Blomkvist", "Detektyw Blomkvist żyje niebezpiecznie" oraz "Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży". Zapewniam, że po pierwszej z nich będziecie mieli ogromną ochotę na kolejną, a odłożenie tej książki będzie nie lada wyzwaniem. Jestem pewna, że "Przygody detektywa Blomkvista" spodobają się zarówno chłopcom, jak i dziewczynkom. Sprawcie sobie i dzieciom radość, polecam z całego serca.

Niech uśmiech będzie z Wami, do miłego zaczytania.

Autor: Astrid Lindgren
Tytuł: "Przygody detektywa Blomkvista"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 526
Rok wydania: 2015 (1957)
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"
 
 

 

 

 

Bajka dla dorosłych - "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" Agaty Mańczyk

dosia1331

Agata Mańczyk to autorka książek dla młodzieży, tym razem napisała książkę dla dorosłych i szczerze mówiąc, zaserwowała nam niezły kawałek prozy z domieszką fantasy, bajkę dla "dorosłych dziewczynek".

DSCN52681

"Huczmiranki" to historia rodu wyjątkowych, bo obdarzonych niezwykłymi, ponadnaturalnymi mocami kobiet, dla których więzy krwi to nie wszystko, łączy je znacznie więcej.  Huczmiranki to kolejne pokolenia matek i córek, silnych i dumnych kobiet, które by przetrwać i tym samym zachować ciągłość rodu, same, na własne życzenie, pozbawiają się szczęścia. Nie mogą podejmować decyzji bez porozumienia z resztą przedstawicielek rodu, są skazane na zaaranżowane małżeństwa, które zawierają dla zysku i prestiżu, nie ma w nich miejsca na prawdziwą miłość, jest natomiast cel, bo zadaniem każdej Huczmiranki jest urodzenie córki. Wśród kobiet zdarzają się jednak czarne owce, które zamiast posłuszeństwa wybierają wolność i tym samym narażają się na gniew rodziny, osłabienie mocy, a nawet wykluczenie.

Historia Huczmiranek została przedstawiona w trzech perspektywach czasowych, na przestrzeni ponad stu lat. Trzy główne postaci, to żyjąca współcześnie Nina Huczmiran, reprezentująca XX wiek Daria Huczmiran i Linda Huczmiran, z którą podróżujemy do roku 1890. Na uwagę zasługują opisy dawnej i obecnej Warszawy. Muszę przyznać, że jestem pełna podziwu dla pomysłowości Agaty Mańczyk. Tajemnica, magia i zwaśnione, niczym w dramacie Szekspira rody to słowa klucze tej powieści. Już po kilku pierwszych stronach czekałam, kiedy kobiety wyciągną kociołek i jak najprawdziwsze na świecie czarownice, będą warzyły w nim przeróżne substancje, jednocześnie odprawiając czary i rzucając uroki. Zdradzę, że wiele się nie pomyliłam...

"Huczmiranki" to powieść o niezwykłej kobiecej sile, o szczególnej więzi jaka nas, kobiety łączy. To opowieść o potędze zmysłów. Wszystkie jesteśmy trochę czarownicami, bo mamy coś, czego mężczyźni nam zazdroszczą. Posiadamy bowiem intuicję, która bardzo nam w życiu pomaga i od wielu niepowodzeń i niebezpieczeństw potrafi ochronić. W kryzysowych sytuacjach możemy na siebie liczyć, a związek matki z córką jest szczególny.

Bardzo miło spędziłam czas w towarzystwie Huczmiranek, nie analizowałam i nie rozkładałam tej powieści na czynniki pierwsze, nie interesowały mnie środki stylistyczne, konstrukcja, forma i styl, to było dla mnie nieistotne, postawiłam na relaks i się nie zawiodłam. Powieść spodoba się wszystkim kobietom, które w głębi duszy pozostały dziewczynkami z bujną fantazją i wiarą w magię. Ja tę "dziewczynkę" pielęgnuję w sobie i nie chcę żeby mnie opuszczała, bo szczypta magii w dorosłym życiu jest świetnym lekarstwem na wszelkie smutki. Poza tym Huczmiranki zainspirowały mnie do zorganizowania babskiego wieczoru w mojej rodzinie. Kociołka nie będzie, mioteł i Łysej Góry również, ale będą kobiety, więc będzie też moc!

DSCN52691

Nadmieniam, że "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" to pierwszy tom sagi, wiosną 2016 roku ukaże się druga część, "Huczmiranki. Rumianek i mięta". Ja czekam z niecierpliwością.

Polecam i do miłego zaczytania!

Autor: Agata Mańczyk
Tytuł: "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena." Tom 1.
Oprawa: miękka
Ilość stron: 458
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Nasza Ksiegarnia"

 

 

 

 

Lekcja przyrody dla całej rodziny, czyli "Rok w lesie" Emilii Dziubak.

dosia1331

Kiedy byłam małą dziewczynką, tata zabierał mnie i moje siostry na spacery do lasu. Nie były to zwykłe przechadzki leśnymi duktami, ale prawdziwe lekcje przyrody, czyli połączenie przyjemnego z pożytecznym. Na hasło "szukamy wiosny" albo "szukamy zimy", trzy dziewczynki grzecznie ubierały się i były natychmiast gotowe na poszukiwanie zwiastunów nowej pory roku. Podglądałyśmy zwierzęta, owady, roślinność, obserwowałyśmy zmiany zachodzące w przyrodzie. Dzisiaj się z tego śmiejemy, ale bardzo miło wspominamy nasze wędrówki. Nie bez powodu o tym opowiadam, bo chciałabym Wam zaprezentować wyjątkową pod każdym względem książkę autorstwa Emilii Dziubak "Rok w lesie", która może stać się inspiracją do bliższych spotkań z przyrodą.

DSCN5236 

"Rok w lesie" to duża, kolorowa i pięknie wydana książka, która podzielona została na pory roku i w zależności od miesiąca, prezentuje leśne życie zwierząt.

WP_20151021_005

Na pierwszej stronie znajduje się wykaz mieszkańców lasu, każde zwierzę zostało przedstawione na obrazku i dodatkowo krótko opisane. Jest też leśniczy, który dba o porządek w lesie. Każdy miesiąc to inny wygląd lasu. Leśne życie podglądamy za dnia i w nocy, podczas pięknej pogody oraz w czasie deszczu. Obserwujemy, nie tylko życie zwierząt oraz ich zwyczaje, ale również zmieniającą się przyrodę. Poza prezentacją bohaterów nie znajdziecie w tej książce innego tekstu i to właśnie jest cudowne, bo wszystko można sobie dopowiedzieć, stworzyć historię, poznać z bliska niedźwiedzia brunatnego, pięknego bażanta, wyjątkowej urody rysia, sowę, łosia, wiewiórkę, wydrę europejską i wielu innych lokatorów lasu. Gwarantuję Wam, że już nie będziecie musieli tłumaczyć dziecku, kiedy i dlaczego misie śpią? Które zwierzęta prowadzą nocny tryb życia? W jakim celu dokarmiamy zwierzęta zimą? Dlaczego w lesie musimy być ostrożni? Na te i wiele innych pytań wspólnie znajdziecie odpowiedź.

"Rok w lesie" to wspaniała przygoda, rozrywka i przede wszystkim świetna lekcja przyrody dla całej rodziny, bo aspekt edukacyjny tej książki jest niezaprzeczalny. Wszystko można zobaczyć z bliska, podejrzeć o każdej porze dnia i nocy. Nie ma tu ograniczenia ze względu na wiek, do zabawy możecie zaprosić nawet maluszka, na pewno zwróci uwagę na kolorowy i różnorodny świat zwierząt. Wiem, co mówię, bo sprawdziłam reakcję moich dzieci, były zachwycone, a jest miedzy nimi duża różnica wieku. My bawiliśmy się świetnie i wciąż odkrywamy tę książkę na nowo.

Polecam z całą odpowiedzialnością!

Autor: Emilia Dziubak
Ilustracje: Emilia Dziubak
Tytuł: "Rok w lesie"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

 

 

Dziwna, niepokojąca i intrygująca "Nieważkość" Julii Fiedorczuk

dosia1331

Jest piątkowe popołudnie. Pada deszcz. Na biurku kilkanaście książek. Przeglądam, wertuję kartki, czytam opisy na okładkach. Długo nie potrafię zdecydować, którą z nich wybrać. Do ręki biorę tę najcieńszą, niepozorną, z szarą, ponurą i trochę psychodeliczną okładką, na której widnieje niewyraźna sylwetka kobiety, przysłaniającej ręką oczy. Ta ręka jest rozmazana, nieostra, wygląda tak, jakby ktoś nacisnął spust migawki aparatu fotograficznego w momencie wykonywania ruchu. I tak sobie myślę, że być może ta okładka jest odzwierciedleniem treści książki. Nie pomyliłam się...

DSCN5234

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, czym jest stan nieważkości? Otóż, stan nieważkości, w dużym uproszczeniu, oznacza, że coś, co znajduje się w tym stanie, nie ma ciężaru, choć nadal posiada swoją masę. W takim właśnie stanie są momentami bohaterki powieści Julii Fiedorczuk, Zuzanna, Helena i Ewa. Trzy kobiety o różnych charakterach, różnych osobowościach i różnych statusach społecznych. Zuzanna to utalentowana rysowniczka, robiąca karierę w agencji reklamowej. Helena jest mężatką, matką i sprzątaczką, której codziennym rytuałem jest odhaczanie kolejnych zawodowych i domowych obowiązków do wykonania. Natomiast Ewa to bezdomna alkoholiczka, której życiowy majątek znajduje się w reklamówce z napisem "TRIUMPH". Kobiety łączy przeszłość, dzieciństwo w podwarszawskiej miejscowości. Trudno w ich przypadku mówić o przyjaźni, raczej o koleżeństwie. Ta relacja nie przetrwała próby czasu, a jedno tragiczne wydarzenie z przeszłości kładzie się cieniem na dorosłym życiu kobiet i jest powodem jakiegoś odrętwienia, wchodzenia w dziwny stan zawieszenia, w nieważkość, która materializuje się i pochłania myśli kobiet. To pewnego rodzaju powroty do przeszłości, retrospekcje, które są próbą zrozumienia tego, co stało się wiele lat temu, ale nieważkość tych kobiet to momentami również ich teraźniejszość. Zuzanna, Helena i Ewa są po prostu nieszczęśliwe, są jakby w centrum wydarzeń opowiedzianych w powieści i jednocześnie obok nich. W nieważkości właśnie.

Ta powieść ma niezwykły klimat, zwłaszcza że istotną rolę odgrywa tu przyroda, która jest niemym świadkiem wydarzeń i bardzo często ich tłem, pięknie zresztą przez autorkę opisana. "Nieważkość" Julii Fiedorczuk to powieść tajemnicza, momentami szokująca, pozbawiona tabu, ze śmiałymi scenami erotycznymi, a jednocześnie to dojmująco smutna i przygnębiająca lektura. Mam wrażenie, że stawia czytelnika pod ścianą, ściska za gardło, by chwilę potem puścić i nie dawać o sobie zapomnieć.

Na uwagę zasługuje styl w jakim ta powieść została napisana. Żadne słowo nie jest tu zbędne, każde zdanie ma określony cel. Autorka jest poetką i poetyckość przebija się w tej powieści wielokrotnie, chociażby takimi opisami jak ten: "Słońce jeszcze nie wzeszło, ale na bezlistnych drzewach kładła się plama ciepłego światła, jak z reflektora. (...) Plama zaczęła się stopniowo rozszerzać, wreszcie słońce wyszło zza skarpy i wtedy drzewa na moment zapłonęły, a potem zgasły."  

"Nieważkość" Julii Fiedorczuk to doskonale skomponowana, bardzo dobrze napisana powieść, z wyrazistymi postaciami pierwszo i drugoplanowymi oraz ciekawą fabułą. Zabrzmi to paradoksalnie, ale tę książkę czyta się przyjemnie i szybko, mimo, że atmosfera jest duszna i gęsta. Od tej powieści ciężko się oderwać i z każdą kolejną stroną wciąga coraz bardziej, a historia w niej opowiedziana zostaje z czytelnikiem jeszcze długo po przeczytaniu ostatniego zdania.

Polecam!

Autor: Julia Fiedorczuk
Tytuł: "Nieważkość"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 280
Wydawnictwo Marginesy

 

 

 

 

 

Literatura kobieca, czyli jaka?

dosia1331

Dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim tym, którzy literaturze, zupełnie niepotrzebnie, nadają płeć. Wielokrotnie będąc w księgarniach, czy bibliotekach słyszałam podobne pytania. Co mogę pani polecić? Coś dla kobiet, czy może coś poważniejszego? Po czym, prawie zawsze, pada nazwisko autora, który jest mężczyzną. Przepraszam bardzo, w takim razie mam rozumieć, że jeśli autorem jest kobieta, to książka jest do niczego, nie jest warta uwagi, czyli to płytka, pozbawiona sensu paplanina o niczym? Nerwy trzymam na wodzy, liczę do dziesięciu i uśmiechając się grzecznie  dziękuję za "pomoc", bo osoba, która ją proponuje minęła się z powołaniem albo z braku innych możliwości wylądowała w miejscu, do którego nigdy nie powinna trafić!

Wśród moich ulubionych autorów są zarówno kobiety jak i mężczyźni. Nie dzielę literatury na kobiecą i męską, ale na dobrą i złą. Czytam dużo, różnych książek i nigdy do głowy mi nie przyszło, żeby literaturę klasyfikować na podstawie płci. Oczywiście zgadzam się z tym, że są książki, które nie poruszają tematów dręczących ludzkość, nie próbują odkrywać tajemnic tego świata, ale wśród czytelników są też takie osoby, którym absolutnie na tym nie zależy, bo w literaturze szukają wytchnienia, pięknych pejzaży, opowieści o romantycznej miłości, historii o dobru, które zawsze pokonuje zło. I co z tego, że po tego typu literaturę sięgają zazwyczaj kobiety? Podkreślić jednak muszę, że taką literaturę tworzą również mężczyźni, zapewne znacie powieści Nicholasa Sparksa.

Mnie również zdarza się czytać książki, które mają opinię "lekkich, łatwych i przyjemnych", a na niektórych półkach bibliotecznych, czy księgarnianych opisane są jako "literatura kobieca". Nie do końca jest to sprawiedliwa ocena. Lubię książki Moniki Szwai, które właśnie do "literatury kobiecej" są zaliczane. Powieści tej autorki to pigułki rozweselające, ogromne dawki optymizmu, wiary w lepsze jutro, ale to też historie, które dzieją się w naszych domach, problemy, które dotykają nas lub naszych bliskich. Takiej literatury też czasem potrzebuję. Nie wstydzę się tego i nie mam zamiaru przed nikim tłumaczyć. Raz czytam coś dla rozrywki, innym razem z literatury czerpię wiedzę. Jednego dnia sięgam po "Dziennik Bridget Jones" Helen Fielding, by odpocząć w towarzystwie zabawnej kobiety, szukającej miłości swego życia i próbującej jednocześnie zgubić nadprogramowe kilogramy, a następnego dnia czytam "Gułag" Anne Applebaum, książkę wybitną, docenioną na świecie, poruszającą trudny i bolesny temat. Dwie kobiety, dwie autorki i dwie jakże różne książki.

Literatura kobieca, czyli jaka? Tworzona przez kobiety? Tworzona dla kobiet? Dotycząca tylko kobiet? Opowiadająca o kobietach? Sami pewnie rozumiecie, że to bez sensu. Różne są gusta, a skoro o gustach nie powinno się dyskutować, to po prostu tego nie róbmy. Niech każdy czyta to, co uważa za słuszne i to, czego w danym momencie potrzebuje. Nie stawiajmy w złym świetle literatury tworzonej przez kobiety, nie nadawajmy jej pejoratywnego znaczenia, bo to bardzo krzywdzące i wyjątkowo niesprawiedliwe. Nie szufladkujmy autorów z powodu ich płci. Literatura nie ma płci!

Na koniec, aby wszystkich pogodzić i różne gusta czytelnicze zaspokoić, proponuję poniższe lektury.

DSCN5218

Pięknych, mądrych i wartościowych książęk Wam życzę.

Do miłego zaczytania, jak zawsze!

 

Świat dziecka, czyli "Księga gramatyki intymnej" Dawida Grosmana.

dosia1331

Nie ukrywam, że na taką książkę czekałam. "Księga gramatyki intymnej" Dawida Grosmana to niesamowita powieść. Doskonale skonstruowana fabuła, wyraziste postaci, niebanalne podejście do tematu dzieciństwa, to po prostu świetnie napisana książka. Ale po kolei...

DSCN5207

Jest 1967 rok, Bejt ha-Kerem, Jerozolima. Główny bohater Aharon Klajnfeld to nastolatek, dziecko żydowskich imigrantów, pochodzących z Polski. Aharon przygotowuje się do wyjątkowego wydarzenia w swoim życiu, bar micwy, żydowskiej uroczystości, podczas której chłopiec stanie się pełnoletnim wobec prawa. Poznajemy jego codzienność, rodzinę, przyjaciół, szkolnych kolegów, sąsiadów i zwyczaje panujące w tym środowisku. Podpatrujemy dziecięce zabawy, rozmowy i konflikty.

Aharon to świetny obserwator, dociekliwy i wyjątkowo uważny, który z mikroskopijną wręcz dokładnością dostrzega pewne rzeczy. Wiele sytuacji jest dla niego powodem rozważań, z których wyciąga przeróżne wnioski.

W szufladzie ze skarpetami, Aharon dokonuje niezwykłego odkrycia, znajduje bowiem zdjęcia pornograficzne. Znalezisko zaprząta myśli chłopca, a szuflada staje się sekretem, który przyciąga jak magnes i jest przyczyną fantazji. Aharon zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że dorasta, staje się kimś innym, zauważa zachodzące w sobie zmiany fizyczne i psychiczne. Natomiast w tle toczą się różne ważne wydarzenia historyczne i polityczne. Aharon nie zwraca na nie uwagi, zamyka się na otaczającą rzeczywistość, nie godzi się z bólem, śmiercią i przemocą. Aharon po prostu nie godzi się na dorosłość i odmawia wejścia w nią. Chłopiec chce pozostać dzieckiem... 

Przez wiek dojrzewania przechodziliśmy wszyscy, dla jednych był to trudny proces, dla innych łatwy. Każdy z nas przekraczał w końcu granicę, za którą pozostawało dzieciństwo, zabawa, beztroska i niewinność. Dawid Grosman wyjątkowo umiejętnie, subtelnie i niezwykle obrazowo przedstawił ten etap życia człowieka.

"Księga gramatyki intymnej" Dawida Grosmana to historia o dojrzewaniu, odkrywaniu seksualności, fascynacji płcią przeciwną, próbie zrozumienia różnic dotyczących świata kobiet i świata mężczyzn. Ta powieść to pięćset dwadzieścia sześć stron inteligentnej i wzruszającej prozy.

Przeczytajcie koniecznie, polecam!

Autor: Dawid Grosman
Tytuł: "Księga gramatyki intymnej"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 526
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Świat Książki

 

 

MATKA POLKA CZYTAJĄCA dziękuje ILUSTRATOROM.

dosia1331

DSCN5198

Nie potrafię malować, narysowanie prostej kreski sprawia mi kłopot i zawsze w tym celu używam linijki. Plastyka nie była moim ulubionym przedmiotem w szkole, choć muszę przyznać, że miałam bardzo sympatyczną i nader wyrozumiałą nauczycielkę, która nie ganiła mnie za brak umiejętności, a wręcz przeciwnie, zachęcała i motywowała do pracy. Doskonale wiem, że często powstrzymywała się od śmiechu, a nawet, o zgrozo, wieszała moje prace na specjalnej tablicy przeznaczonej na "dziecięce arcydzieła", a chciałabym podkreślić, że nie wszystkie prace uczniów mojej klasy tam trafiały. Wątpię, abym to wyróżnienie zawdzięczała urokowi osobistemu, a może? Pamiętam, jak mieliśmy namalować wspomnienia z wakacji, do dziś moja mama często do tego wraca, bo "dzieło", które stworzyłam było tak okropne, tak niewiarygodnie niepodobne do niczego, że nawet nie śmiem pisać, co tam napaćkałam farbami. Cóż było, ale nie minęło, bo nadal nie umiem malować i nawet mój syn czasem patrzy z niedowierzaniem na to, co zdarza mi się nagryzmolić. Kochane i wyrozumiałe mam dziecko, nie śmieje się z matki i pociesza, jak tylko może, bo sam rysuje bardzo ładnie. Najgorsze jest to, że w głowie mam przepiękny obraz tego, co chciałabym namalować, dokładnie widzę wszystkie kontury, kształty, formy, kolory, załamanie światła, ale nijak nie potrafię przetransportować obrazu z głowy do ręki, która dokonałaby reszty zadania. Podziwiam osoby potrafiące malować i chyba troszkę im zazdroszczę...

Mój zupełny brak talentu sprawił, że zawsze bardzo zwracałam uwagę na ilustracje w książkach dla dzieci. Jedne wzbudzały i wzbudzają mój zachwyt do dziś, ale są wśród nich również takie, które do mnie nie przemawiają.

Wybierając książki dla dzieci zwracam uwagę przede wszystkim na to, czy dana lektura jest odpowiednia do wieku dziecka, ale na ostateczną ocenę książki wpływają również ilustracje. Myślę, że ilustratorów często traktujemy po macoszemu, a to bardzo niesprawiedliwe, bo dobre ilustracje dopełniają lekturę, są jej bardzo ważnym elementem, tworzą całość.

DSCN5181

Pamiętam, jak w prezencie dostałam "Baśnie" Hansa Christiana Andersena, bo wertowałam kartki, w tę i z powrotem, nie mogąc się nadziwić, jakie piękne były w książce ilustracje. Zresztą zachwycam się nimi do dziś, bo jest w nich coś magicznego, są bardzo charakterystyczne, wyjątkowe, niepowtarzalne, po prostu piękne. Ich autorem jest Jan Marcin Szancer, który stworzył ilustracje do wielu książek dla dzieci i dorosłych, między innymi  "Akademii Pana Kleksa" Jana Brzechwy, "Pinokia" Carlo Collodiego, czy "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza.

DSCN5184

Jan Marcin Szancer jest dla mnie absolutnym numerem jeden, ale znakomitych ilustratorów jest więcej. Wśród moich ulubionych są, Zbigniew Lengren, Ernest Shepard, Halina Bielińska, Zbigniew Rychlicki, John Tenniel, Aneta Głowińska czy Artur Piątek.

Nie tylko autorom książek należy się uznanie, ale również twórcom ilustracji, to dzięki ich pracy wiele książek zapisało się w naszej pamięci. Jak bardzo ważna jest ilustracja niech świadczy fakt, że "Baśnie" Andersena są dla wielu czytelników tożsame z ilustracjami Jana Marcina Szancera.

Wyrazy uznania dla talentu i zmysłu obserwacji dla ilustratorów literatury dziecięcej.

Pozdrawiam serdecznie.

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

 

 

 

Czym jest autyzm? Lisa Genova "Kochając syna"

dosia1331

DSCN5176

To moje pierwsze czytelnicze spotkanie z autorką książki "Kochając syna". Lisa Genova to amerykańska pisarka, która z zawodu jest lekarzem specjalizującym się w neurobiologii, a debiutowała kilka lat temu, bestsellerową powieścią "Motyl". "Kochając syna" to kolejna powieść w dorobku literackim tej pisarki.

Pamiętacie głośną kampanię społeczną z aktorem Bartłomiejem Topą, który wcielił się w człowieka dotkniętego autyzmem? Dziwne, niepokojące zachowanie aktora w warszawskim metrze stało się w mediach powodem plotek, insynuacji i niezdrowego wręcz zainteresowania osobą aktora. Wieszczono koniec jego kariery i chorobę psychiczną. Później okazało się, że szokujący film jest elementem kampanii społecznej mającej na celu ukazanie ludzi zmagających się z autyzmem. Niedługo po emisji filmu, Bartłomiej Topa tłumaczył, że udział w kampanii potraktował jako zadanie aktorskie, mające na celu pokazanie społeczeństwu czym jest autyzm.

Próby wyjaśnienia tego schorzenia podjęła się również Lisa Genova w powieści "Kochając syna". Bohaterkami opowieści uczyniła dwie kobiety, Beth i Olivię, zaś miejscem akcji Wyspę Nantucket. Historia kobiet biegnie w powieści dwutorowo, ale w pewnym momencie zostanie scalona. Raz narratorką jest Beth, innym razem Olivia. Kobiety poznajemy w chwili, kiedy zostają przez los poddane ciężkiej próbie. Beth cierpi z powodu małżeńskiej zdrady, ale też z poczucia winy, że owo małżeństwo stało się powodem porzucenia jej marzeń o karierze. Natomiast Olivia, to rozpaczająca po śmierci syna matka oraz próbująca się pogodzić z rozpadem małżeństwa kobieta.

Dla mnie o wiele ciekawsza okazała się opowieść Olivii, ponieważ historii podobnych do Beth są w literaturze tysiące. Olivia zwierza się czytelnikowi z ogromnego bólu, opowiada o śmierci ukochanego synka o imieniu Anthony, który cierpiał na autyzm. Przyznaję, że jej opowieść chwyta za serce, Olivia dzieli się z czytelnikiem zapiskami ze swojego pamiętnika, jej bolesne wspomnienia przerażają i skłaniają do myślenia. (...) "Terapia behawioralna, logopeda, ćwiczenia i zabawy na podłodze, integracja sensoryczna, chelatacja, dieta bezglutenowa, bezkazeinowa, zastrzyki witaminy B12. Pediatrzy, neurolodzy, gastroenterolodzy, psychoterapeuci, fizjoterapeuci, bioenergoterapeuci. Od medycyny tradycyjnej po alternatywną, a nawet wudu." (...) Zastanawialiście się kiedyś, co czulibyście, gdyby Wasze dziecko nie utrzymywało z Wami kontaktu wzrokowego, nie odwzajemniało uśmiechu, nie reagowało na proste polecenia, a wykonywało jakieś dziwne, mechaniczne i powtarzalne czynności? Co zrobilibyście, gdyby żyło we własnym, zamkniętym świecie, do którego trzeba się mozolnie przedzierać, próbować burzyć kolejny mur i wciąż napotykać niesłychany opór? Jak zachowalibyście się w sytuacji, kiedy Wasze dziecko byłoby obiektem zainteresowania gapiów, idiotycznych komentarzy pod Waszym i dziecka adresem? Jak radzilibyście sobie z ostracyzmem? Na te i wiele innych pytań dotyczących autyzmu próbuje odpowiedzieć Lisa Genova.

Nie jest to wybitna pod względem warsztatowym powieść. Wrażliwego na słowo czytelnika, z pewnością, nie zadowoli. Ja jednak postanowiłam przymknąć oko na pewne rzeczy i skupiłam się tylko i wyłącznie na próbie zrozumienia, czym jest autyzm, jakie są jego objawy i wreszcie, jak przebiega rehabilitacja osoby dotkniętej tym schorzeniem. Przyznaję, że Lisa Genova w bardzo prosty i przystępny dla laika sposób objaśnia problem.

Poznajcie losy obu kobiet, dowiedzcie się, czym jest autyzm. Spróbujcie postawić się na miejscu matki, dla której trzy proste słowa "popatrz na mnie" są powodem frustracji, bólu, braku nadziei i rezygnacji. Jestem pewna, że po tej lekturze łaskawszym okiem spojrzycie na rozhisteryzowane dziecko i chcącego zapaść się pod ziemię z bezradności, poczucia winy i wstydu rodzica. Będziecie się zastanawiać, czy to chwilowy kaprys, czy poważniejszy problem. Nie osądzajmy, próbujmy zrozumieć.

Polecam tę lekturę wszystkim, rodzicom zwłaszcza.

 
Autor: Lisa Genova
Tytuł: Kochając syna
Oprawa: miękka
Liczba stron: 430
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo Filia
 

 

 

Samochodzik, laleczka czy książeczka? Co zrobić, by dziecko polubiło książki?

dosia1331

DSCN5169

Jak podają, co jakiś czas, media, czytanie książek nie jest, kolokwialnie mówiąc, naszym sportem narodowym. W innych krajach europejskich czyta się o wiele więcej, ale i tak w skali całego świata czytelnictwo notuje spadek. Statystyki nie są zatem zadowalające. Zaistniałą sytuację tłumaczymy brakiem czasu, możliwości finansowych, bo książki są przecież drogie, ale wśród nas są również tacy, którzy tłumaczą się zwyczajnym brakiem potrzeby zagłębiania się w lekturę. Rzeczywiście żyjemy w czasach, gdzie wszystko pędzi w zastraszającym tempie. Wpadliśmy w machinę, której nie potrafimy już zatrzymać. Ja to wszystko doskonale rozumiem, ale człowiek potrzebuje czasem odpoczynku, więc miło jest regenerować siły na przykład z książką w ręku, zaś tych wcale nie trzeba kupować, bo korzystać można z biblioteki, a co do braku chęci czytania, to sprawa jest trudna, bo niestety znam przypadki beznadziejne, stroniące od książek. A szkoda! Książka to przygoda, relaks, pogłębianie wiedzy, rozwój intelektualny, nic tak, jak książka właśnie nie pobudza naszej wyobraźni.

DSCN51601

W moim domu książki były zawsze, więc nie wyobrażam sobie, żeby nagle miałoby ich zabraknąć. Książki są bowiem częścią mnie i rację przyzna mi każdy, kto żyć bez nich nie potrafi.

Samochodzik, laleczka czy książeczka? Trudny wybór dla dziecka, prawda? Od czego jednak jesteśmy my, dorośli, rodzicie. To w naszym interesie powinno być to, czy dziecko zostanie kiedyś czytelnikiem. Jeśli w dzieciństwie nie zapoznamy go ze światem książek, to z pewnością w dorosłym życiu nie sięgnie po nie. Proszę mnie źle nie zrozumieć, wiem, że dzieciństwo nie opiera się wyłącznie na książkach. Zabawki są w nim równie ważne, ale właściwy wybór zabawek i książek to inwestycja w ogólny rozwój dziecka, to kształtowanie jego osobowości i edukacja. Wiadomo przecież, że "czym skorupka za młodu nasiąknie..."

Wyłączmy czasem telewizory, komputery, smartfony, nie pozwólmy tym pożeraczom czasu na zbytnią ingerencję w nasze życie, a już na pewno na zabieranie cennych chwil na zabawę z dzieckiem, której częścią może być też książka.

DSCN51611

Ja obok zabawek, całkiem sprytnie uważam, poustawiałam książki i ku mojej wielkiej radości, dzieci chętnie właśnie po nie sięgają. Ułożenie książek w towarzystwie zabawek to zawsze jakaś alternatywa, możliwość wyboru. Jest tyle pięknych i mądrych książek dla dzieci. Wydawnictwa prześcigają się w propozycjach lektur dla dzieci. Czytajmy naszym pociechom dla ich dobra i dla własnej przyjemności również. Sięgajmy zarówno po klasykę, jak i po nowości. Odwiedzajmy biblioteki, już przedszkolakowi można założyć kartę biblioteczną. Wprowadzajmy dobre, czytelnicze nawyki, to inwestycja w przyszłość naszych dzieci.

Na koniec chciałabym wyjaśnić, dlaczego umieściłam zdjęcie serii o Harrym Potterze, z prostego powodu, znam kilka dorosłych osób, które właśnie od przygód młodego czarodzieja rozpoczęły swoją fascynację literaturą. Lepiej późno, niż wcale.

Do miłego zaczytania!

 

Trudna sztuka reportażu."Pani Stefa" Magdaleny Kicińskiej

dosia1331

Reportaż jest trudnym, wymagającym i pochłaniającym mnóstwo czasu gatunkiem publicystyczno-literackim. Praca, jaka się z nim wiąże to godziny, dni, a często również lata spędzone na gromadzeniu informacji, docieraniu do świadków wydarzeń, szukaniu zdjęć, pamiątek, rzeczy.

Reportaż jest bardzo popularnym gatunkiem, a wśród Polaków jest wiele wybitnych postaci, które dzięki swoim reportażom zyskały popularność i uznanie, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Któż nie słyszał chociażby o Melchiorze Wańkowiczu, Ryszardzie Kapuścińskim, czy Teresie Torańskiej. Coraz częściej słyszymy o nowym, młodym i zdolnym pokoleniu reporterów, być może wśród nich znajdą się godni następcy tych najwybitniejszych.

DSCN5155

Ciężkiego reporterskiego zadania podjęła się Magdalena Kicińska w książce "Pani Stefa". Młoda dziennikarka, publikująca między innymi w "Dużym Formacie" "Wysokich Obcasach" i "Polityce", dokonała rzeczy prawie niemożliwej. Bohaterką reportażu uczyniła zapomnianą przez historię Stefanię Wilczyńską, która wraz z Januszem Korczakiem prowadziła słynny żydowski Dom Sierot przy ul. Krochmalnej 92. Postać Janusza Korczaka jest nam doskonale znana, to słynny lekarz, pisarz i świetny pedagog, który zginął w obozie zagłady w Treblince. Kto jednak słyszał o Stefanii Wilczyńskiej? Kto, prócz kilku sierot żydowskich, wychowanków domu, pamięta wysoką, postawną brunetkę, stanowczą i wymagającą panią Stefę, która często zastępowała im matkę?  

"Wiadomo" występuje w tej książce na równi z "nie wiadomo". Mnóstwo w historii Stefanii Wilczyńskiej znaków zapytania, bo niewiele pamiątek, zdjęć i listów po niej zostało. Magdalena Kicińska wytrwale tworzy portret pani Stefy z fragmentów jej zapomnianej biografii. Wielu luk nie udało się jej zapełnić, ale i tak dokonała, moim zdaniem, rzeczy niemożliwej, ustawiła Stefanię Wilczyńską nie za kulisami Domu Sierot, ale w jego centrum. Wymowne jest również zdjęcie na okładce, na której widnieje Janusz Korczak ze Stefanią Wilczyńską, ale to ona, być może pierwszy raz, gra główną rolę, bo sylwetka Korczaka nie jest na zdjęciu pełna.

Magdalenie Kicińskiej należą się brawa, nie tylko za przywrócenie Stefanii Wilczyńskiej naszej pamięci, a tym samym trwałe już zapisanie jej na kartach historii, ale również ze względu na fakt, że nie stworzyła mitu i przedstawiła prawdziwą kobietę z krwi i kości. Człowieka, który też miewał lepsze i gorsze dni, który cierpiał i zmagał się z trudnymi czasami, w których przyszło mu żyć. Kicińska nie przedstawiła nam anioła, nie idealizuje Wilczyńskiej, nie ocenia, ale pokazuje taką, na jaką pozwala jej zebrany materiał, a to i tak dużo, bo Stefania Wilczyńska nie jest już postacią anonimową.

"Pani Stefa" Magdaleny Kicińskiej nie jest lekturą łatwą, ma dość duży ładunek emocjonalny, ponieważ oprócz pani Stefy bohaterem tego reportażu są również dzieci, sieroty, wychowankowie Domu, których życie nie oszczędzało, borykali się z wieloma problemami, biedą i antysemityzmem. Dom Sierot był ich chwilowym wybawieniem, swoistą oazą spokoju, bo po wyjściu, już za jego murami, dopadała ich trudna rzeczywistość.

"Pani Stefa" jest wyjątkową pozycją na rynku wydawniczym, nie przeoczcie jej na księgarnianych półkach. Poznajcie Panią Stefę, poznajcie dzieci z Domu Sierot.

Zapraszam do lektury, jest tego warta, absolutnie.

Autor: Magdalena Kicińska
Tytuł: "Pani Stefa"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 272
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo Czarne

 

 

 

 

Władza to kobieta - Jean des Cars "Kobiety, które zawładnęły Europą"

dosia1331

Władza to kobieta i wątpię żebym tym stwierdzeniem popełniła faux-pas, bo na kartach historii zapisało się wiele kobiet, które w niczym nie ustępowały mężczyznom, często były od nich o wiele inteligentniejsze, sprytniejsze, a ich rządy równie brutalne.

DSCN5139

Jean des Cars w książce "Kobiety, które zawładnęły Europą" przedstawia dwanaście kobiet, od Katarzyny Medycejskiej zaczynając, a na Elżbiecie II kończąc. Te kobiety to wyjątkowe postaci historyczne, które różnie zapisały się w ludzkiej pamięci. Jedne z nich dały się poznać jako inteligentne, przebiegłe i rządne władzy monarchinie, ale wśród nich są również takie, których okres panowania miał łagodny przebieg, polityka opierała się na dialogu, bez niepotrzebnego rozlewu krwi, czym zjednały sobie serca poddanych. Kilka życiorysów tych kobiet znamy z filmów. Z pewnością pamiętacie film "Sissi" z nieodżałowaną Romy Schneider w roli głównej, opowiadający o losach Elżbiety, cesarzowej Austrii i królowej Węgier, pieszczotliwie nazywanej przez rodzinę Sissi. Któż nie słyszał o Katarzynie II, cesarzowej Rosji,bezwzględnej carycy, nazywanej Semiramidą Północy, która niechlubnie zapisała się na kartach historii naszej ojczyzny. Jean des Cars pisze, że jej ulubionym symbolem był ul, zresztą nie bez powodu, bo Katarzyna II słynęła z ogromnej pracowitości. Trochę niefortunnie, moim zdaniem, znalazła się w tym gronie ostatnia z opisywanych władczyń, czyli Elżbieta II, a to z racji tego, że jest nadal panującą królową i czas na podsumowanie dopiero nastąpi.

Nie spodziewajcie się po tej książce odkrycia jakichś nieznanych faktów z życia tych kobiet, choć można w niej znaleźć kilka ciekawostek, są to raczej prezentacje sylwetek, próba przypomnienia losów monarchiń, krótki opis ich dochodzenia do władzy i sprawowania rządów. Ponadto jest to również ciekawy przegląd epok, obyczajów, pałacowych intryg, a nawet mody obowiązującej w poszczególnych okresach historycznych, bowiem w książce znajdziecie przepiękne zdjęcia portretów władczyń. Ta książka nie jest wybitną pracą naukową i z pewnością nie zadowoli historyków, ale też nie takie jest jej przeznaczenie, bo moim zdaniem adresowana jest do zwykłego czytelnika, który dla rozrywki i ze zwykłej ciekawości raczej, niż z chęci pogłębienia wiedzy po nią sięgnie. Muszę jednak przyznać, że po jej lekturze czuję pewien niedosyt, bo wiele szczegółów autor pominął, o samej tylko carycy Katarzynie II można by takiej objętości książkę napisać. Nie taki był jednak cel autora, jego zadaniem było przypomnieć życiorysy wielkich królowych Europy i to zostało wykonane.

Zdecydowanie na uwagę zasługuje wydanie tej książki. Piękna, twarda oprawa, wyjątkowe zdjęcia portretów i ładny papier, tę książkę czyta się z przyjemnością, cieszy również oko. 

Jeśli po lekturze "Kobiet, które zawładnęły Europą" będziecie mieli jeszcze ochotę poprzebywać na europejskich dworach, w towarzystwie koronowanych głów i poznać pałacowe życie oraz zajrzeć do niejednej komnaty, to polecam książkę autorstwa Ewy Stachniak "Katarzyna Wielka".

DSCN5150

Pozdrawiam serdecznie i miłej lektury życzę.

 

Autor: Jean des Cars
Tytuł: "Kobiety, które zawładnęły Europą"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo MUZA SA

Jesień z książką

dosia1331

Piękną mamy jesień, skąpaną w słońcu, mieniącą się cudownymi kolorami. Spacery są wyjątkową przyjemnością. Kasztany i żołędzie spadają z drzew, dzieci są zachwycone, bo dary jesieni znów są na wyciągnięcie ręki, można nimi udekorować mieszkanie i zrobić ludziki, to dopiero frajda!

DSCN5110

Znakomicie ta jesień zaczęła się również dla Olgi Tokarczuk, która została laureatką Nagrody Literackiej "Nike" za książkę "Księgi Jakubowe".  Gratuluję i kłaniam się nisko!

Cały literacki świat czeka teraz na laureata Nagrody Nobla. Przyznam, że mam faworyta, za którego mocno trzymam kciuki. Chciałabym, żeby tę nagrodę znowu otrzymał Polak, mamy przecież wspaniałych, inteligentnych ludzi pióra, których twórczość jest światowej klasy i powinna zostać znowu dostrzeżona. Czekajmy cierpliwie...

Jesień to wyjątkowa pora roku również na rynku wydawniczym, bo księgarniane półki, aż uginają się od nowości, a książki wprost "uśmiechają" się do czytelników. Wielbiciele książek mają zatem w czym wybierać. Ta przyjemność do najtańszych niestety nie należy, zwłaszcza kiedy chcemy kupić kilka egzemplarzy. Trudno oprzeć się pokusie, wiem z własnego doświadczenia, bo ostatnio kupiłam trzy książki, a obiecywałam sobie, że księgarnie będę omijać szerokim łukiem, a także ślepa i głucha będę na wszelkie reklamy i promocje. Cóż ja na to poradzę? Czytanie to nałóg. Nie dajmy się jednak zwariować i zaglądajmy też do bibliotek, które, co mnie bardzo cieszy, zaczęły wreszcie zabiegać o czytelników i również inwestują w nowości. Bibliotekę w mojej miejscowości odwiedzam regularnie i chętnie korzystam z jej zasobów, wypożyczam nowości, ale również starsze książki, do czego gorąco namawiam, bo przecież książka wydana kilka lat temu również zasługuje na uwagę. Kilka dni temu połączyłam przyjemne z pożytecznym i w drodze powrotnej ze spaceru z dziećmi wstąpiliśmy do biblioteki. Znalazłam kilka ciekawych tytułów. Dwie książki już zdążyłam przeczytać i chętnie podzielę się moimi wrażeniami.

DSCN5115

Wczorajsze niedzielne popołudnie spędziłam w iście królewskim towarzystwie, z pięknie wydaną książką, o której napiszę już jutro. Dodam tylko, że po jej lekturze utwierdziłam się przekonaniu, że władza to kobieta, czasem wyjątkowo niebezpieczna...

DSCN5129

Jesień sprzyja czytaniu, a kto ma możliwość czytać na świeżym powietrzu, powinien korzystać, bo jest wyjątkowo ciepło. Wygodny fotel, kubek gorącej herbaty lub aromatycznej kawy i książka. Czego chcieć więcej...

DSCN51081

 DSCN51131

Pozdrawiam serdecznie i miłej lektury życzę.

 

Romans nad Bosforem...

dosia1331

Powieść Theresy Revay "Na drugim brzegu Bosforu" poleciła mi znajoma bibliotekarka. Trochę sceptycznie podeszłam do tej książki, bo nazwisko autorki nic mi nie mówiło, a do tego kiczowata okładka kompletnie mnie zniechęcała. Wzięłam jednak, bo ostatecznie przekonał mnie krótki opis książki na okładce i wzmianka o autorce głosząca, że to: "francuska pisarka i tłumaczka uznawana za jedną z najlepszych współczesnych autorek powieści historycznych".

Przyznam, że trochę ta powieść poleżała na mojej półce. Książek o tematyce wojennej przeczytałam ostatnio kilka i szczerze mówiąc, po lekturze "Małej zagłady" Anny Janko oraz "Sońki" Ignacego Karpowicza poprzeczka została podniesiona i to bardzo wysoko. Zbliżał się jednak termin oddania książki do biblioteki, więc...

Pierwsze kilkanaście stron zmęczyło mnie, nie wiem, czy to wina mojego nastawienia, czy języka i stylu w jakim ta książka została napisana. Przeczytałam jednak, ale ciężko będzie mnie namówić do poznania pozostałej twórczości tej autorki.

DSCN5099

Theresa Revay w "Na drugim brzegu Bosforu" przedstawia historię Turcji po przegranej wojnie. Opowieść rozpoczyna się od listopada 1918 roku, kiedy to Stambuł znajduje się pod okupacją Aliantów. Turcja nie potrafi pogodzić się z klęską, jaką poniosła w I wojnie światowej. Przegrani nie mogą znieść faktu, że na ich ziemiach panoszą się obywatele innych krajów, którzy wnoszą chaos i złe obyczaje. Okupanci to przecież niewierni, Turcy zaś, to w zdecydowanej większości muzułmanie, wyznawcy islamu. Poza tym Turcja żyje wspomnieniami o potędze i chwale Imperium Osmańskiego, kiedy to inne narody klękały przed nimi, dlatego obecność Aliantów to dla nich ujma na honorze. Rośnie więc niezadowolenie i brakuje akceptacji nowej rzeczywistości. Turcy postanawiają stawić wrogom opór i przywrócić dawną świetność swemu państwu.

Bohaterką powieści Theresy Revay jest Leyla, młoda, piękna i inteligentna żona Selima, sekretarza sułtana Mehmeta VI. Leyla jest zaprzeczeniem stereotypowego myślenia o muzułmańskich kobietach, co widoczne jest zwłaszcza w jej kontaktach z teściową, byłą niewolnicą sułtańskiego seraju. Leyla to wykształcona, oczytana i znająca języki obce kobieta, pragnąca wyjść spod męskiej dominacji. Natomiast teściowa Leyli to strażniczka tradycji, dla której religia i obyczaje są najważniejsze. Spokój rodziny zostanie zakłócony przybyciem francuskiego oficera, który zamieszka z rodziną w jednej z części rezydencji należącej do Leyli i Selima. Przyczyną kłopotów stanie się też działający w ruchu oporu Orhan, brat Leyli, który do domu siostry sprowadzi ciężko rannego Niemca, Hansa Kastnera. Jego obecność zmieni w życiu Leyli wszystko...

Przykro mi, ale nie zachwyciłam się tą powieścią. Chwilami odczuwałam znużenie, wytrwałam jednak do końca tej historii, bo moje zainteresowanie budziły opisy życia w Turcji, zwyczaje tam panujące, zamiłowanie do bogatej biżuterii, turecki przepych, podział na świat kobiet i świat mężczyzn, ale przede wszystkim kultura i religia. Dla mnie powieść Theresy Revay to romans z powojenną historią Turcji w tle. Wiem natomiast, komu ta książka na pewno przypadnie do gustu. W telewizji publicznej jest wyświetlany turecki serial "Wspaniałe stulecie" opowiadający o losach sułtana Sulejmana II Wspaniałego, wielkiego władcy Imperium Osmańskiego, o którym zresztą Revay wspomina.

Wszystkich zainteresowanych Turcją, a zwłaszcza Imperium Osmańskim informuję, że na rynku wydawniczym pojawiło się nowe, poprawione wydanie książki Jerzego S. Łątki, poświęconej sułtanowi Sulejmanowi II Wspaniałemu.

DSCN51001

Do miłego zaczytania!

Autor: Theresa Revay
Tytuł: "Na drugim brzegu Bosforu"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 464
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo "Świat Książki"

 
 


 

 

Cudowna niania, czyli "Mary Poppins" P. L. Travers.

dosia1331

Jeśli nie czytaliście książki "Mary Poppins" P. L. Travers, to może widzieliście film Walta Disneya opowiadający o niezwykłej niani, która pewnego dnia, niesiona wiatrem, trafia na ulicę Czereśniową 17. Gdybyście jednak nie nie mieli pojęcia, kim Mary Poppins jest, to chętnie Wam ją przedstawię.

DSCN50962

Jak już wspomniałam, Mary Poppins jest nianią, która w dość niezwykły sposób trafia do rodziny Banksów, bo dosłownie spada z nieba, a posadę otrzymuje bez referencji i zbędnych rozmów. Zostaje nianią i już. Jej zadaniem jest opieka nad rodzeństwem, Janeczką, Michasiem oraz bliźniętami Jasiem i Basią. Mary Poppins to, mówiąc delikatne, specyficzna postać. Nie budzi sympatii, jest humorzasta, nie znosi sprzeciwu i to do niej należy ostatnie zdanie. Jakimś cudem dzieci ją jednak uwielbiają i obserwują uważnie. Czasami to, co zobaczą, nawet im samym wydaje się dziwne i zastanawiają się, czy faktycznie pewne sytuacje miały miejsce. Intrygująca niania jest ich spełnieniem marzeń, bo Mary Poppins ma też drugą, jaśniejszą stronę osobowości. Pokażcie mi proszę nianię, która na piętro domu wjeżdża po poręczy, ma torbę, w której może zmieścić się dosłownie wszystko, nawet łóżko, a kiedy podaje dzieciom syrop, to każde z nich odczuwa inny smak. Magia? Oczywiście, że tak! 

DSCN50971

Mary Poppins budzi u dzieci respekt i zachwyt jednocześnie. Wiele magicznych przygód czeka maluchy z ulicy Czereśniowej 17 i z każdym dniem będą swoją nianią coraz bardziej zachwycone. Nic już nie będzie takie, jak dawniej. Jednak wszystko ma swój koniec i kiedy tylko zmieni się wiatr, Mary Poppins opuści Banksów, ale dzieci będą czekały na jej powrót, bo ukochana niania mówiąc "au revoir", tak naprawdę, do zobaczenia miała na myśli.

Przyznaję, że "Mary Poppins" przeczytałam dopiero kilka miesięcy temu i, jeśli mam być szczera, to byłam zaskoczona, bo doskonale pamiętam film o Mary Poppins, którym, jako dziecko, byłam zachwycona. Książka różni się od filmu zdecydowanie, chociażby wyglądem i zachowaniem tytułowej niani. Filmowa Mary Poppins jest sympatyczna, rozśpiewana i zabawna, natomiast bohaterka książki urodą nie grzeszy i jest opryskliwa. Na dodatek, zupełnie niedawno, obejrzałam film pod tytułem "Ratując pana Banksa", który opowiadał o kulisach powstawania filmowej wersji książki P. L. Travers. Walt Disney ponad dwadzieścia lat przekonywał pisarkę do wyrażenia zgody na sfilmowanie ulubionej książki jego córek. Ta jednak wciąż odmawiała, bo raz nie podobała jej się obsada, innym razem scenariusz, a już najbardziej nie wyobrażała sobie swojej książki przedstawionej w formie musicalu. Długo ta batalia trwała, ale się udało i wyszło świetne kino, nie tylko dla dzieci.

P. L. Travers nie poprzestała na jednej książce o Mary Poppins, napisała jeszcze kilka o niezwykłej niani, która przybywa do dzieci wraz z wiatrem oraz dywanikową torbą i parasolką w ręku, by zabrać je w pełną magii podróż.

Na zakończenie dodam tylko, że "Mary Poppins" to lektura zarówno dla małych, jak i dużych dzieci, a nawet tych całkiem już pełnoletnich.

DSCN50951

Czekajcie zatem na "wiatr ze wschodu", może Mary Poppins zjawi się również w Waszym domu.


Autor: P. L. Travers
Tytuł: Mary Poppins
Ilustracje: Mary Shepard
Oprawa: twarda
Liczba stron: 222
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo Jaguar s. c.

Kurtyna w górę, spektakl czas zacząć - "Sońka" Ignacego Karpowicza.

dosia1331

"Dawno, dawno temu - tak Sonia zaczynała szczególne zdania..."  Tak też rozpoczyna się powieść "Sońka" Ignacego Karpowicza. Trochę baśniowy początek, jednak z baśnią, zapewniam, ta historia nie ma nic wspólnego, bo to przepełnione bólem wspomnienia staruszki, mieszkanki wsi na Podlasiu...

DSCN5079

Otóż, pewnego dnia, przez wioskę tytułowej bohaterki przejeżdża reżyser i literat, Igor Grycowski. Niestety mężczyźnie psuje się samochód, a dalsza podróż stoi pod znakiem zapytania, bo próżno szukać pomocy, kiedy nie działa telefon, bo zasięgu brak, a wokół cisza jak makiem zasiał. Istny koniec świata, taki, gdzie diabeł, ponoć, mówi dobranoc. W takiej sytuacji tylko papierosa można zapalić i czekać na zbawienie, ewentualnie cud jakiś. Ale nic z tego. Pomoc wprawdzie nie nadchodzi, ale wszystkiemu przygląda się Sońka, która pod swój dach zaprasza człowieka w potrzebie. I dozna Igor Grycowski olśnienia, bo w przeoranej zmarszczkami twarzy swej wybawicielki zobaczy afisze nowej sztuki, niebywały sukces i dozgonną o nim pamięć. Sońka również będzie z tego spotkania zadowolona, bo Igor Grycowski jest dla staruszki "aniołem śmierci", któremu niczym księdzu w konfesjonale opowie swoją historię, wyzna wszystkie grzechy i o odpuszczenie win poprosi.

Tak wygląda spotkanie "muzy" z reżyserem, a więc kurtyna w górę, spektakl czas zacząć. Rozpoczyna się przedstawienie pod tytułem "Sońka", a Igor Grycowski reżyseruje kolejne akty. Kobieta zaś wydobywa z najdalszych zakamarków swej pamięci wszystkie okropności jakie ją spotkały. Życie w wiecznym poniżeniu wynagradza, choć tylko na jakiś czas, pewne spotkanie, kiedy to zupełnie przypadkiem, a może dziwnym zrządzeniem losu, bo wystrojona w najładniejszą sukienkę, poznaje Joachima, niemieckiego żołnierza. Zakochanej dziewczynie nie przeszkadza bariera językowa, ani to, kim jest Joachim. A jest przecież Niemcem, wrogiem, najeźdźcą... Romans trwa w najlepsze, choć tylko na seksie polegający, bo kochankowie w dwóch różnych językach mówią i żadne nic z tych rozmów nie rozumie. Przychodzi jednak dzień, kiedy muszą się rozstać i świat się Sońce wali, bo powrót do szarej rzeczywistości jest dla niej gorszy od śmierci. Ona jednak znajduje na to sposób i żyje chwilami w wyimaginowanym świecie, z wyidealizowanym obrazem Joachima w jego centrum. Jednak licho nie śpi i okrutny los jeszcze sobie o dziewczynie przypomni wielokrotnie...

DSCN50831

"Sońka" Ignacego Karpowicza to mocna, pozbawiona tabu powieść, przejmująca i dziwna zarazem, trochę teatr, chwilami baśń, ale tak naprawdę jest to utwór mówiący o okropnej, wojennej rzeczywistości, gdzie człowiek i jego uczucia nic nie znaczą. Lektura tej powieści boli, niepokoi czytelnika i denerwuje zacofaniem społeczności wiejskiej tamtych czasów. "Sońka" nie daje o sobie zapomnieć, między innymi dlatego, że ilością cierpienia, które spotyka główną bohaterkę można by obdarować jeszcze kilka innych postaci. Zabrzmi to paradoksalnie, ale "Sońkę" czyta się dobrze, to pewnie zasługa kompozycji tej powieści i przede wszystkim talentu pisarza, bo pisać o rzeczach trudnych trzeba po prostu umieć. Dodam tylko jeszcze, że Sońka i Igor nie są postaciami jednoznacznymi, mają jednak ze sobą wiele wspólnego, a co dokładnie, to już sami odkryjcie.

Jak potoczą się losy "Sońki"? Czy uzyska rozgrzeszenie i zazna wreszcie trochę szczęścia i spokoju? Co stanie się z innymi bohaterami tej powieści? Przekonajcie się sami, a zachętą niech będą słowa z okładki, które głoszą, że autor "na dobre wszedł do literackiej superligi", z czym ja się absolutnie zgadzam.

 "Dobrym ludziom" zadedykował Ignacy Karpowicz swoją powieść, ja zaś, z całego serca wszystkim polecam.

Autor: Ignacy Karpowicz
Tytuł: "Sońka""
Oprawa: twarda
Ilość stron: 205
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo Literackie

 

Pokaż mi swoje książki, a powiem Ci, kim jesteś!

dosia1331

Dziś chwila oddechu, choć na omówienie czekają kolejne książki, a w głowie pomysły na następne wpisy. Co się odwlecze, to nie uciecze, dlatego też chciałabym przedstawić dzisiaj książki, które wywarły na mnie duże wrażenie, pozytywnie zaskoczyły i sprawiły, że fascynacja literaturą tylko się pogłębiła. Wybrałam zaledwie kilka, choć mogłabym zaprezentować o wiele więcej, ale zdaję sobie sprawę, że to niestety niemożliwe, bo musiałabym wyliczać chyba w nieskończoność. Wśród "wybrańców" znajduje się wiele stosunkowo nowych książek, ale też powieści należące już do klasyki literatury i takie, które moim zdaniem są perełkami i absolutnymi hitami na rynku wydawniczym.

Pokaż mi swoje książki, a powiem Ci kim jesteś! To prawda. Muszę przyznać, że zwracam uwagę na to, czy w domach są książki i jakie to są książki. Z ludźmi czytającymi zawsze mi po drodze. Czytanie rozwija, poszerza horyzonty, uwrażliwia, ale to też czysta przyjemność. Księgarnie i biblioteki to jedne z moich ulubionych miejsc. Nazwiska niektórych autorów działają na mnie jak magnes, a na kolejne książki ich autorstwa czekam z niecierpliwością. Moja prywatna biblioteczka powiększa się i nie ukrywam, że cieszy nie tylko mnie, bo rodzina i znajomi często do niej zaglądają. Książki kupuję, czasem dostaję w prezencie, wypożyczam. Zawsze były, są i będą dla mnie ważne.

Oto kilka z nich.

DSCN5047

Na początek książka, którą pokochały miliony kobiet na całym świecie "Duma i uprzedzenie" Jane Austen. Doskonała proza, cudowna historia, piękny język i oczywiście niezapomniany Darcy...

DSCN5052

Arcydzieło literatury światowej "Alicja w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla, wybitnego zresztą matematyka oraz profesora Oksfordu, to magiczna powieść dla dzieci, ale kto czytał, ten wie, że to również wspaniała książka dla dorosłych.

DSCN5058

"Mistrz i Małgorzata", autor Michaił Bułhakow - słowa na temat tej książki są zbędne. Rewelacja pod każdym względem.

DSCN50634

Laureat Nagrody Nobla Gabriel Garcia Marquez i "Miłość w czasach zarazy"  to klasa sama w sobie, nic dodać, nic ująć.

 DSCN50641

Czas na "Dziewczynę z zapałkami" Anny Janko. Przyznam, że moją uwagę przykuła bardzo minimalistyczna oraz elegancka okładka, ale już po kilku przeczytanych zdaniach wiedziałam, że mam przed sobą jedną z najlepiej napisanych książek.

DSCN50531 

"Korona śniegu i krwi" Elżbiety Cherezińskiej to wyjątkowa pozycja na polskim rynku wydawniczym. Absolutna perełka. Książka o dynamicznej fabule, opowiadająca o Polsce czasów Wielkiego Rozbicia. Kto twierdzi, że o historii nie można pisać z rozmachem, tak interesująco, że nie sposób się oderwać, niech się sam przekona i koniecznie przeczyta. Dodam tylko, że "Korona śniegu i krwi" powinna doczekać się ekranizacji!

DSCN5049

Pora na książkę tak dobrą, że nie bardzo wiem, co mam o niej napisać, bo żadne słowa tego nie wyrażą. "Jej wszystkie życia" Kate Atkinson to po prostu nowa jakość w literaturze. Książka powalająca, sam pomysł na fabułę jest niebywały. Ta książka zachwyca i nie daje o sobie zapomnieć. Nie przegapcie jej!

DSCN5048

Na koniec zostawiłam coś bardzo mi bliskiego. Nikt tak jak on nie potrafił przedstawić piękna kobiet, ale też potęgi górskiego krajobrazu. Pamiętacie wiersze "Morskie Oko" i "Lubię, kiedy kobieta..." ? Ten poeta po prostu malował słowem. Dziś trochę zapomniany, a szkoda, bo to jeden z najlepszych polskich poetów. Kazimierz Przerwa-Tetmajer - gwiazda na poetyckim niebie!

 DSCN50661

Czytajcie, czytajcie, czytajcie...

 

 

Kiedy dzieciństwo staje się koszmarem...

dosia1331

     Tak się złożyło, że ostatnio przeczytałam kilka dość trudnych książek. Trudnych, bo dotyczyły ciężkich przeżyć, okropnych, traumatycznych momentów w życiu człowieka. Trochę trwało, nim podjęłam decyzję, o której z nich opowiedzieć. Wybór padł na powieść Małgorzaty Wardy "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele". Wybrałam akurat tę, bo historia w niej opowiedziana może dziać się czasem naprawdę blisko nas, za zamkniętymi drzwiami sąsiada, w domu koleżanki...

DSCN5042

Tytułowa "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" to Ania, młodsza siostra Aarona. To właśnie ona przedstawia historię ich dzieciństwa. Swoją opowieść rozpoczyna od pełnych ciepła wspomnień o matce, by chwilę potem odsłonić przed czytelnikiem historię pełną bólu, lęku i bezradności.

Punktem wyjścia jest tutaj choroba matki, która z powodu stanu zdrowia nie może opiekować się rodzeństwem, dlatego też dzieci trafiają do cioci Gabrysi. Ania z całych sił stara się zyskać aprobatę ciotki, zabiega o jej uwagę i tylko czasem dostrzega, że jej ukochanemu bratu Aaronowi, mówiąc wprost, dzieje się krzywda. Dziewczynka złe chwile poniekąd wypiera ze świadomości i wydaje mi się, że niestety, nie do końca rozumie, co się dzieje. Natomiast czytelnik składa powoli kolejne elementy układanki, które utworzą przerażającą całość.

Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Dzieci są zadbane, nie sprawiają większych kłopotów wychowawczych. Może tylko Ania wydaje się jakaś dziwna. Trzyma się na uboczu, nie ma koleżanek i delikatnie mówiąc, jest obiektem kpin ze względu na swój sposób bycia i gotycki styl ubierania. Natomiast nastoletni Aaron, w markowych ciuchach, do tego uznawany za szkolnego przystojniaka, nie budzi niepokoju, choć nie wzbudza też sympatii. Czasem tylko kolega Aarona Paweł próbuje coś z niego wydusić, bo ewidentnie martwią go pewne rzeczy, ale Aaron zawsze sprytnie wychodzi z kłopotliwej sytuacji. Nauczyciele też nie dostrzegają problemu albo, co gorsze, nie chcą go zauważyć. Rodzeństwo jest ze sobą bardzo zżyte, kochają się i starają wspierać w każdej sytuacji, zwłaszcza że na matkę nie mogą liczyć, bo ta, pogrążona w depresji, ból istnienia łagodzi kolejnymi antydepresantami. Tak znieczulona długo nie będzie miała pojęcia o piekle, przez które przechodzą jej dzieci.

Muszę przyznać, że autorka momentami silnie gra na emocjach czytelnika, ponieważ kilka razy miałam ochotę odłożyć książkę i do niej nie wracać. Małgorzata Warda przedstawia problem przemocy fizycznej i seksualnej wobec dzieci w bardzo bezpośredni sposób, niczego nie kamufluje, niczego nie spłyca. Kompozycja książki jest trochę chaotyczna, ale nie wpływa to jakoś szczególnie na jej odbiór. Wziąć na warsztat tak trudny temat to nie lada wyzwanie. Coś mi jednak w tej opowieści parokrotnie "zgrzytało", między innymi brak reakcji na ewidentną krzywdę jaka działa się za zamkniętymi drzwiami domu ciotki Gabrysi, a jednak można było ją dostrzec. Dziwi mnie też stojący przecież u progu dorosłości Aaron, który nie szuka pomocy, a wręcz przeciwnie poddaje się  złemu losowi. Być może to celowy zabieg autorki, by pokazać nie tylko bezsilność i zwątpienie ofiary, ale również bierność społeczeństwa. 

"Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" to trudna i poruszająca historia, jakich niestety wiele. Nasuwa się tylko pytanie, jak tak można? Co dzieje się w głowie człowieka potrafiącego zadawać drugiej osobie, a zwłaszcza dziecku tyle bólu? Cóż, to pytanie to jednocześnie pole do popisu dla psychiatrów i seksuologów.

Historia Ani i Aarona jest ciągiem przerażających wydarzeń. Spróbujcie się z nimi zmierzyć. Nie przegapcie tej książki, warto ją przeczytać, choćby dlatego, by wyrobić sobie własną opinię na jej temat, a już na pewno zainteresować się problemem, by w razie czego nie być głuchym, ślepym i obojętnym na ludzką krzywdę.

Polecam tę książkę.

 

Autor: Małgorzata Warda
Tytuł: "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 320
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Koniec moralizatorstwa, zbliża się asteroida 3204 - Astrid Lindgren.

dosia1331

    DSCN5010

 

 

        Bardzo chciałabym napisać, że Astrid Lindgren nikomu przedstawiać nie trzeba, a jednak pokusiłam się  o  spytanie kilku maluchów, ale  też nastolatków o jedną  z najwybitniejszych autorek literatury dziecięcej i co? I "psińco", jak zwykła mówić moja mama. Ręce mi opadły, bo niby nazwisko coś im mówi, ale co dokładnie, to już trudno powiedzieć.

Zatem uprzejmie donoszę, że Astrid Lindgren ur. 14.11.1907 r. w Vimmerby to wybitna szwedzka pisarka, której książki zaliczane są do klasyki literatury dziecięcej i przetłumaczone zostały na niemalże wszystkie języki świata. Autorka otrzymała za nie wiele prestiżowych nagród, m. in. Medal im. H. Ch. Andersena za całokształt twórczości. W Polsce najbardziej znane to: "Pippi Pończoszanka"  (Pippi Langstrump - tytuł oryginału szwedzkiego), "Dzieci z Bullerbyn" i "Nils Paluszek".

Astrid Lindgren daleka była od pouczania, moralizowania i nakazywania czegokolwiek w swojej twórczości. Jej powieści dla dzieci miały jedno zadanie - miały bawić! Sama autorka znana była z ogromnego poczucia humoru, dystansu oraz dużej skromności. Życie spędziła przy ulicy Dalagatan 46 w Sztokholmie, gdzie ponoć wszędzie leżały książki jej autorstwa.

O niezwykłej popularności Astrid Lindgren świadczy nie tylko ilość sprzedanych książek, ekranizacje jej powieści, czy nagrody literackie, ale również fakt, że jej imieniem Rosjanie nazwali jedną z asteroid (3204), co sama zainteresowana skwitowała z właściwym sobie wdziękiem i poczuciem humoru słowami, "od tej chwili możecie o mnie mówić Asteroida Lindgren".

Autorka "Pippi Pończoszanki" zmarła 28.01.2002 r. w wieku 94 lat w Sztokholmie.

   Mam nadzieję, że nikogo nie zniechęciłam zamieszczając krótką wzmiankę o autorce, bo wreszcie mam przyjemność przedstawić Wam Pippi Pończoszankę, rezolutną, rudowłosą dziewczynkę. Jedną z najwspanialszych bohaterek literatury dziecięcej na świecie.

Pippi to sympatyczna dziewięciolatka, która mieszka w Willi Śmiesznotce z koniem i małpką. Jej sąsiadami są pewni państwo, którzy mają dwoje dzieci. Tommy i Annika to przeciwieństwo Pippi. Są grzeczni, posłuszni, bardzo dobrze wychowani, ale czegoś im brak, a mianowicie dziecięcego towarzystwa. Pippi jest dla nich jak prezent, dar od losu. Dziewczynka o włosach koloru marchewki, splecionych w sterczące warkoczyki,  staje się ich ulubienicą. Imponuje im jej niezależność, odwaga oraz siła, bo Pippi, moi drodzy, potrafi podnieść konia! Na dodatek ma torbę pełną złotych monet.

"Jak wspaniale jest żyć, mimo wszystko" wyznaje na jednej z kart powieści Pippi, co wiele o niej mówi. Pippi to przecież urodzona optymistka, która nie narzeka, nie żali się na swój los, świetnie sobie radzi, choć nie ma rodziców. Ten sympatyczny rudzielec jest wulkanem energii, z szalonymi pomysłami i wiecznie uśmiechniętą buzią.

Więcej zdradzać nie będę, bo tym samym odebrałabym Wam przyjemność poznania Pippi Pończoszanki. Powiem tylko, że jest to wspaniała książka, nie tylko dla dzieci. Świetnie zresztą napisana, doskonale obrazująca dziecięcy świat, dziecięcy sposób myślenia. Sama autorka, czyli Astrid Lindgren była trochę dużym dzieckiem.

Polecam Wam z całą odpowiedzialnością lekturę "Pippi Pończoszanki", gwarantuję świetnie spędzony czas, dobry humor i ochotę na powrót do dzieciństwa. Przypomnijcie sobie i przede wszystkim swoim dzieciom szaloną, rudowłosą dziewczynkę o imieniu Pippi.

Śmiech to zdrowie, więc czytajcie na zdrowie! 

Autor: Astrid Lindgren
Tytuł: "Pippi Pończoszanka"
Ilustracje: Ingrid Vang-Nyman
Oprawa: twarda
Ilość stron: 152
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poznajmy się!

dosia1331

Witam!

  Mam na imię Dominika i jestem mamą dwójki przecudownych dzieci Szymona i Zosi. Żartobliwą nazwą bloga "puszczam oko" do rodziców, którzy lubią czytać i równie chętnie czytają książki swoim pociechom.

Książki są bardzo ważnym elementem w moim życiu. Dzięki nim odpoczywam, wzruszam się, śmieję, podróżuję do świata wyobraźni... Moją pasją staram się zarazić dzieci. Co tu dużo mówić, czasu z książką nie uważam za stracony, a uśmiechnięta buzia zadowolonego z książki dziecka tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Na moim blogu znajdziecie omówienia lektur dla dorosłych i dla dzieci. Mam nadzieję, że spotkam wśród Was wielu pasjonatów literatury, a mój blog stanie się inspiracją i będzie pomocny przy wyborze lektur.

Zatem, do miłego zaczytania!

P. S. Zapraszam jutro - dzieci mają pierwszeństwo, będzie o Astrid Lindgren.

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci