Menu

matka polka czytająca

blog o książkach dla dorosłych i dla dzieci

"Pragnienie" Richard Flanagan

dosia1331

DSCN8723

Richard Flanagan to urodzony w 1961 r. australijski powieściopisarz pochodzący z Tasmanii, przez wielu uważany za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli świata literatury. Wielokrotnie nagradzany pisarz jest również laureatem Man Booker Prize za głośną powieść "Ścieżki północy". Wielbicieli prozy australijskiego pisarza przybywa również w Polsce i nie ma w tym absolutnie nic nadzwyczajnego. To kawał bardzo dobrej literatury i tylko cieszyć może informacja, że nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się kolejna powieść Richarda Flanagana - "Pragnienie", która premierę miała w 2008 r., a w przygotowaniu są inne książki autora, czyli "Śmierć rzecznego przewodnika" i "Nieznany terrorysta".

"Pragnienie" to fikcyjna powieść, ale zbudowana na postawie prawdziwych wydarzeń, jakie rozegrały się w XIX-wiecznej Tasmanii. Autor nawiązuje do krwawego konfliktu pomiędzy brytyjskimi kolonizatorami a ludnością aborygeńską. Rdzennych mieszkańców uważano za dzikich, zacofanych i zmuszono do zaakceptowania nowego porządku według narzuconych przez Brytyjczyków zasad. Richard Flanagan wraca do tamtych wydarzeń, ale jednocześnie łączy je z elementami biografii Karola Dickensa. I tak poznajemy nie tylko losy Aborygenów, ale również historię jednego z najsłynniejszych pisarzy.

Muszę przyznać, że "Pragnienie" Richarda Flanagana czyta się znakomicie. To ambitna, wnikliwa i poruszająca proza, doskonale zresztą skomponowana. Ale to przede wszystkim niezwykle ciekawa opowieść o kolonii karnej, czyli Ziemi Van Diemena, losach małżeństwa Franklinów i fascynującej Mathinnie - adoptowanej przez Lady Franklin małej Aborygence. To także historia o późniejszym zaginięciu Johna Franklina na Arktyce, podejrzewanego w związku z tym o kanibalizm oraz próbującej ratować reputację męża Lady Jane, która zamawia u Dickensa sztukę, mającą uspokoić opinię publiczną i przywrócić dobre imię sir Franklinowi. Brzmi chaotycznie? Nic z tych rzeczy, czyta się świetnie, bez poczucia gubienia się w opowieści. Na uwagę zasługują również genialnie nakreślone postaci, niejednoznaczne, odrobinę tajemnicze, o złożonej osobowości. Poza tym ten wielce wymowny tytuł - wspaniała powieść.

Jeżeli nie znacie twórczości Richarda Flanagana, to nadrabiajcie czytelnicze zaległości, zwłaszcza że autor nie boi się poruszania trudnych tematów. Czytelnik ma poczucie obcowania z bardzo dobrą literaturą i niebanalnymi opowieściami, które pozostawiają trwały ślad w pamięci. A zainteresowanym polecam również rozmowę Łukasza Grzymisławskiego z Richardem Flanaganem, którą można znaleźć w ostatnim wydaniu kwartalnika "Książki".

DSCN87261

 Autor: Richard Flanagan
Tytuł: "Pragnienie"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 249
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Literackie

 

 

Skąd bierze się zło? "Margo" Tarryn Fisher

dosia1331

DSCN8721

Nastoletnia Margo mieszka w ponurym miasteczku o nazwie Bone. Swój dom nazywa "pożeraczem" i nie ma w tym przesady, bo rzeczywiście jest coś złowrogiego w budynku, który raczej odstrasza niż zaprasza. Matka Margo to cierpiąca na depresję prostytutka, która ból istnienia łagodzi lekami i używkami. W zasadzie nie rozmawia z córką, bo jedyne słowa, jakie do niej kieruje, to rozkazy. Margo cierpi w milczeniu, ale desperacko wręcz pragnie uwagi, choć jednocześnie robi wszystko, by uchodzić za okolicznego dziwoląga. Wiele zmienia się w życiu nastolatki kiedy poznaje poruszającego się na wózku inwalidzkim Judaha, chłopaka z sąsiedztwa. Szybko stają się przyjaciółmi, a Margo z zakompleksionej, zaniedbanej i pulchnej dziewczyny przeobraża się w pewną siebie młodą kobietę. Gdy w Bone ginie siedmioletnia Nevaeh, Margo obsesyjnie rozmyśla o okolicznościach śmierci dziewczynki i zaczyna podejrzewać jej matkę. Ale to nie wszystko, bo w okolicy dzieje się mnóstwo innych złych rzeczy i Margo postanawia przykładnie ukarać winnych...

"Margo" to moje pierwsze czytelnicze spotkanie z Tarryn Fisher, która w dorobku literackim ma kilka znanych powieści. Muszę przyznać, że to wciągający thriller psychologiczny, pełen sugestywnych opisów przemocy, które mocno zapadają w pamięć. Tarryn Fisher przyznała, że pomysł na tę książkę zrodził się w jej głowie po obejrzeniu filmiku na kanale You Tube, w którym matka dręczyła małe dziecko, biła i szczypała, a płacz malucha nie robił na niej absolutnie żadnego wrażenia. "Margo" to prywatna zemsta autorki na ludziach, którzy dopuszczają się haniebnych czynów i brutalnych aktów przemocy. Agresja rodzi agresję i tak dzieje się w przypadku głównej bohaterki, której celem staje się ukaranie oprawców. Margo nie liczy się z konsekwencjami swego postępowania, a nawet czuje się bezkarna i coraz bardziej oddana "słusznej sprawie". Jednocześnie analizuje dzieciństwo pozbawione matczynej miłości, troski i zainteresowania, bo doskonale wie, że i ona została skrzywdzona. Dziewczyna jest jak polujący na zwierzynę myśliwy, czai się i atakuje znienacka, by pomścić ofiary. Jak daleko zabrnie Margo i czy w pewnym sensie nie jest podobna do wszystkich tych, których tak bardzo pragnie ukarać?

"Margo" Tarryn Fisher to historia o fizycznej i psychicznej przemocy, ale to również opowieść o dorastaniu w samotności, braku miłości i akceptacji, zagubieniu i próbie zwrócenia na siebie uwagi. To wreszcie książka o tym, jak bardzo dzieciństwo wpływa na naszą dorosłość. Sięgnęłam po nią z czystej ciekawości i muszę przyznać, że czasu spędzonego na lekturze nie uważam za stracony. Ujął mnie również apel autorki, który można przeczytać na końcu książki. Niestety trochę rozczarowała mnie nota o Tarryn Fisher, a w zasadzie wzmianka o jej edukacji. Nie mam pojęcia, czy wpadła na ten karkołomny pomysł sama, czy też "dobrze" jej podpowiedziano, bo określanie siebie mianem absolwentki Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nijak ma się do tematu, który porusza w swojej książce. Pewnie miało być zabawnie, a wyszło niepoważnie.

Skąd bierze się zło? Czasem po prostu jest w nas.

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: "Margo"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 350
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Sine Qua Non

W poszukiwaniu szczęścia... "Hygge" Meik Wiking

dosia1331

DSCN8687

Duńczycy należą do najszczęśliwszych ludzi na świecie. Sprawnie działające państwo gwarantuje im nie tylko stabilizację finansową i życie na wysokim poziomie, ale również bezpłatną służbę zdrowia, możliwość studiowania bez ponoszenia kosztów i mnóstwo innych profitów. Przeciętny Duńczyk nie ma powodów do narzekania i nawet pogoda nie jest w stanie wytrącić go z równowagi, bo we wszystkim dostrzega pozytywną stronę. Trudno zatem dziwić się, że Dania budzi takie zainteresowanie i szukamy recepty na szczęście, którego oni mają pod dostatkiem. Ale spokój Duńczyków to również zasługa pewnego zjawiska, które zgłębia Meik Wiking w książce "Hygge. Klucz do szczęścia". 

DSCN8709

Hygge to w dużym uproszczeniu możliwość spędzania wolnego czasu w zaciszu domowego ogniska z rodziną i przyjaciółmi. Wystarczy zapalić świece, przygotować coś pysznego, podać aromatyczną kawę i po prostu cieszyć się obecnością bliskich. Hygge to prostota i skromność, w złym guście jest epatowanie bogactwem. Czekolada, domowe ciasto, przygaszone światło, trzaskający w kominku ogień, rozmowy albo gry planszowe to prosty sposób na doskonałe samopoczucie. Bardzo wskazane jest wyłączenie wszelkich gadżetów elektronicznych, trzeba mieć czas dla siebie i możliwość zregenerowania sił. Brzmi cudownie, ale czy faktycznie jest w tym coś odkrywczego? Moim zdaniem, nie! Tylko, że w Polsce wciąż pokutuje zasada "postaw się, a zastaw się". Nasze biesiadowanie polega na zakasaniu rękawów przez kobiety i podaniu na stół niezliczonej ilości potraw, co wiąże się z mnóstwem pracy i sporej ilości wydanych pieniędzy. Towarzyszy temu stres i zmęczenie, więc nie ma mowy o wypoczynku. Duńczycy stawiają na prostotę, ważna jest atmosfera, a nie suto zastawiony stół. A może najzwyczajniej w świecie nie potrafimy odpoczywać?

DSCN8694

Hygge to bardzo pojemne słowo i przyznaję, że trudno znaleźć jego odpowiednik w języku polskim, bo ewentualne zdefiniowanie tego zjawiska przynosi na myśl kilka znaczeń, chociażby takich, jak: poczucie bezpieczeństwa, spokój, błogostan, miłe towarzystwo, domowe zacisze, relaks...

"Hygge. Klucz do szczęścia" to bardzo pozytywna w odbiorze lektura oraz spora dawka informacji na temat Danii i zwyczajów panujących w tym kraju. Poza tym to po prostu bardzo ładnie wydana książka, którą czyta i przegląda się z przyjemnością, zwłaszcza że niekwestionowanym atutem tej publikacji są zdjęcia.

Nie mam pojęcia, czy hygge to faktycznie klucz do szczęścia, ale na pewno jedna ze ścieżek, którą można podążać, by to szczęście osiągnąć. Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają, ale na pewno ułatwiają życie i niestety daleko nam do żyjących w dobrobycie Duńczyków. Pielęgnujmy rodzinne więzi i otaczajmy się ludźmi, którzy dobrze nam życzą, to już połowa sukcesu. A to czy zapalimy świece i upieczemy ciasto ma zdecydowanie mniejsze znaczenie, choć z pewnością jest bardzo miłe.

Autor: Meik Wiking
Tytuł: "Hygge. Klucz do szczęścia"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 288
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Czarna Owca

 

Familijna opowieść o przyjaźni... "Był sobie pies" W. Bruce Cameron

dosia1331

Mówi się, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Nie mam o tym zielonego pojęcia, bo najzwyczajniej w świecie nie mam psa. Poza tym właściwie chyba od zawsze nie potrafię się zdecydować, które zwierzęta robią na mnie większe wrażenie, radosne i oddane właścicielom psy, czy dostojne i obrażalskie koty. Znam za to mnóstwo osób, które nie wyobrażają sobie domu bez psa. Zresztą moi rodzice mają uroczego czworonoga, więc co nieco zaobserwowałam i przyznaję, że człowiek i pies mogą być najlepszymi przyjaciółmi na świecie.

DSCN8686

W. Bruce Cameron w powieści "Był sobie pies" opowiada historię niezwykłego zwierzaka o imieniu Bailey, któremu w zasadzie oddał głos, bo narratorem tej chwytającej za serce opowieści jest pies. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że pyszczek mu się nie zamyka, a jego barwne opowieści są przesycone humorem i obfitują w bardzo trafne spostrzeżenia. Baileya poznajemy jako szczeniaka, ufnego i skorego do zabawy malucha, który nie tylko jest świetnym obserwatorem, ale przede wszystkim uroczym pieskiem, obok którego naprawdę trudno przejść obojętnie. Krótko mówiąc, jego merdający ogon i słodka mordka są wystarczającym powodem, by chcieć zabrać Baileya do domu. Na dodatek ten niezwykły pies potrafi odradzać się w kolejnych wcieleniach...

DSCN8679

W. Bruce Cameron stworzył ciepłą i pełną pozytywnych emocji familijną opowieść o przyjaźni między człowiekiem a psem. Lektura tej książki to czysta przyjemność. Wielokrotnie uśmiechałam się podczas czytania i, jakkolwiek to zabrzmi, podziwiałam niezwykłą inteligencję i empatię Baileya. W życiu wszystko jest po coś, nic nie dzieje się bez przyczyny, a jedną z najważniejszych relacji jest przyjaźń.

Książka ukaże się 15 lutego 2017 r.

Autor: W. Bruce Cameron
Tytuł: Był sobie pies
Oprawa: miękka
Ilość stron: 391
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Kobiece

 

"Miniaturzystka" Jessie Burton

dosia1331

DSCN8502

Przyciągająca uwagę okładka i intrygująco brzmiący tytuł czasem wystarczą byśmy zechcieli sięgnąć po książkę. Nie ukrywam, że te dwa elementy sprawiły, że zainteresowałam się powieścią Jessie Burton. Poza tym czytałam i słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat debiutanckiej książki brytyjskiej pisarki, a lektura niedawno wydanej "Muzy" tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że powinnam poznać pierwszą powieść Jessie Burton, czyli "Miniaturzystkę".

Młoda kobieta, Petronella Oortman, wychodzi za bogatego kupca z Amsterdamu, Johannesa Brandta. Dziewczyna pochodzi ze wsi i nie ma bladego pojęcia o życiu w mieście, nie zna zwyczajów zamożnych ludzi i boi się, że źle wypadnie w towarzystwie. Trochę jej przykro, że mąż tuż po ślubie wyjechał i nawet nie mieli szansy porozmawiać. Nella ma nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży, a ona wreszcie zazna małżeńskiego szczęścia. Dziewczyna opuszcza rodzinne strony i pewnego jesiennego dnia zjawia się w Amsterdamie. Ale ku jej zaskoczeniu nie zastaje Johannesa, poznaje za to niesympatyczną siostrę męża, Marin. Kiedy wreszcie po kilku dniach nieobecności pojawia się Johannes Brandt nic nie wygląda tak, jak życzyłaby sobie tego młoda kobieta. Johannes nie zwraca na nią uwagi, unika jej towarzystwa i robi wszystko, by nawet na chwilę nie zostali sami. Nella zamiast miłości małżeńskiej dostaje domek dla lalek, miniaturową replikę rezydencji, w której obecnie mieszka. Nella urządzenie domku powierza tajemniczej miniaturzystce, z którą porozumiewa się listownie. I tak do domku zaczynają trafiać wykonane z niesłychaną precyzją mebelki i figurki domowników, ale równocześnie zaczynają dziać się dziwne, niepokojące rzeczy...

Czytałam "Miniaturzystkę" przez kilka dni i z przykrością muszę stwierdzić, że mój początkowy zachwyt został zastąpiony delikatnym znużeniem. Być może czytałam tę powieść mając jeszcze w pamięci fenomenalną "Muzę". W moim przekonaniu "Miniaturzystka" jest nieco słabsza. Niby wszystko się zgadza, ciekawie nakreślony obraz epoki, obiecujący pomysł na fabułę, dobrze sportretowane postaci pierwszo- i drugoplanowe oraz liczne zwroty akcji, a jednak mam poczucie niedosytu, czegoś mi w tej opowieści zabrakło. Zresztą nawet czytanie zajęło mi sporo czasu, zdarzały się również momenty, kiedy nie mogłam doczekać się finału, by wreszcie mieć tę lekturę za sobą. A może źle zrobiłam, że najpierw przeczytałam "Muzę", a dopiero później debiutancką "Miniaturzystkę"? Najwyraźniej coś nie zaiskrzyło albo zupełnie niepotrzebnie porównuję obie powieści Jessie Burton.

"Miniaturzystka" to powieść o miłości i zdradzie, kłamstwach i tajemnicach z przeszłości. Ale to również historia o ludziach, którzy mniej lub bardziej pogubili się w życiu, którzy pragną spokoju i szczęścia, a jednak robią wszystko, by zaprzepaścić szansę na zmianę losu. Dużym atutem "Miniaturzystki" są bardzo trafne spostrzeżenia na temat obyczajów panujących w Holandii w XVII wieku.

Bardzo jestem ciekawa, jak potoczy się kariera Jessie Burton, to utalentowana pisarka, dysponująca bardzo dobrym warsztatem i tworząca niebanalne historie.

Autor: Jessie Burton
Tytuł: "Miniaturzystka"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 462
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo Literackie 

Powiało chłodem - "Zima Muminków" Tove Jansson

dosia1331

DSCN8674

Pewne książki wymagają odpowiedniej atmosfery, zwłaszcza pora roku powinna być właściwa, bo jakoś nie do końca jestem przekonana, czy "Zima Muminków" byłaby dobrą lekturą na lato. Bardzo lubię zimę, zawsze czekam na tę porę roku, dlatego też z ogromną przyjemnością kolejny raz sięgnęłam po jedną z opowieści Tove Jansson.

Jest zima, wszędzie pełno śniegu i lepiej nie wyściubiać nosa z domu, bo na dworze straszny ziąb. Jednak Muminki wcale się tym nie przejmują, napełniły brzuszki i zapadły w sen zimowy. Ale pewnego dnia stała się rzecz niebywała, jeden z Muminków obudził się w środku zimy. Biedak nie wie, co ze sobą począć, wszyscy śpią, a w domu panuje absolutna cisza. Muminek czuje się nieswojo i zaczyna tęsknić za towarzystwem, zwłaszcza za Włóczykijem, który obiecał wrócić wraz z nadejściem wiosny. Tylko, gdzie ta wiosna?!

Co wydarzyło się dalej, tego oczywiście nie zdradzę, przekonajcie się sami. Na zachętę dodam, że czyta się wyśmienicie. Poza tym mamy zimę, więc pora na tę lekturę jest wprost wymarzona. Zafundujcie sobie powrót do dzieciństwa, mnóstwo pozytywnych emocji i po prostu mile spędzony czas. A jeśli nie znacie książek Tove Jansson, to może właśnie teraz jest ku temu okazja, polecam!

Autor: Tove Jansson
Tytuł: "Muminki. Księga pierwsza" - "Zima Muminków"
Oprawa: Twarda
Ilość stron: 96
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo "Nasza Księgarnia"
 

Zapraszam do lektury tekstu sprzed kilku miesięcy, może dzięki niemu zechcecie poznać albo przypomnieć sobie twórczość Tove Jansson.

"Była zima 1939 roku, czas wojny. Praca stała w miejscu; miało się uczucie, że każda próba stworzenia obrazu rzeczywistości jest całkowicie niepotrzebna. Może więc nic dziwnego, że nagle ogarnęła mnie chęć napisania czegoś, co zaczynałoby się od "Był sobie kiedyś". Dalszy ciąg musiał oczywiście być bajką, tego nie dało się uniknąć, ale zrezygnowałam z książąt, księżniczek i małych dzieci, wybierając na ich miejsce gniewną figurkę, którą sygnowałam rysunki satyryczne i którą nazwałam Muminkiem". To słowa Tove Jansson (1914-2001) autorki dziewięciu opowieści o Muminkach, czyli stworkach, trollach, które chyba najbardziej przypominają małe hipopotamy. Tove Jansson marzyła by zostać... latarnikiem, ale los chciał inaczej i została jedną z najbardziej znanych pisarek tworzących dla dzieci, choć w jej dorobku literackim są również utwory dla dorosłych. Fińska pisarka, tworząca w języku szwedzkim, była też malarką, ilustratorką i rysowniczką komiksów. 

DSCN5878

Nie mam pojęcia dlaczego, ale jako dziecko nie przeczytałam opowieści o Muminkach, podejmowałam kilka prób przeczytania, choćby jednej książki z serii, ale zwykle po kilku kartkach rezygnowałam. Paradoksalnie, uwielbiałam wyświetlany w telewizji serial "Opowiadania Muminków", zrealizowany przez "Se-ma-for" i pamiętam, jak pustoszało podwórko, bo dzieci biegły do domów, by obejrzeć tę bajkę na dobranoc. Za to moja siostra uwielbiała książki Tove Jansson i miała dość zabawny rytuał czytania tych opowieści w każde wakacje. Co tu dużo mówić, z mojej strony nie była to miłość od pierwszego zaczytania, ale z czasem doceniłam prozę i świat stworzony przez autorkę, a bohaterowie książek Tove Jansson stali się jednymi z moich ulubionych.

DSCN58801

Dolina Muminków z niebieskim domkiem, Muminkiem, Tatusiem Muminka, Mamą Muminka, Ryjkiem, Włóczykijem, Panną Migotką, Paszczakiem, Małą Mi, Mimblą, Buką, a także Filifionkami, Hatifnatami i wieloma innymi postaciami świadczą o niezwykłej wręcz wyobraźni Tove Jansson, a czarno-białe ilustracje jej autorstwa są bardzo charakterystyczne. Każda z postaci wymyślonych przez Tove Jansson jest wyjątkowa, ma swój niepowtarzalny charakter, światopogląd, zwyczaje, wady i zalety. Jedne z nich są sympatyczne, a inne złośliwe, marudne i stroniące od towarzystwa. Są również takie, które sieją postrach, jak potrafiąca zmrozić wszystko, co napotka na swej drodze, Buka. Moją ulubioną częścią jest "Kometa nad Doliną Muminków", chyba ze względu na panujący w niej niepokój oraz zabawne dialogi bohaterów rozładowujące emocje. Proza Tove Jansson to świat widziany oczami dziecka, co jest szczególnie widoczne w bardzo infantylnym podejściu bohaterów do pewnych spraw. Ogromna popularność Muminków to nie tylko miliony sprzedanych egzemplarzy książek na całym świecie, ale również liczne nagrody, jakie otrzymała pisarka oraz znajdujące się w Finlandii, w mieście Tampere, Muzeum "Dolina Muminków" i park rozrywki w Naantali - "Dolina Muminków". Bohaterowie książek Tove Jansson stali się również częścią popkultury, a ich wizerunki zdobią ubrania oraz przedmioty codziennego użytku.

Nie doceniłam Muminków w dzieciństwie, ale później pokochałam całym sercem i dziś nie wyobrażam sobie literatury bez książek Tove Jansson, pisarki o niezwykłej wyobraźni i wielkim darze opowiadania. W Rabce-Zdroju, na terenie Rodzinnego Parku Rozrywki "Rabkoland", znajduje się Muzeum Orderu Uśmiechu, jedynego na świecie odznaczenia, które jest przyznawane dorosłym na wniosek dzieci. To wyróżnienie otrzymała również Tove Jansson.

DSCN3406

Muminki są absolutnie cudowne, sympatyczne, zabawne, a co najważniejsze przedstawione tak, że zaczynamy wierzyć w ich istnienie i świat stworzony przez Tove Jansson. To genialna proza nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Na pochwałę zasługują bardzo charakterystyczne ilustracje autorki.

A Wy, którą część "Muminków" lubicie najbardziej?

 

 

 

Książka pachnąca lasem. "Sekretne życie drzew" Peter Wohlleben

dosia1331

DSCN8635

"Sekretne życie drzew" to jedna z tych książek, obok których, zupełnie niesłusznie, przechodzimy obojętnie, bo cóż fascynującego może być w drzewach? Autor książki, Peter Wohlleben, dysponuje ogromną wiedzą na temat tej części przyrody i, co najważniejsze, potrafi pięknie o niej opowiadać. Okazuje się, że bardzo mało wiemy o drzewach. Informacje, które posiadamy są skąpe i stanowią zaledwie ułamek tego, co wie na ich temat Peter Wohlleben. Praca w charakterze leśniczego - ponad dwadzieścia pięć lat pracy w Zarządzie Lasów Państwowych w Niemczech - uczyniła z niego eksperta w tej dziedzinie.

DSCN8556

"Urząd opieki społecznej", "Leśny savoir-vivre", "Pomalutku, pomalutku", "Odkurzacz CO2", czy "Spuszczony ze smyczy" to zabawnie brzmiące tytuły kilku rozdziałów z książki, które odkrywają przed czytelnikiem świat drzew, ich relacje, troski, smutki i radości. Brzmi dziwnie? Trochę tak, ale lektura książki rozwiewa wszelkie wątpliwości. Peter Wohlleben nadaje drzewom cechy ludzkie i zapewniam, że jest to nie tylko urocze, ale przede wszystkim bardzo trafne oraz w pełni uzasadnione. Drzewa wcale nie są takie zwyczajne, jak się nam wydaje. Potrafią się o siebie troszczyć, zawierać przyjaźnie, ostrzegać przed niebezpieczeństwem i wydawać potomstwo. Drzewa są bardzo ważną częścią ekosystemu, ale też niemymi świadkami wielu zjawisk zachodzących w przyrodzie. Powinny budzić szacunek, podziw i wdzięczność, bo wiele od nich zależy.

DSCN8552

DSC09691

DSCN27971

"Sekretne życie drzew" to pachnąca igliwiem, mchem i korą podróż do świata przyrody, który potrafi się ze sobą komunikować, odczuwa emocje i posiada pamięć. Korzeń, pień, gałęzie, liście, kolory - wszystko ma znaczenie. Las ma znaczenie. Otwórzcie książkę niemieckiego leśniczego i przekonajcie się o tym, czym, a właściwie kim są drzewa i co potrafią.

Chyba nie bez powodu książka trafiła w moje ręce, bo uwielbiam robić zdjęcia drzewom i przyrodzie w ogóle. Mam nadzieję, że fotografie, które prezentuję odzwierciedlają moją fascynację.

Autor: Peter Wohlleben
Tytuł: "Sekretne życie drzew"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 252
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Otwarte

Czytelnicze podsumowanie - dziesiątka najlepszych książek, które przeczytałam w 2016 roku

dosia1331

DSCN8606

W tym roku po raz pierwszy zapisywałam tytuły przeczytanych książek. Nigdy tego nie rozbiłam i zawsze zastanawiałam się, ile książek czytam w ciągu roku. Moja lista nie jest imponująca, bo znalazło się na niej zaledwie 61 tytułów. Choć do tej listy powinnam dodać również książki dla dzieci i młodzieży, których było 23, więc mogę stwierdzić, że na koncie mam 84 przeczytane książki. Nie o wszystkich książkach pisałam na blogu, bo najzwyczajniej w świecie zabrakło mi czasu na podzielenie się wrażeniami po lekturze. Do listy nie dopisywałam też książek kilkunastostronicowych oraz tych, po które sięgnełam kolejny raz. Moją listę lektur 2016 otwiera kryminał Jo Nesbø, "Więcej krwi", a zamyka wstrząsający zbiór reportaży Justyny Kopińskiej - "Polska odwraca oczy", o którym na pewno napiszę. Oczywiście jest mnóstwo lektur, które zalegają na moich półkach, a do których nie zdążyłam nawet zajrzeć. Mam sporo czytelniczych zaległości i wcale nie myślę o książkach wydanych w 2016 roku. Kilka tytułów wciąż odkładam na później, co mnie bardzo irytuje i jednym z postanowień noworocznych będzie przeczytanie tych książek. W październiku minął rok odkąd dołączyłam do blogosfery, o czym przypomniałam sobie kilka dni temu. Czas płynie naprawdę szybko, za szybko...

Zwykle nie robię podsumowań, ale bardzo chętnie zaglądam na blogi z tego rodzaju wpisami i dlatego postanowiłam stworzyć mój subiektywny ranking, czyli dziesiątkę najlepszych książek, które przeczytałam w 2016 r. Nie było to łatwe zadanie, bo ciekawych lektur było naprawdę dużo, ale wybrałam te, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

10. Grzegorz Leszczyński "Wielkie małe książki"

Nie będę rozpisywać się o książce Grzegorza Leszczyńskiego, wystarczy mój pełen zachwytów wpis sprzed kilku miesięcy. "Wielkie małe książki" to pozycja obowiązkowa.

9. Rosamund Lupton "Barwa ciszy"

Doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że Rosamund Lupton swoją najnowszą powieścią rozczarowała wielu czytelników. Zarzucano autorce, że "Barwa ciszy" nie dorównuje poprzednim książkom. Odniosłam podobne wrażenie, ale tylko na początku, potem dosłownie przepadłam i na pewno przeczytam tę powieść raz jeszcze. "Barwa ciszy" to bardzo dobrze napisana książka.

8. Jakub Małecki "Ślady"

"Ślady" - pozytywne zaskoczenie. Surowa, cierpka, mocno zapadająca w pamięć opowieść o nieuchronności losu, śmierci, która wciąż krąży nad naszymi głowami.

7. Astrid Lindgren "Dzienniki z lat wojny 1939 - 1945"

Moja ukochana pisarka w kompletnie innej odsłonie. Lektura "Dzienników..." była dla mnie dużym przeżyciem, ale po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Astrin Lindgren była niezwykła, niepowtarzalna, wyjątkowa...

 6. Jessie Burton "Muza"

Posypałam głowę popiołem za to, że zignorowałam jej debiutancką powieść. "Muza" to z pewnością jedna z lepszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. A tak na marginesie, czytam "Miniaturzystkę" - świetna!

5. Katja Kettu "Akuszerka"

Mocna, mroczna i pozbawiona tabu proza. Książka wymagająca, obrazoburcza i zdecydowanie zaprzątająca myśli. Kilka razy chciałam ją odłożyć, bo miałam problem z przebrnięciem przez bardzo realistyczne opisy. Wstrząsająca lektura.

4. Sarah Waters "Ktoś we mnie"

Brytyjska autorka jest jedną z moich ulubionych współczesnych pisarek. Każda z jej książek była literackim wydarzeniem, a dla mnie obietnicą wspaniałej czytelniczej przygody. Błyskotliwa proza!

3. Maja Lunde "Historia pszczół"

Fenomenalna książka! Pięknie napisana i poruszająca niezwykle ważny problem masowego wymierania pszczół. Przeczytajcie koniecznie!

2. Justyna Kopińska "Polska odwraca oczy"

Właściwie nie wiem, co napisać o tej książce, bo wszystko wydaje mi się banalne i niewystarczające. "Polska odwraca oczy" to kilka poruszających do głębi reportaży, wyciskających łzy historii, które nie powinny się wydarzyć...

1. Elif Shafak "Uczeń architekta"

DSCN8610

Powieść tureckiej pisarki to mój absolutny numer 1. "Uczeń architekta" jest powieścią o życiu i śmierci, sile tworzenia i niszczenia, pełną mądrości i filozoficznych rozważań. Ale to również historia o miłości i nienawiści, wielkich marzeniach i spektakularnych porażkach osadzona w XVI-wiecznym Stambule, mieście, które zachwyca i budzi trwogę, daje schronienie i potrafi zabić. 11 stycznia ukaże się nowa powieść Elif Shafak, "Araf". Nie mogę się doczekać.

Pewnie zauważyliście, że wśród wyróżnionych przeze mnie książek zabrakło lektur dla dzieci i młodzieży. Cóż, powód jest bardzo prosty, nie potrafiłam wybrać, wszystkie były wspaniałe i z czystym sumieniem polecałam je na moim blogu.

Czy jestem rozczarowana jakąś książką? Oczywiście, że tak, ale niech to pozostanie moją tajemnicą. Zresztą książki, które nie przypadły mi do gustu po prostu nie znalazły się na blogu, większość wylądowała w zaprzyjaźnionej bibliotece, kilka znalazło innych właścicieli.

A jaka książka zrobiła na Was największe wrażenie?

Wszystkiego dobrego w Nowym 2017 Roku i do miłego zaczytania!

 

 

 

Lektura z dreszczykiem - "Ktoś we mnie" Sarah Waters

dosia1331

DSCN8437

Biorąc do ręki książkę prawie zawsze czytam pierwsze i ostatnie zdanie. Robię tak od odkąd pamiętam i zupełnie mi to nie przeszkadza, a nawet wpływa na wybór lektury. Od pierwszego zdania wiele zależy, powinno być na tyle interesujące byśmy zechcieli poznać treść książki. Ze zdaniem kończącym opowieść jest różnie, bo czasem stanowi podsumowanie historii, ale bywa też enigmatyczne, nieoczywiste, pozostawiające dużą przestrzeń interpretacyjną i takie zakończenia lubię najbardziej. Mam oczywiście ulubionych autorów, po których książki sięgam w ciemno i nawet nota wydawnicza nie jest mi do niczego potrzebna, bo wiem, że się nie zawiodę. Do tych ulubionych zaliczam Sarah Waters jedną z najciekawszych współczesnych powieściopisarek. Lektura jej książek to czytelnicza uczta, fascynująca przygoda i mnóstwo niezapomnianych wrażeń. Waters pisze bardzo sugestywnie, intrygująco, po prostu pięknie i pewnie dlatego nie sposób oderwać się od tworzonych przez nią historii. 

DSCN8402

"Ktoś we mnie" to powieść nominowana do Nagrody Bookera 2009 i kolejna świetna książka w dorobku literackim brytyjskiej pisarki. Tym razem autorka zaprasza nas do powojennej Anglii i ogromnej posiadłości, pięknego niegdyś domu, w którym mieszka rodzina Ayresów. Lokatorzy Hundreds Hall nie utrzymują bliższych kontaktów z sąsiadami, wstydzą się swojej fatalnej sytuacji finansowej i faktu, że dom coraz bardziej popada w ruinę, a oni utracili swoją wysoką pozycję. Właściwie jedyną osobą, która ich odwiedza jest doktor Faraday, człowiek, którego matka była kiedyś piastunką w Hundreds Hall. Lekarz nawiązuje nić porozumienia ze zdziwaczałą właścicielką, jej córką, Caroline oraz synem, który ze wszystkich sił stara się przywrócić posiadłości dawną świetność. Faraday jest zauroczony nie tylko domem, ale też Caroline Ayres, w której powoli się zakochuje. Faraday każdą wolną chwilę spędza w Hundreds Hall, zwłaszcza w towarzystwie Caroline, która imponuje mu swoją dojrzałością i siłą charakteru. Zrujnowana posiadłość również zaprząta myśli lekarza, bo w zniszczonym domu jest coś fascynującego, co przyciąga i budzi ciekawość. Tak mijają kolejne dni, aż dom staje się miejscem niewytłumaczalnych zjawisk i nawet zdroworozsądkowe podejście lekarza nie uspokaja rodziny, bo ktoś lub coś coraz bardziej zaznacza swoją obecność. Mieszkańcy domu nie mogą czuć się bezpieczni...

DSCN8396

Jeżeli liczycie na wartką i pełną zwrotów akcji opowieść, to niestety nie tym razem. Wydarzenia nabierają tempa stopniowo, co absolutnie nie wypływa na odbiór lektury, a wręcz przeciwnie, podsyca ciekawość. Kartki w zasadzie same się przewracają, a kolejne rozdziały odkrywają smutną historię rodziny. Zapewniam, że czyta się znakomicie, to wciągająca i budząca niepokój lektura. "Ktoś we mnie" jest historią z dreszczykiem, pełną ukrytych znaczeń książką o miłości, obsesji, samotności oraz przeszłości, która upomina się o swoje. Sarah Waters ma niezwykły dar opowiadania, potrafi skupić uwagę czytelnika i wywołać szereg emocji. Doskonała fabuła, świetnie nakreślone postaci, idealnie sportretowany obraz powojennego społeczeństwa i aura tajemniczości to niekwestionowane atuty tej książki. Sarah Waters powieścią "Ktoś we mnie" potwierdza swój niebywały talent prozatorski, zresztą przyzwyczaiła czytelników do klimatycznych i bardzo dobrze napisanych książek. 

"Ktoś we mnie" to wprost idealna lektura na tę porę roku, mroczna i pełna tajemnic historia z nutą grozy, do samego końca trzymająca w napięciu.

Autor: Sarah Waters
Tytuł: "Ktoś we mnie"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 598
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

 

 

 

 

 

 

Babski wieczór ze zbrodnią w tle, czyli "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" Anny Fryczkowskiej

dosia1331

DSCN8355

Największym wrogiem kobiety jest... druga kobieta i niech nikt nie próbuje mi wmawiać, że jest inaczej. Markowa sukienka, modny makijaż, przystojny partner u boku, czy świetnie rozwijająca się kariera bywają powodem zazdrości i, delikatnie rzecz ujmując, niechęci. Powodzenie w życiu osobistym i zawodowym jest podejrzane, bo co za dużo, to niezdrowo i pewnie za sukcesem stoi coś więcej.  Nie twierdzę, że kobiety nie potrafią się przyjaźnić, szanować i wspierać, to byłaby bardzo niesprawiedliwa ocena. Ale nie ulega wątpliwości, że mamy wyjątkowy talent do wbijania szpili tam, gdzie zaboli najbardziej, męskie relacje są znacznie spokojniejsze i prostsze od tych, które łączą kobiety. Anna Fryczkowska, najnowszą książką "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)", zdaje się tę prawidłowość potwierdzać i muszę przyznać, że robi to w inteligentny, nieco ironiczny, ale bardzo trafny sposób. 

Kilka zaprzyjaźnionych kobiet, choć jak się później okaże nie do końca zaprzyjaźnionych, urządza sobie babski wieczór w domu jednej z nich, zamożnej i trochę infantylnej Zuzi. Jest zima, za oknem śnieżyca, a dom, w którym odbywa się spotkanie znajduje się na uboczu. Początek imprezy jest taki sobie, kurtuazyjne rozmowy, zwiedzanie domu i paplanina o niczym, ale z biegiem czasu atmosfera się zagęszcza, bo na jaw wychodzi kilka spraw, które zburzą i tak już pozorny porządek w relacjach kobiet. Jakkolwiek to zabrzmi, wisienką na torcie, czyli najważniejszym punktem wieczoru będzie trup, a mianowicie leżąca z poderżniętym gardłem Bietka, samozwańcza "królowa kryminałów", najmniej lubiana w tym gronie. Bietka zalazła za skórę wszystkim uczestniczkom spotkania, jej paskudy charakter był powodem wielu łez i pewnie nadal pastwiłaby się nad koleżankami, gdyby nie fakt, że któraś z nich zdecydowała się na czyn karalny i zafundowała autorce kryminałów to, co ta z taką lubością opisywała w swoich książkach. Jest tylko jeden problem, nie wiadomo, która z nich jest morderczynią, bo żadna się nie przyznaje, więc zabić mogła każda...

Książka Anny Fryczkowskiej nie jest klasycznym kryminałem, raczej powieścią psychologiczną z wątkiem kryminalnym należącą do popularnego nurtu domestic noir, gdzie bohaterkami są przeważnie kobiety, a akcja toczy się w wąskim gronie. Historia opowiedziana przez Annę Fryczkowską przypomina trochę książki Agathy Christie, a cięte riposty i niebanalny humor przywołują na myśl kryminały, które wyszły spod pióra Joanny Chmielewskiej. "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" to książka demaskująca kobiecą przyjaźń, choć słowo przyjaźń w przypadku bohaterek wykreowanych przez Fryczkowską jest sporym nadużyciem. Babski wieczór, który z założenia miał być miłym spotkaniem przeobraził się w prywatne śledztwo mające wskazać mordercę jednej z kobiet. Oczekiwanie na policję dłuży się w nieskończoność, bo fatalna pogoda utrudnia dotarcie na miejsce zdarzenia. Ale kobiety nie próżnują, prowadzą dochodzenie, sprawdzają alibi i próbują ułożyć elementy rozsypanej układanki, zaś ból istnienia łagodzą kolejnymi butelkami alkoholu, który rozwiązuje języki i ułatwia wykrzyczenie tego, co od dawna leżało na sercu.

Która z nich zabiła i dlaczego? O tym musicie przekonać się czytając tę opowieść i zapewniam, że nie będzie to stracony czas, bo książkę czyta się błyskawicznie. Fryczkowska genialnie stopniuje napięcie, a licznymi dygresjami i monologami wewnętrznymi bohaterów miesza czytelnikowi w głowie i tym samym nie ułatwia wytypowania sprawczyni morderstwa.

"Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" Anny Fryczkowskiej to idealna książka na długi zimowy wieczór.

Autor: Anna Fryczkowska
Tytuł: "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 284
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Burda Książki

 

 

 

 

 

Sztuka i... proza życia - "Muza" Jessie Burton

dosia1331

DSCN8300

Ależ byłam niemądra bagatelizując kilka lat temu debiutującą brytyjską pisarkę Jessie Burton, zwłaszcza że doskonale pamiętam jak rozpływano się w zachwycie nad jej pierwszą powieścią. "Miniaturzystka" zawładnęła wyobraźnią czytelników, ale została również doceniona przez krytyków, co w przypadku debiutantów nie jest zjawiskiem nazbyt częstym. Jessie Burton weszła do świata literatury z przytupem, a nową powieścią ugruntowała swoją pozycję. Nie przeczytałam "Miniaturzystki", ta lektura jest wciąż przede mną, ale tym razem nikt nie będzie musiał mnie przekonywać, że warto, że powinnam, że grzechem byłoby nie poznać tej historii, itp., itd., bo "Muza" to majstersztyk.   

DSCN8298

Czarnoskóra imigrantka z Trynidadu pracuje w jednym z londyńskich sklepów obuwniczych, ale to zajęcie nie jest szczytem marzeń młodej Odelle Bastien. Kobieta swoją przyszłość wiąże z pisaniem, ma duży talent, ale równie wielki brak wiary w siebie. I pewnie nic by się nie zmieniło, gdyby nie nadarzyła się atrakcyjna oferta pracy. Odelle otrzymuje posadę w galerii sztuki, Instytucie Skeltona. Tam poznaje Marjorie Quick, postać niejednoznaczną, tajemniczą, ale to właśnie dzięki niej odważy się w końcu napisać opowiadanie i opublikować je w prasie. Pozytywnych zmian w życiu młodej kobiety będzie znacznie więcej, bo na horyzoncie pojawi się niejaki Laurie, właściciel obrazu, który zechce sprzedać go właśnie w Instytucie Skeltona. Mężczyzna nie wie, czy obraz jest w ogóle coś wart, ale potrzebuje pieniędzy, więc płótno trafia w ręce profesjonalistów. Pracownik galerii jest przekonany, że autorem obrazu jest Izaak Robles, rewolucjonista, który trzydzieści lat temu zachwycił pewnego marszanda i kolekcjonerów dzieł sztuki. Tak rozpoczyna się biegnąca dwutorowo, bo w roku 1936 i 1967, opowieść o tajemnicach z przeszłości, wielkich marzeniach, ambicjach, obsesji i niszczycielskiej sile miłości...

Jeżeli miałam jakiekolwiek wątpliwości związane z sięgnięciem po debiutancką "Miniaturzystkę", to lektura "Muzy" je rozwiała, bo  jestem pod ogromnym wrażeniem historii stworzonej przez Jessie Burton oraz stylu w jakim ta powieść została napisana. Nie znalazłam ani jednego fałszywie brzmiącego zdania, ani jednego niepotrzebnego słowa. "Muza" to spójna, przemyślana i bardzo dojrzała proza. Wyraziste postaci, sugestywne opisy i dwie świetnie sportretowane płaszczyzny czasowe stanowią siłę tej powieści. Zwróciłam również uwagę, że Jessie Burton przemyciła w najnowszej książce bardzo ważne problemy społeczne, mam na myśli równouprawnienie, rasizm i migrację ludności do krajów o znaczącej pozycji w świecie . Te tematy pojawiają się mimochodem, ale jednak zostały poruszone, a wplecenie ich w powieść o sztuce raczej nie jest przypadkowe i chociażby dlatego warto sięgnąć po "Muzę", gdzie sztuka i proza życia są zaskakująco blisko siebie.

DSCN8342

"Muza" to ambitna i bardzo dobrze napisana książka z fabułą osadzoną w snobistycznym świecie sztuki. Nie przegapcie jej na księgarnianych półkach, polecam z całą odpowiedzialnością za słowo.

Autor: Jessie Burton
Tytuł: "Muza"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 477
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Literackie

Zimowa opowieść..."Święta dzieci z dachów" Mårten Sandén

dosia1331

Jest noc, dzieci śpią, panuje absolutna cisza... Patrzę przez okno i uśmiecham się, bo pada śnieg. Zimowy pejzaż uspokaja, wycisza. Jest w nim coś magicznego, pewnie dlatego powstało tyle cudownych zimowych piosenek i wierszy, by uchwycić ten moment, złapać wyjątkową chwilę, zatrzymać ją w czasie i nadać jej znaczenie. Śniegu przybywa, biały puch miękko osiada i przykrywa szaroburą rzeczywistość, a ja cieszę się jak dziecko i po prostu obserwuję. Ani myślę spać, bo spływające z nieba płatki śniegu stworzyły mi idealną atmosferę do zaprezentowania książki "Święta dzieci z dachów", jednej z najpiękniejszych zimowych opowieści, które przeczytałam.

DSCN8253

Popełniłam błąd, bo lekturę tej książki powinnam rozpocząć przeczytaniem pierwszego rozdziału 1 grudnia i dawkować sobie kolejne rozdziały, aż do 24 dnia miesiąca, czyli Wigilii Świąt Bożego Narodzenia. Niestety, nie mogłam się powstrzymać i już poznałam tę historię, ale nie mam wyrzutów sumienia, bo i tak przeczytam raz jeszcze z dziećmi.

Nie zdradzę fabuły, nie pisnę ani słowa o bohaterach, nie wyjaśnię tytułu i nie uchylę rąbka tajemnicy na temat moich skojarzeń z innymi wybitnymi książkami dla dzieci. Wybaczcie, ale nie mam zamiaru nikomu popsuć przyjemności płynącej z czytania, bo "Święta dzieci z dachów" to tak wyjątkowa, urokliwa i piękna książka, że nietaktem byłoby zdradzać szczegóły, zwłaszcza że to iście adwentowa lektura. Cudowna, refleksyjna i pełna blasku historia, która porusza najczulsze struny i z całą pewnością na długo pozostanie w pamięci. Potraktujcie ją jako formę kalendarza adwentowego, rozdziały książki niech będą symbolicznymi czekoladkami, których smak będziecie odkrywać przez kolejne dni grudnia, aż do Wigilii, wtedy wszystko stanie się jasne. To będzie również świetny sprawdzian z cierpliwości i niezłe stracie z czytelniczym apetytem na poznanie treści książki.

DSCN8261

DSCN8264

DSCN8263

DSCN8279

Jeżeli szukacie świątecznej lektury, pięknej, mądrej i wartościowej książki dla dzieci, to "Święta dzieci z dachów" spełniają wszystkie te kryteria. Dodatkowym atutem jest wspaniałe wydanie i wręcz zachwycające ilustracje Liny Bodén.

Autor: Mårten Sandén
Ilustracje: Lina Bodén
Oprawa: twarda
Ilość stron: 99
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Zakamarki

 

 

Opowieść o dorastaniu... "Wiktorio, I love you" Maja Hjertzell

dosia1331

DSCN8228

Dziewięcioletnia Linn mieszka z mamą w bloku w jednym ze szwedzkich miast. Dziewczynka nie ma przyjaciół, dobrze czuje się w swoim towarzystwie, nie potrzebuje koleżanek i nie zabiega o nowe znajomości. Linn jest bardzo inteligentna, pokażcie mi proszę dziewięcioletnie dziecko, które uczy się łaciny i co rusz cytuje łacińskie sentencje, na dodatek idealnie pasujące do danej sytuacji. Elokwentna Linn dokładnie wie, czego chce, wszak per aspera ad astra, co znaczy przez trudy do gwiazd. Ale nie wszystko w życiu dorastającej Linn układa się tak, jakby sobie tego życzyła, bo nie potrafi porozumieć się z mamą, której wydaje się, że wszystko wie lepiej. Dziewczynka złości się, że mama po prostu jej nie słucha, nie bierze sobie do serca tego, co myśli i czuje, bagatelizuje jej sygnały i zawsze stawia na swoim. Oliwy do ognia dolewa wścibska, niesympatyczna i wciąż szukająca dziury w całym sąsiadka. Pewnego dnia pod blok, w którym mieszka dziewczynka podjeżdża książkobus, a z pojazdu wysiada niejaka Wiktoria. Bibliotekarka wprowadza się do "kostki cukru", małego domku w sąsiedztwie bloku. Linn i Wiktoria nawiążą nić porozumienia, a w życiu dziewczynki bardzo wiele się zmieni, na lepsze, rzecz jasna.

Przeczytałam tę książkę jednym tchem i muszę przyznać, że Maja Hjertzell napisała świetną historię dla dzieci, ukazującą dziecięcy sposób postrzegania świata i rozumienia pewnych rzeczy. Ale ta opowieść to również pstryczek w nos dorosłego czytelnika, zwłaszcza rodziców, bo autorka bardzo umiejętnie przedstawiła przesadną troskę matki o dziecko i chęć uszczęśliwiania córki na siłę, nawet wtedy, gdy ona jasno daje do zrozumienia, że czegoś nie chce, na czymś jej nie zależy, czegoś nie potrzebuje.

DSCN8224

Ciekawa fabuła, doskonale sportretowane postaci i dynamiczna narracja to niekwestionowane atuty książki. Na uwagę zasługują również czarno-białe ilustracje, a prosta kreska doskonale podkreśla charakter tej historii.

"Wiktorio, I love you" to książka o dorastaniu, małych i dużych problemach,  codziennych troskach i radościach. 

Autor: Maja Hjertzell
Ilustracje: Anna Nilsson
Tytuł: "Wiktorio, I love you"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 135
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Zakamarki

"Wielbłądzica baletnica i inne bajki" Arnold Lobel

dosia1331

Opowieści Arnolda Lobela to klasyka literatury dziecięcej, mądre, urzekające historie, które czyta się z przyjemnością, a które mogą stać się pretekstem do rozmowy o przyjaźni, miłości i, ogólnie rzecz ujmując, życiu. Prozą amerykańskiego pisarza zachwyciłam się za sprawą Żabka i Ropucha, sympatycznych płazów, o których pisałam jakiś czas temu, dlatego bez cienia wątpliwości sięgnęłam po kolejne utwory autorstwa Arnolda Lobela zebrane w książce "Wielbłądzica baletnica i inne bajki".

DSCN8214

Długo przeglądałam tę książkę, bo nie sposób oderwać wzroku od przepięknych ilustracji, nasycone kolory i dbałość o detale naprawdę robią wrażenie. Nie przesadzę stwierdzając, że to jedne z najlepszych ilustracji, jakie znalazłam w książkach dla dzieci, poza tym stanowią doskonałe uzupełnienie tekstu. "Wielbłądzica baletnica i inne bajki" to dwadzieścia różnych tematycznie opowieści, których bohaterami są zwierzęta mające ludzkie cechy. Miłość, przyjaźń, tolerancja, pokora, skromność, dojrzałość, dobre wychowanie, umiar, rozsądek to główne tematy bajek Arnolda Lobela. Pod każdą z nich znajduje się krótki komentarz podsumowujący utwór, bardzo ważny element, zwłaszcza dla dzieci, które mogą mieć kłopot ze zrozumieniem tekstu.

DSCN8211

Jeżeli szukacie ciekawej i wartościowej literatury dla dzieci, to książka "Wielbłądzica baletnica i inne bajki" powinna sprostać Waszym oczekiwaniom, polecam!

Do miłego zaczytania! 

Autor: Arnold Lobel
Tytuł: "Wielbłądzica baletnica i inne bajki"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 56
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Literackie

 

"Nie prosiliśmy o skrzydła" Vanessa Diffenbaugh

dosia1331

Vanessa Diffenbaugh zachwyciła mnie swoją debiutancką powieścią "Sekretny język kwiatów", dlatego z ogromną przyjemnością sięgnęłam po drugą w dorobku literackim książkę amerykańskiej pisarki. Niech nikogo nie zmyli sielankowa okładka powieści, bo "Nie prosiliśmy o skrzydła" nie jest lekką, łatwą i przyjemną w odbiorze książką, zwłaszcza że autorka porusza w niej temat macierzyństwa daleko odbiegającego od ideału, opowiada również o problemach, z którymi borykają się nielegalni imigranci. 

DSCN8142

Letty jest matką nastoletniego Alexa i sześcioletniej Luny. Kobieta nie potrafi odnaleźć się w roli matki i obowiązki związane z wychowaniem dzieci spycha na swoją matkę. Letty jest młodą, inteligentną osobą, która mocno pogubiła się w życiu i zaprzepaściła wiele szans, by to życie wyglądało zupełnie inaczej, popełniła szereg błędów i podjęła mnóstwo złych decyzji. Kocha swoje dzieci, ale nie potrafi okazać im miłości, boi się odpowiedzialności i odczuwa paniczny strach, ilekroć babcia rodzeństwa zapowiada powrót do Meksyku. Przeraża ją wizja pukającej do drzwi opieki społecznej, która będzie chciała odebrać dzieci, bo Letty jest przekonana, że nie nadaje się na matkę. W końcu staje się to, co i tak prędzej, czy później musiało się wydarzyć, ukochana babcia Alexa i Luny wraca do Meksyku. Bycie samotną matką nie jest komfortową sytuacją, ale Letty postanawia zrobić wszystko, by sprostać zadaniu i przede wszystkim wreszcie stać się matką, bo doskonale wie, że zawiodła nie tylko swoje dzieci, zawiodła wszystkich, siebie również. "Nie prosiliśmy o skrzydła" to także powieść poruszająca problem nielegalnej imigracji i muszę przyznać, że autorce udało się w bardzo obrazowy sposób pokazać, jaka przepaść dzieli nielegalnych imigrantów od pełnoprawnych obywateli Stanów Zjednoczonych. To jest życie w ciągłym strachu przed deportacją i kłopotami finansowymi, okazuje się, że "american dream" bywa sloganem i często boleśnie trzeba się o tym przekonać...

Vanessa Diffenbaugh napisała bardzo sugestywną powieść, prozę o dużym ładunku emocjonalnym, demaskującą obraz amerykańskiego społeczeństwa i skupiającą się wokół trudnego, bo często zbyt wczesnego macierzyństwa. To bardzo aktualna i ważna książka, ale też ciepła i wzruszająca historia o budowaniu rodziny, naprawianiu relacji i szukaniu szczęścia, które czasem jest na wyciągniecie ręki. To wreszcie powieść o złych i dobrych momentach w życiu każdego z nas, trudnych wyborach, niezrealizowanych marzeniach i nadziei na lepszą na przyszłość.

DSCN81411

Często sprawdzianem dla pisarza jest druga książka, wtedy okazuje się, czy świetnie przyjęty debiut nie był tylko i wyłącznie jednorazowym sukcesem. Vanessa Diffenbaugh nową powieścią potwierdza, że "Sekretny język kwiatów" nie był przypadkiem, bo "Nie prosiliśmy o skrzydła" to kolejna bardzo udana książka amerykańskiej pisarki.

Autor: Vanessa Diffenbaugh
Tytuł: "Nie prosiliśmy o skrzydła"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 352
Rok wydania:2016
Wydawnictwo Świat Książki

Jak dwie krople wody... "Mania czy Ania" Erich Kästner

dosia1331

Czytam pierwszy rozdział i myślę, jest dobrze, dynamicznie, dowcipnie, intrygująco. Ale już po kilku stronach zaczyna do mnie docierać, że ja tę historię znam, ba, nawet pamiętam, jak ona się skończy, co absolutnie nie stanowi dla mnie problemu i przewracam kartki w błyskawicznym tempie. Nie czytałam tej książki wcześniej, ale znam dwie ekranizacje, jedną lepszą, drugą gorszą, co i tak jest bez znaczenia, bo ani trochę nie dorównują książce Ericha Kästnera.

DSCN8166

Mania i Ania spotykają się na koloniach i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo przecież kolonie są po to, żeby nawiązać znajomości, dobrze się bawić i odpocząć. Jednak to spotkanie jest inne, zaskakujące, dziwne, bo dziewczynki są do siebie łudząco podobne i gdyby nie fryzury, czyli warkocze jednej i burza loków drugiej, trudno byłoby je odróżnić. Spotkanie Mani i Ani nie wypada dobrze, nie przypadają sobie do gustu, zwłaszcza że temperamentna Ania robi wszystko, by Mania poznała ją od najgorszej strony. Ta wrogość będzie powodem wielu łez Mani, ale w końcu dziewczynki nawiążą nić porozumienia, zaczną spędzać ze sobą dużo czasu i coraz częściej rozmawiać o swoich rodzinach. W ten sposób odkryją, że przyszły na świat tego samego dnia i na dodatek w tej samej miejscowości, co trudno uznać za przypadek, zwłaszcza że jedną z nich wychowuje mama, a drugą tata. Jak zakończy się ta historia? Tego nie zdradzę, ale na zachętę dodam, że dziewczynki wpadły na świetny pomysł...

DSCN8171

DSCN8174

Erich Kästner napisał fenomenalną opowieść dla dzieci, która bawi, wzrusza i skłania do refleksji, zwłaszcza że porusza bardzo istotne problemy dotyczące rodziny. Autor pozwala sobie na całkowitą szczerość, co zresztą często podkreśla, bo niby dlaczego nie powinno się o pewnych rzeczach mówić albo umniejszać ich wagę? Ukrywanie prawdy, niedomówienia i tuszowanie przeszłości mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Życie to nie bajka i nawet dzieci powinny zdawać sobie z tego sprawę. Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na ilustracje, są cudowne i pięknie uzupełniają tę historię, zresztą Joanna Rusinek postarała się, by nawiązywały do czasów, w których powstała powieść.

Książkę wydano po raz pierwszy w 1949 r. w Niemczech, przeczytajcie koniecznie, wspaniała lektura, nie tylko dla dzieci.

Autor: Erich Kästner
Tytuł: "Mania czy Ania"
Ilustracje: Joanna Rusinek
Oprawa: twarda
Ilość stron: 175
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Jung-off-ska

Z powieści na scenę - "Harry Potter i przeklęte dziecko" J.K. Rowling, J. Tiffany & J. Thorne

dosia1331

DSCN8130

"Jeżeli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanikła, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś mugolem!" Cudowne, nie sądzicie? J.K. Rowling tym jednym zdaniem udowodniła, że książka może być fantastyczną przygodą, przepustką do świata wyobraźni, a dzieci nie tylko potrafią czytać, ale wręcz szaleją na punkcie książek i nawet nocą stoją w kolejkach, by kupić premierową część serii. Mnie również nie ominęła euforia związana z Harrym Potterem, pokochałam dzielnego czarodzieja całym sercem, podziwiałam niezwykłą erudycję Hermiony i bardzo żałowałam, że tych dwoje nie połączyła coś więcej, niż tylko przyjaźń. Chętnie stałabym się znów dzieckiem, żeby tylko dostać list z Hogwartu i móc uczyć się w słynnej Szkole Magii i Czarodziejstwa, co oznacza, że wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem niezwykłego talentu J.K. Rowling, jej genialnego warsztatu i niesłychanej wyobraźni. Czytając ostatni, siódmy tom serii zastanawiałam się, czy autorka zdecyduje się kiedyś na kontynuację, bo odniosłam wrażenie, że finałowy rozdział spokojnie może stanowić zapowiedź kolejnej odsłony przygód Harry'ego. Co jakiś czas pojawiały się w mediach informacje o tym, że J. K. Rowling myśli o następnej książce, ale nic nie było pewne, aż tu nagle świat obiegła wiadomość, że autorka napisała scenariusz sztuki teatralnej, "Ósmą historię", czyli dalsze losy dorosłych już czarodziejów. I znowu na księgarnianych półkach pojawił się Harry Potter, ale szaleństwo towarzyszące poprzednim siedmiu książkom nieco osłabło, bo nie zauważyłam znikających z półek egzemplarzy, ani kolejek fanów ustawiających się po książkę. Na pewno przyczyniły się do tego niepochlebne komentarze, bo nowa część nie jest powieścią, a scenariuszem sztuki teatralnej i fanom Harry'ego ta forma niespecjalnie przypadła do gustu. Poza tym Harry Potter to teraz dorosły, odpowiedzialny za rodzinę mężczyzna, dawno przestał być uczniem słynnej szkoły, nie wpada w tarapaty, nie rozwiązuje skomplikowanych zagadek z Hermioną i nie wygłupia się z Ronem. Rozumiem rozżalenie fanów, ale kochani, my też dorastamy i próżno szukać w tym magii! Przyznaję, że nie przeczytałam ani jednej recenzji scenariusza, zauważyłam jedynie kilka niezbyt zachęcających opinii, ale nie mają one dla mnie żadnego znaczenia, bo "Ósma historia" bardzo mi się podobała, po raz kolejny z ogromną przyjemnością wróciłam do Hogwartu i spotkałam się z jednymi z moich ulubionych postaci literackich, no i nie do końca jestem przekonana, czy aż tak się zmieniły.

Nie mam zamiaru zdradzać treści scenariusza, nie uchylę rąbka tajemnicy i nie będę przekonywać, że koniecznie trzeba poznać dalsze losy słynnego czarodzieja. Sami zdecydujcie, czy otworzycie okno sowie z zaproszeniem do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.

"Koniec psot" :)

Do miłego zaczytania!

Autorzy: J.K. Rowling, J. Tiffany & J. Thorne
Tytuł: "Harry Potter i przeklęte dziecko. Część pierwsza i druga"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 367
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Media Rodzina

To jedziemy! "Od koła do Formuły 1. Historia motoryzacji" Michał Gąsiorowski

dosia1331

DSCN81141

Na początku było... koło! Wybaczcie ten nieco biblijny wstęp, ale jest jak najbardziej uzasadniony, ponieważ z ogromną przyjemnością prezentuję książkę Michała Gąsiorowskiego "Od koła do Formuły 1. Historia motoryzacji". Autor jest pasjonatem motoryzacji, dysponującym dużą wiedzą na ten temat, a jego książka to fascynująca podróż od prehistorii motoryzacji, czyli odkrycia koła do rekordów prędkości, mieszanki ludzkiej odwagi i szaleństwa. Wspomniane koło okazało się genialnym wynalazkiem, przedmiotem który ułatwił ludziom życie i dał początek wielu innym odkryciom. Wyobrażacie sobie ulice bez samochodów? Przyznaję, że byłby to dość osobliwy widok, choć pierwsze pojazdy wyjechały na ulice wcale nie tak dawno temu, jeśli brać pod uwagę wynalezienie koła.

"Od koła do Formuły 1. Historia motoryzacji" to książka dla dzieci i nie da się ukryć, że autor zadbał, by młodzi czytelnicy wiele się z tej książki dowiedzieli. Dzieci z pewnością nie będą miały problemu ze zrozumieniem faktów dotyczących motoryzacji, a zabawne anegdoty i świetne ilustracje na pewno im to ułatwią.

DSCN8108

Michał Gąsiorowski podaje najważniejsze momenty w historii motoryzacji światowej, ale nie pomija również naszych sukcesów na tym polu, bo z fabryki na Żeraniu wyjechały samochody, które kiedyś były szczytem marzeń Polaków i nie wszyscy mogli sobie pozwolić na ten luksus. Legendarne samochody z epoki PRL-u wciąż cieszą się sporym zainteresowaniem i nie brakuje chętnych, którzy zaparkowaliby je w swoich garażach. Moi rodzice byli szczęśliwymi posiadaczami Fiata 125 p, choć zakupionego już w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (o zgrozo, jak to brzmi!) i do dzisiaj z sentymentem go wspominają, zresztą sama doskonale pamiętam to auto, bo o mało nie przestawiłam rodzicom domu, kiedy pewnego dnia zapragnęłam nauczyć się jeździć. Dumni mogą być również właściciele polonezów, ponieważ autorem projektu słynnego "poldka" był Giorgetto Giugiaro, który zaprojektował inne cudeńka, chociażby Alfę Romeo 159, Lancię Deltę, czy Masserati Quatroporte. Podobnych informacji i ciekawostek jest w książce mnóstwo, nie ukrywam, że sama wiele się z niej dowiedziałam i z przyjemnością przeczytałam książkę razem z synem.

DSCN81171

Pasjonaci motoryzacji, mali i duzi wielbiciele czterech kółek, amatorzy szybkiej jazdy, do których sama się zaliczam (pozdrowienia dla policji) i wszyscy, którzy chcieliby się o samochodach dowiedzieć czegoś więcej niech sięgną po książkę Michała Gąsiorowskiego.

Szerokiej drogi i do miłego zaczytania!

Autor: Michał Gąsiorowski
Ilustracje: Agnieszka i Przemysław Surmowie
Tytuł: "Od koła do Formuły 1. Historia motoryzacji"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 144
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

 

 

 

 

We śnie i na jawie... "Silver. Pierwsza księga snów" Kerstin Gier

dosia1331

DSCN8080

Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że książki dla młodzieży mogą być fantastyczną lekturą dla dorosłego czytelnika. Ale po kolei... Książkę Kerstin Gier zauważyłam stosunkowo wcześnie, bo chwilę po premierze i, co mnie do teraz bawi, wzięłam ją za kolejny na rynku wydawniczym sennik, czyli lekturę absolutnie nie dla mnie. Na szczęście "Sennik" okazał się powieścią, a najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że "pożarłam" tę historię w błyskawicznym tempie i bardzo się cieszę, że nie była to jednorazowa przygoda, bo "Silver" to trylogia.

DSCN8084

Przywiązujecie wagę do snów? Ja niespecjalnie, zresztą często zdarza mi się ich nie pamiętać, co być może związane jest z tym, że tuż po przebudzeniu patrzę wprost na okno, a to ponoć bardzo skuteczna forma zapomnienia. Przyjemne i koszmarne sny miewamy wszyscy, te bardziej i mniej realne również, ale nie potrafimy wkradać się do czyjegoś snu i podglądać o czym ten ktoś śni. Niemożliwe nie istnieje? W książkach na pewno tak, bo bohaterka "Silver" posiada niezwykłą umiejętność przenikania do snów innych ludzi, ale jak się później okaże to bardzo niebezpieczna przygoda, z której Liv nie do końca zdaje sobie sprawę.

Liv to nastolatka, inteligentna i bardzo ładna dziewczyna, która od dziecka podróżuje po całym świecie, bo matka ze względu na swoją pracę często zmienia adres zamieszkania. Kolejnym przystankiem jest Londyn. Liv i jej młodsza siostra Mia będą musiały zaakceptować fakt, że mama ma nowego partnera, który nie tylko zaproponuje wspólne zamieszkanie, ale powiększenie rodziny o swoje dorastające dzieci. Słowo się rzekło, patchworkowa rodzina zaczyna jakoś funkcjonować, a Liv śni kolejne sny, choć coś jest nie tak, bo w jej marzeniach sennych pojawiają się uczniowie ze szkoły, którzy na jawie coraz więcej o niej wiedzą. Ta sytuacja bardzo ją irytuje, dlatego postanawia sprawdzić, o co chodzi z tymi snami. Ciekawska nastolatka zrobi wszystko, by poznać ich genezę, a dodatkowym impulsem będzie to, że zaczyna interesować się jednym ze szkolnych przystojniaków, z którym notabene gawędzi sobie we śnie i oboje doskonale ten fakt pamiętają następnego dnia...

Ależ miałam frajdę czytając tę powieść, bo to nie tylko ciekawa historia, ale przede wszystkim świetnie napisana książka. Autorka przemyciła w powieści typowe dla nastolatków problemy wieku dorastania, ale dodała też szczyptę magii i to połączenie okazało się strzałem w dziesiątkę. Sny to ogromne pole do popisu dla wyobraźni i Kerstin Gier doskonale sobie z tym materiałem poradziła, zresztą autorka ma niezwykły dar opowiadania, bo ta historia po prostu płynie i naprawdę trudno tę książkę odłożyć, kartki same się przewracają. Wielkim atutem powieści są doskonale nakreślone postaci, jedne tajemnicze, inne do bólu realne, ale wszystkie niesamowicie przykuwające uwagę. Pragmatyczna, mocno stąpająca po ziemi Liv, mistrzyni ciętej riposty i jednocześnie bardzo zabawna siostra głównej bohaterki, czyli Mia, ich szalona, nieco ekscentryczna matka, barwni koledzy ze szkoły, przyszywane rodzeństwo, a zwłaszcza Grayson, którego bardzo polubiłam, świetny chłopak! No i oczywiście Henry, najbardziej tajemnicza postać, szkolne ciacho, obok którego trudno przejść obojętnie. Wisienką na torcie jest Secrecy, anonimowa blogerka, która wie wszystko i nie zawaha się tej wiedzy użyć. Można oczywiście czepiać się, że autorka bazuje na znanych motywach, utartych schematach i... bla, bla, bla, co dla mnie nie ma żadnego znaczenia, bo "Silver" to wspaniała seria, więc przeczytajcie koniecznie!

A jaki jest drugi tom trylogii? Trochę inny, mniej dynamiczny, ale równie interesujący, a co najważniejsze Liv nadal śni, a ja mam ogromną przyjemność z lektury i coraz bardziej przekonuję się o tym, że sny to naprawdę fascynująca sfera naszego życia. Bardzo czekam na trzecią odsłonę serii!

Tak na marginesie, książki są cudownie wydane, okładki wprost urzekające!

Autor: Kerstin Gier
Tytuł: "Silver. Pierwsza księga snów"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 409
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Media Rodzina
 
Autor: Kerstin Gier
Tytuł: "Silver. Druga księga snów"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 404
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Media Rodzina
 

Kryminał na jesienne wieczory - "Sekta" Michael Katz Krefeld

dosia1331

DSCN8052__kopia

"Sekta" to moje pierwsze czytelnicze spotkanie z duńskim autorem kryminałów i od razu zaznaczam, że bardzo udane, choć początek książki wcale nie zapowiadał ciekawej lektury, a wręcz przeciwnie, czułam delikatne znużenie.  Michael Katz Krefeld, nazywany "duńskim dynamitem", stworzył całkiem udany kryminał i spokojnie można sięgnąć po tę książkę bez znajomości "Wykolejonego" i "Zaginionego". Czytając "Sektę" nie odniosłam wrażenia, że o czymś nie wiem, czy czegoś nie rozumiem, bo autor zadbał o czytelników, którzy po raz pierwszy spotykają się z jego twórczością i nawiązuje do wydarzeń z poprzednich tomów. Michael Katz Krefeld dość odważnie wypowiada się o kolegach po fachu i określa ich książki jako "latte", swoje zaś uważa za "kryminały espresso". Bardzo utkwiło mi to w pamięci i początek książki czytałam przez pryzmat tej wypowiedzi, więc tym większe było moje rozczarowanie, bo pierwsze rozdziały nie mają w sobie nic z mocnej i aromatycznej kawy, ale jak już wspomniałam akcja zdecydowanie przyspiesza i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że spod pióra duńskiego pisarza wyszedł rasowy kryminał, idealny na jesienne wieczory.

Były policjant, Thomas Ravnsholdt, otrzymuje zlecenie odszukania niejakiego Jakoba Mesmera, założyciela i przywódcy sekty "Wybrańcy Boga".  Pozornie prosta sprawa okazuje się niezwykle skomplikowana, a kolejne fakty dotyczące sekty demaskują bezwzględność i okrucieństwo jej guru. Ravn stanie twarzą w twarz z ogromnym niebezpieczeństwem...

Nie ukrywam, że Ravn zaskarbił sobie moją sympatię, to nietuzinkowy, pełnokrwisty bohater i profesjonalista obdarzony szóstym zmysłem. Detektyw ma też swoje słabości, jedną z nich jest nadużywanie alkoholu, to jego sposób na odreagowanie stresu i zapomnienie. Michael Katz Krefeld postawił na krótkie, intensywne, pozbawione nadmiernych opisów rozdziały, dlatego tę książkę czyta się bardzo dobrze i szybko. Można dawkować sobie lekturę wedle uznania, ale mniej więcej w połowie naprawdę trudno się oderwać. "Sekta" to opowieść o szaleństwie,  uzależnieniu i manipulowaniu ludźmi, to również historia o ogromnym wpływie jednostki na życie ludzi o słabej psychice, zagubionych i poszukujących akceptacji, a wszystko to zręcznie przedstawione w postaci kryminału z charyzmatycznym detektywem na czele.

Czy mam ochotę na poznanie poprzednich książek autora? Zdecydowanie tak!

Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego 3 listopada 2016 r.

Autor: Michael Katz Krefeld
Tytuł: "Sekta"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 361
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo Literackie

 

© matka polka czytająca
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci