Menu

MATKA POLKA CZYTAJĄCA

BLOG O KSIĄŻKACH

Książka na jeden wieczór, czyli "Żyj lagom. Szwedzka sztuka życia w harmonii" Anny Brones

dosia1331

100_1466

Zaroiło się na polskim rynku wydawniczym od książek prezentujących prosty model życia. W tę tendencję doskonale wpisuje się również poradnik "Żyj lagom. Szwedzka sztuka życia w harmonii" Anny Brones, w którym autorka przekonuje do umiaru w różnych aspektach naszej codzienności. Z czym kojarzy się Szwecja? Mnie z Astrid Lindgren oraz ręcznie struganymi i malowanymi konikami z Dalarna. Wielu ludziom z Ikeą, w której notabene jeszcze nie byłam, skandal! Ale prawda jest taka, że Skandynawia coraz bardziej imponuje nam dobrobytem, na który wpływ ma kilka czynników, między innymi zdrowy rozsądek. Szwedzi nie szastają pieniędzmi, nie otaczają się mnóstwem niepotrzebnych rzeczy, nie zagracają swoich domów, nie żyją ponad stan i nie kupują luksusowych samochodów tylko po to, żeby pokazać, że ich stać. Epatowanie bogactwem jest niedopuszczalne i przede wszystkim śmieszne, czego Polacy niestety wciąż nie potrafią pojąć. Lagom to umiar, równowaga i harmonia, pewien styl życia, który czyni człowieka szczęśliwym, bo ilość bodźców jest najzwyczajniej w świecie ograniczona. Nadmiar przedmiotów jest przytłaczający, to samo dotyczy intensywnych kolorów, które źle wpływają na układ nerwowy. Szwedzkie pomieszczenia są kwintesencją minimalizmu, tylko to, co faktycznie potrzebne. Harmonia zamiast chaosu, po prostu. 

100_1474

100_1475

Nie ukrywam, że tę książkę czyta się dobrze, jest ładnie wydana, zawiera piękne zdjęcia, a i dla smakoszy coś się znajdzie, bo Anna Brones zamieściła na jej kartach kilka ciekawych przepisów kulinarnych. Jednak autorka ma skłonność do powtarzania się, spokojnie można by skrócić tę publikację o połowę. Poza tym kwestie, które porusza to często "oczywiste oczywistości", o których doskonale wiemy, ale nie potrafimy wcielić w życie, bo daleko nam do szwedzkiej mentalności, konieczności oszczędzania i umiaru w niektórych sprawach. Przyzwyczailiśmy się do nieekonomicznego, nieekologicznego, szybkiego i nieuważnego trybu życia, do hałasu i bezmyślnego wydawania pieniędzy. Tymczasem Szwedzi kładą nacisk na ekologię, na ekonomiczne wykorzystywanie tego, czym dysponują, nie pozwalają sobie na marnotrawstwo, które na świecie jest grzechem głównym.

"Żyj lagom. Szwedzka sztuka życia w harmonii" Anny Brones to książka na jeden wieczór. Zachwycona nie jestem, bo mam wrażenie, że wszystko, o czym pisze autorka jest po prostu wtórne i już gdzieś o tym słyszałam, czytałam etc. Mimo wszystko warto wcielić w życie wskazówki zawarte w książce, a powiedzenie, że od przybytku głowa nie boli jak najszybciej zamienić na mniej znaczy więcej.

Moja ocena: 4/6

Autor: Anna Brones
Tytuł: "Żyj lagom. Szwedzka sztuka życia w harmonii"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 224
Rok wydania: 2017
Edipresse

Nadrabiam zaległości... Lektura na styczeń - "Tove Jansson. Mama Muminków" Boel Westin

dosia1331

100_1439

Obiecałam, że słowa dotrzymam i dotrzymałam - przeczytałam wreszcie biografię Tove Jansson, czyli pierwszą z zaplanowanych na ten rok czytelniczych zaległości do nadrobienia. Spędziłam kilka miłych wieczorów w towarzystwie Tove Jansson i zupełnie nie przeszkadza mi to, że wielu czytelników uznało tę biografię za nieco chaotyczną i - delikatnie rzecz ujmując - tak sobie napisaną. Niektórych opowieść Boel Westin znudziła do tego stopnia, że postanowili przerwać lekturę. Czyżby moja nader pozytywna opinia wynikała z faktu, że kocham Muminki całym sercem i czytałam przez pryzmat uczucia, którym darzę postaci wymyślone przez Tove Jansson? Nie sądzę, bo to całkiem sprawnie napisana biografia, bogata w szczegóły na temat prywatnej i zawodowej drogi słynnej Finki. Książka ukazująca nie tylko fenomen Muminków, ale prezentująca przede wszystkim niezwykłą kobietę.

O tym, jak książka jest wydana prawie zawsze piszę na końcu, ale nie potrafię się powstrzymać, bo to jedna z najładniej wydanych biografii. Mnóstwo zdjęć Tove Jansson, jej obrazów, grafik, szkiców, ilustracji. Nie mam pojęcia, ile razy przeglądałam tę książkę, ale nawet po przeczytaniu ostatniego zdania wracałam do ulubionych fragmentów. Mam fioła na punkcie tego, jaki charakter pisma miał mój ulubiony pisarz. I w tej kwestii Boel Westin mnie nie zawiodła, są skany pisma fińskiej pisarki.

100_1440

100_1442

100_1444

Jak to się stało, że z obiecującej malarki, utalentowanej ilustratorki i autorki genialnych karykatur Tove Jansson stała się jedną z najbardziej znanych pisarek na świecie? Cóż, ona sama pewnie wiele razy zadawała sobie to pytanie, bo chyba inaczej wyobrażała sobie swoją karierę. Ale pewnego dnia wymyśliła Muminka, małego trolla, którego dziś znają dzieci na całym świcie i którym zachwycają się kolejne pokolenia. Zresztą nie tylko dzieci kochają sympatyczne postaci z Doliny Muminków, bo książki Tove Jansson są znakomitą lekturą również dla dorosłego czytelnika, który odczytuje te opowieści na zupełnie innym poziomie. To lektury z drugim dnem, z mnóstwem ukrytych znaczeń i symboli. Dziś trudno uwierzyć, że pierwsza część spotkała się z dość umiarkowanym entuzjazmem. Na szczęście Tove Jansson nie porzuciła Muminków, bo o ileż uboższa byłaby literatura bez Doliny Muminków z niebieskim domkiem, Muminka, Tatusia Muminka, Mamy Muminka, Ryjka, Włóczykija, Panny Migotki, Paszczaka, Małej Mi, Mimbli, Buki, czy Filifionków i Hatifnatów. Ale twórczość Tove Jansson to nie tylko urocze trolle i garstka ich przyjaciół, o czym przekonacie się czytając tę biografię i do czego gorąco zachęcam.

"Wymarzyła sobie cudowny świat, do niego weszła i w nim się spełniła. Jako malarka, pisarka i kobieta, która na całe życie pokochała wyjątkową kobietę, Tooti".

Moja ocena: 5/6

Autor: Boel Westin
Tytuł: "Tove Jansson. Mama Muminków"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 505
Rok wydania: 2012
Marginesy

 

Nadrabiam zaległości, czyli 12 książek na 12 miesięcy

dosia1331

100_1421

Tak dłużej być nie może, koniec i basta! Przeczytam wreszcie książki, które bezlitośnie odkładam i odkładam na bliżej nieokreśloną przyszłość. Stosy książek rosną i w końcu runą, i mnie przygniotą, i będę miała za swoje! Czytam dużo, nawet bardzo dużo, ale mam zaległości, mnóstwo książek, które piętrzą się w moim domu i na które z wyrzutem sumienia codziennie spoglądam. Na dodatek zachłanna jestem na nowości, co zakrawa o szaleństwo, zwłaszcza że na półkach mam dziesiątki książek sprzed kilku lat, które przecież tak bardzo chciałam wówczas przeczytać. Ze śledzenia nowości nie zrezygnuję, jestem beznadziejnym przypadkiem, ale mocno ograniczę czytanie i prezentowanie książek dla dzieci. A teraz najważniejsze: wybrałam dwanaście zaległych lektur, które koniecznie muszę i po prostu chcę przeczytać w tym roku. W danym miesiącu wygospodaruję czas na konkretną książkę, a potem oczywiście podzielę się wrażeniami na jej temat. Będzie to jednocześnie nowy cykl na blogu, który potraktuję jako wyzwanie czytelnicze i niech mi grubaśna książka na głowę z półki spadnie, jeśli słowa nie dotrzymam! 

STYCZEŃ
"Tove Jansson Mama Muminków" Boel Westin
 
LUTY
"Ziemia kłamstw"Anne B. Ragde
 
MARZEC
"Szatańskie wersety" Salman Rushdie
 
KWIECIEŃ
"Wyznaję" Jaume Cabré
 
MAJ
"Norwegian Wood" Haruki Murakami
 
CZERWIEC
"Płyń z tonącymi" Lars Mytting
 
LIPIEC
"Samarkanda" Amin Maalouf
 
SIERPIEŃ
"Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski
 
WRZESIEŃ
"Villette" Charlotte Brontë
 
PAŹDZIERNIK
"Honor" Elif Shafak
 
LISTOPAD
"Niedziela, która zdarzyła się w środę" Mariusz Szczygieł
 
GRUDZIEŃ
"Bracia Karamazow" Fiodor Dostojewski
 
Dwanaście książek, które wybrałam to oczywiście ułamek tego, co przeczytam w 2018 roku, ale bardzo zależy mi również na lekturach, które czekają na mnie kilka lub kilkanaście lat. Trzymajcie kciuki!
Tak się Matka Polka Czytająca zdyscyplinowała, a Szanownych Czytelników o ewentualny nadzór prosi :)
 
 
 
 

"Purezento" Joanna Bator

dosia1331

100_1268

W czytelniczym podsumowaniu roku wspomniałam o najnowszej powieści Joanny Bator. Żeby była jasność, wcale nie uważam jej za literackie arcydzieło, bo sromotnie przegrywa chociażby z nagrodzoną Nike, "Ciemność, prawie noc", a mimo to spędziłam z nią kilka miłych wieczorów. Poza tym chciałam sprawdzić, czy po zmiażdżonym przez czytelników "Roku królika" autorka była w stanie napisać po prostu dobrą książkę. Jakie wrażenia? Pozytywne i w ogóle nie przeszkadza mi fakt, że ponoć mało Japonii w Japonii, choć wydawca obiecuje powieść na wskroś japońską. Po pierwsze, jeśli będę chciała dowiedzieć się czegoś więcej o Kraju Kwitnącej Wiśni, to na pewno nie z powieści, a po drugie, "Purezento" nie jest książką o Japonii. Zresztą na usprawiedliwienie dodam, że Joanna Bator bardzo subtelnie kawałek Japonii jednak przemyciła, również między wierszami. Poza tym to powieść-metafora, książka, w której autorka nawiązuje do techniki kintsugi, czyli naprawiania/sklejania rozbitych naczyń za pomocą mieszanki z dodatkiem złota. 

Początek banalny i właściwie ryzykowny, bo kolejna zdradzona kobieta w literaturze nikogo już nie zaskakuje i niczego nowego nie wnosi. Powiało mi literaturą popularną, niestety. Ale to przecież Joanna Bator, laureatka Nike, kobieta, która potrafi pisać i która zaskarbiła sobie sympatię czytelników znakomitymi powieściami. Z tą myślą czytałam dalej i bardzo się cieszę, że nie odłożyłam książki po kilkunastu stronach, bo później jest zdecydowanie lepiej. Główna bohaterka za namową pewnej Japonki decyduje się na daleką podróż z Polski do Tokio. Zmiana otoczenia ma być lekiem na złamane serce, ale też możliwością rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu i przemyślenia wielu spraw. Kobieta ma również szansę zgłębić tajniki kintsugi. Czasochłonna i wymagająca precyzji technika naprawy ceramiki staje się terapią i kluczem do zrozumienia przeszłości, ale też zaakceptowania teraźniejszości…

Gdyby nie reklama w prasie, to z pewnością przegapiłabym premierę tej książki. W ogóle jakoś cicho o „Purezento”. Mam wrażenie, że premiera najnowszej powieści Joanny Bator przeszła bez echa, nie wywiązała się dyskusja na jej temat, jak przy okazji poprzednich książek autorki. A może po prostu końcówka roku okazała się niefortunna i czytelnicy nie zdążyli zapoznać się z „Purezento”? Być może zginęła w tłumie lepszych książek, bo rok 2017 obfitował w znakomite lektury, o których jeszcze długo będziemy rozmawiać. Trochę szkoda mi „Purezento", bo to całkiem udana powieść, ładnie napisana, z ciekawym przesłaniem, nieco przybliżająca japońską kulturę i kryjąca w sobie sporo ważnej treści. Joanna Bator zbudowała fabułę na podstawie prostych, krótkich zdań, które świetnie sprawdzają się w tego rodzaju opowieściach. Purezento znaczy prezent, tak to słowo wymawiają Japończycy, ale słowo jest tylko słowem, istotny jest kontekst, wtedy litery nabierają znaczenia.

Czekam na powieść na miarę "Ciemno, prawie noc".

Moja ocena: 4/6

Autor: Joanna Bator
Tytuł: „Purezento”
Oprawa: twarda
Ilość stron: 288
Rok wydania: 2017
Znak

 

 

Top 10, czyli subiektywny ranking książek przeczytanych w 2017 r.

dosia1331

100_1361

W zeszłym roku po raz pierwszy zrobiłam czytelnicze podsumowanie, podałam ilość przeczytanych książek i wyróżniłam dziesięć lektur, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Tym razem nie będę chwalić się liczbami, bo coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to nie ma większego sensu. Bez znaczenia jest dla mnie fakt, czy ktoś przeczytał sto książek, czy tylko dziesięć. Ważne jest to, by w ogóle czytać. 

Trafiło do mnie mnóstwo książek, nie o wszystkich pisałam na blogu, bo wielu z nich po prostu nie udało mi się przeczytać albo o nich opowiedzieć i najzwyczajniej w świecie czekają na swoją kolej. Były również takie lektury, które odkładałam po kilkudziesięciu stronach. Nie wspominałam o nich, bo już dawno uznałam, że nie będę zamieszczać wpisów o książkach, które nie przypadły mi do gustu. Skoro ich czytanie uznałam za stratę czasu, to jaki sens o nich pisać? 

Wybranie dziesięciu książek spośród wielu bardzo ciekawych publikacji nie było łatwym zadaniem i trochę ubolewam nad tym, że wśród nich znalazła się tylko jedna polska. Co roku obiecuję sobie czytać więcej polskiej literatury współczesnej i bilans zwykle jest ten sam, czyli kilkanaście książek, z czego połowa przeczytana z umiarkowanym entuzjazmem. Osobną kategorią jest dla mnie polski reportaż, któremu raczej nie mam nic do zarzucenia i  bardzo żałuję, że nie zdążyłam przeczytać "Sendlerowej. W ukryciu" Anny Bikont. Co się odwlecze, to... na pewno nadrobię zaległości, bo od przyszłego roku ograniczę nieco prezentowanie lektur dla dzieci. Wracając do rankingu, nie będę uzasadniać mojego wyboru, wystarczy kliknąć w link i wszystko stanie się jasne. Dodam tylko, że na podium znalazły się absolutnie fenomenalne lektury, czyli "Eseje wybrane" Virginii Woolf - literackie mistrzostwo świata, "Beksińscy. Portret podwójny" Magdaleny Grzebałkowskiej, znakomita reporterska opowieść oraz "Magiczne lata" Roberta McCammona, dzięki którym odmłodniałam o jakieś dwadzieścia pięć lat :) 

TOP 10

1. Virginia Woolf - "Eseje wybrane" link 

2. Magdalena Grzebałkowska - "Beksińscy. Portret podwójny" link

3. Robert McCammon "Magiczne lata" link

4. Richard Flanagan "Klaśnięcie jednej dłoni" link

5. Orhan Pamuk "Rudowłosa" link

6. Kazuo Ishiguro "Okruchy dnia" link

7. Ece Temelkuran "Odgłosy rosnących bananów" link

8. Alistair MacLeod "Utracony dar słonej krwi" link

9. Jaume Cabré "Agonia dźwięków" link

10. Lily Brooks-Dalton "Dzień dobry, północy" link

Są jeszcze dwie książki, które chciałabym wyróżnić, a mianowicie "Rdzę" Jakuba Małeckiego link oraz "Purezento" Joanny Bator (wkrótce poznacie moją opinię). Właściwie zastanawiałam się nad umieszczeniem "Rdzy" na pozycji dziesiątej, ale ostatecznie wybrałam debiutancką powieść Lily Brooks-Dalton za nietuzinkowe podejście do tematu samotności. Jeżeli chodzi o książkę Joanny Bator, to jestem niemal pewna, że ten wybór uznacie za dość zaskakujący, bo sama do końca nie jestem przekonana, czy powinna znaleźć się w moim podsumowaniu. Ale skoro o niej wspomniałam, to chyba coś mnie ujęło...

Największe rozczarowanie? Bezapelacyjnie "Swing Time" Zadie Smith link.

Najciekawsza okładka? "W ciemność" Anny Bolavej link i "Purezento" Joanny Bator.

Bardzo chętnie poznam tytuły książek, które Was zachwyciły.

100_1397

Wszystkiego najlepszego w Nowym 2018 Roku!

Do miłego zaczytania :) 

 

Grudzień :)

dosia1331

Już za chwilę pierwszy dzień zimy, a za oknem szaruga, która bardziej przypomina listopad. Gdzie ten śnieg? Smogu mamy pod dostatkiem, a białego puchu, jak na lekarstwo. Za to książek na półkach przybywa i właściwie nie bardzo wiem, w jakiej kolejności pojawią się na blogu, zwłaszcza że wśród lektur nowości i książki, o których swego czasu było bardzo głośno. Salman Rushdie kusi mnie "Szatańskimi wersetami", Herbjørg Wassmo korci powieścią "Te chwile", tęsknym wzrokiem spoglądam na biografię Tove Jansson i bardzo ciekawa jestem "Sendlerowej". A stosy książek rosną i - ku utrapieniu mojego męża - wypełniają domową przestrzeń.

100_1247

A co czytam? Powoli kończę najnowszą powieść Joanny Bator, "Purezento" i muszę przyznać, że to całkiem udana lektura, choć moją ulubioną książką tej autorki pozostaje nagrodzona Nike, "Ciemno, prawie noc". Nawiasem mówiąc, purezento znaczy prezent i jeśli tylko lubicie Joannę Bator albo znacie kogoś, komu taki podarunek przypadłby do gustu, to warto się nad tym zastanowić. 

Przeglądam blogi i na wielu z nich pojawiają się książki nawiązujące do świąt (nie dla mnie!) oraz pomysły na prezent dla mola książkowego (też odpada). Gadżety są mi zupełnie obojętne, a nawet zbędne. Czytnika nie chcę! Cóż, jestem nieskomplikowana i chyba trochę staroświecka, bo akceptuję tylko papier. Zakładki, kubki z cytatami, etui na książki (serio, jest coś takiego!), pieczątki (ex libris) i inne rzeczy też nie robią na mnie wrażenia. Uważam je za nieistotne, poza zakładkami, których faktycznie kilka mam, co nie jest niczym nadzwyczajnym i czego za fanaberię, jak w przypadku etui, nie uważam. Dobrą książką nie pogardzę, wszak od przybytku głowa nie boli.

Nieco ograniczyłam czas poświęcony na czytanie, bo spełniłam wreszcie jedno z moich marzeń i nauczyłam się robić na drutach. Moja ukochana babcia Marysia potrafiła wyczarować z wełny prawdziwe cudeńka. Mam nadzieję, że uśmiecha się z nieba do sztrykującej wnuczki, która już nie marudzi, że to takie trudne. Ale spokojnie, czytania nie porzucę, nigdy!

100_1252

Na zakończenie dodam tylko, że już niebawem opowiem o "Purezento" Joanny Bator, a poza tym przygotuję subiektywny ranking najlepszych książek przeczytanych w 2017 r. Czy "Purezento" się w nim znajdzie? Tego nie zdradzę, ale zapraszam do śledzenia wpisów na blogu.

Pozdrawiam i do miłego zaczytania :)  

Zimowe lektury od Zakamarków

dosia1331

100_1218

Kto mnie zna ten wie, że długo mogę rozpływać się w zachwycie nad twórczością Astrid Lindgren i tylko szukam pretekstu, by na blogu prezentować jej powieści i opowiadania dla dzieci. W bogatym dorobku literackim słynnej Szwedki jest mnóstwo wspaniałych książek, ponadczasowych historii, które czytam z przyjemnością i do których chętnie wracam.

Na Czerwcowe Wzgórze zawitała wprost bajeczna zima. Dwie siostry, Madika i Lisabet, cieszą się z białego puchu i razem z tatą szaleją na śniegu. Tymczasem w domu trwają przygotowania do świąt, na blaszkach lodują kolejne partie pierniczków, planowane są również zakupy prezentów, po które obie dziewczynki wybierają się z Alvą. Niestety z powodu przeziębienia Madika musi zostać w domu. W trakcie zakupów nieposłuszna Lisabet oddala się od sklepu i wchodzi na płozy sań niejakiego Anderssona, a ten nieświadomy pasażera na gapę pędzi daleko w las i na dodatek śpiewa piosenki, których dziecko nie powinno słuchać. Przerażona Lisabet wreszcie daje znać o swojej obecności i liczy, że mężczyzna odwiezie ją do domu. Nic z tego, Andersson zostawia dziewczynkę w lesie. Jak zakończy się ta historia i jaki morał płynie z opowieści? Tego oczywiście nie zdradzę, ale "Patrz, Madika, pada śnieg!" to lektura na wskroś świąteczna, choć z delikatnym dreszczykiem emocji. Trudno nie wspomnieć o przepięknych ilustracjach Ilon Wikland, które cudownie podkreślają klimat opowieści. 

Moja ocena: 6/6

100_1219

100_1220

"Zimowa wyprawa Ollego" Elsy Beskow jest moim tegorocznym odkryciem. Opowiadanie, po raz pierwszy ukazało się w 1907 roku, ale z powodzeniem można czytać również dziś. Baśniowa, urokliwa opowieść o chłopcu, który dostał narty i któremu do pełni szczęścia brakuje... zimy. Tuż przed Bożym Narodzeniem zaczyta wreszcie padać śnieg, a Olle ma nadzieję wypróbować prezent od taty. Chłopiec zakłada narty i wyrusza do lasu, a po drodze nie może się nadziwić pięknej zimie, na którą tak bardzo czekał. W lesie spotyka starca, Wuja Szrona, sprawcę bajkowego krajobrazu oraz Ciotkę Odwilż, która z miotłą w ręku próbuje przegnać zimę. Zaczarowany las? Ależ oczywiście, że tak! 

Nie zabrzmi to oryginalnie, ale jestem zachwycona książką Elsy Beskow i z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy w literaturze szukają pięknych opowieści. Jestem też pod wrażeniem ilustracji, które przypominają mi moje dawne książki z dzieciństwa, zwłaszcza rosyjskie baśnie. Bardzo, ale to bardzo udana lektura.

Moja ocena: 6/6

100_1221

100_1222

100_1228

Autor: Astrid Lindgren
Ilustracje: Ilon Wikland
Tytuł: "Patrz, Madika, pada śnieg!"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2017
Zakamarki
 
Autor: Elsa Beskow
Ilustracje: Elsa Beskow
Tytuł: "Zimowa wyprawa Ollego"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 32
Rok wydania: 2017
Zakamarki

O tym, co utracone - "Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro

dosia1331

100_1215

Jak przez mgłę pamiętam film nakręcony na podstawie powieści tegorocznego laureata Literackiej Nagrody Nobla. Nawet nie jestem w stanie stwierdzić, czy ekranizacja pokrywa się z treścią książki, czy wydarzenia ukazane w filmie odzwierciedlają te zapisane na kartach powieści. Gdzieś tam w zakamarkach mojej pamięci jest obraz dwóch postaci, wokół których Kazuo Ishiguro zbudował fabułę powieści. Filmowa okładka też zrobiła swoje, bo nijak nie potrafiłam wyobrazić sobie bohaterów, wciąż widziałam parę brytyjskich aktorów, czyli Anthony'ego Hopkinsa i Emmę Thompson. Sięgnęłam po tę książkę z czystej ciekawości, kierowana chęcią sprawdzenia, czy jedna z najbardziej prestiżowych nagród na świecie trafiła we właściwe ręce. Jakie wrażenia? Bardzo, bardzo pozytywne. 

Narratorem "Okruchów dnia" jest pan Stevens, angielski kamerdyner snujący opowieść o swoim życiu. Lojalny i w pełni oddany człowiek, który pracę stawia ponad wszystko. Perfekcyjny, dystyngowany i zawsze do usług, jak maszyna. Stevens cieszy się bezgranicznym zaufaniem chlebodawcy, czyli lorda Darlingtona i opinią wiernego pracownika. Co poza tym? Nic, bo życie kamerdynera to wyłącznie praca. Jest jeszcze panna Kenton, gospodyni domu, energiczna kobieta, której cięty język bywa powodem nieporozumień z kamerdynerem. Po śmierci Darlingtona nowym właścicielem domu zostaje pewien Amerykanin, zaś Stevens za jego zgodą wyrusza w podróż, by namówić pannę Kenton do powrotu. Treść jej listu pozwala mu wierzyć, że jest to jak najbardziej możliwe. Panna Kenton opuściła posiadłość wiele lat temu, ale przeszłość wciąż jest dla niej otwartym rozdziałem, który wymaga komentarza. Zaś podróż pana Stevensa do Kornwalii dyktowana jest nie tylko chęcią spotkania z dawną współpracownicą, ale analizą życia pozbawionego tego, co najważniejsze - szczęścia. 

Moje nastawienie było dość sceptyczne, bo zrobiłam to, czego bardzo nie lubię, czyli rzuciłam się na książkę świeżo upieczonego noblisty jakoś tak bezrefleksyjnie. Wcześniej nie interesowałam się jego twórczością, nie czekałam na kolejne książki, więc najzwyczajniej w świecie dałam się ponieść emocjom. Bum wokół postaci Kazuo Ishigury i ogromna popularność jego książek jest nieco przytłaczająca, ale taka sytuacja ma miejsce zawsze wtedy, kiedy wręczana jest ta najbardziej pożądana nagroda. Nagle wszyscy chcą poznać pisarza, zgromadzić jego książki i pal licho, że często nawet ich nie przeczytają, ważne, że są na półce. Facet dostał Nobla, a to jest coś! Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, by pójść do biblioteki i po prostu wypożyczyć książkę, ale z drugiej strony chciałam mieć możliwość ewentualnego zaznaczania ołówkiem, czyt. bazgrania na marginesach etc. Ot, taka fanaberia mola książkowego. Kupiłam jedną, tę najbardziej znaną powieść Japończyka, czyli "Okruchy dnia", zrecenzowaną już setki razy. Mogłabym pisać o niej długo, bardzo długo, bo lektura tej powieści to prawdziwa uczta. Zachwycona jestem przede wszystkim pięknym literackim językiem. Tę powieść czyta się po prostu fenomenalnie. Nie ma tutaj przypadkowych zdań, banalnie brzmiących fragmentów, niepotrzebnych słów. Jest za to mnóstwo ważnej treści, cudownie prowadzonej narracji i mistrzowsko wykreowanych postaci, ludzi z krwi i kości, prawdziwych, a nie papierowych postaci. "Okruchy dnia" są powieścią na wskroś angielską, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że elegancką i nie będzie w tym grama przesady. Narracja, która sprawia wrażenie niespiesznej, jest w gruncie rzeczy niezwykle gęsta i wymaga od czytelnika absolutnego skupienia. Kazuo Ishiguro gdzieś między wierszami ukrył istotę relacji głównych bohaterów powieści, których losy odsłania przed nami w kolejnych rozdziałach. Wiemy, że wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, ale czy lepiej? I dla kogo? 

Piękna, refleksyjna proza...

Moja ocena: 6/6

Autor: Kazuo Ishiguro
Tytuł: "Okruchy dnia"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 304
Rok wydania: 2017 
Albatros

Święta tuż, tuż... Książkowe propozycje Wilgi, które umilą dzieciom czas oczekiwania

dosia1331

Czy padający śnieg, pojawiające się na ulicach dekoracje świąteczne i rozbrzmiewające w rozgłośniach radiowych "Last Christmas" są wystarczającym powodem, by już bardzo poważnie zacząć przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia? Z kalendarzy adwentowych znikają kolejne czekoladki, a to niezaprzeczalny znak, że rozpoczęło się wielki odliczanie i radosny czas oczekiwania. W naszym domu kalendarz adwentowy nie ma racji bytu - cztery łasuchy, wiadomo, o co chodzi. Dlatego od kilku lat stawiam na adwentowe lektury, które są lepsze od cukru i które można włączyć do zabawy, a tym samym miło spędzić czas z dziećmi. Na rynku wydawniczym jest kilka sprawdzonych przeze mnie książek, do których z przyjemnością wracamy. W tym roku do naszej kolekcji trafiły "Magiczne święta" i codziennie serwujemy sobie kolejny rozdział, który jest dla nas symbolicznym okienkiem z czekoladką. A co można znaleźć w książce? Opowieści bożonarodzeniowe, wiersze, propozycje zabaw, przepisy na świąteczne pyszności i mnóstwo innych atrakcji. Poza tym można zajrzeć do zimowej krainy, w której mieszka św. Mikołaj. Książka zamiast czekoladek? Wybieram książkę! 

100_1205

100_1194

Na długie zimowe wieczory polecam "Brulion zabaw na święta", w którym znajdziecie mnóstwo ciekawych zadań do wykonania. Przygotujcie kredki, ołówki, długopisy i po prostu dobrze się bawcie. Kolorowanie i proste gry to znakomita forma rozrywki. Kółko i krzyżyk, państwa - miasta, statki, łączenie kropek, czy uzupełnianie obrazków to tylko kilka propozycji, które z pewnością spodobają się dzieciom.   

100_1202

100_1203

Razem z "Magicznymi świętami" i "Brulionem zabaw na święta" trafiły do nas "Kolędy i pastorałki" z bonusem w postaci płyty CD z utworami w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Warszawskiego „Warszawianka”. Wiem, że to jeszcze nie czas na kolędy, ale moja córka poprosiła o przesłuchanie płyty, więc nie mogłam jej odmówić, zwłaszcza  że do snu nucę jej te najbardziej znane. Nawiasem mówiąc, świetnie sprawdzają się w roli kołysanek, spróbujcie koniecznie. Nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia bez kolęd i pastorałek, które podkreślają uroczysty charakter tych dni i które cudownie scalają rodzinę przy świątecznym stole. W książce znajdują się oczywiście teksty kolęd i pastorałek.

100_1199

Zostawiam Was z najnowszym wpisem i zmykam pomagać moim skarbom w tworzeniu kolorowego i bardzo długiego łańcucha na choinkę :)

Do miłego zaczytania!

Moja ocena: 5/6
Autor: praca zbiorowa
Tytuł: "Magiczne święta"
Oprawa: twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2017
Wilga
 
Moja ocena: 5/6
Autor: praca zbiorowa
Tytuł: "Brulion zabaw na święta"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 112
Rok wydania: 2017
Wilga
 
Moja ocena: 6/6
Autor: praca zbiorowa
Tytuł: "Kolędy i pastorałki" + CD
Oprawa: twarda
Ilość stron: 48
Rok wydania: 2017
Wilga

 

"Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół" Mikołaj Nosow

dosia1331

100_1167

Nie czytałam tej książki w dzieciństwie, ba, nawet nie miałam pojęcia o jej istnieniu, co przekłada się na brak wiedzy o tym, że należy do klasyki literatury dziecięcej i że przygodami uroczego Nieumiałka zachwycali się nasi rodzicie, a nawet dziadkowie. Uprzejmie donoszę, że sympatyczny bohater książki Mikołaja Nosowa skradł serce mojej córki, która z przyjemnością słuchała kolejnych opowieści. Przyznaję, że byłam tym faktem nieco zdziwiona, bo dzieci w jej wieku często szybko tracą zainteresowanie i nie potrafią skupić się na dłuższym tekście. Oj, rośnie mi w domu mała czytelniczka, cudownie! Oczywiście w trakcie lektury musiałam odpowiadać na różne pytania i zatrzymywać się na ilustracjach, a te są zachwycające, takie w starym stylu, bez udziwnień, których w książkach dla dzieci po prostu nie lubię. 

100_1177

100_1174

Nieumiałek, bo niewiele umie? Trochę tak, choć bardzo się stara, ale czasem po prostu mu się nie udaje. Kiedy chce komuś zaimponować, to zwykle dzieje się wprost przeciwnie. Nieumiałek nieudolnie naśladuje swoich towarzyszy, a ci wcale nie są tolerancyjni dla jego wygłupów. Nieumiałek - muzykiem? Zatykajcie uszy i uciekajcie, gdzie pieprz rośnie! Nieumiałek - malarzem? Odpada, portrety przyjaciół były, delikatnie rzecz ujmując, nie do zaakceptowania, choć zdecydowanie poprawiły niektórym humor. Ale tylko do czasu, kiedy ich wizerunek nie stał się obiektem żartów. Nieumiałek - poetą? Nic z tego nie będzie, totalny brak talentu! Karzełek nie jest kryształową postacią, czasem ma więcej szczęścia niż rozumu, słomiany zapał, a do tego bezczelnie kłamie. Tylko, że kłamstwo ma krótkie nogi i Nieumiałek bardzo szybko się o tym przekona. 

Mądra, ciekawa i pięknie napisana książka o przyjaźni, która w zabawny i pouczający sposób pokazuje, jak ważna jest w życiu prawda, jak niepotrzebnie ubarwiamy swoje życiorysy, by zyskać chwilowy poklask. Bycie sobą jest znacznie lepsze, niż udawanie kogoś innego.

Znakomita lektura, nie tylko dla dzieci.

Moja ocena: 6/6

Autor: Mikołaj Nosow
Tytuł: "Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół"
Ilustracje: Aleksy Łaptiew
Oprawa: twarda
Ilość stron: 180
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo Literackie

 

"Winlandia" George Mackay Brown

dosia1331

100_1154

Zacierałam ręce na wieść o tym, że "Winlandia" ukaże się na polskim rynku wydawniczym, zwłaszcza że to lektura traktująca o wikingach. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przewracając kolejne strony powieści coraz bardziej przekonywałam się o tym, że moje wyobrażenie o wikingach jest dokładnie takie, jakie od lat funkcjonuje w popkulturze, a które niewiele ma wspólnego z tym przedstawionym w "Winlandii". Myślisz wiking i widzisz potężnego mężczyznę z brodą, charakterystycznym nakryciem głowy i wiesz, że te rogi w pełni oddają jego brutalną naturę. Tymczasem George Mackay Brown na kartach swojej powieści kreśli inny obraz wikingów i właśnie to odejście od typowego wizerunku było dla mnie sporym zaskoczeniem. 

Centralną postacią "Winlandii" jest Ranald Sigmundson. Głównego bohatera poznajemy, kiedy ten ma powoli przygotowywać się do roli, którą powinien przejąć po swoim ojcu. Dalekie wyprawy morskie, odkrywanie kolejnych lądów i próby osiedlenia się na nieznanych terenach to sposób na życie wikingów. Młody Ranald Sigmundson przekona się, że czasem przypadek, a czasem przeznaczenie decydują o naszym losie. Wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, gdyby Ranald zamiast ucieczki ze statku ojca zdecydował się podporządkować jego woli. Przyłączając się do załogi Leifa Erikssona zyskał szansę na przygodę i możliwość odkrycia niezwykłej krainy.

Barwna historia Ranalda Sigmundsona to jednocześnie historia o ludziach północy. Uniwersalna, symboliczna i momentami poetycka proza szkockiego pisarza zachwyca swoją mądrością oraz nietypowym podejściem do tematu wikingów, bo w gruncie rzeczy jest to powieść o podróży, zwłaszcza tej w głąb siebie. Ale to również bardzo wciągająca książka o życiu, które bywa wystarczająco długie, by mieć możliwość uczestniczenia w ważnych wydarzeniach i jednocześnie zbyt krótkie, by przekonać się, co tak naprawdę ma znaczenie.

Ma Michał Alenowicz nosa do książek nietuzinkowych, do ambitnej literatury, która nie wymaga nachalnej promocji i posiłkowania się zbędnymi rekomendacjami. "Wiatr od Morza" stawia na jakość, czego dowodem jest po prostu literatura z wyższej półki, ale też charakterystyczna, bo spójna szata  graficzna.

A tak na marginesie, świetna okładka.

Moja ocena: 5.5/6

Autor: George Mackay Brown
Tytuł: "Winlandia"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 309
Rok wydania: 2017 
Wiatr od Morza

 

Od prehistorii do współczesności - "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" Michael Bird

dosia1331

100_1121

"Sztuka jest językiem pozwalającym wyrażać rzeczy niewyrażalne, te, dla których nie znajdujemy słów" pisze we wstępie Michael Bird, po czym zabiera czytelnika w daleką podróż, do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło, czyli do jaskini. To tam narodzili się pierwsi artyści, których prace możemy podziwiać do dziś i które wiele mówią nam o czasach w jakich przyszło im żyć. Ścienne malowidła, czy rzeźby są nie tylko świadectwem minionych epok, ale doskonałym źródłem wiedzy o ludziach pierwotnych. Każdy rozdział książki jest prezentacją kolejnego dzieła sztuki i jednocześnie barwną opowieścią, która przybliża postać autora i ukazuje okoliczności powstania dzieła. Zastanawiałam się w jakim tonie utrzymana będzie ta opowieść - książka Michaela Birda jest adresowana do dzieci - czy autor uniknie patosu, który pojawia się w tego rodzaju publikacjach? Albo skusi się na zbyt infantylny ton wypowiedzi. Na szczęście nic takiego nie ma miejsca. "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści" to bezapelacyjne doskonała lektura dla dzieci, która w przystępny i bardzo sugestywny sposób przybliża historię sztuki. Autor dysponuje ogromną wiedzą, ale też darem opowiadania, bo już lektura wstępu jest dla czytelnika zapowiedzią niezwykłej przygody, możliwości odwiedzenia różnych zakątków świata, w których powstały jedne z najważniejszych dzieł sztuki. Znakomite ilustracje i zdjęcia stanowią uzupełnienie książki i pozwolą dzieciom utrwalić wiadomości, ale przede wszystkim poznać prace z różnych epok. Na czytelników czekają Vincent van Gogh, Frida Khalo, Leonardo da Vinci, Claude Monet oraz wiele innych znanych i mniej znanych postaci.

Lektura obowiązkowa.

100_1123

100_1131

100_1140

Moja ocena: 6/6
 
Autor: Michael Bird
Tytuł: "Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci" 
Ilustracje: Kate Evans
Oprawa: twarda
Ilość stron: 335
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

 

Niezwykła lekcja o grzybach

dosia1331
100_1111
 
"Są wszędzie. Na lądzie, w wodzie, pod ziemią, na drzewach, w twoim przewodzie pokarmowym, w lodówce i na skórze. Mogą być trujące i lecznicze, osiągać zawrotne ceny, świecić i wabić elfy - przynajmniej według niektórych legend..."

Czy grzyby są roślinami? Nie. To może jakimś gatunkiem zwierząt? Absolutnie! Grzyby nie należą do żadnej z wymienionych grup, są odrębną częścią świata przyrody, królestwem nazywanym mykobiotą, wciąż bardzo tajemniczym dla naukowców. Kiedy mówimy o grzybach, to zazwyczaj mamy na myśli te, które można znaleźć jesienią w lesie. Dzielimy je na jadalne i trujące, na te drugie musimy bardzo uważać, bo są toksyczne dla naszego organizmu, a ich konsumpcja może mieć fatalne skutki. Ale świat grzybów jest znacznie bogatszy. Książka Liliany Fabisińskiej w przystępny i zabawny sposób opowiada nie tylko o tych grzybach, które lądują na naszych talerzach, ale również o takich, których nie widać gołym okiem. Ich zastosowanie jest bardzo szerokie i właściwie trudno byłoby nam bez nich funkcjonować. Stanowią niesłychanie ważne ogniwo w świecie przyrody i nawet nie zdajemy sobie sprawy w jakich dziedzinach są wykorzystywane. Liliana Fabisińska zadbała o to, by przybliżyć nam królestwo grzybów, a informacje, które podaje autorka są niezwykle interesujące i z pewnością robią wrażenie. Na kartach książki znajdziecie mnóstwo ważnej treści, nazwiska badaczy, statystyki, ciekawostki, anegdoty, przysłowia, a nawet przepisy kulinarne.

Duży format i fenomenalne ilustracje to niezaprzeczalne atuty książki Liliany Fabisińskiej. Przyznaję, że to jedna z najciekawszych i najbardziej atrakcyjnych graficznie książek w biblioteczce moich dzieci.

100_1105

100_1106

100_1108

Książka nie do przegapienia!
Moja ocena: 6/6

Na koniec zdjęcie, które zrobił mój syn :)

DSCN3839

Autor: Liliana Fabisińska
Tytuł: "Grzyby"
Ilustracje: Asia Gwis
Oprawa: twarda
Ilość stron: 96
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

 

 

 

 

Podróż w czasie, czyli "Opowiem ci, mamo, co robią dinozaury"

dosia1331

100_1075

Olbrzymy, które miliony lat temu zamieszkiwały naszą planetę wciąż budzą ogromne zainteresowanie wśród dzieci. Na rynku wydawniczym jest mnóstwo książek opowiadających o dinozaurach, prezentujących ich wygląd, zwyczaje, miejsca żerowania. Mniej lub bardziej szczegółowe publikacje trafiają w ręce dzieci, które z zachwytem na twarzy śledzą kolejne strony i nie mogą uwierzyć w to, że kiedyś, bardzo dawno temu, świat wyglądał zupełnie inaczej. Mój syn również interesował się dinozaurami, swego czasu mieliśmy w domu mnóstwo figurek dinozaurów, kilka pluszaków, gry planszowe, kolorowanki, naklejki itp. itd. Potem przyszedł czas na książki, które do tej pory przegląda oraz filmy fabularne i popularnonaukowe. Jego fascynacja dinozaurami nieco osłabła, za to córka po prostu oszalała na ich punkcie i mamy w domu powtórkę z rozrywki. Książka "Opowiem ci, mamo, co robią dinozaury" jest wertowana w tę i z powrotem, a ja obserwuję uśmiechniętą buzię i odpowiadam na dziesiątki pytań, które zadaje moje dziecko. Poza tym sama mam frajdę z lektury książki, bo to szalenie ciekawa propozycja dla młodszych dzieci i na dodatek cudownie zilustrowana przez Emilię Dziubak. "Opowiem ci, mamo, co robią dinozaury" to fascynująca podróż w czasie, przesycona humorem edukacyjna opowieść o olbrzymich stworzeniach, których nazwy są trudne do wymówienia, zatem gimnastyka buzi i języka gwarantowana. A to nie wszystko, bo na kartach książki znajduje się również zabawa interaktywna, więc na pewno nikt nie będzie się nudził, zwłaszcza że przewodnikiem po świecie dinozaurów jest pewien bardzo sympatyczny Kudłacz.

100_1079

100_1082

Miłej zabawy!

Moja ocena: 6/6

Tytuł: "Opowiem ci, mamo, co robią dinozaury"
Ilustracje: Emilia Dziubak
Oprawa: twarda
Ilość stron: 28
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

"W ciemność" Anna Bolavá

dosia1331

100_1023

Są takie książki, które pochłaniam w kilka godzin. Dla dobrej lektury jestem w stanie zarwać noc, bo odłożenie książki na trzy rozdziały przed końcem, nawet gdy oczy kleją się ze zmęczenia, jest niemożliwe. Ale są również takie opowieści, które czytam długo, a nawet bardzo długo. Kiedyś myślałam, że slow reading nie jest dla mnie, że czytanie w takim tempie pozbawia mnie możliwości odkrycia wielu wspaniałych lektur, bo zbyt wiele czasu i uwagi poświęcam jednej historii. Z drugiej strony trochę przeraża mnie błyskawiczne tempo czytania i coraz częściej dochodzę do wniosku, że lepiej pobyć dłużej z jedną, być może trudną w odbiorze, ale genialną lekturą, niż pożerać dziesiątki bestsellerów, o których szybko się zapomina. 

Banalne wydaje mi się stwierdzenie, że Anna Bolavá powieścią "W ciemność" po prostu mnie oczarowała, ale tak właśnie się stało. Czytałam tę książkę przez kilka dni z narastającym uczuciem niepokoju, bo każdy rozdział odkrywał przede mną nowe oblicze głównej bohaterki. Jej złożona osobowość nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, kim właściwie jest Anna Bartákova, co ją spotkało i dlaczego prowadzi taki tryb życia. Jej nadwrażliwa osobowość bywa męcząca, jej wybory zupełnie niezrozumiałe, a przesadna fascynacja przyrodą przytłaczająca. Anna jest tłumaczką, ale to zajęcie coraz mniej ją interesuje, nie potrafi skupić się na swojej pracy, bo myślami wciąż jest gdzieś na łonie natury, gdzie zbiera różne rodzaje ziół, by po wysuszeniu sprzedać towar w miejscowym skupie. Jest jeszcze strych, czyli miejsce, gdzie wszystko szeleści, gdzie od czasu do czasu dzieje się coś, co burzy spokój sąsiadów. Przewracając kolejne strony powieści coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że historia Anny to studium popadania w obłęd, staczanie się w ciemność, z której bardzo trudno dostrzec światło. Paradoksalnie, przyroda, która powinna dawać ukojenie, staje się przekleństwem, zamiast uzdrawiać, sieje coraz większe spustoszenie w głowie umęczonej kobiety. Czytelnik zaś wciągany jest w tę absolutnie dziwną historię rozgrywającą się gdzieś na granicy realnego i nadprzyrodzonego świata.

Anna Bolavá oddała w ręce czytelników powieść dość specyficzną, ale dopracowaną w najdrobniejszym szczególe. Autorka jest poetką i trudno nie dostrzec poetyckości w jej prozie, zresztą ciekawie zbudowane zdania są siłą tej powieści, a i sam pomysł na fabułę interesujący. Czytałam powoli, uważnie, by przypadkiem nie przeoczyć ważnego fragmentu, jakiegoś istotnego słowa, które pozwoliłoby mi odkryć genezę problemów Anny. Minęło kilka dni od przeczytania książki czeskiej autorki i przyznaję, że ta historia wcale nie zakończyła się dla mnie wraz z ostatnim zdaniem. Interpretacja życiorysu głównej bohaterki to nie lada wyzwanie, zwłaszcza że autorka niczego nie ułatwia, a wręcz przeciwnie stawia czytelnikowi pytania, na które bardzo trudno odpowiedzieć. Zielarka? Wariatka? Czarownica? Kim jest przerażona życiem kobieta, z wyraźnymi ranami na ciele? Jaką tajemnicę skrywa i dlaczego tak łatwo przychodzi jej podejmowanie krzywdzących dla siebie decyzji? Dlaczego nie szuka pomocy i nie próbuje wyrwać się ze szponów ciemności?

Mroczna, hipnotyzująca proza. Bardzo dobra powieść.

Moja ocena: 5.5/6

Autor: Anna Bolavá
Tytuł: "W ciemność" 
Oprawa: miękka
Ilość stron: 296
Rok wydania: 2017
Książkowe Klimaty

 

Klasyka literatury światowej, czyli nowa seria Wilgi

dosia1331

100_1005

Mam słabość do literackich rudzielców, charyzmatycznych, odważnych i pyskatych dziewczynek, które nie dają sobie w kaszę dmuchać i mają głowę pełną zwariowanych pomysłów. Jedną z moich ukochanych bohaterek literatury dla młodzieży jest Ania Shirley, czyli tytułowa "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery. Niepoprawna romantyczka, od czasu do czasu lądująca w otchłani rozpaczy, która nie znosi, gdy nazywa się ją Andzią wciąż jest mi bardzo bliska i uśmiecham się na samą myśl o niepokornym rudzielcu. Nie mam pojęcia, ile razy przeczytałam tę powieść, ale jej stan wskazuje na to, że dużo, bo nawet klej nie wytrzymał mojej fascynacji. "Przygody Tomka Sawyera" przeczytałam tylko raz, wieki temu i ogromnie się cieszę, że mogłam sobie przypomnieć tę lekturę, a co najważniejsze zaproponować ją mojemu synowi. Tomek to urwis, który z całą pewnością nawiązałby nić porozumienia z Anią, ponieważ wybryki i pakowanie się w kłopoty są ich specjalnością. Ale to dzieciaki o złotym sercu, których po prostu trudno nie pokochać. Obie książki należą do klasyki literatury dla dzieci i młodzieży. Kolejne pokolenia dziewczynek ulegają czarowi Avonlea i utożsamiają się z uroczą Anią. Niektórzy z nas chętnie przenieśliby się nad rzekę Missisipi, by dołączyć do bandy Tomka i zafundować sobie przygodę życia. Podsumowując, starsi czytelnicy mają okazję powspominać, a młodzi odkryć jedne z najpiękniejszych opowieści na świecie, bowiem Wydawnictwo Wilga przygotowało nową serię, w której ukażą się następujące tytuły: 

Mark Twain "Przygody Tomka Sawyera",
Lucy Maud Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza",
Frances Hodgson Burnett "Mała księżniczka",
Charles Dickens "Opowieść wigilijna",
E.T.A. Hoffmann "Dziadek do orzechów".
 
Wilga stanęła na wysokości zadania i oddała w ręce czytelników książki atrakcyjne wizualnie. Piękne, twarde oprawy i zachwycające ilustracje stanowią ich niezaprzeczalny atut. To oczywiście kwestia drugorzędna, bo znakomita literatura broni się sama, ale nie oszukujmy się, wszyscy zwracamy uwagę na to, jak książka została wydana. Bardzo jestem ciekawa kolejnych książek w serii. 
 
100_1011
 
Rezolutny Tomek i absolutnie cudowna Ania czekają na kartach powieści, miłej lektury.
 
Moja ocena: 6/6
 
Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł: "Ania z Zielonego Wzgórza"
Ilustracje: Mariusz Andryszczyk
Oprawa: twarda
Ilość stron: 463
Rok wydania: 2017 
Wilga
 
Autor: Mark Twain
Tytuł: "Przygody Tomka Sawyera"
Ilustracje: Aleksandra Michalska-Szwagierczak
Oprawa: twarda
Ilość stron: 319
Rok wydania: 2017 
Wilga
 
 

"Swing Time" Zadie Smith

dosia1331

100_0978

Nie mam pojęcia, dlaczego proza Zadie Smith nie robi na mnie specjalnego wrażenia. Chyba tylko "Białe zęby" naprawdę mi się podobały i nie miałam poczucia traconego na lekturę czasu. Najnowsza powieść Zadie Smith, "Swing Time", też mnie nie porwała. Po obiecującym początku nastąpiło coś, co zwykle nazywam przedzieraniem się przez fabułę. Rozczarowana nie jestem, ale mój entuzjazm jest raczej umiarkowany i chyba zgodzę się z opinią, że to lektura dla wiernych fanów brytyjskiej pisarki.  

W wywiadzie udzielonym "Wysokim Obcasom" Zadie Smith przyznaje, że: "Ta książka jest hołdem dla Ferrante". Inspirację twórczością Eleny Ferrante można dostrzec już po kilku pierwszych stronach powieści, zwłaszcza że motywem przewodnim "Swing Time" jest przyjaźń dwóch dziewczynek. Kto czytał "Genialną przyjaciółkę" Ferrante, ten wie, co mam na myśli. Ale to, co udało się włoskiej powieściopisarce, zupełnie nie wyszło Zadie Smith. Cytując klasyka, "nie urzekła mnie ta historia". Byłabym niesprawiedliwa twierdząc, że jest źle napisana, bo Zadie Smith pisze bardzo dobrze, jej warsztat nie budzi żadnych wątpliwości, świetnie posługuje się językiem i niezaprzeczalnie ma swój styl. Tylko, że to wszystko jej momentami mocno przegadane, przekombinowane i nieco chaotyczne. Zachęcona tytułem i opisem wydawcy, sięgnęłam po "Swing Time" z nadzieją na roztańczoną, pulsującą rytmem lekturę, a otrzymałam powieść, do której pewnie już nie wrócę. Liczyłam na energiczną, tętniącą życiem prozę, a wiele razy miałam ochotę tę książkę po prostu odłożyć. Za mało swingu w swingu? Mam wrażenie, że Zadie Smith nie wykorzystała potencjału tematu albo ja nastawiłam się na coś zupełnie innego. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że nie będę w swojej opinii odosobniona.

"Swing Time" jest powieścią społeczną rozważającą problem przynależności do miejsca, środowiska. Autorka zdecydowała się zawrzeć w niej kilka elementów swojej biografii, co z całą pewnością usatysfakcjonuje jej wielbicieli. Muzyka i taniec stanowią tło dla opowieści o kobietach pochodzących z różnych środowisk, które łączy i jednocześnie dzieli mnóstwo spraw, które wykorzystały życiowe szanse albo je zaprzepaściły, są szczęśliwe albo tylko udają. Niewątpliwym atutem powieści są znakomicie nakreślone postaci.

Moja ocena: 4/6

Autor: Zadie Smith
Tytuł: "Swing Time"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 480
Rok wydania: 2017 
Znak

"Show must go on...", czyli "Pozdrowienia z Korei" Suki Kim

dosia1331

100_0962

Wyobraź sobie, że trafiasz do kraju, gdzie niemal na każdym kroku spotykasz się z nieprawdopodobnym wręcz uwielbieniem pewnej dynastii. Wciąż słyszysz o wielkich czynach przywódców, obserwujesz pokłony przed pomnikami i spotykasz się z niezachwianą wiarą w słuszność każdej podjętej przez nich decyzji. W zasadzie zastanawiasz się, ile w tym wszystkich prawdy, a ile spektaklu, który wydaje się nie mieć końca. Ale ten kraj istnieje, choć bardzo trudno się do niego dostać, a bywa i tak, że z wydostaniem się mogą być olbrzymie kłopoty.

Kilka lat temu świat obiegły zdjęcia z pogrążonej w rozpaczy po śmierci Kim Dzong Ila Korei Północnej. Na ulicach tłumy Koreańczyków - lament, histeria i potoki łez. Obserwowaliśmy żałobę, która nie budziła współczucia, a raczej śmiech i politowanie, bo trudno było nie odnieść wrażenia, że to wszystko jest wyreżyserowane, narzucone i biada temu, kto postanowi zrezygnować z udziału w przedstawieniu. Szlochający Pjongjang żegnał "ukochanego" wodza, a reszta globu trzymała kciuki za otrzeźwienie narodu koreańskiego, zdrowy rozsądek i być może ewentualny bunt, który - jak wiadomo - nie nastąpił. W blasku chwały na tronie zasiadł Kim Dzong Un i... nic się nie zmieniło, bo i co miało ulec zmianie, skoro od lat Koreańczykom robi się pranie mózgu i zabrania decydowania o swoim losie. Reżim ma się dobrze, obywatele żyją w ciągłym strachu, a świta najważniejszego człowieka w państwie zapisuje w notesikach złote myśli pana i władcy. Witajcie w Korei Północnej!

Suki Kim miała okazję na własne oczy zobaczyć kawałek prawdziwego oblicza Korei Północnej. Dziennikarka spędziła kilka miesięcy w stolicy kraju, ucząc języka angielskiego młodzież wywodzącą się z koreańskich elit, więc nie miała dostępu do ludzi, którzy żyją na granicy ubóstwa. Ewentualna podróż w głąb państwa była niemożliwa, zresztą każdy jej krok był obserwowany, każdy gest analizowany, a dostęp do wiadomości mocno ograniczony. Dotarcie do obozów pracy, rozmowa sam na sam z mieszkańcami Korei Północnej to mrzonka. Suki Kim pokazano tylko tyle, na ile pozwalały absurdalne przepisy, choć i tak udało się jej sporo zaobserwować. Reżim serwuje turystom teatr, w którym uczestniczą obcokrajowcy i oddelegowani Koreańczycy, by ci pierwsi mogli potwierdzić "normalność" Korei w swoich ojczyznach. Jaka jest prawda, wiemy wszyscy. 

Przeczytałam tę książkę jednym tchem, a uczucia towarzyszące lekturze to mieszanina irytacji, złości i niedowierzania. "Pozdrowienia z Korei" to opowieść o zniewolonym, okłamywanym i wykorzystywanym społeczeństwie. 

"Show must go on..."

Autor: Suki Kim
Tytuł: "Pozdrowienia z Korei"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2015
Znak

 

"Cudowna podróż" Selma Lagerlöf

dosia1331

100_0895

"Cudowna podróż" Selmy Lagerlöf to książka zaliczana do klasyki literatury dla dzieci i młodzieży. Powieść uroczo staroświecka z wyraźnie zaznaczonym akcentem edukacyjnym, którą wciąż doskonale się czyta. Coś mi się wydaje, że dla dorosłego czytelnika będzie o wiele ciekawszym doświadczeniem, niż dla dziecka, które zrozumie tę historię bardzo dosłownie.

Szwecja, druga połowa XIX wieku. Nils Holgersson jest krnąbrnym, niegrzecznym i nieposłusznym dzieckiem. Nie widzi niczego złego w swoim postępowaniu, a wręcz przeciwnie przyjemność sprawia mu dokuczanie rodzicom i zwierzętom. Pewnego niedzielnego poranka Nils odmawia pójścia do kościoła i za karę otrzymuje zadanie: ma przeczytać czternaście i pół strony kazań. Ale chłopiec zamiast czytać zasypia nad tekstem. Ze snu budzi go hałas. Okazuje się, że to krasnoludek. Nils od razu wpada na pomysł spłatania malcowi jakiego figla, ale krasnoludek okazuje się bardziej przebiegły i zamienia chłopca w krasnoludka. Miniaturowy Nils przekona się na własnej skórze, jak to jest być mniejszym i słabszym od innych. Będzie musiał udowodnić, że jest coś wart, że można na nim polegać, że potrafi działać w grupie i po prostu ma dobre serce. Dzięki tej zamianie pozna również Szwecję z lotu ptaka, bo wraz z dzikimi gęsiami wyruszy do Laponii...

"Cudowna podróż" to książka przygodowa, lektura z motywem podróży, która nie tylko ukazuje metamorfozę głównego bohatera, ale też przybliża historię i geografię Szwecji. Ale powieść szwedzkiej noblistki to również afirmacja świata przyrody, jej niezaprzeczalnego związku z człowiekiem  i konieczności życia w symbiozie.

Piękna, baśniowa i momentami poetycka proza, która urzeka niepowtarzalnym klimatem i którą czyta się z ogromną przyjemnością.

Książkę znajdziecie w księgarniach 25 października 2017 r. 

Moja ocena: 6/6

Autor: Selma Lagerlöf 
Tytuł: "Cudowna podróż"
Oprawa: miękka
Ilość stron: 118 (wersja skrócona, funkcjonująca jako lektura szkolna)
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

Kurtyna w górę! "Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Teatrzyki"

dosia1331

100_08811

Bawiliście się kiedyś w teatr? Montowaliście scenę z poduszek, krzeseł, koców i wszystkiego, co mogło posłużyć do jej stworzenia? Ja doskonale pamiętam, że zniszczyłam mnóstwo klamerek, które za nic nie chciały utrzymać zbyt grubego materiału. Poza tym zawsze był kłopot z widownią, bo nie potrafiłam zdecydować, kto powinien zasiąść w pierwszym rzędzie, domownicy, czy lalki i misie. Wybór repertuaru też był dość absorbującym zajęciem, bo w grę wchodziła autorska "sztuka" albo gotowiec w postaci jakiejś książki, oczywiście odpowiednio opracowany. Zapomniałabym o kostiumach, to również wymagało wielu przygotowań, ale czego się nie robi dla oklasków zachwyconej publiczności. Teatr to magia, którą odkryłam jako dziecko...

Wspominki? Ależ oczywiście, że tak, poza tym czuję się usprawiedliwiona, bo jestem po lekturze "Teatrzyków" Brzechwy, pięknie wydanej i cudownie zilustrowanej książki, która jest czwartą odsłoną serii adresowanej do młodego czytelnika i zawierającej niezapomniane utwory sceniczne. "Nasza Księgarnia" po raz kolejny stanęła na wysokości zadania i zafundowała dorosłym czytelnikom powrót do dzieciństwa, a maluchom możliwość poznania utworów wybitnego poety, bez którego nie wyobrażam sobie polskiej literatury dla dzieci.

A co można znaleźć w książce? "Księżniczkę na ziarnku grochu", "Siedmiomilowe buty", "Wagary", "Bajki samograjki" i wiele innych tekstów, które wciąż wspaniale się czyta i których scenki z powodzeniem można odgrywać w domowym zaciszu. Mam wrażenie, że zabawa w teatr to dzisiaj nieco zapomniana forma spędzania wolnego czasu z dzieckiem. A szkoda, bo taka zabawa niesamowicie rozwija, pobudza wyobraźnię, uczy pracy w grupie i ćwiczy pamięć, bo przecież trzeba nauczyć się swojej roli. Nie ukrywam, że uśmiech nie schodził mi z twarzy podczas lektury "Teatrzyków", zresztą dowcip i humor sytuacyjny to główne składniki twórczości Jana Brzechwy. Pal licho, że niektóre z nich są już mocno niewspółczesne i odrobinę tu i ówdzie zdradzają zaangażowanie autora w głoszenie socjalistycznych haseł. Takie to były czasy...

Przypomnijcie sobie utwory sceniczne Brzechwy, zapoznajcie z nimi swoje dzieci i stwórzcie domowy teatr. Kurtyna w górę!

Do miłego zaczytania :)

100_0885

Moja ocena: 6/6

Autor: Jan Brzechwa
Tytuł: "Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Teatrzyki"
Ilustracje: Magdalena Kozieł-Nowak
Oprawa: twarda
Ilość stron: 336
Rok wydania: 2017
"Nasza Księgarnia"

© MATKA POLKA CZYTAJĄCA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci