Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG O KSIĄŻKACH

"Swing Time" Zadie Smith

dosia1331

100_0978

Nie mam pojęcia, dlaczego proza Zadie Smith nie robi na mnie specjalnego wrażenia. Chyba tylko "Białe zęby" naprawdę mi się podobały i nie miałam poczucia traconego na lekturę czasu. Najnowsza powieść Zadie Smith, "Swing Time", też mnie nie porwała. Po obiecującym początku nastąpiło coś, co zwykle nazywam przedzieraniem się przez fabułę. Rozczarowana nie jestem, ale mój entuzjazm jest raczej umiarkowany i chyba zgodzę się z opinią, że to lektura dla wiernych fanów brytyjskiej pisarki.  

W wywiadzie udzielonym "Wysokim Obcasom" Zadie Smith przyznaje, że: "Ta książka jest hołdem dla Ferrante". Inspirację twórczością Eleny Ferrante można dostrzec już po kilku pierwszych stronach powieści, zwłaszcza że motywem przewodnim "Swing Time" jest przyjaźń dwóch dziewczynek. Kto czytał "Genialną przyjaciółkę" Ferrante, ten wie, co mam na myśli. Ale to, co udało się włoskiej powieściopisarce, zupełnie nie wyszło Zadie Smith. Cytując klasyka, "nie urzekła mnie ta historia". Byłabym niesprawiedliwa twierdząc, że jest źle napisana, bo Zadie Smith pisze bardzo dobrze, jej warsztat nie budzi żadnych wątpliwości, świetnie posługuje się językiem i niezaprzeczalnie ma swój styl. Tylko, że to wszystko jej momentami mocno przegadane, przekombinowane i nieco chaotyczne. Zachęcona tytułem i opisem wydawcy, sięgnęłam po "Swing Time" z nadzieją na roztańczoną, pulsującą rytmem lekturę, a otrzymałam powieść, do której pewnie już nie wrócę. Liczyłam na energiczną, tętniącą życiem prozę, a wiele razy miałam ochotę tę książkę po prostu odłożyć. Za mało swingu w swingu? Mam wrażenie, że Zadie Smith nie wykorzystała potencjału tematu albo ja nastawiłam się na coś zupełnie innego. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że nie będę w swojej opinii odosobniona.

"Swing Time" jest powieścią społeczną rozważającą problem przynależności do miejsca, środowiska. Autorka zdecydowała się zawrzeć w niej kilka elementów swojej biografii, co z całą pewnością usatysfakcjonuje jej wielbicieli. Muzyka i taniec stanowią tło dla opowieści o kobietach pochodzących z różnych środowisk, które łączy i jednocześnie dzieli mnóstwo spraw, które wykorzystały życiowe szanse albo je zaprzepaściły, są szczęśliwe albo tylko udają. Niewątpliwym atutem powieści są znakomicie nakreślone postaci.

Moja ocena: 4/6

Autor: Zadie Smith
Tytuł: "Swing Time"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 480
Rok wydania: 2017 
Znak

"Show must go on...", czyli "Pozdrowienia z Korei" Suki Kim

dosia1331

100_0962

Wyobraź sobie, że trafiasz do kraju, gdzie niemal na każdym kroku spotykasz się z nieprawdopodobnym wręcz uwielbieniem pewnej dynastii. Wciąż słyszysz o wielkich czynach przywódców, obserwujesz pokłony przed pomnikami i spotykasz się z niezachwianą wiarą w słuszność każdej podjętej przez nich decyzji. W zasadzie zastanawiasz się, ile w tym wszystkich prawdy, a ile spektaklu, który wydaje się nie mieć końca. Ale ten kraj istnieje, choć bardzo trudno się do niego dostać, a bywa i tak, że z wydostaniem się mogą być olbrzymie kłopoty.

Kilka lat temu świat obiegły zdjęcia z pogrążonej w rozpaczy po śmierci Kim Dzong Ila Korei Północnej. Na ulicach tłumy Koreańczyków - lament, histeria i potoki łez. Obserwowaliśmy żałobę, która nie budziła współczucia, a raczej śmiech i politowanie, bo trudno było nie odnieść wrażenia, że to wszystko jest wyreżyserowane, narzucone i biada temu, kto postanowi zrezygnować z udziału w przedstawieniu. Szlochający Pjongjang żegnał "ukochanego" wodza, a reszta globu trzymała kciuki za otrzeźwienie narodu koreańskiego, zdrowy rozsądek i być może ewentualny bunt, który - jak wiadomo - nie nastąpił. W blasku chwały na tronie zasiadł Kim Dzong Un i... nic się nie zmieniło, bo i co miało ulec zmianie, skoro od lat Koreańczykom robi się pranie mózgu i zabrania decydowania o swoim losie. Reżim ma się dobrze, obywatele żyją w ciągłym strachu, a świta najważniejszego człowieka w państwie zapisuje w notesikach złote myśli pana i władcy. Witajcie w Korei Północnej!

Suki Kim miała okazję na własne oczy zobaczyć kawałek prawdziwego oblicza Korei Północnej. Dziennikarka spędziła kilka miesięcy w stolicy kraju, ucząc języka angielskiego młodzież wywodzącą się z koreańskich elit, więc nie miała dostępu do ludzi, którzy żyją na granicy ubóstwa. Ewentualna podróż w głąb państwa była niemożliwa, zresztą każdy jej krok był obserwowany, każdy gest analizowany, a dostęp do wiadomości mocno ograniczony. Dotarcie do obozów pracy, rozmowa sam na sam z mieszkańcami Korei Północnej to mrzonka. Suki Kim pokazano tylko tyle, na ile pozwalały absurdalne przepisy, choć i tak udało się jej sporo zaobserwować. Reżim serwuje turystom teatr, w którym uczestniczą obcokrajowcy i oddelegowani Koreańczycy, by ci pierwsi mogli potwierdzić "normalność" Korei w swoich ojczyznach. Jaka jest prawda, wiemy wszyscy. 

Przeczytałam tę książkę jednym tchem, a uczucia towarzyszące lekturze to mieszanina irytacji, złości i niedowierzania. "Pozdrowienia z Korei" to opowieść o zniewolonym, okłamywanym i wykorzystywanym społeczeństwie. 

"Show must go on..."

Autor: Suki Kim
Tytuł: "Pozdrowienia z Korei"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2015
Znak

 

"Cudowna podróż" Selma Lagerlöf

dosia1331

100_0895

"Cudowna podróż" Selmy Lagerlöf to książka zaliczana do klasyki literatury dla dzieci i młodzieży. Powieść uroczo staroświecka z wyraźnie zaznaczonym akcentem edukacyjnym, którą wciąż doskonale się czyta. Coś mi się wydaje, że dla dorosłego czytelnika będzie o wiele ciekawszym doświadczeniem, niż dla dziecka, które zrozumie tę historię bardzo dosłownie.

Szwecja, druga połowa XIX wieku. Nils Holgersson jest krnąbrnym, niegrzecznym i nieposłusznym dzieckiem. Nie widzi niczego złego w swoim postępowaniu, a wręcz przeciwnie przyjemność sprawia mu dokuczanie rodzicom i zwierzętom. Pewnego niedzielnego poranka Nils odmawia pójścia do kościoła i za karę otrzymuje zadanie: ma przeczytać czternaście i pół strony kazań. Ale chłopiec zamiast czytać zasypia nad tekstem. Ze snu budzi go hałas. Okazuje się, że to krasnoludek. Nils od razu wpada na pomysł spłatania malcowi jakiego figla, ale krasnoludek okazuje się bardziej przebiegły i zamienia chłopca w krasnoludka. Miniaturowy Nils przekona się na własnej skórze, jak to jest być mniejszym i słabszym od innych. Będzie musiał udowodnić, że jest coś wart, że można na nim polegać, że potrafi działać w grupie i po prostu ma dobre serce. Dzięki tej zamianie pozna również Szwecję z lotu ptaka, bo wraz z dzikimi gęsiami wyruszy do Laponii...

"Cudowna podróż" to książka przygodowa, lektura z motywem podróży, która nie tylko ukazuje metamorfozę głównego bohatera, ale też przybliża historię i geografię Szwecji. Ale powieść szwedzkiej noblistki to również afirmacja świata przyrody, jej niezaprzeczalnego związku z człowiekiem  i konieczności życia w symbiozie.

Piękna, baśniowa i momentami poetycka proza, która urzeka niepowtarzalnym klimatem i którą czyta się z ogromną przyjemnością.

Książkę znajdziecie w księgarniach 25 października 2017 r. 

Moja ocena: 6/6

Autor: Selma Lagerlöf 
Tytuł: "Cudowna podróż"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 118 (wersja skrócona, funkcjonująca jako lektura szkolna)
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

Kurtyna w górę! "Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Teatrzyki"

dosia1331

100_08811

Bawiliście się kiedyś w teatr? Montowaliście scenę z poduszek, krzeseł, koców i wszystkiego, co mogło posłużyć do jej stworzenia? Ja doskonale pamiętam, że zniszczyłam mnóstwo klamerek, które za nic nie chciały utrzymać zbyt grubego materiału. Poza tym zawsze był kłopot z widownią, bo nie potrafiłam zdecydować, kto powinien zasiąść w pierwszym rzędzie, domownicy, czy lalki i misie. Wybór repertuaru też był dość absorbującym zajęciem, bo w grę wchodziła autorska "sztuka" albo gotowiec w postaci jakiejś książki, oczywiście odpowiednio opracowany. Zapomniałabym o kostiumach, to również wymagało wielu przygotowań, ale czego się nie robi dla oklasków zachwyconej publiczności. Teatr to magia, którą odkryłam jako dziecko...

Wspominki? Ależ oczywiście, że tak, poza tym czuję się usprawiedliwiona, bo jestem po lekturze "Teatrzyków" Brzechwy, pięknie wydanej i cudownie zilustrowanej książki, która jest czwartą odsłoną serii adresowanej do młodego czytelnika i zawierającej niezapomniane utwory sceniczne. "Nasza Księgarnia" po raz kolejny stanęła na wysokości zadania i zafundowała dorosłym czytelnikom powrót do dzieciństwa, a maluchom możliwość poznania utworów wybitnego poety, bez którego nie wyobrażam sobie polskiej literatury dla dzieci.

A co można znaleźć w książce? "Księżniczkę na ziarnku grochu", "Siedmiomilowe buty", "Wagary", "Bajki samograjki" i wiele innych tekstów, które wciąż wspaniale się czyta i których scenki z powodzeniem można odgrywać w domowym zaciszu. Mam wrażenie, że zabawa w teatr to dzisiaj nieco zapomniana forma spędzania wolnego czasu z dzieckiem. A szkoda, bo taka zabawa niesamowicie rozwija, pobudza wyobraźnię, uczy pracy w grupie i ćwiczy pamięć, bo przecież trzeba nauczyć się swojej roli. Nie ukrywam, że uśmiech nie schodził mi z twarzy podczas lektury "Teatrzyków", zresztą dowcip i humor sytuacyjny to główne składniki twórczości Jana Brzechwy. Pal licho, że niektóre z nich są już mocno niewspółczesne i odrobinę tu i ówdzie zdradzają zaangażowanie autora w głoszenie socjalistycznych haseł. Takie to były czasy...

Przypomnijcie sobie utwory sceniczne Brzechwy, zapoznajcie z nimi swoje dzieci i stwórzcie domowy teatr. Kurtyna w górę!

Do miłego zaczytania :)

100_0885

Moja ocena: 6/6

Autor: Jan Brzechwa
Tytuł: "Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Teatrzyki"
Ilustracje: Magdalena Kozieł-Nowak
Oprawa: twarda
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

Przedpremierowo - "Nie mówcie, że nie mamy niczego" Madeleine Thien

dosia1331

100_0913

"Ojciec opuścił nas dwukrotnie w ciągu jednego roku. Po raz pierwszy, aby zakończyć swoje małżeństwo, i po raz drugi, gdy odebrał sobie życie."

Napisana z rozmachem liryczna powieść Madeleine Thien jest, jak nuty na pięciolinii, które momentami układają się w smutną melodię. "Nie mówcie, że nie mamy niczego" to książka o zwykłych - niezwykłych ludziach, zaprzepaszczonych szansach, zmarnowanych talentach i przeszłości, której nie da się wymazać z pamięci. Ale to również odważna i pięknie napisana książka, w której autorka wraca do masakry na placu Tiananmen (Plac Niebiańskiego Spokoju) w 1989 r. Madeleine Thien opisuje mroczny okres w historii Chin w delikatny, ale niezwykle wnikliwy sposób. To książka naszpikowana emocjami, w której jedną z głównych ról odgrywa muzyka. Na kartach powieści niemal słychać utwory Szostakowicza i Bacha. Uwagę przykuwa już pierwsze zdanie, które jest preludium do tego, co czytelnik odkryje w kolejnych rozdziałach. To nie jest łatwa lektura, wymaga skupienia i analizy tego, co przed laty stało się na terenie Chin i z czym do teraz trudno się pogodzić. Madeline Thien oddała w ręce czytelników książkę niezmiernie ważną, która zachwyca nie tylko głębią treści, ale również wykreowanymi postaciami. To powieść niebanalna, proza najwyższej próby, dlatego w ogóle nie dziwi mnie fakt, że autorka spotyka się z tak pozytywnym odbiorem swojej twórczości, zresztą ma na swoim koncie wiele literackich wyróżnień. Niezwykłego klimatu dodają również miniaturowe zdjęcia zamieszczone na kilku stronach książki.

Centralną postacią powieści jest Marie, która dzięki pewnej studentce z Pekinu pozna bolesną historię swojej rodziny. Dowie się, że jej ojciec studiował w Szanghaju i pięknie grał na fortepianie. Zatem dlaczego w ich rodzinnym domu nie było tego instrumentu? Jak wiele tajemnic jest jeszcze do odkrycia? Przed Marie trudne zadanie, długa droga do rozwikłania zagadek z przeszłości, ale też możliwość poznania ojca, o którym niewiele wiedziała. Poza tym przed Marie szansa na poznanie kraju, z którego wywodzą się jej przodkowie. A wszystko to opowiedziane przez Madeleine Thien w barwny, wzruszający i chwilami - co jest paradoksalne - baśniowy sposób.

Powieść "Nie mówicie, że nie mamy niczego" to jedno z najgłośniejszych wydarzeń literackich 2016 r. Książka kanadyjskiej pisarki o chińsko-malezyjskich korzeniach ma szansę zachwycić również polskiego czytelnika. Dodatkowym argumentem niech będzie fakt, że była nominowana do Nagrody Bookera, rekomendowana przez światową prasę, a talent prozatorski Thien dostrzegła laureatka Nagrody Nobla, Alice Munro.

"Nie mówicie, że nie mamy niczego" Madeleine Thien ukaże się w księgarniach 26 października 2017 r. nakładem Wydawnictwa Literackiego. Bardzo jestem ciekawa, z jakim odbiorem spotka się ta powieść w Polsce, bo nie ukrywam, że historia opowiedziana przez autorkę mocno mnie poruszyła. 

Moja ocena: 5.5/6

Autor: Madeleine Thien
Tytuł: "Nie mówcie, że nie mamy niczego"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 600
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Literackie 

Powieść, która rozpoczyna się od zakończenia - "Jak się ma twój ból?" Pascal Garnier

dosia1331

100_0862

Kim jest Pascal Garnier? Jednym z najważniejszych francuskich pisarzy, cenionym autorem powieści noir, który w dorobku literackim ma ponad pięćdziesiąt pozycji, również opowiadań i książek dla młodzieży. Jeszcze kilka dni temu na pytanie, które postawiłam na początku, odpowiedziałbym - nie mam zielonego pojęcia i nie byłoby w tym nic złego. Czy ja muszę znać wszystkich pisarzy świata i błyszczeć wiedzą na temat ich dorobku literackiego wraz z datą wydania poszczególnych dzieł? Nie, nie muszę, zresztą to niemożliwe, ale przyjemnie jest znaleźć w literaturze coś nowego, odkryć ciekawego pisarza i poznać kawałek jego twórczości. Efektem tych poszukiwań jest niewielkich rozmiarów powieść Pascala Garniera, "Jak się ma twój ból?" Tytuł, ciekawa okładka i przede wszystkim nota wydawnicza przypieczętowały wybór. Nawiasem mówiąc, tak zatytułowany mógłby być jakiś poradnik, ale wtedy nie przeszłaby "tapetowa" okładka. Wybaczcie tę dygresję, ale nie mogłam się powstrzymać. Nie pomyślcie sobie, że bawi mnie okładka. Nie mam jej nic do zarzucenia, jest w porządku i nawet współgra z treścią książki. Podsumowując, po zaskakująco dobrym debiucie Faye'a - mam na myśli prezentowaną ostatnio na blogu "Tęsknotę" - postanowiłam pozostać w kręgu literatury francuskiej. Czy to była słuszna decyzja? Ależ oczywiście, że tak!

No dobra, o czym w takim razie jest powieść, która tak mnie zachwyciła? O bólu? To byłoby zbyt proste, ale skoro to słowo znalazło się w tytule, to z pewnością coś jest na rzeczy. Nie da się ukryć, że bólu w powieści Garniera jest sporo, zarówno tego fizycznego, jak i trawiącego duszę. Ale największe wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki ta historia została opowiedziana. Żadnych słownych piruetów, zero wodolejstwa, maksimum treści. "Jak się ma twój ból?" to powieść - metafora z fabułą zbudowaną wokół dwóch postaci, Simona - starzejącego się tępiciela szkodników oraz Bernarda - młodego, odrobinę naiwnego chłopaka o gołębim sercu. Pierwszy z nich wybiera się na emeryturę, ale ma do wykonania jeszcze jedno zadanie. Natomiast Bernard z barku ciekawszych propozycji korzysta z oferty Simona i wraz z nim wyrusza nad morze. Autor trochę przewrotnie zakończenie książki umieścił na początku, co absolutnie nie zniechęca do poznania tej historii, a wręcz przeciwnie, podsyca ciekawość i ochotę na odkrycie tego, co wydarzyło się zanim zostaliśmy świadkami sceny ukazanej na kilku pierwszych stronach. Simon i Bernard, dwie kompletnie różne osobowości, które nie tylko poznają swoje tajemnice, ale w pewnym momencie zamienią się rolami. Wystukanie na klawiaturze kilku słów więcej na temat fabuły byłoby nierozsądne, więc na tym poprzestanę. Pozwolę sobie tylko dodać, że ujął mnie język tej powieści, znakomicie nakreślone sylwetki bohaterów (genialna postać matki Bernarda), kompozycja oraz przestrzeń interpretacyjna. To książka, którą można przeczytać bardzo dosłownie, zamknąć i odłożyć na półkę z poczuciem fajnie spędzonego czasu na lekturze.  Ale warto poświęcić tej opowieści nieco więcej uwagi, zwłaszcza że niektóre fragmenty aż proszą się o refleksję. Nie bez znaczenia jest tutaj motyw podróży, rzeczywistej i tej, w którą muszą udać się bohaterowie, by zrozumieć siebie i innych.

Moja ocena: 6/6

Autor: Pascal Garnier
Tytuł: "Jak się ma twój ból?"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 174
Rok wydania: 2014
Claroscuro

Bardzo udany debiut - "Tęsknota" Gaël Faye

dosia1331
100_0807
 
Kiedy tak naprawdę tracimy niewinność? Czy wraz z osiągnięciem pełnoletności? A może dzieje się to zupełnie inaczej, w chwili kiedy zaczynamy dostrzegać, że świat nie jest tak bezpieczny, jak się nam wydawało, że obok dobra istnieje zło.
 
Afryka - rok 1992. Dziesięcioletni Gabriel wraz z rodzicami i młodszą siostrą mieszka w zamożnej dzielnicy cudzoziemców w Burundi. Rodzina, która na zewnątrz wydaje się wzorcowa, wcale taka nie jest. Małżeństwo przechodzi kryzys, którego świadkami są dzieci, a te dorastają i z wiadomych względów zaczynają zadawać pytania, nie tylko na temat sytuacji rodzinnej, ale zjawisk, które dostrzegają również poza domem. Tymczasem w Afryce dochodzi do wydarzeń, które trwale zapiszą się w pamięci Gabriela. Nic nie będzie takie, jak dawniej...
 
Ależ byłam ciekawa tej powieści, zwłaszcza że autorem jest znany francuski muzyk. Nie byłabym sobą, gdybym najpierw nie poszperała w sieci, by sprawdzić jego umiejętności wokalne, ale hip-hop, na dodatek po francusku, jest ponad moje siły. Chciałam również dowiedzieć się, kim jest młody debiutant, który z przytupem wkracza do świata literatury i którego książka spotkała się z tak entuzjastycznym przyjęciem. Czytałam "Tęsknotę" przez pryzmat osobistych doświadczeń autora, ponieważ główny bohater podobnie, jak Gaël Faye jest synem Rwandyjki i Francuza, który dzieciństwo spędził w Afryce Wschodniej w małym państwie o nazwie Burundi. Po wybuchu wojny domowej w sąsiadującej z Burundi Rwandzie przeniósł się do Francji. "Tęsknota" w dużej mierze jest więc powieścią autobiograficzną, której lektura jest wstrząsającym doświadczeniem. Jednak autor nie od razu przechodzi do sedna sprawy, czyli opisu wojny domowej, okrucieństwa i leżących na ulicach trupów. Pierwsze rozdziały powieści to nostalgiczna podróż do dzieciństwa, sentymentalna wycieczka w czasie, która z rozdziału na rozdział zaczyna przybierać zaskakujący dla czytelnika charakter. Na odnotowanie zasługuje fakt, że Faye doskonale stopniuje napięcie, ale siłą tej prozy jest również dojrzała narracja.
 
"Tęsknota" to bardzo udany debiut, a co najważniejsze książka przybliżająca szereg afrykańskich problemów, z którymi kontynent boryka się od lat. Zresztą autor przekonany jest o fatum ciążącym nad Afryką, bo ta swoim kształtem przypomina broń i być może dlatego skazana jest takie cierpienie.  Niestety problem jest bardzieł złożony i tkwi dużo głębiej, więc spychanie winy na zarys Afryki ma raczej wymiar symboliczny. Ale jest w "Tęsknocie" jeszcze jeden szczegół, pewien motyw wyróżniający tę powieść na tle innych. Mam na myśli książki, to one pomagają Gabrielowi w najtrudniejszych chwilach, sprawiają, że choć na moment zapomina o tym, co dzieje się za bramą jego rezydencji i przestaje skupiać się na szaleństwie matki. Zresztą to nie w jej ramionach szuka ukojenia, ale w literaturze. Na pochwałę zasługują znakomicie nakreślone sylwetki pierwszo- i drugoplanowych bohaterów. Jedną z najbardziej poruszających postaci jest matka chłopca, kobieta udręczona tęsknotą za rodziną i wolną Rwandą.
 
Mam nadzieję, że debiutancka powieść Faye'a nie okaże się jednorazową przygodą, bo to niezwykle obiecujący pisarz.
 
Nie do przegapienia!
 
Moja ocena: 5.5/6
 
Autor: Gaël Faye
Tytuł: "Tęsknota"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 269
Rok wydania: 2017
W.A.B.
 
 
 
 
 

Nie mogło być inaczej - znakomita "Rdza" Jakuba Małeckiego

dosia1331

100_0809

Kto czekał na "Rdzę" Jakuba Małeckiego, ten z pewnością się nie zawiedzie. Autor "Dygotu" i nominowanych do Literackiej Nagrody Nike "Śladów" po raz kolejny potwierdza swój niebywały talent prozatorski. I aż trudno uwierzyć, że w tak młodym wieku można tworzyć tak dojrzałe i przemyślane powieści, które zachwycają warstwą językową i kompozycją. Do okrzykniętego mianem kultowej powieści "Dygotu" i niepokojących "Śladów" dołącza "Rdza", książka godna wszelkich literackich nagród.

Siedmioletni Szymon bawiąc się z kolegą na torach nie wie, że już za chwilę jego uporządkowany i bezpieczny świat runie niczym domek z kart. Potem będzie wpadał w panikę ilekroć usłyszy jakiś niepokojący dźwięk za oknem. Zabawki ukryje w pralce, tak na wszelki wypadek, gdyby Bozia chciała znowu coś zabrać. Poza tym nocą przywiąże się do kaloryfera, w obawie przed Bozią, rzecz jasna.  Ale "Rdza" nie jest tylko i wyłącznie historią o chłopcu, którego dzieciństwo zostało naznaczone tragedią, bo na kartach powieści poznajemy również małą dziewczynkę, Tośkę, która wiele w życiu zobaczy i o wielu wydarzeniach nie będzie potrafiła zapomnieć. Losy głównych bohaterów splotą się w zaskakujący dla czytelnika sposób...

Klimatyczna, kameralna i dopieszczona do najdrobniejszego szczegółu "Rdza" ma szansę zawojować polski rynek wydawniczy. Jakub Małecki oddał w ręce czytelników powieść, która zachwyca już od pierwszego zdania. Znakiem rozpoznawczym autora jest misternie prowadzona narracja, żadnej przypadkowej treści, wszystko dogłębnie przemyślane. Poza tym tę powieść po prostu znakomicie się czyta, kartki same się przewracają i naprawdę trudno oderwać się od lektury. Dotarcie do finału jest zatem błyskawiczne, zwłaszcza że autor zadbał o to, by biegnąca dwutorowo opowieść zazębiała się i odsłaniała kolejne ważne momenty w życiu bohaterów.

"Rdza" to książka o miłości, przyjaźni i marzeniach, które czasem zderzają się z brutalną rzeczywistością. To również opowieść o dzieciństwie, które ma ogromny wpływ na dorosłe wybory. Powtarzane, jak mantra "wszystko będzie dobrze" nijak ma się do tego przez co przechodzą bohaterowie powieści, bo często jest po prostu źle. "Rdza" Jakuba Małeckiego opowiada o zwykłych ludziach, małych społecznościach sportretowanych na tle wielkich wydarzeń historycznych, których echa wciąż docierają do naszych uszu.

Wstrząsająca, niepokojąca i niezwykle sugestywna proza.

100_08191

Moja ocena: 6/6

Autor: Jakub Małecki
Tytuł: "Rdza"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 283
Rok wydania: 2017
Sine Qua Non

 

"Agonia dźwięków" Jaume Cabré

dosia1331

100_0760

Jakiś czas temu pisałam, że koniecznie muszę przeczytać książkę, którą swego czasu zachwycała się ponoć cała Europa, czyli "Wyznaję" Jaume Cabré. Ale zamiast "Wyznaję" przeczytałam "Agonię dźwięków".

Brat Junoy trafia do zakonu, którego nazwa jest po pierwsze trudna do zapamiętania, a po drugie dość przerażająca, choć w pełni oddająca to, co dzieje się za klasztornymi murami. Życie kilkunastu mniszek w dużej mierze polega na ciągłej modlitwie, nawet nocny odpoczynek jest dla niej przerywany. Mało tego, zakonnice prowadzą głodówki wywołujące halucynacje, bo ich wyczerpane i pozbawione witamin organizmy nie funkcjonują prawidłowo. Poza tym żyją w absolutnym podporządkowaniu matce przełożonej, wymagającej, pozbawionej empatii kobiecie, która jest raczej wcieleniem zła, niż duchowym przewodnikiem. Stałe umartwianie się, kaleczenie ciała, nieustająca modlitwa i panujący w klasztorze rygor to chleb powszedni mniszek. Wszystkiemu przygląda się brat Junoy, który nie rozumie i nie potrafi zaakceptować takiego trybu życia, ale jest zbyt słaby, by zmienić klasztorną rzeczywistość. Spowiednik, który do zakonu trafił za karę musi zmierzyć się nie tylko z religijną fanatyczką w postaci matki przełożonej, ale również z samym sobą. Ważną rolę w powieści odgrywa muzyka, to w niej znajduje ukojenie brat Junoy, choć nie wolno mu grać na żadnym instrumencie...

Jaume Cabré stworzył przejmującą powieść o środowisku zakonnym, relacjach panujących w klasztorze i rygorze, który bywa ponad ludzkie siły. Kataloński pisarz w bardzo dobitny sposób pokazuje również, jak cienka granica dzieli wiarę od fanatyzmu. Ale "Agonia dźwięków" to przede wszystkim opowieść o jednym z siedmiu grzechów głównych, czyli o pysze. Przerażające praktyki, którym poddawane są mniszki to raczej obraza Boga niż głęboka wiara w jego istnienie. W klasztornych murach nie ma miejsca na radość, uśmiech i życzliwość. Jest za to mnóstwo przestrzeni dla okrucieństwa. 

Przeczytałam "Agonię dźwięków" kilka dni temu, ale wciąż żywy jest we mnie obraz budzącego grozę klasztoru, praktyk w nim stosowanych i ubezwłasnowolnionych zakonnic, które dawno zapomniały, czym jest zdrowy rozsądek i niezależność. Czy wiara polega na poniżaniu, czy Bogu zależy na okaleczonym ciele człowieka, czy pragnie jego cierpienia i egzystencji na granicy życia i śmierci?

Bardzo dobra powieść.

Moja ocena: 6/6

Autor: Jaume Cabré
Tytuł: "Agonia dźwięków"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2017 
Marginesy

Wanda Chotomska dzieciom

dosia1331

100_0769

Była "Agnieszka Osiecka dzieciom", więc pora na Wandę Chotomską i jej fantastyczne, przesycone humorem opowiadania i wiersze, od których naprawdę bardzo trudno się oderwać. Książka zdecydowanie prostsza w odbiorze od antologii Osieckiej, bardziej dosłowna, mniej wymagająca. Ukazująca nie tylko niesamowitą wyobraźnię autorki, ale też niezwykłe poczucie humoru i lekkość w opisywaniu rzeczywistości. Przyznaję, że uśmiech nie schodził mi z twarzy podczas czytania, a poza tym przewertowałam tę książkę już wielokrotnie, bo jest po prostu pięknie wydana. Kolorowe i zabawne ilustracje Artura Gulewicza znakomicie podkreślają charakter twórczości Wandy Chotomskiej.

"Wypożyczalnia skrzydeł", "Parasol i kalosze", "Decybele", "Gdyby tygrysy jadły irysy", "Fortepiany nie lubią wakacji" i wiele innych znakomitych utworów można znaleźć w antologii, w tym wspaniałe opowiadanie "Drzewo z czerwonym żaglem", które umieszczono na Honorowej Liście IBBY.

W jednym z wierszy Wanda Chotomska pisze:

"Czasami mi się zdaje,
że jestem Mikołajem,
tak mi się właśnie śni.
Że dźwigam wielki worek, mam brodę i wieczorem
pukam do Waszych drzwi."
 

Wcale jej się nie wydawało, była Mikołajem, podarowała nam mnóstwo cudownych chwil z książką, zaprosiła do świata wyobraźni, gdzie każdy może być tym, kim chce. Wanda Chotomska była doskonałą obserwatorką, swoje spostrzeżenia potrafiła ubrać w zabawne strofy, zresztą pisarka bawiła się językiem, stosowała komizm sytuacyjny i czasem dawała pstryczka w nos tak, jak w wierszu "Mama z córką na wagary". Jej twórczość jej tak różnorodna, że każdy znajdzie coś dla siebie i zapewniam, że czas spędzony na lekturze wierszy, opowiadań, czy powieści nie będzie czasem straconym, ale zastrzykiem pozytywnej energii.

100_0776

100_0772

"Wanda Chotomska dzieciom" to rewelacyjna lektura dla małych i dużych czytelników. Wspaniały powrót do dzieciństwa dla tych, którzy wychowali się na jej twórczości i bardzo dobry wstęp dla noszących się z zamiarem jej poznania.
 
Moja ocena: 6/6
 
Autor: Wanda Chotomska
Ilustracje: Artur Gulewicz
Tytuł: "Wanda Chotomska dzieciom"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 288
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

 

Agnieszka Osiecka dzieciom

dosia1331

100_0751

"Zaszumiało jesienią,

zapłakało jesienią, zastukało jesienią do okien...

Zapłonęło czerwienią, zaszkodziło marzeniom,

zadudniło, zawisło obłokiem..."

To fragment jednego z wierszy Agnieszki Osieckiej, który można znaleźć w absolutnie cudownej książce prezentującej jej twórczość adresowaną do młodego czytelnika. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by ci nieco starsi również zechcieli sięgnąć po tę publikację, zwłaszcza że w jednym tomie zebrano wszystkie utwory, które Osiecka napisała dla dzieci. Teksty Osieckiej są niepowtarzalne, sugestywne, plastyczne, zdradzające jej wrażliwą duszę, a jednocześnie zabawne, figlarne, tu i ówdzie z edukacyjnym podtekstem. To, czego nie dostrzegą dzieci, z pewnością odkryją dorośli, bo między wierszami jest mnóstwo ważnej treści.

Kiedy myślę o Agnieszce Osieckiej to pierwsze, co przychodzi mi do głowy to teksty piosenek. Nawet przeglądając ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej od razu słyszałam melodię "Okularników", "Małgośki" i wielu innych. Dziewczyna na ilustracji umieszczonej obok cytowanego przeze mnie wiersza "Zaszumiało jesienią" to wypisz, wymaluj Maryla Rodowicz (kolejne skojarzenie z muzyką). Wprawdzie z liściem zamiast gitary, ale kto by się czepiał szczegółów. Osiecka współpracowała z największymi gwiazdami polskiej sceny muzycznej, najdłużej z Marylą Rodowicz, dla której napisała jedne z najpiękniejszych tekstów. Ponadczasowe utwory Osieckiej cieszą się niesłabnącą popularnością, wciąż doceniane i uwielbiane przez czytelników trafiają do serc kolejnych pokoleń. Żeby była jasność, nie mam na myśli tylko piosenek, bo twórczość Osieckiej jest znacznie bogatsza, czego dowodem jest chociażby "Agnieszka Osiecka dzieciom".

A co można znaleźć w książce? Glinianego ptaka Eugeniusza, czerwoną Dixie, kogoś, kto lubi puszczać kaczki w parku Skaryszewskiego oraz Ptakowca. Poza tym piosenki i wiersze, a nawet utwór sceniczny. Wszystko pięknie uzupełnione ilustracjami Elżbiety Wasiuczyńskiej.

100_0756

Różnorodna tematyka, barwne postaci, szczypta magii i to charakterystyczne "coś", co miała tylko Agnieszka Osiecka znajduje się również w jej twórczości dla dzieci.

Pozycja obowiązkowa.

Moja ocena: 6/6

Autor: Agnieszka Osiecka
Tytuł: "Agnieszka Osiecka dzieciom"
Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Oprawa: twarda
Ilość stron: 280
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

 

"O fotografii" Susan Sontag

dosia1331

100_0718

Czytelniku, jeżeli myślisz, że nie ma nic prostszego niż zrobienie zdjęcia, to oczywiście masz rację. Ale zrobienie dobrego zdjęcia, to już zupełnie inna historia. Fotografia jest sztuką i nie każde zdjęcie pretenduje do tego miana.

Aparaty fotograficzne są tak powszechne, że nikogo nie dziwi ich widok. Towarzyszą nam niemal wszędzie, zwłaszcza że mamy je nawet w telefonach i w każdej chwili możemy zatrzymać w czasie ważny dla nas moment. Fotografujemy dosłownie wszystko. Wakacje bez aparatu nie istnieją, imprezy, spotkania rodzinne, urodziny, śluby itp. itd. również. Żyjemy w świecie, w którym obraz bywa donośniejszy od głosu i trwalszy od pamięci, dlatego tak chętnie gromadzimy wspomnienia w postaci zdjęć. Nie mam zamiaru udawać, że mnie to nie dotyczy, bo uwielbiam robić zdjęcia i mam ich tysiące. Zresztą kilka dni wakacji poświęciłam na uporządkowanie prywatnego archiwum i wreszcie chaos został zastąpiony harmonią. Jak długo potrwa ten stan rzeczy, nie mam zielonego pojęcia, zwłaszcza że okazji do robienia kolejnych zdjęć nie brakuje. Susan Sontag już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zauważyła, jak ważną częścią naszego życia stał się aparat fotograficzny i zdjęcia, których robienie wcale nie wymaga gruntownej wiedzy na temat fotografii, choć ich jakość i tematyka bywa różna. Zdjęcia bardzo często są dowodem tego, że coś przeżyliśmy, gdzieś udało nam się dotrzeć, na coś odważyć. Gromadzimy fotografie, otaczamy się nimi, cieszymy ich obecnością, bo mają dla nas szczególną wartość. Te najważniejsze wkładamy w ramki i ustawiamy w centralnych punktach naszych mieszkań, zawsze w zasięgu wzroku, by nawet przez chwilę móc na nie spojrzeć. Ale Susan Sontag nie pisze tylko i wyłącznie o zdjęciach prywatnych, bo dużo uwagi poświęca historii fotografii. Wspomina o wybitych fotografach i ich znanych na całym świecie pracach. Nie ukrywam, że kilkakrotnie przerywałam lekturę, by odszukać te zdjęcia w sieci. Poza tym zaznaczałam ważne dla mnie fragmenty, ale w pewnym momencie uznałam, że to nie ma sensu, bo eseje Sontag są gęste, esencjonalne i pozbawione banalnych treści. "Zbierać fotografie - to zbierać świat" pisze Sontag i nie wypada się nie zgodzić. Szkoda tylko, że fotografując coraz częściej przekraczamy granicę dobrego smaku i, kolokwialnie rzecz ujmując, strzelamy foty bez głębszej refleksji.

Czytelniku, jeżeli interesujesz się fotografią, chcesz poznać jej znaczenie i funkcję we współczesnym świecie, to bez wahania sięgnij po zbiór esejów Susan Sontag. Otrzymasz pasjonującą i wnikliwą opowieść o fotografii oraz odpowiedzi na pytania, które z pewnością sam sobie zadawałeś. Po lekturze esejów inaczej spojrzysz na tak trywialną czynność, jak zrobienie zdjęcia.

Nie trzeba być profesjonalistą, by robić zdjęcia, ani artystą, by chcieć coś wyrazić.

100_07201

Moja ocena: 6/6
 
Autor: Susan Sontag
Tytuł: "O fotografii"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 247
Rok wydania: 2017
Karakter

PRZEDPREMIEROWO - "Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach" Anny Brzezińskiej

dosia1331

100_0682

Uwielbiam Kraków i przynajmniej raz w roku muszę odwiedzić to miasto. Moim ukochanym miejscem jest oczywiście Wawel i zupełnie nie przeszkadzają mi tłumy turystów, a wręcz przeciwnie, bardzo się cieszę, że wawelskie wzgórze przyciąga ludzi z różnych stron świata. Wawel jest dla mnie miejscem magicznym i jak dziecko cieszę się ilekroć przekraczam jego bramy. Pałac królewski, wieże, baszty, mury obronne, kościoły, dziedziniec arkadowy wciąż robią na mnie niesamowite wrażenie, czego dowodem są setki zdjęć, które posiadam. I tylko mój mąż zastanawia się, po co to wszystko, skoro większość fotografii jest do siebie łudząco podobna. Trudno nie przyznać mu racji, co absolutnie nie powstrzymuje mnie przed robieniem kolejnych zdjęć. Bardzo długo mogłabym rozpływać się w zachwycie nad zabytkami Krakowa i korci mnie, by jeszcze postukać w klawiaturę i wyczarować kilka ochów i achów na temat siedziby polskich władców. Ale i tak trochę się jeszcze pozachwycam, jednak przede wszystkim wspaniałą książką Anny Brzezińskiej, "Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach", która już niedługo, bo 14 września, ukaże się w księgarniach.

Regina wyrusza do Krakowa pełna nadziei na lepsze życie, ale szybko okazuje się, że czasem marzenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Wprawdzie służba u cenionego słodownika nie należy do ciężkich, ale ten wymaga od prostej dziewczyny czegoś więcej. Wkrótce na świat przychodzi mała dziewczynka, której wygląd niepokoi Reginę. Kobieta nie potrafi zaakceptować dziecka i jedyna myśl, jaka przychodzi jej do głowy, to zabicie córki. Ale losy Dosi potoczą się zupełnie inaczej i gdyby tylko jej matka potrafiła przewidywać przyszłość zobaczyłaby, jak karlica przechadza się po wawelskich komnatach, rozmawia z córkami królowej Bony i tuli do snu jej wnuczęta. A czytelnik, na ponad ośmiuset stronach fascynującej lektury, ma okazję zobaczyć Polskę Jagiellonów oczami kobiet i przekonać się, jak ważną rolę odegrały w historii Polski. Poza tym główna bohaterka powieści, czyli Dosia nie jest postacią fikcyjną. Karlica była ulubienicą Katarzyny, jednej z córek królowej Bony. Cieszyła się również zaufaniem samej królowej, która zezwalała na uczestnictwo Dosi w spotkaniach z politykami. Wykształcona i przebiegła karlica odegrała bardzo istotną rolę na dworze Jagiellonów i najprawdopodobniej uchroniła królewnę Katarzynę przed utratą tronu, zaś na pewno przed śmiercią.

Przeczytałam tę książkę w błyskawicznym tempie i chylę czoła nie tylko przed ogromną wiedzą autorki, ale również przed jej niebywałym talentem do opowiadania. "Córki Wawelu..." zachwycają już od pierwszego rozdziału i naprawdę ciężko oderwać się od lektury. Anna Brzezińska oddaje w ręce czytelników książkę, którą można czytać, jak podręcznik do historii i arcyciekawą powieść z fabułą osadzoną w dobie renesansu. "Córki Wawelu..." traktują o Jagiellonach, obyczajach panujących na królewskim dworze i Krakowie, który od wieków jest jednym z najważniejszych punków na mapie Polski. Ale to również, a może przede wszystkim opowieść o kobietach, koronowanych głowach i zwykłych śmiertelniczkach.

Renesansowy Kraków, dynastia Jagiellonów, korowód barwnych postaci, polityczne gry o tron, spiski, pałacowe intrygi i Dosia, inteligentna karliczka, która trwale zapisała się na kartach historii Polski.

DSCN35063

DSCN3545

100_0356
 
Autor: Anna Brzezińska
Tytuł: "Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 840
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Literackie

 

 

 

"Rudowłosa" Orhan Pamuk

dosia1331

100_0650

Stambuł, lato 1986 r. Chłopak o imieniu Cem, chcąc dostać się na studia, musi znaleźć dobrze płatną pracę, by pokryć koszty kursów przygotowujących do egzaminów wstępnych. Zatrudnia się w charakterze pomocnika mistrza studniarskiego, Mahmuta. Praca przy kopaniu studni jest wyczerpująca, ale Cem stara się nie okazywać zmęczenia i robi wszystko, by mistrz był z niego zadowolony. Poza tym chce zaimponować ukochanej matce i sprawić, by przestała myśleć o przeszłości, zwłaszcza tej dotyczącej nieudanego związku z ojcem Cema, który aktualnie z powodów politycznych przebywa w więzieniu. Między mistrzem i uczniem rodzi się więź przypominająca relację ojca i syna, zwłaszcza że temu drugiemu bardzo brakuje w życiu autorytetu. Co wieczór Mahmut opowiada nastolatkowi różne historie. Cem, chcąc zrobić wrażenie na studniarzu, streszcza grecki mit o Edypie, ale to posunięcie burzy spokojną atmosferę. Odpowiedzią Mahmuta jest perski mit o wojowniku Rostamie, który dopuścił się synobójstwa. Tak mijają kolejne dni. Studnia staje się coraz głębsza, a studniarze coraz bardziej zmęczeni panującym upałem i brakiem efektów. Cem zaczyna wątpić, że uda im się dostać do wody i nawet delikatnie sugeruje przerwanie pracy, co zostaje uznane przez Mahmuta za brak zaufania i podważanie kompetencji. Mimo wszystko Cem kontynuuje współpracę z mistrzem, zwłaszcza że ma dodatkowy powód, by nie rezygnować. W pobliskim miasteczku spotka Rudowłosą, piękną kobietę, która zawładnie jego myślami. Pewnego dnia dochodzi do wypadku. Cem okazuje się zbyt słaby i zbyt niedojrzały, przerasta go zaistniała sytuacja i wybiera najgorsze z możliwych rozwiązań. Mity o Edypie i Rostamie będą go prześladowały przez całe życie...

100_0659

Czytałam tę powieść przez kilka dni dawkując sobie rozdziały i z premedytacją opóźniając dotarcie do finału. "Rudowłosa" Orhana Pamuka to niezwykle interesująca historia, pełna życiowej mądrości, a co najważniejsze pięknie napisana. Próżno szukać w niej wartkiej akcji, narracja jest stonowana, niespieszna, a jednak bardzo wciągająca. Orhan Pamuk genialnie stopniuje napięcie, ale nie pozwala czytelnikowi na szybkie powiązanie faktów, co zdecydowanie zaostrza czytelniczy apetyt. Fascynujące jest w tej powieści zderzenie dwóch światów Zachodu i Wschodu, dzieje się to za sprawą wspomnianych wcześniej mitów, które doskonale uzupełniają się w kontekście wydarzeń przedstawionych w "Rudowłosej". Drugoplanowym bohaterem powieści tureckiego noblisty jest Stambuł, dostojna, wielokulturowa metropolia, pochłaniająca kolejne miasteczka i wciąż powiększająca swoje terytorium. Tureckie miasto jest również niemym świadkiem tragicznych wydarzeń, które rozegrają się na kartach powieści Orhana Pamuka.

Autor pozostawia czytelnikowi dużą przestrzeń interpretacyjną, pozwala przemyśleć poczynania głównego bohatera, zastanowić się nad jego wyborami i dokonać ich analizy. Ale to również powieść o tym, że nie można uciec przed przeszłością, bo ta prędzej, czy później odnajdzie nas w najmniej oczekiwanym momencie. Boleśnie przypomni o tym, co desperacko tuszowaliśmy przez wiele lat, do czego nie potrafiliśmy się przyznać, za co nie chcieliśmy wziąć odpowiedzialności. Celowo nie zdradzam zbyt wiele z fabuły i moje wrażenia po lekturze mogą być uznane za nieco chaotyczne, ale odkrywanie tej powieści rozdział po rozdziale jest fascynujące i naprawdę warto się o tym przekonać.

Dużo mówi się ostatnio o elitarności czytania, sięgania po książki ambitne, lektury z górnej półki, trochę niefortunnie i nie zawsze słusznie określane, jako trudne. To zdecydowanie zawęża grono ewentualnych czytelników i sprawia, że wiele wspaniałych książek ląduje na regale. "Rudowłosa" Orhana Pamuka to z całą pewnością wybitna proza, ale jednocześnie książka, po którą może sięgnąć każdy. To literacka uczta, którą można kosztować słowo po słowie i wciąż odkrywać nowe smaki. Poruszająca, naszpikowana emocjami i symbolami "Rudowłosa" to jedna z najlepszych powieści, które przeczytałam w tym roku. Orhan Pamuk znakomicie łączy realizm z baśniowością i kolejny raz udowadnia, że nie tworzy banalnych książek, o których zapomina się równie szybko, jak się je przeczytało.

Autor: Orhan Pamuk
Tytuł: "Rudowłosa"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 313
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Literackie

Pomiędzy jedną a drugą wojną - "Odgłosy rosnących bananów" Ece Temelkuran

dosia1331

 100_061114

Bejrut, gdzieś tam, daleko... Właściwie nic o nim nie wiesz. Nie bierzesz go pod uwagę planując urlop, nie jest celem wakacyjnych podróży, choć jego nazwa brzmi egzotycznie i mogłaby być zapowiedzią wspaniałej przygody. A przecież, jak wynika z lektury książki, stolica Libanu jest sercem Bliskiego Wschodu, o którym Ece Temelkuran pisze z ogromną czułością, ale jednocześnie nie kryje przed czytelnikiem prawdy o tym, jak bardzo Bejrut naznaczony jest cierpieniem i przemocą. To miasto pełne sprzeczności, różnic kulturowych i religijnych.

"Odgłosy rosnących bananów" to książka, której głównym bohaterem jest Bejrut. Ece Temlekuran nadaje mu jednak cechy ludzkie, co jest bardzo trafne i w pełni uzasadnione. Zresztą autorka prosi czytelnika o uwagę, o wnikliwą lekturę, a nawet ponowne przeczytanie pewnego fragmentu. Ten sposób narracji i sugestywne opisy sprawiają, że miasto przestaje być odległym zakątkiem świata, o którym tak niewiele wiemy. Drugoplanowymi bohaterami powieści tureckiej pisarki są mieszkańcy bloku przy wzgórzu Jetawi. Różnorodni i noszący w sobie niepokój ludzie, którzy żyją w ciągłej obawie przed kolejną wojną. Nie potrafią zapomnieć niektórych wydarzeń, ale starają się w miarę normalnie funkcjonować. Wstrząsające są zwłaszcza listy doktora Hamzy do córki. Przepełniona miłością do dziecka korespondencja jest źródłem wiedzy na temat wojny domowej i jej długofalowych skutków, które odbijają się na kolejnych pokoleniach. Niestety poznajemy tylko ułamki życiorysów bohaterów wykreowanych przez Temelkuran, ale niezwykła mozaika ludzkich losów bardzo zapada w pamięć. Te postaci pojawiają się tylko na chwilę i zanim zdążymy je poznać, zrozumieć i polubić, już nam umykają... 

"Odgłosy rosnących bananów" to chaos i piękno Bliskiego Wschodu, przemoc i miłość, nienawiść i przyjaźń, wojna i pokój. To opowieść o Bejrucie, który przyciąga i odpycha, który chcesz poznać i jednocześnie boisz się, co znajdziesz pod kolejną warstwą. Ale powieść Ece Temelkuran to również historie ludzi, którzy chcieliby odzyskać własne ja, odnaleźć spokój i nie obawiać się świstających nad głowami kul. 

Książka Ece Temelkuran nie jest łatwą lekturą, wymaga skupienia i chociażby mglistej wiedzy na temat Libanu, bo autorka wielokrotnie nawiązuje do jego historii. "Odgłosy rosnących bananów" to nie tylko przejmująca opowieść o Bejrucie i jego mieszkańcach, to również pięknie napisana książka, która momentami przybiera postać intymnego wyznania. Zbudowana z licznych metafor, miejscami poetycka, po prostu niezwykła. 

Co można usłyszeć w sierpniową noc na plantacji bananów? Wybaczcie, ale nie zdradzę.

A tak na marginesie - polecam filmy libańskiej reżyserki Nadine Labaki, "Karmel" i "Dokąd teraz?"

Moja ocena: 6/6.

Autor: Ece Temelkuran
Tytuł: "Odgłosy rosnących bananów"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 400
Rok wydania: 2016
Książkowe Klimaty

W drogę... "Z muchą świat zwiedzamy i opowiadamy" Marta Galewska-Kustra

dosia1331

100_0633

Muchy to okropnie natrętne owady i na pewno nie wzbudzają sympatii, ale Fefe jest zupełnie inna. Bohaterka książki Marty Galewskiej-Kustry to ciekawa świata, wygadana i bardzo urocza musza obywatelka, która zyskuje przy bliższym poznaniu. Tym razem rezolutna Fefe wybiera się w daleką, choć nieplanowaną podróż, bo ubzdurała sobie stworzyć przytulne gniazdko w jednej z kieszeni w walizce. Czy ten przedmiot w ogóle nadaje się na dom? Nie mnie rozstrzygać tego rodzaju kwestie, to zadanie dla dzieci, które będą miały okazję kolejny raz spotkać Fefe i razem z nią wyruszyć po przygodę...

Autorka książki, Marta Galewska-Kustra, jest logopedą, pedagogiem dziecięcym i pedagogiem twórczości. Jej bestsellerowa seria książek wspierających rozwój mowy dziecka należy do moich ulubionych. To nie tylko atrakcyjne wizualnie książki, ale przede wszystkim ważne narzędzia pracy, w których można znaleźć mnóstwo wskazówek dotyczących rozwoju mowy i eliminowania jej wad. Ćwiczenia są zabawne i bardzo podobają się dzieciom, poza tym są niezwykle skuteczne, więc naprawdę warto skorzystać z wiedzy i doświadczenia autorki. "Z muchą świat zwiedzamy i opowiadamy" to kolejna fantastyczna książka Marty Galewskiej-Kustry, która pozwoli miło i twórczo spędzić czas z dzieckiem. Fefe widzi świat zupełnie inaczej niż ludzie, jej tok rozumowania znacznie różni się od naszego, dlatego pozwólcie dzieciom wsłuchać się w tekst. Poza tym urocza muszka nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co wydarzyło się po tym, jak postanowiła zamieszkać w walizce. Upłynie trochę czasu, nim w jej maleńkiej główce pojawi się właściwe rozwiązanie zagadki. Dzieci z całą pewnością połączą fakty szybciej od Fefe, a w dodatku będą miały okazję poćwiczyć umiejętność opowiadania i logicznego myślenia, bo tekst zamieszczony w książce to nie wszystko, należy go właściwie zinterpretować. Poza tym na kartach książki znajduje się wiele pytań, na które trzeba odpowiedzieć.

Wartościowa, mądra i pięknie zilustrowana książka jest przykładem tego, że zabawa i nauka idą w parze, zatem do dzieła! A jeśli dopiero wybieracie się na wakacje, to koniecznie zajrzyjcie do walizki, czy przypadkiem nie zabieracie pasażera na gapę :)

Miłej zabawy!

100_0635

100_06391

Moja ocena: 6/6

Autor: Marta Galewska-Kustra
Ilustracje: Joanna Kłos
Tytuł: "Z muchą świat zwiedzamy i opowiadamy"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

Sposób na zwierzaka, czyli "Ale draka! Rysuję zwierzaka!" Magdy Wosik

dosia1331

100_0629

Jeśli moje dziecko poprosi o namalowanie kotka, to nie ma sprawy, jakoś dam radę. Lata praktyki, czyli bazgrania na ostatnich stronach zeszytu sprawiły, że kotek jakoś wygląda i co najważniejsze przypomina kota. Ale na pewno nie poradzę sobie z innymi zwierzakami, bo niestety nie potrafię rysować. Zresztą już się na łamach bloga do tego przyznałam i nawet pochwaliłam swoim brakiem talentu prezentując bohatera książki Lucyny Krzemienieckiej, czyli krasnala Hałabałę. Ówczesne arcydzieło mój mąż skwitował następująco: "Podpisz, Dominika lat 8". A tak się starałam... Nobody's perfect :)

Książka Magdy Wosik, "Ale draka! Rysuję zwierzaka!" jest absolutnie dla mnie i nie ukrywam, że nieźle ubawiłam się ćwicząc portretowanie niektórych zwierząt. Okazuje się, że za pomocą kilku pociągnięć ołówka można wyczarować na papierze zebrę, małpę, nosorożca, krokodyla, hipopotama i wiele innych przedstawicieli świata zwierząt. Prosta kreska, kółeczko, pętelka, kwadracik, trójkącik, ucho, oko, ogon i zwierzak, jak malowany. Wstydu nie ma, gdy trzeba narysować antylopę albo flaminga, bo rysując zgodnie ze wskazówkami autorki można pochwalić się całkiem niezłym obrazkiem. Poza tym w książce znajdują się zabawne wierszyki i ilustracje, które co nieco mówią o danym gatunku zwierząt. Można oczywiście tworzyć własne opowieści, to zawsze urozmaica wykonywanie jakiegoś zadania.

100_0630

Ołówki, kredki, farby, kawałeczki kolorowego papieru - to wszystko przyda się podczas zabawy, bo narysowanie zwierzaka to tylko połowa sukcesu :)

Moja ocena: 6/6

Autor: Magda Wosik
Tytuł: "Ale draka! Rysuję zwierzaka!"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 96
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

 

Obraz zamiast tekstu :)

dosia1331

 

DSC01348

 100_02802

Nie byłabym sobą, gdyby skończyło się tylko na zdjęciach, więc uprzejmie donoszę, że już niebawem na blogu ukaże się kilka słów wrażeń na temat pięknej i niesamowicie zapadającej w pamięć książki Ece Temelkuran, "Odgłosy rosnących bananów".

Pozdrawiam i do miłego zaczytania!

Jeśli sierpień, to tylko z "Idą sierpniową" Małgorzaty Musierowicz

dosia1331

DSC01179

Mam słabość do literackich rudzielców. Kocham szaloną i pyskatą Pippi, rozczula mnie Ania Shirley i ogromną sympatią darzę Idę Borejko, czyli jedną z bohaterek "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz. "Ida sierpniowa" była swego czasu moją ulubioną częścią cyklu i pewnie dlatego z przyjemnością do niej wróciłam. Bardzo byłam ciekawa, jakie wrażenie zrobi na mnie po latach, zwłaszcza że po raz pierwszy przeczytałam tę książkę w szkole podstawowej. Pamiętam rozczarowanie ilustracjami autorki, które uważałam za wyjątkowo paskudne, bo w ogóle nie pasowały do mojego wyobrażenia o bohaterach. Teraz charakterystyczna kreska Małgorzaty Musierowicz nie budzi we mnie negatywnych emocji, a wręcz przeciwnie. Jednak nie wszystkie tomy "Jeżycjady" przypadły mi do gustu, kilka książek czytałam z umiarkowanym entuzjazmem, aż wreszcie straciłam zainteresowanie kolejnymi tytułami. Ale spotkanie po latach z Idą uważam za bardzo udane, zwłaszcza że zwróciłam uwagę na wiele szczegółów, które kiedyś mi umknęły.

Ida Borejko jest nastolatką z burzą płomiennych loków i mnóstwem kompleksów. Ruda, chuda i nieurodziwa (tak o sobie myśli) dziewczyna jest na dodatek hipochondryczką, która szuka kolejnych objawów chorobowych, bo licho nie śpi i lepiej dmuchać na zimne. Poza tym jest dla siebie niezwykle surowa i gdyby nie rozmowa z ukochaną mamą, która to i owo podpowiedziała, Ida nadal trwałaby w przekonaniu, że do niczego się nie nadaje i nikomu nie podoba. Tak naprawdę Ida jest niezwykle odważna, inteligentna, przedsiębiorcza i uparta, tylko nie wierzy w siebie. A wygląd zewnętrzny jest sprawą absolutnie drugorzędną, zawsze można coś poprawić, czasem wystarczy zmiana fryzury, delikatny makijaż i wyprostowana sylwetka, by inni dostrzegli skrywane dotąd piękno. Mimo to Idzie zdarza się usłyszeć, że jest rudym kościotrupem, co po pierwsze jest niegrzeczne, a po drugie się nie opłaca, o czym boleśnie przekonają się bracia Lisieccy. Krótko mówiąc, lepiej jej nie denerwować, bo nastolatka nie da sobie w kaszę dmuchać i bezpieczniej będzie mieć w niej przyjaciela niż wroga. Wiele pozytywnych zmian czeka Idę, ale zanim to nastąpi piętnastolatka opuści wypoczywającą nad Jeziorem Drawskim rodzinę i wróci do Poznania. Brak pieniędzy zmusi ją do podjęcia pracy. Sympatyczny rudzielec zostanie damą do towarzystwa, a przy okazji zaprzyjaźni się z wnukiem pracodawcy. Co z tego wyniknie i jak potoczą się losy bohaterki czwartego tomu "Jeżycjady"? Przekonajcie się sami.

Czy książka oddana w ręce czytelników w 1981 r. może być nadal aktualna? Oczywiście, że tak. "Ida sierpniowa" porusza szereg problemów związanych z dorastaniem i zapewniam, że wiele się w tym temacie nie zmieniło. No może poza tym, że Ida nie wędruje ulicami Poznania ze słuchawkami w uszach, nie przesiaduje przed komputerem i nie trwoni czasu na nicnierobieniu. Ale historia przedstawiona w książce rozpoczyna się 1 sierpnia 1979 r., w zupełnie innej epoce, więc nic więcej nie muszę dodawać. Bohaterce powieści sen z powiek spędza raczej brak wody, której dostawy w Poznaniu są wstrzymywane, niż najnowszy model telefonu. Piętnastoletnia Ida skrycie marzy o wielkiej miłości rodem z romantycznych powieści, które czyta do późnych godzin nocnych. Małgorzata Musierowicz kilka razy serwuje czytelnikowi narrację, której nie powstydziłaby się Jane Austen albo Charlotte Brontë. Ma to swój urok i doskonale współgra z opowiadaną na kartach powieści historią.

Wartka akcja, barwny język, doskonale nakreślone postaci pierwszo- i drugoplanowe czynią "Idę sierpniową" bardzo interesującą lekturą i co najważniejsze wciąż aktualną ze względu na poruszane tematy. Dla mnie była to sentymentalna podróż w czasie i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że Ida Borejko to fantastyczna dziewczyna, nadal bardzo mi bliska.

DSC01189

Moja ocena: 5/6

Autor: Małgorzata Musierowicz
Ilustracje: Małgorzata Musierowicz
Tytuł: "Ida sierpniowa"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 183
Akapit Press 

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci